Nie widzę problemu

Monika Jaroszewska

Niebieska Linia nr 5 / 1999

Rodzice bardzo często ignorują problem, nie rozpoznając przyczyn znaczenia problemu, możliwości zmiany lub własnych możliwości zmiany.

   Jaś trafił do nas parę lat temu, podobnie jak inni nasi podopieczni - przyprowadzony przez matkę z zalecenia pedagoga szkolnego. We wstępnym wywiadzie matka stwierdziła, że nie daje sobie z nim rady w domu, a w szkole ciągle sprawia kłopoty wychowawcze. W przypadku Jasia oznaczało to, że w stosunku do rówieśników i nauczycieli zachowuje się agresywnie i wulgarnie, nie uczy się, nie potrafi nawiązać bliskich kontaktów z kolegami, którzy zostaliby zaaprobowani przez matkę, a za to przyjaźni się z jakimś starszym od niego elementem i co gorsza - zaczął popalać papierosy.
   Matka oczekiwała od nas, że wpłyniemy na syna, żeby zaczął się uczyć, był grzeczniejszy i skończył ze starym towarzystwem. Sytuację domową określała jako normalną. Oboje z mężem pracują. Jaś ma młodszą trzyletnią siostrę, którą może i lubi, ale nie chce się z nią bawić. Pomaga im babcia rencistka, mieszkająca razem z nimi w dwupokojowym mieszkaniu. Rodzice zajmują jeden z pokoi, dzieci drugi, a babcia ma swój kącik w kuchni. Matka wyraziła nadzieję, że dzięki uczestnictwu w cotygodniowych zajęciach syn pozna nowych kolegów, z którymi się zaprzyjaźni, i nauczy współżycia z ludźmi. Na pytanie o problem uzależnienia w rodzinie (OPUS oferuje pomoc psychologiczną rodzinom dysfunkcyjnym, borykającym się z chorobą alkoholową) odpowiedziała, że mąż od czasu do czasu lubi wypić, ale nie więcej niż inni, a po alkoholu zwykle zasypia. Propozycję uczęszczania na zajęcia dla rodziców odrzuciła, twierdząc, że ona sama nie potrzebuje pomocy. Jaś określił swoją sytuację domową i szkolną jako normalną. Stwierdził, że matka przyprowadziła go za karę, a on sam nie widzi potrzeby przychodzenia na żadne spotkania. Zgodził się jednak zobaczyć, co się dzieje na takich spotkaniach, a jak będzie fajnie, to może będzie chodził.
   Udział w spotkaniach grupowych dla dzieci i młodzieży jest dobrowolny. Dziecko powinno samo podjąć decyzję o uczestnictwie. Zdarza się jednak, że decyzja ta jest wypracowywana wraz z dzieckiem na indywidualnych spotkaniach z psychologiem. Wówczas, po około trzech diagnostycznych spotkaniach indywidualnych, odbywają się dodatkowe spotkania motywujące.
   Ostatecznie Jasiek zdecydował się i w miarę regularnie przyjeżdżał na zajęcia. Jednak jego obecność ograniczała się najczęściej do obserwowania innych lub docinania im. Zajęcia na temat choroby alkoholowej w rodzinie bardzo go poruszyły. Po raz pierwszy zdecydował się opowiedzieć o swoim domu i nie były to już tylko mające nas uspokoić słowa wszystko po staremu. Okazało się, że ojciec chłopca - odkąd ten pamięta - pije. Rzeczywiście - jak podała w wywiadzie matka - zasypia po alkoholu. Przedtem jednak awanturuje się i często zdarza mu się uderzyć matkę, która staje w obronie Jaśka. Chłopiec też parę razy oberwał, ale dotąd z nikim o tym nie rozmawiał. Tak to już u nas jest; z tatą trzeba ostrożnie. Z relacji chłopca wynikało, że matka początkowo broniła i jego, i siebie, z czasem jednak coraz słabiej reagowała na agresję ojca. Postanowiłam ją zaprosić na kolejną rozmowę.
   Podczas spotkania rozmawiałyśmy głównie o sytuacji Jaśka w szkole - chłopcu udało się poprawić oceny z jednego z przedmiotów, rzadziej się awanturował. Matka również to zauważyła, jednak oczekiwała czegoś więcej... Opowiedziałam, jak duże zmiany widzę w zachowaniu Jaśka - przestał być agresywny w stosunku do kolegów z grupy, a jego docinki nabrały żartobliwego charakteru w miejsce złośliwej zaczepności. Jednak zmiany byłyby większe, gdyby i ona zdecydowała się zająć sobą i skorzystać z propozycji naszego Ośrodka lub innych placówek udzielających pomocy psychologicznej niepijącym współmałżonkom osób nadużywających alkoholu.
   Taka sytuacja jest typowa dla znacznej części naszych młodych podopiecznych. Przyprowadzani przez jednego z rodziców (najczęściej niepijącego współmałżonka) w charakterze delegata do leczenia trafiają na zajęcia terapeutyczne, a ich rodzice oczekują szybkiej poprawy. Słowa takie jak "współuzależnienie", "terapia","cotygodniowe spotkania grupowe dla rodziców" często budzą w rodzicach niechęć i złość lub zdziwienie; rzadziej zainteresowanie czy gotowość podjęcia pracy nad sobą.
   Argumenty przedstawione przez rodziców, którzy nie decydują się na własną terapię, można podzielić na cztery kategorie. Korespondują one z poziomami tzw. nierozpoznań, którymi w analizie transakcyjnej określa się mechanizm nieświadomego ignorowania jakiegoś problemu. Pierwszy poziom to nierozpoznanie istnienia bodźców. Rodzic na tym poziomie nie zauważa, że wokół niego, z nim dzieje się dzieje się coś nieprawidłowego. Nie jest świadomy istnienia niepokojących sygnałów. Następstwem takiego nerozpoznania jest niemożność nazwania problemu i - co za tym idzie niemożność jego rozwiązania. Matki - podobnie jak matka Jasia - twierdzą: Wszystko w porządku. O co wam chodzi? Drugi poziom to nierozpoznanie znaczenia problemu, gdy dostrzega się istnienie problemu, ale nie przypisuje mu właściwego znaczenia. Matki mówią: Rzeczywiście, mój mąż pije i bije nas, bo jest bardzo nerwowy i ostatnio ma kłopoty w pracy. To żadna przemoc!
   Trzeci poziom nierozpoznań wiąże się z niedostrzeganiem możliwości zmiany. Do matki docierają niepokojące sygnały, potrafi nadać im właściwe znaczenie, jednak nie wierzy w możliwość jakiejkolwiek poprawy sytuacji: Martwię się, bo mój mąż pije i bije nas. Ale cóż, takie jest życie. Nic nie można na to poradzić, bo w końcu to jest mój mąż! Takie matki albo biernie poddają się sytuacji reagując bezradnością albo odtwarzają nieefektywne wzorce zachowania.
   Ostatni poziom nierozpoznania ma miejsce, gdy rodzice nie zauważaja swoich własnych możliwości rozwiązania problemu. Nie widzą jednak tkwiących w nim samym możliwości skorzystania z istniejących opcji rozwiązania problemu i wprowadzenia ich w życie. Mawiają wówczas: Wiem, że to przemoc. Głośno teraz o tym. Słyszałam, że różne kobiety już sobie z taka sytuacją poradziły... Ale nie ja.. Nie mam siły z tym walczyć...
   Początkowo formuła Ośrodka zakładała pracę psychologiczną, zarówno socjoterapeutyczną, jak i edukacyjno-rozwojową z dziećmi i młodzieżą. Jednak kolejne doświadczenia przekonały nas, że praca z dzieckiem i rodzicem jest po prostu bardziej efektywna. Pamiętam dzieci, po całorocznej pracy grupowej rzeczywiście zaczynały lepiej funkcjonować. Żegnaliśmy się z nimi na czas wakacji, a po wakacjach... często okazywało się, że pracę terapeutyczną trzeba zaczynać prawie od podstaw. Tak jakby utraciły one nabyte podczas spotkań umiejętności. Prawie dwa miesiące w domu gdzie istnieje problem nadużywania alkoholu i stosowania przemocy: czy to fizycznej, czy emocjonalnej, bez wsparcia ze strony niepijącego rodzica, który sam żyje w zamęcie współuzależnienia, potrafi zniweczyć osiągnięcia dziecka. Jest ono zbyt słabym elementem systemu rodzinnego, by zmiany, które stają się jego udziałem, mogły zainicjować trwałą przemianę całej rodziny. Dlatego tak ważna jest współpraca z rodzicami. Idealna byłaby sytuacja, w której pijący rodzic podjąłby leczenie, niepijący - terapię współuzależnienia, dziecko zaś uczestniczyłoby w spotkaniach grupowych, a w przyszłości wszyscy podjęliby wspólną terapię rodzinną. Na razie cieszymy się, gdy matka zauważy, że sama dla siebie może coś zrobić, oczekiwać czegoś dobrego.
   W OPUS-ie oprócz pracy z poszczególnymi rodzinami (w nielicznych wypadkach - gdy rodzic wykazuje zbyt kruchą motywację do pracy i nie chce szukać terapeuty - także terapii indywidualnej) prowadzimy również grupy edukacyjno-wsparciowe dla rodziców. W trakcie spotkań uczą się oni nowych, skuteczniejszych sposobów rozmawiania z dzieckiem, bycia z nim, rozumienia jego potrzeb i zaspokajania ich, przy jednoczesnym dbaniu o siebie i swoje granice. Oprócz wymiernych rezultatów w postaci lepszego kontaktu z dzieckiem i większej pewności siebie jako kompetentnego rodzica, uczestnictwo w grupie pomaga rodzicom zorientować się, jakie są ich osobiste deficyty i czego potrzebują, by czuć satysfakcję ze swojego życia. Zwykle podczas spotkań grupowych okazuje się, że posługiwanie się "gotowymi narzędziami interpersonalnymi", nie wystarcza, by kontakty z dzieckiem i współmałżonkiem stały się zdrowsze. Zdarzało się, że uczestnictwo w grupie dla rodziców motywowało matki do podjęcia trudu osobistej terapii. Trudu, który wymaga nie tylko przeorganizowania tygodniowego planu zajęć, ale - przede wszystkim - ogromnej zmiany w myśleniu o sobie. Z myślenia: tylko dla dzieci, tylko dla domu, na myślenie: dla mnie, a dzięki temu i dla domu. Taka zmiana w percepcji siebie przez matkę jest bardzo istotna i dobrze rokuje dla terapii dziecka. Mając sojusznika w matce, która rozpoznaje, zarówno własne, jak i dziecka, emocje i potrzeby, potrafi adekwatnie reagować i budować więź opartą na zrozumieniu i akceptacji - możemy mieć nadzieję, że efekty psychologicznej pracy z dzieckiem nie zostaną zaprzepaszczone.

M.J.