PEDOFILE NA ELEKTROSMYCZY

Utworzono: 2009-10-29

Politycy chcą, by system dozoru elektronicznego objął wychodzących na wolność pedofilów. Eksperci twierdzą, że to dobry pomysł.

Przestępcy seksualni skazani za gwałty na dzieciach (ale również na dorosłych) po wyjściu na wolność nie są w żaden sposób kontrolowani. Sądy mogą od 2005 r. kierować ich do zamkniętych zakładów psychiatrycznych albo na przymusowe leczenie, jednak robią to niezwykle rzadko: w 2008 r. dotyczyło to tylko dwóch przestępców.

Poza tym – jak ujawniła "Rz" – blisko 100 pedofilów nowe prawo nie obejmuje, gdyż zostali skazani przed 2005 r. Oni wyjdą na wolność praktycznie bez żadnego nadzoru.

A to może się zakończyć kolejnymi tragediami. "Rz" opisała niedawno przypadek Józefa S., który odsiedział 25-letni wyrok za gwałt i zabójstwo dziewczynki. Wyszedł na wolność i wrócił do rodzinnej wsi. Po 25 dniach dopuścił się molestowania 11-letniego chłopca. Znów trafił do więzienia.

Seksuolog prof. Zbigniew Lew -Starowicz nazywa takie przypadki tykającymi bombami. – Czy wybuchną, nie wiemy, bo nikt nad nimi nie panuje – zaznacza. Do seksuologów trafiają pedofile chcący się leczyć farmakologicznie i terapią, ale to niewielki procent. – Ci oporni są dla społeczeństwa niebezpieczni, warto zrobić wszystko, by problem zminimalizować – postuluje prof. Starowicz.

Być może uda się znaleźć rozwiązanie. Po publikacjach "Rz" zareagowało Ministerstwo Sprawiedliwości.

– Minister poprosił już departament legislacyjno-prawny o informację na temat skali problemu i możliwościach prawnych jego rozwiązania. Na pewno nie zbagatelizujemy sprawy – mówi Joanna Dębek z biura prasowego resortu. Od września działa w Polsce system dozoru elektronicznego (dla skazanych na karę do pół roku więzienia lub osób ukaranych pozbawieniem wolności do roku, które odbyły połowę kary). Jak działa system? Skazani noszą elektroniczne bransolety na nodze. Działają one jak telefon komórkowy. Jeśli skazany złamie zakaz i wyjdzie z domu, powiadomione zostanie centrum monitoringu mieszczące się w budynku na Saskiej Kępie w Warszawie. Manipulowanie przy urządzeniach, próba ich zdjęcia lub wyłączenia grozi więzieniem.

– Nic nie stoi na przeszkodzie, by rozszerzyć system na grupę pedofilów, którzy wychodzą na wolność – twierdzi prof. Zbigniew Ćwiąkalski, prawnik i były minister sprawiedliwości. – Od początku zakładaliśmy rozszerzenie systemu na dwie inne grupy skazanych: z zakazem stadionowym i zakazem zbliżania się. Według mnie wystarczy w nowelizowanym właśnie kodeksie karnym zmienić ten drugi zakaz na pedofilów.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, nowy szef resortu Krzysztof Kwiatkowski chce zrealizować pomysł rozszerzenia systemu dozoru elektronicznego. Czy obejmie pedofilów? Jeszcze nie wiadomo. – Szczegóły znane będą na początku listopada – mówi jeden z pracowników resortu.

Pomysł obrączkowania pedofilów popiera Jerzy Kozdroń, prawnik i poseł PO z Komisji Sprawiedliwości. Wielka nowela kodeksu karnego (Kozdroń był jej sejmowym sprawozdawcą) jest obecnie w Senacie.

– Może poprawki, które by to regulowały, uda się wprowadzić senatorom – mówi Kozdroń. – Jeśli nie, to trzeba szybko zrobić osobną nowelizację.

Prof. Ćwiąkalski twierdzi też, że można szybko rozwiązać problem ok. 100 pedofilów, których sądy nie mogą dziś na mocy przepisów ustanowionych w 2005 r. kierować na leczenie czy do zamkniętych zakładów. Według niego można poprawić kodeks karny tak, by obejmował wszystkich przestępców seksualnych opuszczających zakład karny, bez względu na to, kiedy zostali skazani.

Wyroki odsiaduje dziś 1100 skazanych za gwałty na nieletnich poniżej 15. roku życia (845 ma prawomocne wyroki). Około 130 osób z tej grupy to zdiagnozowani pedofile.

Autorzy: Izabela Kacprzak , Piotr Gillert

Źródło: www.rp.pl