Dzień 14: "W OBJĘCIACH KONTROLI I CHOROBLIWEJ ZAZDROŚCI"

Kategoria: Artykuły
Utworzono: 2014-12-08

Mój świat trzy lata temu wywrócił się do góry nogami... Rozwód, do którego dotąd nie dawałam sobie prawa, w jednej chwili stał się dla mnie faktem i jak gruba, niebieska linia oddzielił wszystko to, co było „przed" i „po". Więcej już nie byłam w stanie udźwignąć.

Na małżeństwo zdecydowałam się wyjątkowo szybko i zdecydowanie za wcześnie. Miałam 19 lat. Niewątpliwie przyczyniły się do tego deficyty związane z brakiem normalnej rodziny, ponieważ wychowałam się częściowo w rodzinie zastępczej (u babci) i w domu dziecka. Chciałam kochać, być kochaną, mieć upragniony dom, rodzinę, dzieci. Oddałam się bez reszty roli żony i mamy. Czułam się w tym spełniona i szczęśliwa, choć warunki, w jakich wtedy żyliśmy były bardzo trudne. Od samego początku byłam zdana właściwie wyłącznie na siebie - mąż był gościem w domu w weekendy, ponieważ jeździł do innego miasta za pracą. Już w tamtym czasie pojawiały się poważne problemy, ale ja zawsze widziałam szklankę do połowy zapełnioną i liczyłam, że jakoś się poukłada. Przede wszystkim jednak nie rozumiałam wtedy wielu zachowań i mechanizmów, w których dziś, jako osoba o wiele bardziej świadoma, dostrzegam wyraźnie zachowania przemocowe.

Mąż od początku odcinał mnie w zasadzie od wszystkiego, co składało się na moje dotychczasowe życie.  Pozbawił mnie nawet cennych pamiątek, które nagle zniknęły. Wielokrotnie okazywał mi niczym nieuzasadnioną zazdrość - dziś wiem, że to poważny problem, w psychologii określany mianem zespołu Otella. Uzależnił mnie od siebie finansowo, wykorzystując fakt, że musiałam zająć się czwórką dzieci i że nie miałam zawodu, ponieważ decydując się na życie z nim, przerwałam studia.  Zarabianymi pieniędzmi dysponował wyłącznie według własnej woli, dając mi „na życie" tyle, ile chciał, a nie jak twierdził - ile miał. Nigdy nie wiedziałam, na czym stoję. Coraz częściej zdarzały się oszustwa, przepychanki, nawet użycie siły wobec mnie. Jednak byłam zdezorientowana, bo przecież oprócz tego potrafił być wobec mnie bardzo czuły i hojny... Przez osoby z otoczenia odbierani byliśmy jako szczęśliwa rodzina. Mój mąż, który zawsze chciał uchodzić za wspaniałomyślnego człowieka, postrzegany był jako troskliwy, oddany mi i dzieciom.

W końcu, po wielu latach udało nam się zamieszkać na stałe razem.  Problemy zaczęły narastać jak śnieżna kula, z tym większą intensywnością, im ja bardziej wyzwalałam się spod „panowania" męża. Mimo ogromu obowiązków związanych z dużą rodziną, skończyłam studia, podjęłam pracę jako nauczycielka. Zaczęłam odnosić sukcesy i być szanowana. To tylko wzmagało agresję męża. Stale mnie kontrolował, niszczył mi moje rzeczy lub je wykradał. Wielokrotnie miałam przez niego przebite opony w samochodzie. Niszczył rzeczy w domu. I coraz częściej pił do takiego stopnia, że nie kontrolował nawet swoich potrzeb fizjologicznych.

Nasza wspólna przyjaciółka, której mąż jest od kilkunastu lat niepijącym alkoholikiem, uświadomiła mi wraz z nim, że mój mąż ma problem z alkoholizmem. Wszystkie symptomy wskazywały na to jednoznacznie. Prosiła, żebym zgłosiła się na terapię dla osób współuzależnionych. Zrobiłam to, gdy kolejny raz zastałam uszkodzony swój samochód przez męża. Tym razem urwał klamkę. Ten pozorny drobiazg uświadomił mi, powagę sytuacji i że już dalej nie jestem w stanie tego znosić. Wielokrotne dotąd próby ratowania związku zawiodły. Obiecywania, kolejne szanse, stała huśtawka emocjonalna- wypaliły mnie zupełnie, wiedziałam, że muszę zawalczyć o siebie i dzieci, i że bez pomocy nie dam sobie rady. Decyzja o rozwodzie przyszła w jednej chwili. I siły by to zrobić, choć lęk był potworny.

Ten rozdział mojego życia jeszcze się nie skończył. Nie wiem, ile potrzebowałabym słów i czasu, by opisać co mnie (i dzieci) spotkało w odwecie. Nawet do głowy nie przyszłoby mi z jaką podłością będę musiała się zmierzyć. Niemal w jednej chwili stanęłam nad przepaścią, ale nie byłam sama. W związku z narastającą przemocą ze strony męża, skierowano mnie do Niebieskiej Linii. To była jedna z ważniejszych decyzji w moim życiu.

CO MI DAŁ KONTAKT Z POGOTOWIEM „NIEBIESKA LINIA"?

Dokładnie pamiętam jak po raz pierwszy się tutaj pojawiłam. Od razu poczułam, że znalazłam się w odpowiednim miejscu. To było jak olśnienie! Osoby na terapii grupowej opowiadały o sobie, a ja miałam wrażenie, że cytują szczegóły z mojego życia! Tylko drobiazgi nas różniły. Schematy były niemal identyczne. Uświadomienie sobie tego, dodało mi więcej pewności, że jestem na właściwej drodze. Zajęcia psychoedukacyjne stawiały mnie na nogi, uczyły rozpoznawać mechanizmy przemocy, motywowały do odważnych decyzji. Niektórych (jak np. wezwanie Policji do domu, czy założenie Niebieskiej Karty) nie podjęłabym, gdyby nie wsparcie psychologiczne, jakie tu otrzymałam. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, że przez to wszystko miałabym przechodzić sama. Nie dałabym rady. Najbardziej jestem wdzięczna za terapię indywidualną. Nikt nigdy nie poświęcił mi tyle uwagi. To jest coś, za co nie przestanę być wdzięczna. DZIĘKUJĘ.

Jestem dzisiaj kimś innym - jestem odważniejsza, pewniejsza w swoich decyzjach, zdecydowanie bliższa samej sobie, świadoma swojej siły, ale też uważniejsza. Nie chcę być ofiarą ani człowieka, ani tego zła, które mnie spotkało. Zamierzam zawalczyć o to, na co mam wpływ, a resztę zostawić za sobą. Nie pozbyłam się lęku, ale zdecydowanie mam nad nim kontrolę. Trudno byłoby przecenić to, w co wyposażyła mnie Niebieska Linia.

CO BYM POWIEDZIAŁA INNYM KOBIETOM W PODOBNEJ SYTUACJI DO MOJEJ?

Nie warto i nie wolno dawać się zniewalać. Nikt nie ma prawa nas źle traktować, poniżać, ani odbierać tego, co jest dla nas cenne. Warto zawalczyć o siebie. To nie jest łatwa walka, wymaga samozaparcia, odwagi i ogromnego trudu. Niestety nikt nas w tym nie wyręczy, ale dobra wiadomość jest taka, że są ludzie i instytucje, jak Niebieska Linia, gdzie można otrzymać realną, fachową pomoc.   Myślę, że zawsze znajdzie się wystarczająco dużo powodów, by sprzeciwić się złemu traktowaniu. Często są to dzieci, troska o to, by nie dorastały w nienormalnych, wypaczających je warunkach. Ale według mnie najcenniejsze, czego nie można dać sobie odebrać, to nasza podstawowa wartość - godność. O nią warto walczyć. Dobrze, że mamy szansę na wsparcie w tej walce.

 

POMOC W NIEBIESKIEJ LINII

Poradnia Telefoniczna Niebieskiej Linii: 22 668-70-00 (dni powszednie: 12.00-18.00; soboty, niedziele i święta: 12.00-22.00)

Poradnia internetowa: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Zapisy na konsultacje: Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia" IPZ, ul. Korotyńskiego 13, 02-121 Warszawa | sekretariat: 22 824 25 01

 

Zobacz także: