Cudu nie będzie

Tomasz Garstka

Niebieska Linia nr 4 / 1999

Nadmierny optymizm każe nam przypuszczać, że leczenie uzależnienia od alkoholu automatycznie rozwiąże problem przemocy.

   Współuzależnione klientki szukające pomocy psychologicznej są wyznawczyniami wielu - powszechnie zresztą podzielanych - mitów dotyczących przemocy. Jedno z często powtarzanych przekonań można streścić mniej więcej tak: Bije, bo pije. Jak przestanie pić, to nie będzie też bił. Łączenie przemocy z alkoholem jest całkowicie uzasadnione, bo współwystępowanie obu zjawisk jest bezsprzeczne, ale część aktów przemocy dokonywana jest bez udziału alkoholu, a to skłania nas do stawiania pytań o głębsze przyczyny zadawania cierpień najbliższym osobom przez sprawców. Wydaje się, że alkohol odgrywa raczej rolę facylitatora, przez to, że osłabia hamulce i pozwala wymknąć się spod kontroli impulsom czy wyuczonym wzorom postępowania agresywnego.
   Istnieją dwa podstawowe psychologiczne podejścia do zjawiska agresji i przemocy: behawiorystyczne (rozpatrujące zagadnienie agresji na poziomie zachowań) i psychodynamiczne (opisujące źródła agresji na poziomie intrapsychicznym).
   Podejście behawiorystyczne zakłada, że agresja jest wyuczona, czy to na drodze modelowania (przez naśladowanie), czy też warunkowania (a więc nagradzania zachowań agresywnych, karania uległych i biernych przez otoczenie). Dziecko wychowujące się w rodzinie, w której agresja jest głównym narzędziem rozwiązywania konfliktów, a relacje między członkami rodziny naznaczone są przemocą, uczy się roli kata lub ofiary. Można mówić o całych subkulturach przemocy, w których agresywne wzorce relacji interpersonalnych są normą przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Pisała o tym Agnieszka Czapczyńska w NIEBIESKIEJ LINII nr 2/99.
   Podejście psychodynamiczne zakłada, że ludzie od urodzenia odczuwają impulsy, m.in. agresywne. Rolą matki (lub osoby pełniącej jej funkcję) jest umiejętność zawierania (czy też "kontenerowania", jak powiedziałby autor tego pojęcia - psychoanalityk brytyjski W.R. Bion) uczuć dziecka. Matka powinna być zdolna do przyjęcia, zniesienia i kojenia gwałtownych emocji dziecka - także wściekłości - adekwatnie do wieku i do empatycznej reakcji na przeżycia dziecka. Dziecko rozwija się harmonijnie, gdy matka robi to wystarczająco często i wystarczająco dobrze (autorem terminu "wystarczająco dobra matka" jest brytyjski psychoanalityk D.W. Winnicott, którego popularyzatorskie książki dla rodziców dostępne są w Polsce). Budujące się w relacji z dorosłym intrapsychiczne struktury poznawcze dziecka stają się samodzielnym "kontenerem" (używając terminu Biona) i z czasem młody człowiek jest zdolny do zawierania i powstrzymywania impulsywnej ekspresji wściekłości. Dla dojrzałej osoby - czyli takiej, której w toku rozwoju nie spotkały szczególnie silne traumy, a trudy wzrastania pomagało znosić (używając słów cytowanego już Winnicotta) podtrzymujące środowisko rodzicielskie czy wychowawcze - wściekłość jest "do przeżycia". Innymi słowy, osoba dojrzała doświadcza kontaktu z trudnymi uczuciami, rozumie je i nie rzuca się w wir destrukcyjnego odreagowania. Sprawcy przemocy to osoby, które doświadczyły porażki rozwojowej na skutek braku empatycznego, wspierającego i kontenerującego otoczenia. Z łatwością ulegają impulsom agresywnym - przez akty destrukcji rozładowują narastające w nich napięcie, nieproporcjonalnie silnie reagują w sytuacjach wywołujących ich złość.
   Drugim - obok deficytów kontenerowania - ważnym z psychodynamicznego punktu widzenia zjawiskiem przyczyniającym się do stawania się sprawcą przemocy są procesy identyfikacyjne. Dziecko w toku rozwoju identyfikuje się z ważnymi dla niego osobami. Jeśli obiektem identyfikacji jest osoba apodyktyczna, impulsywna lub agresywna, dziecko przyswaja sobie jej cechy. Obiektem takiej identyfikacji może być rodzic stosujący przemoc, ale może też dojść do budowania buntowniczej tożsamości negatywnej (przeciwidentyfikacji wobec rodzica uległego) lub też tożsamości zastępczej, gdy w dysfunkcyjnym otoczeniu dziecka nie znalazły się stabilne obiekty identyfikacji (obiektem identyfikacji może być wtedy np. wyobrażony macho noszący cechy bohaterów filmów gloryfikujących przemoc i przedmiotowe traktowanie kobiet).
   Niezależnie od tego, którą z perspektyw teoretycznych przyjmiemy, widoczny jest wpływ wczesnych dziecięcych doświadczeń na ukształtowanie postaw dorosłego wobec agresji. Oprócz wydolności wychowawczej rodziców podstawowe znaczenie mają przeszłe doświadczenia obecnego sprawcy, w których był on ofiarą lub świadkiem przemocy i agresywnych zachowań.
   Przeszłe doświadczenia sprawcy są pierwszym czynnikiem, który każe nam porzucić nadmierny optymizm, że leczenie uzależnienia alkoholowego automatycznie rozwiąże problem przemocy. Wręcz przeciwnie. W toku terapii uzależnienia mogą ujawnić się problemy sprawcy zagłuszane dotychczas alkoholem, co z kolei przyczynić się może do zwiększenia prawdopodobieństwa nie tylko alkoholowej wpadki (zapicia), ale też odreagowania w akcie destrukcyjnym (przemoc fizyczna, werbalna, niszczenie przedmiotów).
   Sam proces terapii uzależnienia jest trudnym i frustrującym doświadczeniem. Alkoholik musi rezygnować ze znanego sobie, łatwego sposobu znoszenia napięcia i wprowadzić w życie nowe konstruktywne sposoby radzenia sobie w różnych sytuacjach. Mimo wsparcia terapeuty i grupy kosztuje go to z pewnością wiele wysiłku. Osoby, które mają mocniejszą strukturę psychiczną (silne ego - jak powiedzieliby psychoanalitycy, lub korzystniejsze doświadczenia warunkujące funkcjonowanie - jak opisaliby to behawioryści) są w stanie lepiej znosić wyzwania terapii. Jak to powiedziano wcześniej, wielu sprawców jest impulsywnych i nie odpornych na frustrację, dlatego rezygnacja z alkoholu może utrudniać im opanowanie agresywności, tak jak wcześniej alkohol ułatwiał niszczącą ekspresję. Sytuacja jest szczególnie trudna, gdy okazuje się, że sprawca przemocy bardzo wcześnie zaczął pić. Oznacza to, że wielu sytuacji społecznych nigdy nie doświadczał na trzeźwo i nie umie się w nich zachować bez alkoholu. Takie deficyty powiększają frustrację i ułatwiają uciekanie się do przemocy, zarówno jako sposobu radzenia sobie, jak i odreagowania.
   Widać z tego, że cudu nie będzie: Gdy pić przestanie, problem przemocy pozostanie (a przynajmniej może pozostać). Wydaje się, że praca z uzależnionymi sprawcami przemocy (o ile uda się ich zidentyfikować jako sprawców) wymaga od początku szczególnej uważności terapeuty na wątki wściekłości i agresywnych zachowań pacjentów. Po przejściu programu terapii uzależnień, a być może na bardziej zaawansowanym poziomie równolegle z terapią, niezbędna jest praca psychologiczna nad złością i agresją sprawcy.

   Dziękuję mgr Ewie Koryckiej z Zespołu ds. Przemocy Ośrodka Pomocy Społecznej Warszawa-Żoliborz za podzielenie się jej doświadczeniami w pracy z ofiarami.

T.G.