"DAJĄC PIENIĄDZE, ODBIERASZ DZIECIŃSTWO!"

Utworzono: 2007-07-26

Żebrzą, sprzedają swoje prace, później kradną lub się prostytuują. "Dzieci ulicy" zarabiające na Rynku Głównym pieniądze robią to nielegalnie. Właśnie ruszyła akcja, która ma powstrzymać rozwój tego zjawiska.

Żebrzą, sprzedają swoje prace, później kradną lub uprawiają prostytucję. Dzieci zarabiające na Rynku Głównym pieniądze robią to nielegalnie.

Sezon turystyczny trwa w Krakowie w najlepsze. Żebrzące dzieci na Rynku pojawiają się z jego początkiem i towarzyszą turystom i krakowianom przez całe lato. Z badań Instytutu Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego wynika, że jest ich ponad setka. To już nie są dzieci siedzące pod kościołami i proszące o jałmużnę. Coraz częściej "żebranie" przybiera formę aktywnego "zarobku".

Są w wieku od ośmiu do 14 lat. Tańczą, śpiewają, grają na instrumentach muzycznych, sprzedają kartki pocztowe czy swoje rysunki. Zbierają w ten sposób, jak mówią, na podręczniki szkolne lub na jedzenie. - Takie dzieci zarabiają dziennie kilkaset złotych, wykorzystują swoją młodość i aktywność nie po to, by zebrane pieniądze wydać na podręczniki, ale na używki czy gry komputerowe. Często też ci młodzi ludzie są po prostu wykorzystywani przez rodziny czy starszych kolegów jako jedyne źródło dochodu - mówi dr Marta Smagacz, socjolog UJ, nadzorująca badania nad zjawiskiem "dzieci ulicy". - Wiele osób postrzega tę sytuację jako pozytywną, nie zdając sobie nawet sprawy, że w przyszłości ci ludzie będą mieć problemy z legalną pracą.

Dlatego właśnie powstał projekt "Dając pieniądze, odbierasz dzieciństwo". Włączyły się do niego: Urząd Miasta Krakowa, organizacje pozarządowe, służby mundurowe, Instytut Socjologii UJ oraz krakowscy restauratorzy. Do końca tygodnia we wszystkich lokalach w obrębie Rynku pojawią się informacje w języku polskim i angielskim o tym, że dawanie pieniędzy młodym ludziom jest dla nich szkodliwe.

- Liczymy również na większą aktywność służb mundurowych, które teraz zdają się nie dostrzegać problemu - podkreśla ks. Andrzej Augustyński, pełnomocnik prezydenta miasta ds. młodzieży. - Nie można bagatelizować tego problemu, ponieważ "dzieci ulicy" po pierwszym etapie, jakim jest zarabianie, później szybko wchodzą w konflikt z prawem, kradną lub prostytuują się. Takie dzieci powinny trafić pod opiekę organizacji pozarządowych, które pozwolą im się odnaleźć - dodaje.

Źródło: www.gazeta.pl