GWAŁTY W ARMII

Utworzono: 2010-01-07

Kobieta w wojsku jest bardziej narażona na to, że zostanie zgwałcona przez kolegę niż na to, że zginie w ogniu walki

Bliska zażyłość między kapitan Margaret H. White a jednym z chorążych zaczęła się rozwijać na obozie treningowym przed misją w Iraku. Zanim oboje dotarli do bazy Camp Taji na północy kraju, White wiedziała już, że musi zakończyć ten związek.

Nie jest to jednak proste w klaustrofobicznych warunkach posterunku bojowego. Chorąży zostawiał pod jej drzwiami liściki zawierające na przemian błagania i groźby. Zmuszał kobietę do stosunków seksualnych. Prosił, żeby za niego wyszła, choć sam był już żonaty. Czekał na nią pod damską latryną albo przed jej kwaterą – raz nawet trzy godziny. – Doszło do tego, że bezpieczniej czułam się podczas operacji w terenie niż pod prysznicem – opowiada White.

Molestowanie seksualne – którego definicja obejmuje szereg czynności, od obmacywania i nękania po gwałt – stało się w amerykańskiej armii poważnym problemem. W krajach takich jak Irak czy Afganistan służą dziś dziesiątki tysięcy kobiet, a dowódcy muszą się mierzyć z sytuacjami, z którymi wcześniej raczej nie mieli do czynienia.

Chociaż w ostatnich latach wojsko w radykalny sposób zmieniło podejście do problemu wykorzystywania seksualnego, efekty tych zmian nie zawsze są widoczne. Trudy walki, zatłoczone kwatery, duża odległość od domu, napięcie albo nuda – to wszystko sprzyja nadużyciom, utrudniając jednocześnie pomoc ofiarom i prowadzenie postępowań przeciwko sprawcom. Do tego dochodzi obawa niektórych kobiet, że zgłaszając przypadki molestowania seksualnego zyskają opinię donosicielek, a ich cierpienia nie zostaną potraktowane poważnie przez przełożonych.

– Kobieta w wojsku jest bardziej narażona na to, że zostanie zgwałcona przez kolegę niż na to, że zginie w ogniu walki – zauważa przedstawicielka Kongresu Jane Harman.

Pentagon powołał specjalną komisję do zbadania nadużyć seksualnych w armii. W tym miesiącu zespół opublikował raport, z którego wynika, że działania wojskowych na rzecz ograniczenia przypadków molestowania nie są wystarczające. Dotyczy to w szczególności odległych placówek, takich jak Camp Taji. "Niektórzy członkowie personelu wojskowego twierdzą, że napastnicy czują się bezkarni. Dowódcy koncentrują się na misji, która przesłania wszelkie inne kwestie", stwierdzają autorzy dokumentu.

– Jesteś w samym środku strefy wojennej. Twój drobny problem jest niczym w porównaniu z miną-pułapką, która właśnie raniła trzech ludzi z konwoju – tłumaczy White.
[...]

Cały artykuł: http://wiadomosci.onet.pl/1592184,2678,1,gwalty_w_armii,kioskart.html

Źródło: The New York Times, a www.onet.pl