Gdy bije kobieta...

Tomasz Garstka

Niebieska Linia nr 3 / 1999

Wiele lat temu prasa donosiła o procesie kobiety, która zamachnęła się na życie swojego męża, alkoholika, brutalnie traktującego rodzinę. Feralnego dnia wrócił do domu, jak zwykle pijany w sztok, zległ w butach na łóżku i zasnął. Żona długo słyszała jego charczenie. Przez pewien czas biła się z myślami. Potem napuściła wody do wanny. Przeciągnęła męża z łóżka do łazienki. Miała wprawę. Wielokrotnie ciągnęła go zamroczonego alkoholem w przeciwnym kierunku, by móc posprzątać zabrudzoną przez niego łazienkę, a potem zanurzyć się w chłodnej wodzie, co przynosiło ulgę jej pobitemu ciału. Tym razem to jego ciało zanurzyła w wannie. Tak, by głowa znalazła się pod powierzchnią wody. Potem odczekała jakiś czas i zgłosiła się na milicję. Powiedziała, że nie mogła już dłużej wytrzymać bicia, upodlenia, znęcania się nad nią i patrzenia na krzywdę dzieci...
Została uniewinniona. Okazało się bowiem, że gdy topiła męża, ten... już nie żył. Sekcja zwłok wykazała, że wcześniej zadławił się własnymi wymiocinami.

Takie historie jak ta wydają nam się całkiem odosobnione. W poradniach rzadko mamy do czynienia z kobietami dokonującymi aktów agresji fizycznej na swych partnerach (mężach czy konkubentach), skłonni więc jesteśmy nie doceniać częstości ich występowania. Powodów, dla których kobietę rzadko utożsamia się ze sprawcą przemocy, jest kilka.

Po pierwsze, przytłaczająca większość sprawców najbardziej inwazyjnej przemocy fizycznej to po prostu mężczyźni. Kobiety zazwyczaj padają ich ofiarami.

Po drugie, jeśli już kobiety dokonują przemocy na mężczyznach, to jej skutki często są dużo mniej spektakularne niż w sytuacji odwrotnej. Rzadkie są złamania, wstrząsy mózgu, obrażenia wewnętrzne, ślady pobicia. Mężczyźni, nawet jako obiekty ataku, zachowują zazwyczaj przewagę fizyczną. W związku z tym są w stanie odeprzeć napaść. Zazwyczaj doznają poważniejszych obrażeń ze strony swoich partnerek w stanie zamroczenia alkoholowego. Wtedy nie mogą się bronić, ale też na skutek działania alkoholu nie odczuwają swoich kontuzji jako szczególnie dotkliwych. Rzadko też pamiętają o ich pochodzeniu i łatwo im wmówić, że pobicie musiało się zdarzyć przed powrotem do domu.

Po trzecie, kobiety uciekające się do przemocy najczęściej realizują swe agresywne impulsy wobec słabszych. Nie tak rzadko kobiety, które są ofiarami przemocy ze strony partnera, jednocześnie agresywnie - czasem w sposób bardzo okrutny - traktują swoje dzieci.

Po czwarte, gdy do poradni trafia kobieta, która jest ofiarą przemocy domowej, często jej agresywne zachowania wobec partnera są minimalizowane przez osoby udzielające pomocy. Jeżeli nawet stwierdza się niepodważalne akty przemocy ze strony kobiety (np. bicie męża zamroczonego alkoholem), często jesteśmy gotowi usprawiedliwiać te akty rozpaczliwą sytuacją kobiety. Istnieje silna tendencja do stereotypizacji kobiet jako ofiar i mężczyzn jako sprawców. W związku z tym sygnały świadczące o stosowaniu przemocy przez kobiety są lekceważone i czarno-biały obraz pozostaje niezmącony.

Osoby pracujące z ofiarami i sprawcami przemocy powinny być szczególnie wrażliwe na złożoność agresywnych interakcji w rodzinie i nie lekceważyć faktów świadczących, że również kobieta może być sprawcą. Szczególną ostrożność należy zachować w pierwszej fazie udzielania wsparcia kobietom doświadczającym przemocy. W przypadku niektórych z nich może dojść do dramatycznego odwrócenia ról ofiary i sprawcy. Dzięki wsparciu zewnętrznemu lęk kobiety może znacząco się obniżyć i wtedy może uwolnić się długo tłumione poczucie krzywdy i wściekłość na ciemiężyciela. Bez psychologicznego przepracowania problemów własnej tłumionej agresji, przy zmniejszonym lęku, niektóre kobiety mogą przejawiać skłonność do zachowań impulsywnych i odwetowych. Ich skutki mogą być bardzo groźne, zwłaszcza gdy głębokie upojenie alkoholowe mężczyzny daje kobiecie pewną fizyczną przewagę. Szansa wystąpienia tego typu zachowań jest oczywiście większa u tych kobiet, które już wcześniej przejawiały agresywne zachowania wobec partnerów, czy to na skutek właściwej im impulsywności, czy też w wyniku środowiskowej akceptacji dla przemocy jako środka rozładowywania napięć interpersonalnych, a najczęściej wskutek jednego i drugiego. Wspomniana akceptacja dla przemocy rozwijana jest od najmłodszych lat w grupach społecznych dotkniętych dysfunkcjami i nie dotyczy wyłącznie mężczyzn. Moje doświadczenia z pracy profilaktycznej w warszawskim pogotowiu opiekuńczym wskazują, że podopieczne (dziewczęta te są zresztą jedną z grup najbardziej zagrożonych przemocą ze strony partnerów w przyszłości) uważają "prawo pięści" za najskuteczniejszą metodę regulowania spraw między ludźmi. Wdają się one w bójki nie tylko między sobą, ale także ze swoimi chłopakami.

Nie należy też lekceważyć agresywnych fantazji i morderczych marzeń kobiet wobec mężczyzn - sprawców przemocy. Jedna z klientek snuła przede mną plany zamarkowania awantury, w czasie której miała - rzekomo w obronie własnej - zamordować nieprzytomnego od alkoholu męża. Chciała najpierw uderzyć go stołkiem w głowę, następnie przeraźliwie krzyczeć i wyrzucić kilka sprzętów przez okno. Inna klientka zwierzyła mi się, że wraz ze swoją matką planowały podanie ojcu większej ilości leków, tak by spowodować jego śmierć. Fantazje te oddają stan psychiczny klientek doświadczających przemocy. Uderzające jest to, że obie wspomniane klientki nie korzystały - przed trafieniem po pomoc psychologiczną - z prawnie dostępnych środków chronienia siebie (a więc nie wzywały policji, nie zakładały sprawy o znęcanie się nad rodziną itd.). Pokazuje to rozmiar desperacji i osamotnienia, który może zaowocować - jeśli nawet nie śmiercią partnera - to przynajmniej eskalacją przemocy.

Kobieta może lękać się swoich agresywnych impulsów wobec mężczyzny-sprawcy. Może też potępiać się za to, że atakuje go fizycznie, korzystając z tego, że jest zamroczony alkoholem. Terapeuta, który chce jej pomóc, powinien być zdolny do tolerowania różnych emocji, impulsów i fantazji u klientki. Warunkiem pogłębionej psychologicznej pracy jest ich wysłuchanie i przyjęcie. Symboliczne (werbalne) wyrażenie agresywnych czy nawet morderczych zamiarów w bezpiecznej relacji z terapeutą może pomóc kobiecie w wyrwaniu się z poczucia izolacji i samopotępienia, w zdystansowaniu się do swoich reakcji i poszukiwaniu bardziej konstruktywnych (i społecznie akceptowanych) rozwiązań sytuacji. Nigdy jednak terapeuta nie może usprawiedliwiać naruszania czyjejś integralności fizycznej (poza samoobroną), nawet jeśli sprawcą jest ciężko dotknięta przez los kobieta, a ofiarą brutalny i agresywny alkoholik.

T.G.