Dziecko jako świadek w procesie karnym - więcej szkody czy pożytku?

Jarosław Polanowski

Niebieska Linia nr 5 / 2001

   Artykuł Michała Gaberle pt. "Dziecko jako świadek w procesie karnym" znakomicie ilustruje nie tylko rzeczywistość prawną, ale także niepewność prawników co do sposobu i konieczności wykorzystania dowodu wynikającego z zeznań dziecka. Poza wszelkimi wątpliwościami pozostaje fakt, że dziecko w procesie karnym świadkiem być może. W rozważaniach zarówno autora artykułu, jak i innych prawników (także praktyków) między wierszami można doszukać się jednak zdań świadczących o pewnej bezradności:

   Po pierwsze, nasuwa się wątpliwość, do czego jest nam potrzebny taki świadek; może lepiej by było oprzeć się na innych dowodach, np. zeznaniach dorosłych świadków? Po drugie, jak sobie poradzić - praktycznie - z przesłuchiwaniem świadka-dziecka: kto ma się zgodzić i w jakiej formie na jego przesłuchanie, co z wiarygodnością zeznań, a co za tym idzie - wartością dowodową zeznań (skoro nie można uprzedzić go o odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywych zeznań)? I trzecia wątpliwość: w jaki sposób z takim świadkiem rozmawiać i jak go traktować, skoro jest to nie tylko świadek, ale i dziecko?

   Praktyka wypracowała już odpowiedzi na owe wątpliwości. Przede wszystkim zauważyć należy, że znaczna ich część dotyczy roli dziecka w sprawach karnych, w których występuje ono jako świadek przestępstw, a nie jako świadek-pokrzywdzony. Czy ktokolwiek, nawet nie będąc prawnikiem, wątpi w to, że aby ukarać sprawcę, należy usłyszeć relację pokrzywdzonego - bez względu na jego wiek, płeć, rasę czy wyznanie? Co innego, gdy dziecko jest "tylko" świadkiem przestępstwa. Wtedy pojawiają się wątpliwości... ale czy zawsze powinny? Gdy bowiem organa ścigania czy sąd mają do czynienia z przestępstwem tzw. poważnym, np. zabójstwem, wycisnęliby zeznania (gdyby to było możliwe) nawet od... żaby. Inaczej jest w sprawach takich, jak np. znęcanie: "Nie dość, że to sprawa rodzinna, to jeszcze mieszają do tego dziecko". Istota zagadnienia dotyczy więc utrwalonych wśród prawników stereotypów na temat dziecka w roli świadka: "Im rzadziej, tym lepiej - i dla dziecka, i dla nas".
   Stanowczo należy temu zaprzeczyć i stwierdzić, że dowód w postaci zeznań dziecka jest pełnowartościowym dowodem. Zeznania dziecka, jeżeli nawet dotyczą tylko opisu wydarzeń, bez analizy ich znaczenia, mogą w zasadniczy sposób wpłynąć na bieg postępowania. Dzieje się tak zwłaszcza, gdy uwiarygodniają one zeznania jedynego poza dzieckiem świadka - ofiary przemocy domowej (czyli znęcania się). Zeznaniom tym musi jednakże towarzyszyć opinia biegłego - psychologa, który powinien odpowiedzieć na pytanie, czy dziecko zdolne było prawidłowo postrzegać sytuację i prawidłowo ją odtworzyć, czy nie ma skłonności do kłamstwa lub konfabulacji. Przeprowadzony w ten sposób dowód z przesłuchania dziecka czyni zadość wymogom procesowym. Rozwiązuje także kwestię pouczania dziecka o odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywych zeznań; pouczenie takie otrzymuje biegły (i to w znacznie szerszym zakresie) - to on uwiarygodnia owe zeznania swoją fachową wiedzą.
   Zgodę na przesłuchanie dziecka powinien wyrazić jego prawny opiekun, jeżeli nie ukończyło ono 13. roku życia, czyli nie nabyło częściowej nawet zdolności do czynności prawnych. (Zgodnie z art. 51 k.p.k., jeżeli pokrzywdzonym jest małoletni, prawa jego wykonuje przedstawiciel ustawowy). Rzadko się zdarza, aby oboje prawni opiekunowie (najczęściej rodzice) byli krzywdzicielami dziecka, a więc osobami, którzy takiej zgody odmówią. Najczęściej krzywdzicielem jest jedno z rodziców, a na przesłuchanie wystarczy zgoda drugiego. Gdy jednak oboje tego odmawiają, a narusza to w istotny sposób dobro dziecka, taką zgodę może wyrazić Sąd Opiekuńczy (Wydział Rodzinny i Nieletnich) na wniosek zainteresowanego procesowego podmiotu - konkretnie prokuratora. Jego porozumienie się z sądem zostało w k.p.k. uregulowane w treści przepisu art. 23:

   W sprawie o przestępstwo popełnione na szkodę małoletniego (...) sąd, a w postępowaniu przygotowawczym prokurator zawiadamia sąd rodzinny w celu rozważenia środków przewidzianych w (...) Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym.

   Nie mogę się więc zgodzić z tezami artykułu Michała Gaberle - zarówno dotyczącymi zgody rodziców na uczestnictwo dziecka w procesie, jak i braku w tym przedmiocie regulacji prawnej w przepisach karnych.

   Dziecko po ukończeniu 13. roku życia może oczywiście samo wyrazić zgodę na owe przesłuchanie.

   Innym problemem jest możliwość skorzystania przez dziecko z prawa do odmowy złożenia zeznań, które dotyczą osoby mu - przynajmniej nominalnie - najbliższej. Organ prowadzący przesłuchanie musi mieć pewność, że dziecko zrozumiało udzielone mu pouczenie i na jego podstawie świadomie podjęło decyzję. Kwestia ta powinna być również rozwiązywana przy udziale i pomocy biegłego. W tym punkcie zgadzam się z autorem wspomnianego artykułu.

   Nasze zdania na temat "najlepszego zabezpieczenia interesów dziecka" są jednak odmienne. Uważam bowiem, że owo "zabezpieczenie" nie może być tożsame z rezygnacją z udziału dziecka w postępowaniu karnym, w żadnym jego momencie. To prawda, że ów udział jest dla dziecka zawsze - w mniejszym lub większym stopniu - traumatycznym przeżyciem. Zawsze więc, podejmując decyzję o przesłuchiwaniu dziecka lub innej procesowej czynności z jego udziałem (np. okazania), wybiera się między "złym a jeszcze gorszym". Co jest gorsze: jednorazowa trauma przesłuchania, czy też rozciągnięta w czasie trauma związana z pozostawaniem dziecka w sytuacji świadka przestępstwa znęcania się lub pokrzywdzonego? Jeżeli takie przesłuchanie, bądź też inna czynność procesowa z udziałem dziecka, usunie z dużym prawdopodobieństwem tę drugą możliwość - należy, moim zdaniem, wybrać mniejsze zło i włączyć dziecko w postępowanie karne.

   Powyżej użyłem wyrażenia "jednorazowa trauma". Rozumiem przez to podjęcie starania, aby w toku postępowania karnego dziecko było przesłuchiwane tylko jeden raz. Wobec braku w przepisach postępowania karnego przepisu nakazującego taką praktykę można oprzeć się na interpretacji przepisu 316 par. 3 k.p.k:

   Jeżeli zachodzi niebezpieczeństwo, że świadka nie będzie można przesłuchać na rozprawie, strona lub prokurator, albo inny organ prowadzący postępowanie, mogą zwrócić się do sądu z żądaniem przesłuchania go przez sąd.

   Niebezpieczeństwo, o którym mówi powyższy przepis, polega na tym, że - co potwierdzi każdy psycholog - najbardziej wiarygodne jest pierwsze przesłuchanie dziecka. Każde następne przesłuchanie traci na wiarygodności przez uzasadnione podejrzenie konfabulacji. Uzasadnione - bo tak już jest skonstruowana psychika dziecka. Powtarzane kilkakroć przesłuchanie dziecka może jedynie rodzić wątpliwości co do treści poprzednich i nie wnosi nic nowego do procesu, a dla dziecka staje się niepotrzebną traumą.

   Traumatyczne dla dziecka jest także miejsce i sposób dokonywania procesowej czynności. Tu za M. Gaberle powtórzyć muszę, że unikać należy dokonywania przesłuchań dzieci w pomieszczeniach do tego nie przystosowanych. Nie ma żadnych zakazów, które by zabraniały przeprowadzenia tych czynności w miejscu dla dziecka przyjaznym. Co do sposobu, przypomnieć tylko należy, że istnieje możliwość ochrony każdego świadka, w tym oczywiście i dziecka, przez przesłuchanie go w sądzie podczas nieobecności oskarżonego (art. 390 par. 2 k.p.k). Wcześniej - w toku postępowania przygotowawczego - przesłuchanie takie (które, jak wspomniałem, powinno być pierwszym i ostatnim) należy przygotować przy współpracy sędziego z psychologiem; dzięki temu sędzia będzie wiedział, w jaki sposób rozmawiać ze świadkiem-dzieckiem. Praktyka taka jest z powodzeniem stosowna w warszawskiej Fundacji "Dzieci Niczyje".

J.P.