"BOHATEROWIE CZY DONOSICIELE?"

Kategoria: Badania i raporty
Utworzono: 2012-08-10

W krajach demokracji zachodniej nie mówi się o donoszeniu, ale o informowaniu o przypadkach naruszenia prawa. Zgłaszanie nieprawidłowości jest czymś naturalnym, jest to kwestia obrony zasad współżycia społecznego i o przejawach naruszenia prawa informuje się odpowiednie służby.

A jak jest w Polsce? Z jednej strony donosimy na sąsiadów, którzy nie sprzątają po swoich psach, hałasują czy źle parkują samochody, a z drugiej nie zauważamy np. przemocy w rodzinie czy okrucieństwa wobec dzieci.

Badanie „Bohaterowie czy donosiciele?” Fundacji Batorego i CBOS pokazało, że choć 70 proc. Polaków jest gotowych ujawnić nieprawidłowości w firmie czy instytucji, to i tak dla co piątego osoba sygnalizująca problemy jest zdrajcą lub kapusiem albo głupkiem.
Mimo deklaracji o poparciu dla nagłaśniania takich spraw Polacy zapytani o swoją postawę wobec konkretnego kolegi, który zasygnalizuje takie problemy, okazują się już nie tacy życzliwi. Okazało się, że od sygnalisty (z angielskiego whistleblower, czyli gwiżdżący na alarm) nie udało się odkleić łatki donosiciela.
Polacy skłonni są sygnalizować nieprawidłowości instytucjom zewnętrznym, jednak raczej anonimowo niż otwarcie, pod nazwiskiem. Ostrożność ta jest w pełni zrozumiała biorąc pod uwagę, że badani jednoznacznie spodziewaliby się negatywnej reakcji pracodawcy: zwolnienia sygnalisty z pracy lub szykan czy formalnego ukarania. Tylko 4,1% ogółu respondentów spodziewa się pozytywnej reakcji w postaci wykorzystania wiedzy i doświadczenia tego pracownika, podobnie nieliczni są ci, których zdaniem szef przyjąłby fakt do wiadomość, bez żadnych negatywnych konsekwencji. Jedynie co setny respondent jest zdania, że reakcją kierownictwa firmy byłoby formalne nagrodzenie sygnalisty.

Źródło: PAP, za www.zachod.pl