RAPORT: BO JESTEM DZIEWCZYNKĄ

Utworzono: 2009-10-30

O ciężkim losie milionów dziewczynek i kobiet opowiada raport "Because I’m a girl". Przez całe życie jest im trudniej. A teraz na dodatek uderzył w nie kryzys, raniąc dotkliwiej niż mężczyzn.

Wzrost śmiertelności noworodków; dzieci, które zamiast do szkoły chodzą do pracy; coraz mniej pieniędzy przesyłanych przez pracowników do krajów, z których pochodzą; utrata zatrudnienia… Wszystkie te plagi po kolei spadają na dziewczyny i młode kobiety, ofiary światowego kryzysu. Organizacja pozarządowa Plan International przeprowadziła własne badania oraz porównała ze sobą wiele analiz międzynarodowych, po czym zarysowała szeroki obraz obecnej sytuacji w opublikowanym w połowie października raporcie "Sytuacja dziewcząt w świecie w 2009 roku".

Dokument, przybierający formę mowy obrończej, pokazuje, jakie szkody może ponieść państwo, tracąc z oczu takie cele jak edukacja kobiet i włączanie ich do świata pracy. Dyskryminacja dziewcząt zaczyna się od najmłodszych lat (a nawet wcześniej, zważywszy na selektywną aborcję żeńskich płodów). Do tej pory Bank Światowy stwierdził, że w 58 krajach skutkiem kryzysu jest wzrost śmiertelności niemowląt, zwłaszcza płci żeńskiej, sięgający 400 tysięcy zgonów rocznie.

Kryzys wpływa też na edukację dziewczynek. "W czasie ostatnich dwudziestu lat liczba dzieci, które w ogóle nie chodziły do szkoły, zmniejszyła się z 21 do 11 proc. dla chłopców między 10. a 14. rokiem życia i z 39 do 18 proc. dla dziewczynek" – przypomina raport. Teraz brak pieniędzy na edukację lub konieczność zaprzęgnięcia córek do pomocy w pracach domowych  znów oddali je od szkolnej tablicy.

Liczba dziewczynek w szkołach podstawowych wzrosła co prawda bardziej niż liczba chłopców, jednak mają one trudności z ukończeniem szkoły średniej (w krajach rozwijających się udaje się to tylko 43 proc. uczennic). Tymczasem, jak dowiadujemy się z raportu, liczne badania wykazały, że aby edukacja zaczęła przynosić wymierne korzyści ekonomiczne, musi trwać co najmniej dziesięć lat.

Dla młodej kobiety lepsze wykształcenie ma skutek bardzo konkretny: "Te, które chodziły do szkół średnich, zarabiają o 2 tysiące dolarów więcej niż te, które zatrzymały się na etapie szkoły podstawowej" – stwierdza raport, opierając się na danych Banku Światowego.

Kryzys, uniemożliwiając dzieciom chodzenie do szkoły, sprawia, że muszą pracować – oficjalnie lub nieoficjalnie. Zdaniem Międzynarodowej Organizacji Pracy, choć zjawisko to zmniejszyło swe rozmiary w ostatnich latach, to i tak co najmniej 218 milionów dzieci w wieku od 5 do 17 lat zmuszonych jest do pracy, na ogół w szarej strefie. 

Prostytucja to kolejna zaraza, pleniąca się dzięki kryzysowi coraz szerzej. – Wszędzie zamyka się fabryki, a wtedy natychmiast pojawiają się handlarze żywym towarem, proponujący kobietom pracę na Zachodzie  – mówi cytowany przez Plan International Jitra Kotchadet, działacz związkowy z Tajlandii. Jednak najbardziej odczuwalnym skutkiem recesji jest utrata przez kobiety pracy. Raport przypomina katastroficzne konsekwencje wcześniejszych kryzysów (w Azji w 1997 roku, w 2001 roku w Argentynie, upadek dot.comów w Stanach Zjednoczonych również w 2001 roku) dla żeńskiej siły roboczej i wylicza pierwsze skutki tego obecnego.

Zdaniem Międzynarodowej Organizacji Pracy 22 miliony kobiet może w 2009 roku stracić pracę; wskaźnik bezrobocia wzrasta szybciej dla kobiet niż dla mężczyzn. MOP podkreśla, że 50 do 55 proc. pracownic zajmuje stanowiska narażone na redukcję, podczas gdy w wypadku pracowników-mężczyzn odsetek ten wynosi 47 do 52 proc.

W krajach zwanych rynkami wschodzącymi, w których rynek pracy dzięki globalizacji jest mocno sfeminizowany (szczególnie w sektorach usług, zdrowia i odzieżowym), recesja przyniosła już fatalne skutki. – W oficjalnych sektorach gospodarki (kontrolowanych przez państwo, płacących podatki), zwłaszcza zajmujących się produkcją przeznaczoną na eksport, gdzie 75 do 80 proc. siły roboczej stanowi płeć żeńska, na 10 zwolnionych pracowników 7 to kobiety – podkreśla cytowana przez Plan International przedstawicielka Filipińskiego Krajowego Zjednoczenia Kobiet.

W Afryce, zdaniem Ritu Sharmy, prezeski Women Thrive Worldwide (koalicji pięćdziesięciu amerykańskich stowarzyszeń zatrudniających w sumie sto tysięcy osób w branży tekstylnej, z czego 90 proc. stanowią ubogie kobiety) pozycja kobiet jest mocno zagrożona. Inaczej niż w Stanach Zjednoczonych, gdzie kobiety, w wielkiej liczbie zatrudnione w sektorach edukacji i zdrowia, są lepiej chronione przed bezrobociem.

Grupowe zwolnienia mogą mieć szczególnie dramatyczne konsekwencje w wypadku, gdy pracownik był zatrudniony poza granicami swojego kraju. Wedle Funduszu Ludnościowego Narodów Zjednoczonych (UNFPA) kobiety reprezentujące "co najmniej połowę populacji międzynarodowych migrantów", tracąc pracę przestają też mieć możliwość dalszego pomagania pozostałym w ojczyźnie rodzinom. Powstający w wyniku tej pomocy międzynarodowy przepływ pieniędzy, w 2007 roku szacowany na 14,5 miliarda dolarów (9,7 miliarda euro), w roku 2009, wedle prognoz Banku Światowego zmniejszył się o 7,3 proc.

Raport "Because I am a girl" jest dostępny w internecie pod adresem: http://www.plan-uk.org/becauseiamagirl/

Źródło: Le Monde, cytowane za www.onet.pl