Dzień 5: „CHCĘ CIE MIEĆ TYLKO DLA SIEBIE”

Kategoria: Artykuły
Utworzono: 2014-11-29

Poznaliśmy się przypadkiem kilkanaście lat temu. Przez Internet. Dobrze nam się rozmawiało, więc postanowiliśmy się spotkać. Od początku robił wrażenie, że ma 'poukładane' w głowie, że myśli poważnie o przyszłości. Mówił, że od razu go zauroczyłam, że się we mnie zakochał, że jestem dla niego najważniejsza, wyjątkowa. Nie widywaliśmy się często, to była miłość na odległość, dzwonił do mnie codziennie, pisał mnóstwo smsów, zwierzał się z najskrytszych tajemnic, obsypywał wyrazami uznania, gorących uczuć. Wydawało się takie romantyczne, że chciał mnie mieć tylko dla siebie, deklarował wprost, że darzy mnie prawdziwym uczuciem, że myśli o mnie i tęskni.

To, co wydawało się takie wspaniałe, z biegiem czasu zaczynało być coraz bardziej zaborcze. Zwłaszcza po ślubie wzrosły jego wymagania podporządkowania się jego potrzebom, trybowi życia. Przychodził z pracy, czekał na obiad, po obiedzie drzemka, później komputer, telewizor. Gdy był czymś zajęty wymagał absolutnej ciszy, wtedy nawet szelest wywoływał wybuch agresji. Telefony i smsy dalej były częste, ale już nie odbierałam ich jako wyraz troski, ale kontroli. Na moje próby wygospodarowania przestrzeni dla siebie reagował krytyką. Krzyczał, jaka beznadziejna żona mu się trafiła, że nic nie potrafię zrobić, że go nie szanuję, bo nie poświęcam mu uwagi na jaką zasługuje, że tylko moja rodzina jest dla mnie najważniejsza i kariera, a on mnie tak kocha, zdecydowanie bardziej niż ja jego, zapewne dlatego, że mam kogoś innego.

Zastanawiałam się - co jest ze mną nie tak? Byłam coraz bardziej nieszczęśliwa, a nie powinnam, bo przecież mam męża, który mówi, że mimo moich wad kocha mnie bardzo, chce mieć ze mną dzieci, mamy oboje dobrą pracę, mieszkanie. Każda kobieta powinna być szczęśliwa, a ja gasłam. Nie zwierzałam się nikomu z tego, co się dzieje w moim małżeństwie, bo myślałam, że ja jestem temu winna. Gdy sytuacja była już dla mnie nie do zniesienia pod nieobecność męża w pośpiechu spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i uciekłam. Tak bardzo się bałam. Wtedy dopiero zaczęłam mówić i dzięki temu trafiłam do „Niebieskiej Linii".

CO MI DAŁ KONTAKT Z POGOTOWIEM „NIEBIESKA LINIA"?

W „Niebieskiej Linii" dostałam bardzo wiele. Co dla mnie było najważniejsze, dostałam poczucie, że wreszcie ktoś naprawdę mnie rozumie i mi wierzy. Dostałam wsparcie psychologiczne i prawne, wiedzę o mechanizmach przemocy, praktyczne rozwiązania jak mogę zadbać o siebie w różnych wymiarach, które rzeczywiście mi pomogły. Na każdym spotkaniu czy indywidualnym czy grupowym dostaję ciepłe i mądre słowa, które mnie wzmacniają i pomagają przejść przez trudny proces zdrowienia. Nie można tego przecenić. W mojej sytuacji, miałam szczęście, że trafiłam do tego miejsca.

CO BYM POWIEDZIAŁA INNYM KOBIETOM W PODOBNEJ SYTUACJI DO MOJEJ?

Dajcie sobie prawo do życia, na jakie zasługujecie, do szczęścia w normalności. Wychodzenie z krzywdzącego związku nie jest łatwe. Trzyma nas w szponach przemocy poczucie winy za nieudany związek, poczucie odpowiedzialności za samopoczucie partnera, strach przed krzywdzącą oceną innych ludzi. To wszystko fałsz. Prawdziwe poczucie odpowiedzialności, to odpowiedzialność za siebie - swoje zdrowie i życie. Zaopiekujcie się sobą, dajcie sobie szansę. Na początek zacznijcie od tego, żeby mówić o swoim problemie w bezpiecznym miejscu, gdzie znajdziecie zrozumienie i wsparcie, w takim jak „Niebieska Linia".

 

POMOC W NIEBIESKIEJ LINII

Poradnia Telefoniczna Niebieskiej Linii: 22 668-70-00 (dni powszednie: 12.00-18.00; soboty, niedziele i święta: 12.00-22.00)

Poradnia internetowa: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Zapisy na konsultacje: Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia" IPZ, ul. Korotyńskiego 13, 02-121 Warszawa | sekretariat: 22 824 25 01

 

Zobacz także: