Dom z materacy

Katarzyna Fenik

Niebieska Linia nr 3 / 1999

Dziecko, które jest świadkiem przemocy:

obwinia siebie za to, co się dzieje,
jest przerażone i bezradne,
uczy się, że przemoc jest sposobem na poradzenie sobie w trudnej sytuacji,
potrzebuje pomocy dorosłej osoby.

   Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie oferuje pomoc, wsparcie zarówno osobom doznającym przemocy, jak i sprawcom przemocy - od kilku miesięcy również dzieciom, które biegały po pomieszczeniach Pogotowia - hałasowały, psociły i przeszkadzały w zajęciach matek. Dlatego stworzyliśmy im warunki do wspólnej zabawy. Mają raz w tygodniu swoje spotkania, swoje miejsce.
   Na początku były bardzo przestraszone, trudno było przekonać je do wspólnej zabawy. Teraz z tygodnia na tydzień przybywa nam wspólnych doświadczeń.
   Nasze dzieci reagują bardzo impulsywnie. Strachem albo śmiechem -często nieadekwatnie do sytuacji. Mały bodziec - wielka reakcja. Jest to zapewne odpowiedź na zmienne zachowania ich rodziców.
   Przypatrując się zabawie dzieci można rozpoznać etap cyklu przemocy, zorientować się, co ostatnio działo się w domu.
   Chłód w domu jest powodem obojętności, braku zainteresowania zabawą, szybką gotowością do zareagowania długim płaczem na najmniejszą dziecięcą krzywdę. Wtedy spokojnie, powoli i ciepło tłumaczymy, że bez niego zabawa nie będzie ta sama, że jest nam potrzebny, że są takie rzeczy, które tylko on potrafi zrobić.
   Etap narastania domowego napięcia daje w efekcie podenerwowanie, skłonność do reagowania złością czy poszturchiwaniem tego, kto akurat obok. Trzeba wyciszyć, uspokoić, zapewnić, że nie musi robić czegoś, jeśli się nie ma na to ochoty. Że nikt nie będzie zmuszał do zabawy, tańca, śmiechu, mówienia.
   Ostra awantura z biciem - to nieobecność na zajęciach. Przyznam, że gdy któregoś nie ma, długo patrzymy na siebie ze znakiem zapytania w oczach i zastanawiamy się, co się "tam" dzieje. Przy następnym spotkaniu głośno i mocno mówimy o tym, jak bardzo się cieszymy, że znowu z nami jest, opowiadamy, co robiliśmy przez ten czas...
   Faza miodowego miesiąca (wzajemne przepraszanie się rodziców, skrucha sprawcy przemocy) to przyczajona w oczach nadzieja na lepsze, chwilowe maleńkie przebłyski radości, pogodniejsze rysunki, większe zaangażowanie we wspólną zabawę, a nawet przewodzenie jej.
   Są też smutne momenty, kiedy ogarnia nas niemoc, opadają ręce. Bo bywa i tak, że mimo naszych wysiłków - to ich bycie świadkiem czy ofiarą przemocy pozostawiło już trwały ślad, pozbawiło beztroski, spontaniczności i niefrasobliwości. Dało w zamian smutek, ciągły lęk i obojętność.
   W naszym byciu razem skupiamy się na trzech ważnych dla nas sprawach: poznaniu siebie nawzajem, oswojeniu miejsca i określeniu jasnych zasad obowiązujących w naszej grupie.
   Poznając siebie nawzajem przyglądamy się temu, co jest dla każdego z nas ważne. Można bawić się z kimś albo obok kogoś. Zawsze pytamy o zgodę, uczymy, że każde z nich także powinno zapytać, czy ktoś się na tę zabawę zgadza, czy komuś to nie przeszkadza. To daje poczucie bezpieczeństwa i umożliwia wyrażenie swoich potrzeb.
   Ważnym rytuałem jest dla nas zrobienie osobistej mapy pogody, czyli za pomocą słonka i chmurki wyrażenie swojego nastroju. Dużo łatwiej wyrazić swoje uczucia, gdy pokazuje się je misiowi. Pracujemy więc z Misiami - Parpusiakami - im opowiadamy o swoich uczuciach. Poducha-parpucha także jest w tym pomocna. Można na niej pokazać, jak mocno jestem dzisiaj wkurzony, wściekły. Kopnąć ją, wrzasnąć na nią - odreagować. Rozmawiamy o tym, jak wyrazić swój sprzeciw, jak wytłumaczyć, że nie mam ochoty na to, co mi proponujesz.
   Niełatwą sztuką, jak się okazało, jest dla nich decydowanie, wybieranie. Jeszcze dużo czasu upłynie, zanim się przekonają, że mogą wybierać i że nic nie stanie się nawet wtedy, gdy źle wybiorą albo nagle zmienią zdanie.
   Wspólne miejsce oznaczamy śladami naszej obecności - rysunkami, podpisami. Bezpieczne, ciepłe miejsce, w którym można być po prostu dzieckiem. Można nareszcie rozpłakać się głośno. Można też pokrzyczeć - kto dłużej i głośniej. Pokazać, że lubię, gdy mnie ktoś przytula, że czegoś nie umiem, że boję się ciemności.
   Strachy są straszne, gdy niezrozumiałe. Pracujemy nad tym, aby je poznać, zrozumieć i oswoić. W naszych dzieciach jest dużo lęku, obaw przed wchodzeniem w nieznaną zabawę. Dużo oporu przed tym, aby powiedzieć, że nie chcą się bawić. Trudno jest im też wyrażać siebie - długo trwa namówienie do narysowania czy ulepienia z plasteliny swojej postaci.
   Ulubiona zabawa to ustawianie domku z materacy. Pamiętam, że była to także jedna z moich ulubionych zabaw w dzieciństwie, ale w odróżnieniu od nich, dla mnie największą frajdą było to, że był to wspólny dom wszystkich uczestników zabawy. Nasze dzieciaki budują dom tylko dla siebie. Trzeba długo tłumaczyć, że każdy dostanie materace do budowy domu. Wtedy właśnie, gdy ktoś "atakuje" czyjś dom, jest świetna okazja do poćwiczenia głośnego sprzeciwu. Nie chcę, abyś tu wchodził! To mój domek! To też moment na pokazanie, że można zawołać kogoś na pomoc, tylko musisz głośno krzyknąć, że dzieje się coś, czego nie chcesz.
   Te nasze spotkania nie są terapią ani psychoterapią. Bardzo różnią się od tego, co w tym samym czasie robią mamy w sali terapeutycznej obok.
   Bawimy się, dużo rozmawiamy, uczymy się rozwiązywania naszych małych "materacowych" konfliktów. Chcemy, aby czuły się dziećmi - czyli tym, kim są naprawdę. Cieszy nas, że lubią tu przychodzić ( tuż przed siedemnastą informują o swoim przybyciu radosnym krzykiem - jesteśmy pierwsi!). Piotruś zaczął więcej mówić, Krzyś powiedział mamie: teraz to ja już wiem, że poradzę sobie w życiu.

K.F.