Aby chciało się chcieć

Sylwia Kluczyńska

Niebieska Linia nr 5 / 1999

Teoria wyuczonej bezradności

   Pracując z kobietami doznającymi przemocy, wciąż na nowo odkrywam różnorakie oblicza nadziei... Słyszę: w mojej sytuacji naprawdę nic nie można zrobić, nikt i nic mi nie pomoże. A za moment: może jeszcze nie wszystko jest stracone, może on zrozumie, może stanie się cud. Silne przekonanie o swojej niemocy, przeplatane równie mocną nadzieją na zmianę swojego partnera jest zadziwiające. Jak to zrozumieć, wyjaśnić?
   Pomocna w tym może okazać się teoria wyuczonej bezradności, sformułowana przez amerykańskiego psychologa Martina Seligmana. Przez wiele lat pracował on nad wyjaśnieniem genezy powstawania bierności i rezygnacji. Pojęcie wyuczonej bezradności sformułował, opierając się na wynikach licznych eksperymentów przeprowadzonych na zwierzętach (badał u psów zdolność unikania wstrząsów elektrycznych w powtarzających się próbach). Większość zwierząt szybko uczyła się tej umiejętności, przeskakując do innej klatki. Jednak te psy, które w poprzednich próbach wyuczono, że nie można uciec od wstrząsu, były całkowicie bezradne, nawet wtedy, gdy taka możliwość się pojawiła, nie szukały wyjścia i, nawet gdy przypadkiem je znalazły, wracały do klatki, gdzie otrzymywały wstrząs.
   Człowiek na początku życia jest zupełnie bezradny. Noworodek reaguje na wszystko odruchowo, płacze, kiedy czuje ból i niewygodę. Od niemowlęctwa do starości człowiek stara się zdobyć wpływ i kontrolę nad sobą i swoim życiem.
   Bezradność jest stanem, w którym nic z tego, co robimy, nie ma wpływu na, to co się nam przydarza. Kontrola to umiejętność wpływania na rzeczywistość poprzez świadome działanie, czyli przeciwieństwo bezradności. Jeśli potrzeby maleńkiego dziecka są zaspokajane choćby w minimalnym stopniu, to kolejne lata są okresem zmniejszania bezradności i uzyskiwania coraz większego wpływu i kontroli nad swoim życiem. Bywają fakty i wydarzenia, na które nie mamy wpływu: kolor naszych oczu, odziedziczone zdolności (lub też ich brak) czy też klęski żywiołowe. Istnieje jednak rozległy obszar działań, nad którym możemy zdobywać kontrolę lub... zostawić ją innym czy losowi, i w którym możemy w większym lub mniejszym stopniu dokonywać wyboru. Jeśli uznamy, że na nic nie mamy wpływu, to niedaleka droga dzieli nas od depresji.
   Prawie każdy z nas czuje się bezradny, gdy spotka go niepowodzenie, nieszczęście, na które nie ma wpływu. Jest nam wtedy smutno, w niczym nie potrafimy dojrzeć sensu, nic nam się nie chce. Niektórzy potrzebują niewiele czasu, aby wziąć się w garść. Inni natomiast pozostają bezradni przez dłuższy okres. Na czym polega różnica? Odpowiedź może wydać się banalna... To brak nadziei decyduje o tym, że czujemy się bezradni. Zazwyczaj osoby, które straciły nadzieję, rozpatrują swoje niepowodzenia jako coś stałego (Już zawsze tak będzie) i o uniwersalnym zasięgu (To kładzie cień na wszystkie aspekty mojego życia). Osoby, które mają nadzieję, swoje porażki określają jako krótkotrwałe i nie przenoszą ich na inne dziedziny życia (To wina okoliczności, za jakiś czas sytuacja się zmieni, życie nie kończy się na tym). Sposób, w jaki wyjaśniamy niepowodzenia, określa, czy stajemy się bezradni, czy też traktując swoje niepowodzenia jako chwilowe, mobilizujemy się do większej aktywności. Ścisłe określenie przyczyny porażki i uświadomienie sobie jej ograniczenia czasowego minimalizuje, a nawet usuwa poczucie bezradności.

Syndrom wyuczonej bezradności

   Wyuczona bezradność jest poddaniem się, zaprzestaniem działania, które wynika z przekonania, że cokolwiek się zrobi, nie będzie miało żadnego znaczenia.
   Leonora Walker, badając przez wiele lat zachowanie kobiet - ofiar przemocy w rodzinie, wykazała, że nie zawsze godziły się na złe traktowanie ze strony partnera. Na początku, gdy pojawiły się akty przemocy, podejmowały różne działania mające wpłynąć na zmianę sytuacji ("od prośby do groźby"). Dopiero gdy nabierały przekonania o nieskuteczności swoich zabiegów, rodziło się w nich poczucie bezradności. Ofiara uczy się bezradności, gdy spostrzega, że nie ma związku między jej zachowaniem a atakami agresji ze strony partnera. Cokolwiek by zrobiła, nie da jej to gwarancji bezpieczeństwa, nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć. Ofiary często mówią: nic nie było w stanie go zadowolić, zawsze znalazł się dowód na moją nieporadność, czy głupotę. Uczą się, że wszystkie podejmowane przez nie działania są nieefektywne, nie mają żadnego sensu.
   Wyuczona bezradność to jeden z podstawowych objawów występujących u osób doznających przemocy.

Skutki wyuczonej bezradności:

  • Deficyty poznawcze - polegają na uogólnionym przekonaniu, iż nie ma takich sytuacji, w których możliwy jest wpływ na bieg wydarzeń.
  • Deficyty motywacyjne - osoba zachowuje się biernie, jest zrezygnowana, nie podejmuje żadnych działań, aby zmienić swoją sytuację.
  • Deficyty emocjonalne - przeżywanie stanów apatii, lęku, depresji, uczucia zmęczenia, niekompetencji i wrogości.
  • Geneza wyuczonej bezradności

       Wyuczona bezradność ofiar rozwija się na skutek ich życiowych doświadczeń. Jest to proces długotrwały, jego korzenie mogą sięgać do doświadczeń z okresu dzieciństwa. Leonora Walker ustaliła listę czynników wysokiego ryzyka rozwoju wyuczonej bezradności. Są to:

       1. Doświadczenia z dzieciństwa:

  • przemoc fizyczna;
  • napaść seksualna lub molestowanie;
  • sytuacje traumatyczne lub też inne czynniki wpływające na dysfunkcjonalność rodziny (śmierć lub rozwód rodziców, alkoholizm, przewlekła choroba bliskich itp.);
  • kłopoty w nauce;
  • problemy zdrowotne.

       2. Doświadczenia wyniesione ze związków w życiu dorosłym:

  • przemoc (istotny jest czas trwania, rodzaj i częstość przemocy);
  • patologiczna zazdrość;
  • gwałt, przymuszanie do nieakceptowanych form współżycia seksualnego, groźby pozbawienia życia;
  • okrucieństwo wobec innych ludzi, dzieci, zwierząt.
       Suma niekorzystnych doświadczeń odgrywa istotną rolę zarówno w powstaniu, jak i dynamice ujawnienia się syndromu wyuczonej bezradności. Im więcej traumatycznych wydarzeń w życiu człowieka, tym większe prawdopodobieństwo, że będzie on przekonany o swojej bezradności w różnych innych sytuacjach, na które mógłby wpłynąć.

    Jak pomagać w wychodzeniu z wyuczonej bezradności?

    Skutki wyuczonej bezradności niweluje stopniowe odzyskiwanie przez ofiarę kontroli nad swoją osobą i swoim życiem . Głównym celem terapii jest zatem odzyskanie wiary w skuteczność swoich działań poprzez zmianę sposobu wyjaśniania przez ofiarę przyczyn swoich porażek, a także sukcesów. Istotna jest też praca nad ukształtowaniem pozytywnego wizerunku własnej osoby i kompetencji.
       Osoby, które cierpią na wyuczoną bezradność, często wykazują braki w sferze umiejętności społecznych. Nie potrafią rozpocząć rozmowy, mówić o sprawach osobistych, wyrażać swoich opinii, przyjmować krytyki ze strony innych ludzi. Trening umiejętności społecznych jest pomocny w radzeniu sobie z własną bezradnością. Uczy on nowych sposobów zachowania, które poprawiają relacje z innymi ludźmi. Ważne jest, by klientki trenowały też swoją stanowczość i konsekwencję - ćwiczą stanowcze zachowanie wobec terapeuty, który wciela się raz w rolę agresywnego męża, a raz w rolę partnera, który żałuje swojego postępowania i prosi o przebaczenie. Uczą się wyrażać swoje zdanie i stawiać osobiste granice.
       W czasie terapii klientki powinny realizować niezbyt trudne zadania, tak by mogły odnosić sukcesy (np. pójście do fryzjera, lekarza, zakup prezentu dla siebie, spotkanie z przyjaciółką itp.). Każdy sukces warto wspierać i nagradzać. To przywraca zazwyczaj chęć do aktywnego działania i robienia planów na przyszłość. Ustalając zadania pamiętajmy, że w tej sytuacji ważny jest sukces, a nie stopień trudności zadania.
       Przy okazji formułowania zadań klientki mogą również trenować podejmowanie decyzji, z czym osoby doznające przemocy mają duże trudności. Trudno im podejmować decyzje nawet w błahych sprawach. Nauczyły się, że każdy wybór jest zły, każda decyzja niesie za sobą surową karę, dlatego wolą nie podejmować żadnych wysiłków. Pracę w tym obszarze należy rozpocząć od podejmowania wyborów w mało istotnych sprawach (np. czy napiję się kawy, czy herbaty, czy usiądę w tym miejscu, czy w innym, czy pójdę tą, czy inną drogą itp.). Gdy klientki zaczną bez trudu podejmować decyzje w prostych sprawach, wówczas będą mogły się zmierzyć z poważniejszymi problemami.
       Bez uświadomienia czynników, które spowodowały bezradność praca nad przezwyciężeniem syndromu wyuczonej bezradności nie rokuje powodzenia. Skuteczna terapia powinna pozwolić klientkom w sposób samodzielny ustalać swoje cele, potrzeby, decyzje oraz planować efektywne strategie ich realizowania.

    S.K.