Cierpię, piję, biję

Anna M. Nowakowska

Niebieska Linia nr 3 / 2000

Regina uważa, że trafiła tu przypadkiem. Przypadek, to - jak powiadają - imię Boga, kiedy chce zachować incognito. Dla niej i dwojga jej dzieci czas na przypadek był najwyższy. Kryzys przyszedł, kiedy miało być wreszcie dobrze. Regina przez cztery lata zabiegała o uwolnienie się z niszczącego związku. Konkubent pił i bił. Niech wujek Olek się wyprowadzi - płakały dzieci. Klasyka.

Było kilka spraw w sądzie. Regina doświadczyła, jak trudno uwolnić się od człowieka, któremu dało się władzę nad sobą. Wiele łez później, po wyczerpującej wojnie nerwów odetchnęła wreszcie z ulgą.
Nie sądziła, że przyjdzie jej się zmierzyć z kolejnym upiornym problemem, kto wie, czy nie większym.
Kiedy trwała walka jakoś się trzymała. Zostając sama, stała się wolna, nareszcie bezpieczna. Nikt jej nie bił, nie straszył. I z tą wolnością wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jedno: picie.

Picie. Skaza, choroba, chaos, przymus. Dla kobiety dodatkowo: wstyd, hańba, pogarda.
Dzieci powiedziały, że tęsknią za wujkiem Olkiem. Tym samym, który pił i bił. Myślała, że jej serce pęknie.
Trudno zapomnieć oczy małej Asi, wielkie ze strachu, smutne, dziwnie pozbawione barwy. A Janek patrzy tak twardo, dorośle.
Przyszła właśnie w sprawie Janka. Niedawno ogłosił się satanistą. Wydłubał oko złotej rybce, udusił małego kotka w piwnicy. Twierdził, że to inicjacja. Następne rytuały nie będą tak niewinne, obiecał matce.
Jest drobniutki, ma buzię dziecka. Tylko te oczy, takie nienawistne. Zbyt stare, jak na trzynastolatka.
Regina przyszła szukać pomocy dla swojego syna-satanisty. Wystraszyło ją, że nawet bicie nie przynosi już efektów. Wręcz przeciwnie, Janek prowokuje, a kiedy dostaje na odlew w twarz, patrzy z taką pogardą...
Powiedział do Reginy: "szmato".
Płakała, a później zastanawiała się nad swoim życiem. W telewizji akurat mówili o Niebieskiej Linii. Pomyślała wtedy, jaka szkoda, że nie znała wcześniej tego telefonu. Wtedy, gdy sama była ofiarą.
Teraz przyszła po pomoc dla Jasia, nazwała go "sprawcą". Wątły trzynastolatek, którego najsilniejszą bronią jest pogardliwy uśmiech i zaciśnięte aż do bólu malutkie pięści. Wydłubujący oko złotej rybce.
Więc trzeba sprawdzić, kto właściwie potrzebuje pomocy. I jakiej.

Po pierwsze - alkohol. Regina oburza się na każdą wzmiankę o terapii odwykowej, ale to normalne w uzależnieniu. Czeka ją mordercza praca nad znalezieniem motywacji. Bez terapii odwykowej nie ruszymy z miejsca. Ona jeszcze nie widzi związku między swoim uzależnieniem a kondycją dzieci.

Po drugie - przemoc. Regina bije swoje dzieci i to nie za pomocą "klapsa w pupę". Asia kilka razy nie poszła do przedszkola, przez siniaki. Regina miała potworne wyrzuty sumienia, przysięgała sobie, że nigdy więcej nie tknie dziecka. Przysięgi alkoholiczki, też coś!
- Nie radzę sobie - mówi otwarcie - To trudne dzieci, a ja jestem nerwowa.
Nie wspomina, że najbardziej nerwowa jest na kacu. Dojdziemy do tego, tak szybko, jak się da, inaczej żadna pomoc nie będzie skuteczna.
Regina nie jest wyjątkiem, choć jej sytuacja raczej wygląda na skrajną. Alkoholizm znacznie zwiększył jej problemy i trzeba zaczynać od leczenia.
Często trafiają do Niebieskiej Linii kobiety, które same będąc ofiarami, fundują swoim dzieciom przemoc. Ot tak, jako jedną z szybkich i skutecznych metod uspokajania. Nawet o tym nie myśląc, prawie odruchowo.
Kiedy słyszą, że tym samym stają się sprawczyniami przemocy, reagują zdziwieniem i zawstydzeniem:
- Nie pomyślałam...
Właśnie. Dlatego trzeba o tym mówić. O tym, że bicie dzieci (klapsy, szturchańce, pasy), groźby (bo cię palnę, walnę, strzelę...), wyzwiska (ty gówniarzu, głąbie, debilu..) to jest przemoc.
Tak samo zła, bolesna, ogłupiająca, destrukcyjna i podła jak każda przemoc.
I jeszcze o tym, że alkoholizm oraz lekomania są w domowej przemocy stosunkowo częstym powikłaniem. Po prostu: alkohol dobrze znieczula ból, a proszki uśmierzają strach, więc nie ma się czemu dziwić. Zanim się obejrzysz, już cię mają - ze "znieczulaczami" nie ma żartów: w zamian za ulgę kradną duszę.
Nie ma więc nic dziwnego w pytaniu ofiar przemocy o picie alkoholu i branie leków. Nic niestosownego nie ma w rozmowach na temat używanych przez nie metod wychowawczych. Tej edukacji nie powinno zabraknąć w żadnej grupie "wychodzenia z przemocy".
Czy można wyjść z przemocy, pozostając sprawcą?

A.M.N.