Pomóc wyjść z cienia. Uwagi o aktywności osób starszych

Hanna Dąbrowiecka

Niebieska Linia nr 6 / 2006

 

Wszystkie działania skierowane do osób starszych powinny być realizowane przy współudziale ich samych. Przede wszystkim to ich głos powinien być wysłuchany przy tworzeniu programów pomocowych.

 

Popatrzmy, jaki ładny obrazek: przystojny starszy pan i/lub zadbana starsza pani, obydwoje szeroko uśmiechnięci, spacerują, jadą na rowerach, uprawiają gimnastykę. Taką wyliczankę można prowadzić praktycznie bez końca. Obok widzimy dziadków (bywa że i pradziadków) otoczonych wianuszkiem szczęśliwej rodziny, zadowolenie i radość życia w technikolorze - takim to dobrze, pozazdrościć. Na te sielankowe widoczki nakładają się inne rysunki: zgarbione postaci o przygaszonym spojrzeniu, ofiary przemocy ze strony opiekunów i bezduszności instytucjonalnej (o tym coraz częściej donoszą media), pensjonariusze domów opieki, beznadziejnie czekający na coś, jakiś promyk w szarzyźnie bezsilności i bezradności. Paradoksalnie: obie te wizje bywają prawdziwe. Bo starość niejedno ma oblicze, no i wpływ na jakość naszego dożywocia mamy ograniczony. Zakłada się, że można być aktywnym fizycznie i psychicznie niezależnie od wieku, jednocześnie uznając aktywność za swoiste remedium przedłużające sprawność i w znacznym stopniu poprawiające jakość życia seniorów. Dlaczego nie wszyscy chcą stosować tę receptę?

Portret w negatywie

Osoby w starszym wieku najczęściej nie miewają najlepszego mniemania o sobie. Nie jestem już nikomu potrzebna, nic nie potrafię, nie dam rady, to za trudne, to nie dla mnie, jestem niedołęgą, ciężarem dla dzieci... itd. W negatywnej ocenie siebie celują szczególnie panie, które kiedyś nauczono, że ich "wartość" mierzy się czasem poświęconym na pracę (dla dobra i na rzecz rodziny - oczywiście) oraz urodą, ocenianą wedle najnowszych trendów prezentowanych w mediach. Wygląda to trochę tak, jakby w momencie przejścia na emeryturę i wyjścia dzieci z domu równocześnie zanikały szare komórki, ulatywały gdzieś umiejętności, a wszystko, dosłownie wszystko straciło sens, a więc jakiekolwiek działanie jest zbytecznym wysiłkiem, nikomu już niepotrzebnym.

Oczywiście, ten sposób postrzegania siebie nie jest domeną osób starszych, ale jak wiele innych cech charakteru utrwala się przez lata i przechodzi w niezachwianą pewność, że jestem do niczego, nic mi się nie uda, a w ogóle to z moją brzydotą, głupotą, szwankującym zdrowiem i niedołęstwem nie powinam zabrzydzać świat innym, młodym, ładnym, silnym i mądrym. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że takie widzenie siebie rzutuje na stosunki z innymi ludźmi. Negatywne myślenie o sobie wpływa na nasze zachowanie, co powoduje, że negatywnie oceniają nas inni, a świadomość tego z kolei blokuje skutecznie próby nawiązywania kontaktów, a tym samym uniemożliwia aktywność społeczną. To wszystko powoduje coraz głębszą izolację i osamotnienie, szczególnie dotkliwe w przypadku osób nie mających rodziny.

Żebracy miłości

Od niemowlęctwa poczynając, potrzebujemy miłości. Im człowiek starszy, słabszy i bardziej schorowany, tym bardziej ów głód uczucia wzmacnia niepewność: czy będę kochany na tyle mocno, by się mną zaopiekowano, kiedy pomoc okaże się niezbędna?

Na pragnienie miłości nakłada się chęć bycia potrzebnym, potrzeba dawania: pieniędzy, opieki nad wnukami, zajęcia się domem dorosłych dzieci, a wreszcie udzielania dobrych rad. Czasem owa szczodrość przeradza się w konieczność kontroli. Młode to i głupie, nie poradzą sobie, muszę sprawdzać, co robią, bo w przeciwnym wypadku...

Znajoma siedemdziesięciolatka tak określiła swoją pracę na rzecz dzieci i wnuków: Opiekując się wnuczkami, piorąc, gotując i sprzątając, żebrzę o miłość. Przecież niewiele mogę im dać. A inna, utrzymując krzepkiego trzydziestoparolatka, który ma kłopoty ze znalezieniem pracy (bo byle czego za byle jakie pieniądze nie weźmie), stwierdza: Jestem szczęśliwa, że mam kogoś, z kim mogę się podzielić.

To niepewność, zachwianie poczucia własnej wartości powoduje konieczność służenia rodzinie - niekiedy wbrew potrzebom i zdrowemu rozsądkowi. Nasze dzieci, nasze wnuki wciąż wymagają - naszym zdaniem - troskliwej opieki. To jest ważne, temu poświęcamy nasz czas i wszystkie siły. Koncentrując się na rozlicznych obowiązkach babci do wszystkiego, nie mamy już czasu ani ochoty na spotkanie ze znajomymi, ani na aktywny odpoczynek. A to w konsekwencji oznacza samotność, kiedy wnuki dorosną i naturalną koleją rzeczy zechcą się usamodzielnić.

Jak w przedszkolu

Żarcik o staruszce, którą harcerze przeprowadzają przez jezdnię, nie bacząc na jej życzenia i potrzeby, zawsze wydawał mi się gorzki, nawet wtedy, gdy wydawało mi się, że ze staruszkami już tak jest: nie zawsze wiedzą, w którym kierunku się ich prowadzi... Parę miesięcy temu odwiedziłam pewien dom dziennego pobytu. Personel był zajęty produkowaniem żółtych kurczaczków z kartonu, przeznaczonych do ozdobienia kubków, co miało przydać świątecznego charakteru codziennej herbatce. Nieco zszokowana, zapytałam, czy pensjonariuszom aby na pewno podobają się tego typu ozdóbki. Usłyszałam: Och, oni cieszą się ze wszystkiego, a zawsze to jakaś odmiana.

Poczucie bezradności i bezsilności (i co z tego, że wyuczone!) powoduje poważne zachwianie, albo i zanik, poczucia bezpieczeństwa, a stąd już tylko krok do bierności i całkowitego poddania się cudzej woli. A to nigdy nie przynosi dobrych rezultatów.

Nawiasem mówiąc, tak jak bywają nadopiekuńcze matki, tak też można spotkać superopiekuńcze dzieci, z nadmiaru troskliwości uniemożliwiające rodzicom jakąkolwiek aktywność pod hasłem: Nie męcz się mamusiu/tatusiu, ja to zrobię, za was zadecyduję... wyręczę we wszystkim. I w rezultacie stary człowiek zastyga w bezruchu. Biernie, bez protestu pozwala sobą kierować, obsłużony i - w tych lepszych przypadkach - zabawiony jak w przedszkolu.

Razem czy osobno?

Czy rzeczywiście należy specjalnie wspierać aktywność osób starszych? Przecież mogą uczestniczyć we wszystkim, co dzieje się w ich środowisku? Niektórzy sądzą, że wysuwanie oddzielnych propozycji sprzyja izolacji tej grupy wiekowej. Sprawa jest bardziej skomplikowana, niż to się może wydawać na pierwszy rzut oka. Rzeczywiście, nie ma powodu do organizowania seansów filmowych tylko dla siedemdziesięciolatków, w bibliotece wiek pełnoletniego czytelnika ma znaczenie raczej statystyczne, chociaż... miła młoda bibliotekarka kiedyś gorąco odradzała mi lekturę Masłowskiej (bo tam tyle brzydkich wyrazów!), podsuwając w zamian eleganckie morderstwo w sam raz dla starszej pani, bo opisane przez Agatę Christie. Tym niemniej zdarzają się sytuacje, kiedy bariera wieku występuje wyraźnie, np. w grupach wsparcia najlepsze rezultaty osiąga się, jeśli uczestnicy dysponują podobnym zasobem doświadczeń.

Z praktyki wynika, że zdobywanie nowych umiejętności, poszerzanie wiedzy, warsztaty czy kursy powinny grupować ludzi zbliżonych poziomem umiejętności i wiekiem, gdyż to ułatwia pracę także i prowadzącym, a uczestnikom oszczędza stresu.
Wyraźną barierą jest także pokoleniowa odmienność językowa. Wbrew pozorom największą przeszkodą nie jest slang młodzieżowy, choć bywa bardzo irytujący w zbytnim nasileniu. Przyspieszenie cywilizacyjne, otwarcie granic, komputeryzacja wpłynęły na pojawienie się setek nowych terminów, obco brzmiących i nieprzystających do życiowego doświadczenia osób starszych, choć często zdarza się, że nowy termin określa całkiem stare zjawisko. Obce słowa, nieznane pojęcia sprawiają, że przekaz staje się niezrozumiały i nieprzyjazny, a to utrudnia, jeśli wręcz nie przekreśla, możliwość dialogu między pokoleniami. Bardzo przydałby się, także mediom, zespół translatorów-wolontariuszy tłumaczących współczesną nowomowę na polszczyznę zrozumiałą dla osób po sześćdziesiątce, tylko gdzie można znaleźć osoby o tak specyficznych kwalifikacjach?

Kto da wędkę?

Na plakacie wydanym z okazji Międzynarodowego Dnia Osób Starszych (1 października) uśmiechnięty dwulatek obwieszcza z zadowoleniem: Będę seniorem! "Forum 50+, Seniorzy XXI wieku", platforma porozumienia organizacji seniorskich, głosi hasło: Głos osób starszych siłą przyszłości. To najprawdziwsza prawda, osoby w wieku poemerytalnym będą stanowić coraz większy procent populacji. W interesie zarówno seniorów, jak i całego społeczeństwa jest, aby energia i doświadczenie ludzi starszych przekładały się na działania przynoszące pożytek całemu społeczeństwu.

Nowe Uniwersytety Trzeciego Wieku pojawiają się jak grzyby po deszczu, co świadczy o silnej potrzebie rozwoju intelektualnego niezależnie od wieku, a także o chęci uczestniczenia w życiu społecznym, bycia członkiem grupy innej niż rodzina. Mniej wyraźnie widać potrzebę działania, sprawczości, co można wytłumaczyć zarówno zmęczeniem, jak i wyuczoną bezradnością i oczekiwaniem, że ktoś coś nam zaproponuje, zorganizuje, po prostu da (oczywiście za darmo!). Na szczęście jednak coraz częściej można spotkać seniorów aktywnych, kreatywnych, którzy mogą i chcą poświęcać swój czas i - co równie ważne - doświadczenie na działalność społeczną.

Myślę, że proces aktywizacji seniorów mógłby być szybszy i pełniejszy, gdyby znaleźli się animatorzy działań społecznych, którzy rozumieją i potrafią zastosować w praktyce znane hasło: Głodnym trzeba dać wędkę, nie rybę. I nauczyć łowienia! A zacząć trzeba od zrozumienia oczywistej prawdy: wszystkie działania społeczne winny być prowadzone razem z adresatami, inaczej mówiąc, seniorzy powinni być uczestnikami i autorami wszelkich programów do nich adresowanych, a nie odbiorcami działań filantropijnych wedle recept wymyślanych gdzieś na górze drabiny społecznej.

Trawestując zaś powiedzenie Lucyny Bojarskiej Nie da się terapeutyzować głodnego, chcę zakrzyknąć: Nie da się zaktywizować zgnębionego! Nie można oczekiwać aktywności od osób przeżywających stany depresyjne, przekonanych o własnej bezwartościowości, nie umiejących samodzielnie pokonać barier dzielących ich od innych ludzi. Trzeba przeciwdziałać i ograniczać dobrze znane psychologom zjawiska wyuczonej bezradności i bezsilności u osób starszych. To trudne wyzwanie, bo nie wiadomo, kto i w jaki sposób powinien się tym zająć.

No właśnie, kto zrozumie proste stwierdzenie, że jeśli pomożemy seniorom wyjść z cienia, będzie w naszej rzeczywistości jaśniej i weselej?

 

H.D.