Artykuł wstępny (Niebieska Linia nr 1 / 2017)

Nadrzędna kategoria: Czasopismo
Utworzono: 2017-02-28
Zmodyfikowano: 2017-02-28
Opublikowano: 2017-02-28

Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy

Bohaterką tego numeru „Niebieskiej Linii" jest dr Maria Łopatkowa. Dwa miesiące temu pożegnaliśmy Ją na warszawskich Powązkach. Choć bardziej prawdziwie będzie powiedzieć, że pożegnaliśmy Jej ciało, bo duch wciąż jest z nami. Ta drobnej postury i delikatnej urody kobieta miała niebywale silny charakter. Była w stanie osiągnąć niemal wszystko, czego chciała, choć nie było Jej łatwo, o czym barwnie pisze w książce „Podgryzana". Zawsze powtarzała, że nie robi tego dla siebie, tylko dla dzieci, a siłę czerpie z przykładu Janusza Korczaka. I choć nie musiała, jak Korczak, oddać życia za dzieci, to na pewno oddała im swoje życie.

Dr Maria Łopatkowa jest dobrym przykładem siły motywacji, której poświęcamy duży dział w tym numerze. Od kiedy metody zwiększania efektywności ludzkiej pracy wysubtelniały, prosta teoria „kija i marchewki" przeszła dużą ewolucję w wiele teorii na temat motywacji. Tysiące coachów i trenerów poświęca życie zawodowe nauczaniu o tym, jak szukać motywacji, jak ją podtrzymywać i wzmacniać. Motywacja jest postrzegana głównie jako narzędzie do osiągania celu rozumianego jako sukces. My natomiast w tym numerze „Niebieskiej Linii" poszukujemy wiedzy o motywacji do zmiany. Do zmiany zachowań (w przypadku osób stosujących przemoc) i zmiany sytuacji życiowej (w przypadku osób doświadczających przemocy). W obydwu przypadkach to bardzo trudne decyzje i wymagające żmudnej pracy. Dobrze jest rozumieć fazy, przez jakie przechodzą osoby pracujące nad zmianą, umieć im towarzyszyć w tym procesie w ich tempie (nie spowalniać, ale też nie pospieszać nadmiernie) i szanować ich podmiotowość.

Świetne narzędzia do tak rozumianego procesu zmiany daje nam metoda Dialogu Motywującego, o której szerzej pisze Beata Kita. Nie ma w niej nic magicznego i trudnego, ale wymaga ona głębszej przemiany samego używającego tej metody. Skoncentrowania uwagi na kliencie i jego celu, a nie na celu wyznaczonym przez nas, choć często „lepiej wiemy, co jest dobre dla klienta". I cóż z tego, jeśli klient tych naszych szlachetnych, trafnych celów nie chce realizować? Wielu „pomagaczy" przypłaca to frustracją i wypaleniem zawodowym – o czym także piszemy w tym numerze „Niebieskiej Linii".

Warto czytać, aby wiedzieć :)

Renata Durda