Niebieska Linia prowadzi program dla policjantów

Utworzono: 2013-01-22
Zmodyfikowano: 2013-01-22

Rodziny policjantów są szczególnie narażone na przemoc - przekonuje w rozmowie z PAP Renata Durda, szefowa Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia" IPZ, które od niedawna prowadzi specjalny program skierowany do policjantów.

PAP: W oficjalnych statystykach przemoc w rodzinie, gdzie sprawcą jest policjant, to pojedyncze przypadki w ciągu roku. A jednak skala problemu musi być znacznie większa, skoro Komenda Główna Policji zdecydowała się na współpracę z wami?

Renata Durda: Rzeczywiście, w statystykach tych przypadków jest niewiele. Ale na szkoleniach staramy się uświadomić policjantom, że może być ich znacznie więcej. Jeśli spojrzeć, ile osób zgłosiło się do policyjnego psychologa w związku z przemocą w rodzinie, okazuje się, że w zależności od garnizonu jest to już 50-70 przypadków rocznie. Ja na użytek naszego programu przeprowadziłam własną sondę i zadzwoniłam do pięciu warszawskich organizacji pozarządowych pomagających ofiarom z pytaniem, ile mają przypadków przemocy w rodzinach policyjnych. Okazało się, że w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy zeszłego roku w samej Warszawie było ich ok. 150. Są też badania amerykańskie, które pokazują, że udokumentowana przemoc miała miejsce w 40 proc. rodzin policjantów, podczas gdy w ogólnej populacji jest to 10 proc. Czyli tam zdarza się ona cztery razy częściej. Sądzę, że u nas może być podobnie.

PAP: Co powoduje, że policjanci są pod tym względem szczególną grupą?

R.D.: Jest kilka czynników ryzyka. Po pierwsze policjant na służbie ma prawo, a nawet obowiązek stosowania przemocy w określonych sytuacjach, w imię porządku czy bezpieczeństwa. Często tak samo zachowuje się w domu, bo łatwo przenieść ten sposób bycia na grunt rodziny. Przemoc jest atrakcyjna: rozładowuje napięcie, łatwiej się dzięki niej osiąga cele.
Po drugie policjanci w pracy mają do czynienia z przemocą, napatrzą się na różne jej drastyczne formy. Przez to inaczej postrzegają co jest, a co nie jest przemocą; uważają, że jej lżejsze formy, np. popychanie, wyzywanie - to nie jest przemoc. Często gdy opisuję jakiś przypadek, mówią: nie przesadzajmy, to jeszcze nie przemoc; tymczasem ten sam przypadek bulwersuje inne grupy.
Często motywem przemocy jest też zazdrość, obsesyjna podejrzliwość. To też wynikać może z tego, że w pracy policjanci mają do czynienia z rzeczami, których normalni ludzie nie widzą, z patologicznymi zachowaniami.
Istotną kwestią jest również to, że w większości domów policyjnych jest broń. To jest dodatkowe zagrożenie. Oczywiście, można człowieka zabić gołymi rękami albo innym narzędziem, ale bronią jest łatwiej. Jeśli dochodzi już do użycia broni palnej, to zazwyczaj jest to śmiertelne.
Warto podkreślić, że te wszystkie problemy dotyczą - w różnym stopniu - także innych służb mundurowych.

PAP: Dlaczego więc statystyki pokazują tak znikomą liczbę przypadków? Dlaczego przemoc w rodzinie policjanta rzadziej wychodzi na światło dzienne?

R.D.: To chyba najważniejsza sprawa z punktu widzenia przerwania przemocy - osoby pokrzywdzone przez policjanta są przekonane, że inni policjanci im nie uwierzą albo będą go kryć. I niestety, często tak się dzieje. Dodatkowo osoby, które znają się na prawie, a policjanci się znają, nierzadko stosują takie formy przemocy, których nie widać albo trudno sklasyfikować jako przemoc w rozumieniu kodeksu karnego.
Jeśli dochodzi już do ujawnienia, w toku dalszych procedur sprawca lepiej sobie radzi, bo albo sam zna się na prawie i procedurach, albo ma się kogo poradzić, bo pracuje na co dzień z ludźmi dobrze zorientowanymi. Sprawniej składa wnioski, odwołania, podczas gdy ofiara jest zupełnie bezradna.
Trzeba też pamiętać, że jeśli policjant zostanie skazany, to straci pracę, a co za tym często idzie - również służbowe mieszkanie. Ofiara uwolni się od sprawcy, ale zostanie na lodzie, mówiąc kolokwialnie, a ujawnienie przemocy w rodzinie ostatecznie w pewnym sensie obróci się przeciwko niej.

PAP: Mówimy o sprawcach policjantach, a czy jest problem kobiet policjantek - ofiar przemocy?

R.D.: Oczywiście i one są w szczególnie trudnej sytuacji. Przed ujawnieniem powstrzymuje je wstyd, dodatkowo podsycany myślą: co ze mnie za policjantka, skoro z własną sprawą nie potrafię sobie poradzić? Podobnie mogą myśleć jej przełożeni. Ludzie nie mają pojęcia, co z człowiekiem może zrobić przemoc domowa i jak bardzo różni się ona od innych form przemocy. Niestety dla policjantki obraz kobiety-ofiary jest niszczący zawodowo, może blokować możliwość awansu.

PAP: Jak wyglądają szkolenia dla policjantów, które prowadzicie?

R.D.: Staramy się uświadamiać kadrę kierowniczą, że ten problem istnieje, że jest destrukcyjny i negatywnie wpływa na pracę funkcjonariuszy. Przekonujemy, że warto mu zapobiegać, bo gdy okazuje się, że policjant stosuje przemoc domową, trzeba go zwolnić, a często jest to wyszkolony, doświadczony funkcjonariusz.
Uczymy też, jak wcześniej reagować, jak rozmawiać i pomagać - nie w kategoriach wyciągania konsekwencji służbowych, ale oferty wsparcia. Rozbrajamy też mity i stereotypy dotyczące przemocy, które szczególnie szkodliwe są dla osób sprawujących kierownicze funkcje.

Rozmawiała Agata Kwiatkowska

Źródło: PAP, www.gazeta.pl