Tak? Nie?

Wanda Sztander

Niebieska Linia nr 4 / 1999

Cóż warte jest Twoje tak, jeśli nigdy nie mówisz nie?

   Dbałość o siebie i swój osobisty potencjał psychiczny oznacza zgodę z sobą samym poprzez utrzymywanie pewnego stanu zwanego potocznie byciem blisko siebie. Oznacza to wyrazistość wewnętrznych komunikatów w kontakcie z samym sobą, w tym komunikatów w różnych sprawach na TAK i na NIE.
   Wyraźne mówienie TAK i NIE jest zaleceniem znanym zarówno z Biblii, jak też zaleceniem modnej ciągle i popularnej asertywności. Podejście asertywne można objaśniać takimi pojęciami jak stanowczość, jednoznaczność i wyrazistość komunikowania się z ludźmi.
   Z pojęciem stanowczości jest pewien kłopot, ponieważ w naszej kulturze kojarzy nam się ono z poleceniami wydawanymi przez rodziców, przynajmniej u tych osób, którzy mieli rodziców stanowczych. Stanowcze wymaganie, stanowczy nakaz lub zakaz - oto co zwykle przypływa na hasło stanowczość. Przy bliższym przyjrzeniu się można zobaczyć, że stanowczo można także wyrazić pozytywną i przyjazną opinię, jednoznacznie wyrazić uczucia, także (o, paradoksie!) jednoznacznie można zakomunikować o tym, że się jest zdezorientowanym i niepewnym. Naprawdę jestem zdezorientowana i stanowczo potrzebuję czasu, by wyrobić sobie w tej sprawie opinię! - oto stanowczy i jednoznaczny (asertywny) komunikat o niepewności. Albo: Jestem zmieszana. Wolę nie działać w takim stanie, proszę - nie naciskaj.
   Jak wynika z powyższych przykładów mówienie, tak, tak i nie, nie wcale nie oznacza, że wiemy, co mądrego powiedzieć na każdą okazję i zawsze mamy ostatnie słowo. Chodzi przede wszystkim o ideę, by nie mówić nie na jakieś tak albo tak na jakieś nie. By nie zakłamywać rzeczywistości, nazywając białe czarnym, a czarne białym. Określenie niepewności nie jest jednak zakłamywaniem. Jest ujawnieniem prawdziwego stanu swoich myśli i uczuć, więc komunikatem z bycia blisko siebie.
   W związku z konotacją wymaganie-zakaz, z jaką wiąże się stanowczość, jest to pojęcie obciążone przekonaniem, iż stanowczość (a także asertywność) jest działaniem skutecznym. Całe rzesze ludzi zapisują się na treningi asertywności w przekonaniu, iż nauczą się skutecznej metody wpływania na innych ludzi: szefa, współmałżonka, rodziców czy dzieci. Nic bardziej błędnego. Asertywność nie ma związku ze skutecznością. Nawet tradycyjna rodzicielska stanowczość, którą niektórzy z nas pamiętają, wielu doprowadziła w miejsce, którego by sobie rodzice absolutnie nie życzyli. Wielu rodziców uważa, że nie byli dość stanowczy i prawdopodobnie, w jakiejś części ludzkich losów, to może być przekonanie prawdziwe. Jednak wiemy, że pewien rodzaj stanowczości wywoływał, wywołuje i będzie wywoływać działanie przeciwne, czasami w otwartym buncie, czasami ukryte, pod pozorami tak zwanego podporządkowania się. Możemy niezwykle stanowczo i asertywnie żądać podwyżki, której nie dostaniemy. Możemy mówić NIE w sytuacji, gdy ktoś kompletnie na to nie zwraca uwagi i robi swoje (często dla nas bolesne i przykre). Możemy nie zgadzać się z rozwiązaniem, które zostanie przyjęte, ponieważ zwyciężą inne interesy niż te, w które sami zaangażowaliśmy się. I tak dalej. Więc nie ma co liczyć na przesadną skuteczność stanowczości i jednoznaczności.
   Są w życiu sytuacje, w których trzeba po prostu uważać, co się mówi. Mam na myśli przebywanie z ludźmi nieżyczliwymi, w sytuacji gier i konfliktów, w których nie zanosi się na konstruktywne rozwiązanie. Także wobec wroga, w walce podjazdowej, gdzie otwarte mówienie TAK i NIE jest niebezpieczne. Jest takie powiedzenie o rzucaniu pereł przed wieprze - i że się tego nie robi. Perłami są naturalnie ludzkie otwarte i uczciwe komunikaty. Nie warto ich wyrażać wszędzie tam, gdzie otwarte mówienie o sobie może być wykorzystane przeciwko nam. Jednak niemówienie czegoś z powodów dyplomatycznych nie oznacza okłamywania siebie. Bycie blisko siebie jest kontaktowaniem się ze swoja prawdą, niezależnie od tego, czy zdecydujemy się ją wyrazić, czy nie. Bycie blisko siebie oznacza komfort obcowania z samym sobą w prawdzie naszych myśli i uczuć. Będąc blisko siebie czasem wiem, że wiem, czasem jednak wiem, że nie wiem albo nawet paradoksalnie wiem, że nie wiem na pewno. Wiem, czego potrzebuję, chociaż najbardziej nawet stanowcze wyrażenie swoich pragnień i potrzeb może być totalnie nieskuteczne w osiągnięciu tego, co dla mnie ważne.

   Po co więc to wszystko?

   Odpowiedź pierwsza: dla komfortu obcowania ze sobą.

   Odpowiedź druga: dla skutecznego osiągania swoich celów i pragnień w środowiskach przyjaznych, a więc wszędzie tam, gdzie perły są honorowane jako kruszec szlachetny i gdzie ludzie szanują dobre wymiany, nie są sobie wrogami, otaczają troską i uwagą swoje potrzeby i stany ducha.

   Odpowiedź trzecia: Chodzi o granice. Cóż warte jest twoje Tak, jeżeli nigdy nie mówisz Nie? Nie buduje nasze granice, podczas gdy Tak buduje nasze zaproszenie. Jeśli każdy może w każdej chwili wejść na jakieś terytorium, cóż warte jest zaproszenie? Jeśli ktoś zmienia zdanie zależnie od okoliczności, cóż warte jest jego zdanie?

   Wiarygodność jest pochodną granic osobistych. Istniejemy jako zorganizowana psychicznie całość, o ile potrafimy odróżniać to, co moje, od tego, co nie moje. Moje idee, nie moje idee. Moje potrzeby, cudze potrzeby. Z moją zgodą, bez mojej zgody. Twój gniew, mój śmiech. Własna wiarygodność buduje poczucie wartości niezbędne do tego, by czuć się dobrze ze sobą samym i oferować innym krocie pereł, o ile tylko inni na to zasługują.

W.S.