Szczęśliwi pracoholicy

Tomasz Witkowski

Niebieska Linia nr 5 / 2006

 

Wbrew temu, co na ogół sądzimy o pracy, traktując ją nierzadko jak przekleństwo, to właśnie praca i nauka stwarzają nam najwięcej sytuacji doświadczania przepływu.

 

Kiedy w dzisiejszych czasach ktoś zostaje do późnego wieczora w pracy, przesiaduje w niej nawet w weekendy, budzi powszechne politowanie. Pracoholik - tym prostym słowem określa się uzależnienie od pracy. Czy rzeczywiście jest to zjawisko godne politowania?

Ucieczka

Jak zwykle bywa w takich sytuacjach, jest ono na tyle złożone, aby wymykać się jednoznacznym ocenom. Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że istnieją co najmniej dwa rodzaje pracoholizmu. Jeden z nich rzeczywiście powinien budzić politowanie, i wymaga interwencji psychologicznej, jeśli nie terapii nawet. Drugi czyni ludzi... szczęśliwymi! Jak powstaje uzależnienie od pracy?

Józef K. ma kłopoty w domu. Nie ma już siły, aby kłócić się z żoną o najprostsze rzeczy. Dorastające dzieci wychowane przez żonę w zgodzie z najprostszymi, konsumpcyjnymi wartościami, nie cieszą Józefa K. Aby cokolwiek poszło po jego myśli w domu, musi włożyć w to mnóstwo energii, wykłócić się z domownikami. W pracy jest zupełnie inaczej. Jest szanowanym i docenianym pracownikiem. Jego pomysły trafiają na podatny grunt i znajdują uznanie u przełożonych. Tam rzeczywiście czuje, że ma wpływ na to, co robi. Chętnie przyjmuje na siebie dodatkowe obowiązki, aby tylko jak najkrócej przebywać w domowej atmosferze, która jest zupełnie różna od tego, co sobie wymarzył, zakładając rodzinę. Od kilku lat nie wykorzystuje nawet urlopu.
Janina R., dynamiczny menedżer w rozwijającej się międzynarodowej korporacji, jest kobietą w średnim wieku - bezdzietną rozwódką. Dla niej pobyt w luksusowym, ale pustym mieszkaniu to ciągle powracające myśli o życiowej porażce. Jak echo powracają pytania: Dla kogo ja to robię? Po co? Odbijają się od ścian, a kryształowe lustro przypomina o przemijaniu. Janina R. chętnie zostaje wieczorami w firmie, pomaga innym w ich pracy, za co jest powszechnie lubiana. W weekendy najchętniej jeździ na szkolenia lub konferencje. Dla niej prawdziwe jest powiedzenie: Thanks God, it's Monday!

Młody mężczyzna, Ryszard Z., pracuje dużo więcej niż jego koledzy z pracy. Dlaczego? Niechętnie się do tego przyznaje, ale jest przekonany, że musi w jakiś sposób udowodnić przed innymi własną wartość. Jeszcze będąc w szkole, nie był nigdy doceniany, choć pracował bardziej wytrwale niż inni. Przekonał sam siebie, że musi starać się jeszcze bardziej. Przełożeni jednak patrzą na niego z podejrzliwością. Nie lubią nadmiernej gorliwości. Zresztą, być może właśnie gorliwością stara się nadrobić brak zdolności? Na wszelki wypadek pomijają go w awansach, a Ryszard Z., kiedy spotka go taka sytuacja, stara się pracować jeszcze intensywniej. Błędne koło toczy się dalej...

Wszyscy znamy podobne przypadki. Ich wspólnym mianownikiem jest traktowanie pracy jako ucieczki. Od trudnej sytuacji rodzinnej, od lęków egzystencjalnych, od wglądu we własne możliwości. Ich rozwiązania nie znajdziemy jednak w pracy. Już prędzej znaleźć je można w gabinecie terapeuty czy w rzetelnej rozmowie z samym sobą. A jednak spotkałem szczęśliwych pracoholików... Ludzi, dla których praca jest czymś fascynującym i nie stanowi ucieczki od innej rzeczywistości. Zapominają się w pracy, nie czują upływu czasu, doświadczają uczuć niezwykłego uniesienia, kiedy uda im się zakończyć jakieś zadanie. Zanurzają się w pracy jak mistycy w modlitwie.

Przepływ

Czy ich pracoholizm jest również niebezpieczny? Dzisiaj psychologia może udzielić jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, odpowiedzi popartej trwającymi przeszło ćwierć wieku badaniami. Pracoholicy spełniający się w pracy, to ludzie szczęśliwi, żyjący pełnią życia. Mihaly Csikszenmihalyi psycholog z Uniwersytetu w Chicago wiele lat temu postawił porażające prostotą pytanie: Co sprawia, że ludzie czują się bardziej szczęśliwi? Odpowiedzią na nie była jego żmudna, ale prowadzona z zachowaniem najlepszych kanonów sztuki metodologicznej dwudziestoparoletnia praca badawcza i wieńcząca ją koncepcja flow - przepływu. Co to jest flow? Chyba najlepiej oddadzą to relacje osób doświadczających stanu przepływu (tak przetłumaczono to pojęcie na język polski).

"Kiedy wspinacz w trakcie wspinaczki dociera do kresu swych sił, pole świadomości kurczy się i obejmuje: dotyk, widzenie i słuch. Troski doczesnego świata zastępuje natężone skupienie. Pewien wspinacz ujął to tak: Gdybym był laserem, przepaliłbym tę skałę na wylot! Taka ucieczka od rzeczywistości dnia codziennego do podwyższonego stanu świadomości, ze stałym, powolnym dopływem adrenaliny oraz momentami paniki, uniesienia lub aktywności, jest często tym prawdziwym motorem wspinacza. Ten moment rozpozna każdy wspinacz, podobnie jak każdy wędrowiec, który zagubił się we mgle, przyzna, iż ten istotny moment zagłuszył wszystko inne i że doświadczył dziwnego smutku po powrocie do trudnej rutyny codzienności" (G. Hattingh, Wspinaczka. Poradnik, Galaktyka, Łódź 1999).

Tego typu doświadczenia możemy znaleźć w wielu relacjach podróżników, we własnych wspomnieniach z górskich wędrówek, jazdy na nartach, ale również z pracy. Podobnych odczuć doświadczy tancerz, który zapomniał się w tańcu i malarz, który "zapomniał się" w pracy nad płótnem. Uczucie przepływu bardzo dobrze oddaje właśnie owo polskie wyrażenie "zapomnieć się w pracy nad czymś", "zapomnieć się w czymś". Bo rzeczywiście uczuciu temu towarzyszy, poza wspomnianą koncentracją uwagi, zupełne zaburzenie spostrzegania upływu czasu. Wspinacz doświadczy rozciągnięcia niektórych sekund w nieskończoność, podobnie jak my doświadczamy upływu czasu podczas wypadku, kiedy zdarzenia odbywają się niczym w zwolnionym tempie, dziennikarz pracujący nad tekstem nagle stwierdzi, że już dawno jest po północy, choć wydawało mu się, że zaledwie usiadł do biurka. I jeden, i drugi czują po zakończeniu swoich działań pozytywne uniesienie, doświadczają szczęścia. Okazuje się, że jest ono dostępne nie tylko podczas ekstremalnej wspinaczki czy wytężonej pracy twórczej. Flow można uzyskać wykonując niektóre codzienne czynności - zdarza się podczas rozmowy, podróży, zabawy z dziećmi... Ludzie, którzy często doświadczają uczuć przepływu, oceniają swoje życie jako szczęśliwsze, bogatsze i bardziej satysfakcjonujące od tych, którym obce są takie uczucia - wśród tych drugich dominuje uczucie nudy, przygnębienia, zmęczenia.

Paradoksalnie, wbrew temu, co na ogół sądzimy o pracy, traktując ją nierzadko jak przekleństwo, to właśnie praca i nauka stwarzają nam najwięcej sytuacji doświadczania przepływu! Takich stanów doświadczają często szczęśliwi pracoholicy, ci którzy oddali się bez reszty pracy. Im więcej praca wymaga wysiłku i koncentracji uwagi, tym łatwiej o doświadczenie przepływu. Co ciekawe, takich odczuć zupełnie nie dostarcza nam próżnowanie i to, co określamy mianem relaksu. Nie przynosi nam również doświadczeń przepływu oglądanie telewizji czy lektura.

Poza niezbędną, intensywną koncentracją uwagi i charakterystycznym spostrzeganiem upływu czasu doświadczaniu przepływu bardzo często towarzyszy wysiłek. W nim zresztą tkwi tajemnica dość paradoksalnego zachowania człowieka - wybiera on te czynności, które przynoszą mu uczucie przyjemności, ale nie poczucie szczęścia! Oto, zamiast po pracy wybrać się do hali sportowej, aby zagrać mecz koszykówki i doświadczyć stanu flow, wybieramy fotel i rozgrywki NBA. Podczas weekendu zamiast wstać o świcie, spakować narty i w mroźny poranek wyruszyć w góry, wybieramy leniuchowanie w łóżku i oglądanie telewizji, albo lekturę kolejnego kryminału, kolejnego romansu, przeglądanie kolorowych tygodników.


Dobroczynne skutki

W czasach, kiedy psychologia jest narażona na trendy i mody o różnej, często dość wątpliwej reputacji, koncepcja flow pokazuje bardzo prostą ścieżkę wzbogacania własnego życia, przemiany - od znużenia do poczucia szczęścia i satysfakcji. Koncepcja ta w przeciwieństwie do wielu publikowanych współcześnie poradników jest oparta na tysiącach codziennych doświadczeń ludzi o różnym statusie społecznym, w różnym wieku i różnych profesji. Warto przyjrzeć się krótko, jakie rady daje tym, którzy szukają satysfakcji i szczęścia w codziennym życiu.

Przede wszystkim, aby doświadczyć poczucia przepływu, nie wolno unikać wysiłku, bez niego najprawdopodobniej niemożliwe jest doświadczanie flow, a wiele wskazuje na to, że im większy wysiłek, już to fizyczny, już to umysłowy, włożony w realizację zadań, tym głębsza satysfakcja i większe poczucie szczęścia i uniesienia. Satysfakcję, która towarzyszy stanom przepływu, daje kontrolowanie przez siebie wykonywanych zadań. Zadania i czynności prowadzące do flow charakteryzują się tym, że możliwe jest ich ukończenie. Dodatkowo, wykonywanie ich daje natychmiastową informację zwrotną o rezultatach działania, co powoduje, że możliwe jest skoncentrowanie uwagi. Im głębsza zaś koncentracja, tym łatwiej znika niepokój i myślenie o sobie. Wzrastające zaangażowanie w działanie powoduje eliminację ze świadomości problemów i niepokojów dnia codziennego, wzrasta poczucie własnej jaźni, a poczucie upływu czasu ulega całkowitej przemianie. Połączenie tych wszystkich elementów wywołuje głębokie poczucie satysfakcji, które jest tak wspaniałe, że ludzie uważają, że warto poświęcić mnóstwo energii po to, aby go ponownie doświadczyć.

Najtrafniej opisała doświadczanie przepływu jedna z osób badanych - alpinista i poeta zarazem: "Mistycyzm wspinaczki górskiej polega po prostu na wspinaniu się. Docierasz na szczyt ciesząc się, że już po wszystkim, choć jednocześnie chciałbyś, by trwało to wiecznie. Uzasadnieniem wspinaczki jest sama wspinaczka, podobnie, jak uzasadnieniem poezji jest pisanie wierszy. Nie pokonujesz niczego, poza samym sobą. Akt pisania uzasadnia tworzenie poezji. To samo dotyczy wspinania: identyfikujesz się z przepływem. Celem przepływu jest płynięcie, nie poszukiwanie szczytu czy jakiejś utopii, lecz ciągłe płynięcie. To nie jest ruch w górę, ale stały przepływ - poruszasz się, by płynąć nadal. Nie ma żadnego powodu, by się wspinać, poza samym wspinaniem. To akt sam w sobie".

 

T.W.