Bądź żyrafą w swoim domu

Aleksandra Piotrowska

Niebieska Linia nr 4/2016

Tylko z pozoru komunikacja dziecka z rodzicem jest banalnie łatwa i prosta – nie wystarczy dysponować wzrokiem, słuchem i mową. Czasem mowa staje się narzędziem przemocy, nieprowadzącym do złamań czy siniaków, ale krzywdzącej dziecko i pozostawiającej ślady na całe życie.

Wszyscy wiemy – i co więcej, zgadzamy się co do tego – że rodzina zajmuje wyjątkowe miejsce w życiu każdego człowieka. Szczególne znaczenie ma dla dzieci. Jest nie tylko pierwszym, ale przez kilka lat najczęściej jedynym środowiskiem rozwoju, zaspokaja wszystkie potrzeby dziecka. W miarę rozwoju dziecko zaczyna przebywać także w innych środowiskach (przedszkole, szkoła, grupa rówieśnicza, sąsiedztwo itp.), ale wpływ rodziny jest wciąż dominujący. Przesądza o tym nie tylko fakt pierwszeństwa oddziaływań rodziny i czas ich trwania, ale także wzmacnianie ich siły istnieniem więzi emocjonalnych pomiędzy dzieckiem a rodzicami i pozostałymi członkami rodziny. W rodzinie dziecko nie tylko zdobywa pierwsze informacje na temat rzeczywistości, opanowuje stopniowo coraz bardziej skomplikowane umiejętności, ale także kształtuje przekonania na temat samego siebie i innych ludzi. Zależnie od tego, jak jest traktowane zaczyna postrzegać świat jako bezpieczny i zachęcający do eksplorowania go lub jako zagrażający i niebezpieczny. O sobie myśli jako o wspaniałej, kochanej przez bliskich istocie, obdarzonej wieloma zdolnościami i możliwościami – albo jako o mało liczącym się nieudaczniku, nikomu niepotrzebnej zawalidrodze, z niczym sobie nieradzącej. Te wpływy rodziny okazują się niezwykle trwałe i nawet odnoszenie sukcesów w życiu dorosłym nie gwarantuje anulowania takich „pomniejszających" przekonań, nabytych w dzieciństwie.

Podstawą tworzenia i podtrzymywania więzi jest komunikowanie się dziecka z rodzicami, towarzyszące najpierw czynnościom opiekuńczym wobec dziecka, potem wspólnej zabawie i wszystkim aktywnościom składającym się na wspólne rodzinne życie. Tylko z pozoru komunikacja dziecka z rodzicem jest banalnie łatwa i prosta – nie wystarczy dysponować wzrokiem, słuchem i mową. Czasem mowa staje się narzędziem przemocy, nieprowadzącym do złamań czy siniaków, ale krzywdzącej dziecko i pozostawiającej ślady na całe życie.

Przyglądanie się funkcjonowaniu rodzin prowadzi do wniosku, że wiele z nich (także wśród tzw. porządnych rodzin) to w istocie systemy oparte na dominacji, silnym hierarchicznym porządku i rozdziale przywilejów, używające siły (niekoniecznie fizycznej) do utrzymania istniejącego porządku. Przecież w większości rodzin to rodzice decydują o obowiązujących zasadach i regułach, stawiając dzieciom cele i wyznaczając sposoby ich osiągnięcia. Uzasadniają to własnym doświadczeniem życiowym i zgromadzoną wiedzą. Tatuś tak ciężko pracuje, żebyśmy mogli opłacić ci takie drogie zajęcia na korcie tenisowym, a ty się głupio upierasz przy gonieniu za piłką – takie zdanie kojarzone jest przecież z dobrymi, dbającymi o dziecko, wręcz poświęcającymi się dla niego rodzicami. A przecież to przykład manipulowania dzieckiem przez wywoływanie w nim poczucia winy, narzucania mu celów arbitralnie przyjętych przez rodziców jako lepsze, bardziej wartościowe od zgłaszanych przez dziecko. Tylko czwórka? A były piątki? Nawet głupiej przyrody nie umiesz się porządnie nauczyć! – jakie przekonania na swój temat, jakie poczucie własnej wartości może mieć dziecko, które słyszy takie wypowiedzi pod swoim adresem? Nie rycz, przecież nic się nie stało, skąd mogłam wiedzieć, że basen będzie zamknięty? – trudno doszukać się w tej wypowiedzi szacunku i akceptacji dla przeżywanego przez czterolatka rozczarowania związanego z niemożnością wypróbowania nowych okularów pływackich. Żadne z tych zdań nie wywołuje przyjemnych skojarzeń, prawda? A przecież żadna z rodzin w powyższych przykładach nie jest rodziną patologiczną.

Język żyrafy

Wypowiedzi te to przykłady języka szakala. Termin ten – wraz z opozycyjnym językiem żyrafy – wprowadził psycholog Marshall Rosenberg. Mający w dzieciństwie kontakt z przemocą wybitny badacz, terapeuta i konsultant opracował i rozpropagował proces wspierający kontakty i działania oparte na współodczuwaniu, który nazwał Porozumieniem bez Przemocy (Nonviolent Communication). Wykorzystał dwa zwierzęta: szakala i żyrafę do skrótowego przedstawienia dwóch drastycznie różnych sposobów komunikowania się, ale także związanych z nimi dwóch różnych sposobów postępowania, wchodzenia w interakcje z innymi. Jeden z nich zapewnia kontaktowanie się w sposób pokojowy, pozbawiony przemocy, zarówno w sytuacjach normalnych, jak i konfliktowych, a w tych ostatnich znajdowanie takich rozwiązań, które na trwałe satysfakcjonują obie strony. Symbolem takiego sposobu komunikowania się uczynił roślinożerną żyrafę, posiadającą ponoć największe serce spośród wszystkich ssaków lądowych. Długa szyja umożliwia jej sprawną obserwację okolicy i zauważanie tego, co innym umyka. Żyrafa nie tyle szuka logicznych, trafnych argumentów, lecz kieruje się swoim wielkim sercem – bazuje na rozpoznawaniu uczuć i potrzeb (zarówno swoich, jak i drugiej strony). Ponadto w jednoznaczny, otwarty sposób wyraża przeżywane emocje i odczuwane potrzeby. W trakcie rozmowy nastawia się na „tu i teraz" – słucha uważnie swojego rozmówcy (obserwując także jego ciało – ponieważ docenia znaczenie komunikacji niewerbalnej), starając się jak najlepiej zrozumieć jego intencje. Wie, że udana komunikacja to nie przegadanie czy zakrzyczenie rozmówcy (potocznie określane jako „mieć gadane"), ale prawidłowy odbiór jego komunikatu, zgodny z intencją, jaka przyświecała rozmówcy, a także czytelne i jednoznaczne przekazanie własnych intencji – uczuć, potrzeb, zamiarów. Żyrafa słucha po to, by zrozumieć rozmówcę, nie ocenia, nie krytykuje, nie eksponuje jego niedociągnięć i niedoskonałości – stara się przekazać własne odczucia i potrzeby oraz trafnie odczytać odczucia i potrzeby innych. Oto przykładowe wypowiedzi żyrafy: Bardzo lubisz grać w piłkę, tak? To może umów się z tatą lub kolegą na orliku?; Jesteś rozczarowany, że basen jest nieczynny? Chciałeś wypróbować nowe okulary pływackie, tak?; Jesteś chyba zadowolona ze stopnia z przyrody? Widzę, że starałaś sobie poradzić także z tym trzecim poleceniem, prawda?

Język szakala

Dokładnie przeciwny jest język szakala. Szakal nie wywołuje przyjemnych skojarzeń – to przecież drapieżnik, który napada podstępnie, szczekając i ujadając. Język szakala to komunikacja niezwracająca uwagi na odczucia czy potrzeby rozmówcy, pełna ocen, osądów, krytyki, uszczypliwości, wyśmiewania, straszenia i grożenia – krótko mówiąc werbalnej przemocy. U podłoża leży ignorowanie rozmówcy, przeświadczenie o górowaniu nad nim, chęć pokonania go, wygrania. Język szakala to forsowanie swojego stanowiska, narzucanie rozwiązań, ukrywanie prawdziwych odczuć czy potrzeb, a dążenie do ich realizacji poprzez manipulowanie rozmówcą, ukrywanie prawdy. W trakcie rozmowy szakal nastawia się nie na jak najlepsze zrozumienie partnera, ale na wytknięcie mu jego niedociągnięć, niejasności – nie po to, aby je rozwikłać, ale by wykorzystać jako argument przeciwko niemu. Porównuje, ocenia, krytykuje, chętnie stosuje etykietowanie. Język szakala prowadzi do negowania praw i wartości rozmówcy, do jego deprecjonowania. W przypadku konfliktu wiąże się z próbą pognębienia drugiej strony, doprowadzenia do jej całkowitej klęski (im większej, tym wyraźniejsza wygrana).

Język szakala obfituje w takie zwroty, jak: Beznadziejny jesteś; Nigdy nie zrobisz nic porządnie; Bo ty zawsze...; Bo ty nigdy...; Nie rycz tak, coś się tak rozmazał; Nie histeryzuj; Przestań w kółko gadać/Zamknij się; Musisz; Powinieneś; Ja na twoim miejscu"; Głupoty opowiadasz; Jak zwykle zawiodłam się na tobie itp. W języku żyrafy są one nie do pomyślenia. Zamiast nich usłyszymy: Widzę, że ci smutno; Chcesz mi o czymś opowiedzieć?; Ach jej, naprawdę? I co było dalej?; Nie zrobiłaś tego wczoraj; Jestem zaskoczona; Smutno mi, gdy...; Jestem zaniepokojona, kiedy...; Czuję zakłopotanie, gdy...; Czuję się niekomfortowo, kiedy....

Z moich doświadczeń wynika, że rośnie liczba rodziców świadomych wagi komunikowania się w rodzinie i przyznających, że nie jest to takie proste. Dlaczego bywamy szakalami? Dlaczego kochający, chcący dla swoich dzieci jak najlepiej rodzice bardzo często posługują się językiem szakala? Jak wytłumaczyć taką scenę: nieopodal przedszkola szybkim krokiem idzie młoda kobieta, za nią biegnie w kurteczce założonej tylko na jedno ramię 3-4 letnia, zaszlochana dziewczynka i krzyczy; „Mamuniu, zaczekaj!". A kobieta, nie zwalniając, cedzi przez zęby: „Dochodzę do samochodu i odjeżdżam".

Przyczyny

Szukając przyczyn wybierania języka szakala trzeba stwierdzić, iż dużą rolę odgrywa mocno zakorzeniony u nas model funkcjonowania rodziny i model rodzicielstwa. Wierzymy, że bardzo ważnym celem wychowania jest uzyskanie posłuszeństwa dziecka, gotowości wykonywania bez szemrania naszych poleceń. Często tę gotowość utożsamiamy z miarą rodzicielskiego autorytetu. Teoretycznie wiemy, że dziecko powinno być w przyszłości niezależnie myślącym, samodzielnym człowiekiem – no, ale to w przyszłości. Teraz jest małe i lepiej, jak będzie po prostu nas słuchać. Wobec tego wszystkie sposoby osiągania tego stanu są dopuszczalne.

Sprawy nie ułatwia fakt, że żyjemy w kulturze rywalizacji, dążenia do dominowania. W dzieciństwie stykaliśmy się z takimi dominującymi zachowaniami ważnych dla nas dorosłych (rodziców, nauczycieli), a okazywanie empatii, zrozumienia i szacunku dzieciom raczej nie było popularne (wspaniała myśl Korczaka ciągle nie doczekała się realizacji w praktyce wielu rodzin).

Dodatkowo do posługiwania się językiem szakala skłania nas często pospiech. Nie mamy czasu na wsłuchiwanie się w dziecięce emocje (czasem nawet własnych nie mamy kiedy przeanalizować). Chcemy uzyskać szybki efekt i mieć spokój. No co to za awantury między rodzeństwem? Musicie się wspierać, a nie kłócić! No już, podajcie sobie dłonie na zgodę! Powiedzieć mi tu zaraz przepraszam jeden do drugiego! Nie chcę słyszeć żadnych awantur!.

Niebagatelne znaczenie ma też dochodząca często do głosu agresja wywodząca się z frustracji. I wszystko jedno, czy źródło tej frustracji tkwi w domu (niesatysfakcjonujące zachowanie współmałżonka czy dziecka) czy też w pracy (przeciążenie obowiązkami, kłopoty z przełożonym) – towarzyszące frustracji napięcie, gniew, rozżalenie, poczucie niesprawiedliwości zwiększają naszą gotowość do reakcji typu: „Nie dyskutuj, tylko wykonaj", „Nic mnie nie obchodzi, co o tym myślisz", „Do niczego się nie nadajesz" itp.

Empatia i szacunek w komunikowaniu się

Jak już wspomniano, jądrem Porozumienia bez Przemocy jest komunikacja bazująca na uczuciach i potrzebach. Zakłada ona stosowanie czterech kroków, czy czterech elementów, które systematycznie realizowane budują dobrą komunikację w zakładzie pracy, w szkole, także rodzica z dzieckiem. Te cztery kroki to obserwacja, uczucie, wyrażanie potrzeb i prośba.

OBSERWACJA – krótkie, lakoniczne przedstawienie zaobserwowanych faktów. Rosenberg podkreśla, że to ma być spostrzeżenie ujęte w słowa, a nie jego interpretacja – np. Przyszłaś do domu godzinę później, niż się umówiłyśmy. Dokładnie tyle – nie wracamy do przeszłości, nie stwierdzamy Znowu to samo albo Jak zwykle. Obserwacja to prosta konstatacja faktu.

UCZUCIE – rozpoznajemy i krótko wyrażamy swoje uczucie, komunikujemy rozmówcy, co w tej sytuacji odczuwamy. Czułam potężny niepokój czekając na ciebie, martwiłam się, że coś się stało albo Czuję irytację, czuję się lekceważona, gdy nie dotrzymałaś umowy. Ważne, żeby starać się rozpoznać i trafnie nazwać przeżywane emocje – złość, lęk, irytację, a w innej sytuacji czułość, dumę czy zadowolenie.

WYRAŻANIE POTRZEB – łączymy odczuwane uczucia z potrzebami, określając wprost, czego potrzebujemy – np. „Potrzebuję spokojnego wieczoru i odpoczynku, ale też potrzebuję szacunku z twojej strony". Ten krok jest bardzo trudny, szczególnie dla kobiet, socjalizowanych od wieków przez patriarchalny system w taki sposób, aby kierowały się w życiu powinnością dbania o potrzeby innych, a nie własne. Skutkiem tego jest często brak kontaktu z własnymi uczuciami i potrzebami.

PROŚBA – wyrażenie prośby (a nie żądania czy rozkazu) o zachowanie, które (jak mówi Rosenberg) „uczynią życie piękniejszym". Oznacza to, iż ostatnim krokiem jest określenie, jakich zachowań oczekujemy od innych. Ważne, abyśmy nie formułowali ogólników w stylu: Chcę, abyś okazywała mi więcej szacunku – wskażmy bardzo konkretnie, o jakie zachowanie nam chodzi, np. chcę, żebyś wróciła dziś do domu o uzgodnionej porze.

Komunikacja językiem żyrafy, uwzględniająca cztery powyższe kroki, umożliwia asertywne funkcjonowanie zarówno w sytuacjach normalnych, spokojnych, jak i konfliktowych, pełnych napięcia. Prowadzi do dobrego porozumienia, w którym i rodzic i dziecko realizują swoje cele i zaspokajają swoje potrzeby nie poprzez walkę, ale dzięki współpracy, z zachowaniem szacunku dla potrzeb i uczuć własnych, jak i drugiej strony. Ale stosowanie języka żyrafy wymaga wyzbycia się utrwalonych elementów myślenia, zmiany dotychczasowych przekonań na temat wychowania i przyjęcia jako podstawy postępowania życzliwości, współczucia, szczerości i uczciwości. Na posłuszeństwie jako wartości naczelnej nie da się zbudować dobrej, głębokiej relacji z dzieckiem.

Aleksandra Piotrowska – doktor psychologii, wykładowczyni na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego i Wyższej Szkoły Pedagogicznej ZNP w Warszawie, społeczna doradczyni Rzecznika Praw Dziecka i Komitetu Ochrony Praw Dziecka.