Internetowe stereotypy

Jakub Śpiewak

Niebieska Linia nr 1 / 2006

Wokół zagrożeń związanych z korzystaniem przez dzieci z internetu narosło wiele stereotypów. Do utrwalenia niektórych z nich przyczyniły się, paradoksalnie, działania, które miały służyć poprawie bezpieczeństwa dzieci on-line.

O problemie zagrożeń, na jakie narażone są dzieci podczas korzystania z Internetu, zaczęło się robić w Polsce głośno od 2002 roku. Wtedy to na rynku pojawił się pierwszy polski program do filtrowania szkodliwych treści – Opiekun, przygotowany przez firmę SoftStory, powstała fundacja Kidprotect (potem zmieniła nazwę na Kidprotect.pl), pojawiły się pierwsze publikacje w mediach. W lutym 2004 roku Fundacja „Dzieci Niczyje” rozpoczęła swoją kampanię reklamową pod hasłem „Dziecko w sieci”. Równolegle wzrosła liczba ujawnianych i opisywanych w mediach spraw związanych z internetem.

Od 2003 roku w ramach działań edukacyjnych fundacji Kidprotect.pl prowadzę szkolenia dla nauczycieli i spotkania z rodzicami poświęcone problemowi bezpieczeństwa dzieci w internecie. Dzięki tym spotkaniom i niezliczonym rozmowom z rodzicami, opiekunami, pedagogami mogłem wychwycić najważniejsze, funkcjonujące dość powszechnie, stereotypy, które dotyczą zagrożeń związanych z sieciową aktywnością dzieci.

Pedofil to gruby, obleśny facet

Słynna reklama z Anią i Wojtkiem („Cześć, Aniu, tu Wojtek, ja też mam 12 lat…”) z kampanii „Dziecko w sieci” z jednej strony uwrażliwiła wiele osób na problem pedofilii w internecie, z drugiej zaś utrwala stereotypy związane z pedofilami. Ich utrwalaniu sprzyja też sposób przedstawiania tego rodzaju spraw przez media, które na ogół szukają sensacji i traktują temat dość pobieżnie.

Nie jest to w żadnym wypadku krytyka mediów czy kampanii społecznej. Przekaz medialny rządzi się wszak swoimi prawami. Należy jednak pogłębiać wiedzę społeczeństwa poprzez działania edukacyjne. Specjaliści wiedzą, że nie każdy, kto molestuje dzieci, jest pedofilem, a nie każdy pedofil molestuje dzieci. Wielu sprawców molestowania traktuje dziecko jako „zastępczy obiekt seksualny”, nie mając skłonności pedofilnych w rozumieniu seksuologicznym. Osobną grupę stanowią sprawcy, którzy nie byli świadomi faktycznego wieku partnera.

Specjaliści wiedzą też, że nie da się stworzyć „portretu pedofila”. Nie ma tu reguły wieku, wykształcenia, poziomu zarobków, miejsca zamieszkania, wyglądu, a nawet płci. Warto zwrócić uwagę na pewien fakt. Spora część specjalistów twierdzi, iż nie diagnozuje się pedofilii u kobiet. Jednak w ramach działalności prowadzonego przez Kidprotect hotline’u mieliśmy do czynienia z kobietami. Poszukiwały one kontaktów seksualnych z dziećmi, oferowały swoje dzieci jako obiekty czynności seksualnych, by czerpać satysfakcję z obserwowania. Bardzo często towarzyszyły temu fantazje o podłożu sadystycznym. Mit jakoby sprawca molestowania wyglądał jak karykaturalny Wojtek z reklamy jest niebezpieczny, może bowiem usypiać czujność. Wypatrując takiego Wojtka w swoim otoczeniu, możemy bowiem przegapić kogoś, kto stanowi realne zagrożenie, a wygląda zupełnie inaczej.

Internetowe zagrożenia to pedofilia i pornografia

Główny nacisk w kampaniach społecznych i publikacjach medialnych kładziony jest na ogół na problem pedofilii i pornografii dziecięcej. Tymczasem zagrożeń w sieci jest więcej. Z sieci bardzo aktywnie korzystają werbownicy sekt i innych grup destruktywnych (np. neonazistowskich). Oprócz pornografii jest wiele innych szkodliwych treści – przemoc, wulgarność, hazard, narkotyki i inne używki itp. Każdy z internautów narażony jest na działania cyberprzestępców – hackerów, oszustów itd. Po drugiej stronie kabla nie musi być Wojtek-pedofil. Może znaleźć się np. włamywacz, który w niewinnej rozmowie, wykorzystując naiwność, ufność i łatwowierność dziecka oraz jego chęć chwalenia się, dowie się niemal wszystkiego – jakie sprzęty są w domu, kim są rodzice (gdzie pracują, w jakich godzinach, ile zarabiają), bez trudu uzyska też od dziecka dane osobowe.

W ciągu ostatnich 3 lat w wielu miastach Polski prowadziłem szkolenia dla nauczycieli. W czasie każdego spotkania zadaję im pytanie, czy mają w swojej klasie ucznia, u którego dostrzegają objawy uzależnienia od internetu. Zawsze odpowiada mi las podniesionych rąk. Nadal zaś brakuje miejsc, do których netoholicy mogliby zgłosić się na terapię. Sądzę, że wynika to poniekąd ze strachu terapeutów przed siecią, a problemowi podoła każdy terapeuta uzależnień albo psychoterapeuta, jeśli tylko zdobędzie minimum wiedzy o internecie. W każdym razie jest to ogromna luka w systemie pomocy psychologicznej.

Nie należy oczywiście bagatelizować zjawiska internetowej pedofilii i pornografii dziecięcej, warto jednak uświadamiać dorosłym inne zagrożenia oraz uczyć przeciwdziałania im.

Nic nie poradzę, bo nie jestem informatykiem

Zauważyłem, że bardzo często uczestnicy prowadzonych przeze mnie szkoleń spodziewają się, że będą one dotyczyły głównie aspektów technicznych, a nawet obawiają się „zalania” terminologią informatyczną. Ku ich zaskoczeniu większość informacji i rad, z którymi wychodzą, nie wymaga w ogóle takiej wiedzy, a nawet umiejętności posługiwania się komputerem. A najlepsza rada, jaką można dać rodzicom, bez względu na rodzaj problemu, brzmi: rozmawiaj ze swoim dzieckiem i naucz je, że może z tobą rozmawiać.

Moje dziecko jest bezpieczne, bo nie ma w domu internetu

Coraz więcej dzieci ma w domu komputer z podłączeniem do internetu. Częstą okazją do jego zakupu jest Pierwsza Komunia. Jednak brak komputera w domu lub brak łącza internetowego nie oznaczają, że dziecko nie korzysta z sieci. Pracownie internetowe są już prawie we wszystkich szkołach podstawowych i gimnazjach, a nadzór nauczyciela w pracowni bywa często iluzoryczny. W wielu, nawet niewielkich, miejscowościach działają kafejki internetowe, w których dzieci mogą robić praktycznie wszystko, co tylko zechcą. Zawsze znajdzie się też jakiś kolega lub koleżanka, u których można skorzystać z internetu.

Lepiej nie podłączać dziecku internetu

Skoro tyle słyszymy o zagrożeniach związanych z korzystaniem przez dzieci z internetu, może nam przyjść do głowy, że lepiej będzie go nie podłączać. Analogicznie, skoro jest tyle wypadków, lepiej nie wychodzić na ulicę. Analogia jest o tyle dobra, że rozsądni ludzie nie puszczają dzieci samopas na jezdnię. Dzieci powinny korzystać z sieci pod rozsądną, niekoniecznie nachalną, opieką dorosłych. Internet to kopalnia wiedzy i wielki plac zabaw, a najlepiej przecież uczy się przez zabawę. Internet to nieograniczone możliwości poznawania nowych ludzi z całego świata i komunikowania się z nimi. To naprawdę przydatny wynalazek i odcinanie dzieci od jego możliwości byłoby błędem. Z sieci, jak i ze wszystkiego, trzeba tylko rozsądnie korzystać.

Program filtrujący ochroni moje dziecko

Na polskim rynku pojawiły się tzw. programy filtrujące. Ich zadaniem jest zablokowanie szkodliwych treści z internetu, aby nie zostały wyświetlone na monitorze komputera. Program Opiekun, najstarszy na rynku, pozwala nie tylko blokować treści pornograficzne, rasistowskie, wulgarne, prezentujące i promujące przemoc czy używki, ale również uniemożliwia korzystanie z komunikatorów i czatów oraz limituje czas połączenia z siecią. Dzięki niemu osoba dorosła może też obejrzeć raport pokazujący całą internetową aktywność dziecka.

Brzmi niemal fantastycznie. Wielu rodziców i nauczycieli sądzi więc, że wystarczy zakupić i zainstalować takie cudo i problem zostanie rozwiązany. Każdy program jest jednak zawodny (w końcu to tylko zbiór poleceń dla bezdusznej maszyny). Twórcy stron zawierających szkodliwe rzeczy wymyślają wciąż nowe sposoby obchodzenia zabezpieczeń.

Przede wszystkim jednak, im bardziej czegoś zabraniamy, tym bardziej jest to dla dziecka kuszące. Nie znaczy to, że mamy na wszystko pozwalać. Nasze zakazy powinny zostać jednak nie tylko jasno wyrażone, ale i uzasadnione.

Warto też pamiętać, że wciąż jeszcze przeciętny rodzic radzi sobie z komputerem gorzej od swojego dziecka. Jaki sens ma więc podejmowanie konfrontacji na polu, na którym jesteśmy z góry skazani na porażkę, bo nasze dziecko jest od nas lepsze?

Nie warto zgłaszać policji cyberprzestępstw, bo policjanci nie znają się na internecie

To stwierdzenie już od dawna jest fałszywe. Oczywiście trudno wymagać od policjanta z drogówki czy patrolującego miasto, aby był ekspertem od internetu i komputerów. W polskiej policji są już jednak specjaliści, którzy doskonale, czasem lepiej niż ich koledzy z innych krajów, radzą sobie z cyberprzestępczością. Powoli pojawiają się też prokuratorzy, którzy nie boją się internetu. Najwolniej wiedza o internecie dochodzi do sędziów, ale przy dobrze udokumentowanym akcie oskarżenia i odpowiednich ekspertyzach biegłych nawet sędzia nie obsługujący w ogóle komputera, powinien sobie poradzić.

Dzieci są tylko ofiarami lub świadkami przestępstw w sieci

Bardzo dużo mówimy o tym, że trzeba chronić dzieci przed zagrożeniami płynącymi z internetu. Warto jednak wspomnieć również o tym, że często to internet trzeba chronić przed dziećmi. Nie są one bowiem wcale niewinnymi aniołkami. Zdecydowana większość autorów wirusów, spamerów, domorosłych hackerów to ludzie młodzi, czasem bardzo młodzi. Dzieci w swoich dowcipach niejednokrotnie przekraczają cienką linię groźby karalnej, zniesławienia czy nękania. Korzystają z nielegalnego oprogramowania, ściągają nielegalną muzykę i filmy.

Każdy z nas zna chyba hasło wywieszane na tablicach w blokach: „Za szkody wyrządzone przez dzieci, odpowiadają rodzice”. Szkody wyrządzone przez hackera mogą sięgać nawet milionów złotych.

Internet jest zły/Internet jest dobry

Noża można użyć do pokrojenia chleba lub zabicia sąsiada. Jest on tylko narzędziem. Dokładnie to samo jest z internetem. Internet to wiele komputerów, które porozumiewają się między sobą, wymieniając ciągi zer i jedynek. Zera i jedynki nie mogą być ani dobre, ani złe. Dobrzy lub źli są ludzie, którzy korzystają z sieci, a nie sama sieć.

Mówimy wiele o internetowych zagrożeniach, mam z nimi do czynienia na co dzień. Ale widzę też na przykład, jak wokół naszej strony powstaje na moich oczach „dobra sieć”. W ramach forum uruchomiliśmy bowiem dwie eGrupy Wsparcia, jedną dla osób dorosłych, które w dzieciństwie doświadczyły molestowania seksualnego, a drugą dla ich bliskich. Dana mi jest radość obserwowania, jak budują się wspaniałe, wspierające więzi między uczestnikami tych grup. A do porozumiewania się używają oni właśnie internetu.

Tych stereotypów można by wymienić oczywiście więcej. Omówiłem tylko te, które wydały mi się najważniejsze. Organizacje pozarządowe i media mają ogromne pole do popisu w kwestii edukacji internetowej – trzeba wszak przekazywać rodzicom i nauczycielom rzetelną wiedzę. Do zrobienia jest sporo i pracy wystarczy dla wszystkich.

J.Ś.