Wirus samotności

Kategoria: Aktualności i wydarzenia
Centrum Informacji NL

ekspert radzi nJakie są związki poczucia samotności z przemocą doznawaną wśród bliskich? Co jest skutkiem, a co przyczyną? Czy można w ogóle mówić o samotności w przypadku osób splecionych silną, chociaż destrukcyjną więzią?

Różne są rodzaje samotności, zła i dobra, wesoła i smutna, konstruktywna i wyniszczająca. Jest też samotność z dala od ludzi i wśród ludzi. Przemoc w związku lub rodzinie jest chyba najgorszym, najsmutniejszym i najbardziej wyniszczającym przykładem samotności wśród ludzi, i to ludzi, którzy są nam najbliżsi. A przynajmniej mieli tacy być.

Moja definicja złej samotności mówi, że jest to niemożność tworzenia trwałych i satysfakcjonujących związków z ludźmi oraz wszelkie, związane z tym konsekwencje. Mogą one fizycznie izolować od innych osób albo popychać w stronę niszczących relacji. Trudno powiedzieć, co jest gorsze. W izolację odsuwamy się zwykle już na początku, zniechęceni do kontaktu z ludźmi, natomiast w przypadku przemocowego związku jest to proces, ale dość szybko postępujący – od poczucia szczęścia i nadziei na przyszłość do kompletnej pustki i bezsiły.

Przyczyny samotności
Jak to się dzieje? Czy taka samotność jest po prostu wynikiem strasznego błędu, który może przydarzyć się każdemu, czy raczej ma swoje korzenie w przeszłości, jak wirus, który czeka w uśpieniu i ujawnia się wtedy, gdy organizm jest osłabiony? Na wszystkich etapach naszego życia można być samotnym na różne sposoby. Najbardziej oczywiste jest przeniesienie dziecięcej samotności w dorosłość na zasadzie wiernej kopii. Jeśli jesteś traktowana/traktowany przez rodziców jak przedmiot, spotykasz się z ich agresją i w takiej atmosferze wyrastasz, to taki rodzaj rodzinnego współżycia staje się czymś w rodzaju normy, do której porównujesz inne związki. Jeśli wtedy na twojej drodze stanie ktoś, kto traktuje cię trochę lepiej, jest duża szansa, że wybierzesz go na swojego partnera w poczuciu złapania Pana Boga za nogi. Możesz nie zdawać sobie sprawy, że twój partner od samego początku źle cię traktuje , bo po prostu twój punkt odniesienia jest zbyt nisko. Nie będziesz wtedy słuchać dobrych rad, przecież zakochany człowiek patrzy na świat przez różowe okulary. Poza tym wreszcie pojawia się szansa, by skończyć z tą okropną samotnością. Niejednokrotnie słyszałem od bitych przez partnerów kobiet, że „przynajmniej nie bije po twarzy" albo „bije tylko wtedy, gdy zasłużę". To takie smutne próby udowodnienia sobie, że i tak jest lepiej niż w relacji z ojcem. Jeśli w dodatku matka tkwiła w patriarchalnym schemacie i poddawała się biernie swojemu domowemu „sędziemu", to taki wzorzec jeszcze bardziej pogłębia się w kobiecie znaną od dzieciństwa, samotność wśród bliskich.

Samotność a nadopiekuńczość
Różne są doświadczenia dziecięcej samotności. Pomyślmy o dziewczynce, która ma kilkoro młodszego rodzeństwa i w wyniku trudnej sytuacji rodzinnej, musi się nim zajmować (zwykle są to najmłodsze dzieci w rodzinie). W związku z tą sytuacją przejmuje na siebie obowiązki dorosłych, dlatego proces dorastania następuje zbyt szybko, co jest równoznaczne z wczesną utratą dzieciństwa i niezaspokojeniem związanych z nim potrzeb. Skutkuje to specyficznym rodzajem samotności, kiedy to córka jest ważna dla całej rodziny jako wsparcie dorosłych, jednak nie istnieje jako dziecko, które zwyczajnie potrzebuje przytulenia i wspierania jego rozwoju. Jeśli taka osoba zostaje później zauważona przez jakiegokolwiek mężczyznę, stłumione potrzeby nagle się ujawniają i wtedy jest ona w stanie zrobić dla niego dokładnie to, co robiła dla rodzeństwa – czyli zapomnieć o sobie. Dopóki trwa miesiąc miodowy, zwykle jest dobrze, ale gdy dochodzi do podziału codziennych obowiązków, z dużym prawdopodobieństwem większość z nich weźmie na siebie, zwłaszcza że osoby tak odpowiedzialne często wiążą się z mężczyznami dziecięco uroczymi, ale też mocno niedojrzałymi. W tym momencie zaczyna się proces, który prowadzi do destrukcji: ona coraz bardziej się angażuje w zarządzanie domem, a on zajmuje się zabawą, jak jej młodsze rodzeństwo. Ona coraz więcej daje (mając nadzieję, że to poprawi relacje w związku), dlatego on zaczyna coraz więcej wymagać. Jeśli pojawi się dziecko, on zwykle przyjmuje rolę bardziej starszego brata niż ojca, na nią spada coraz więcej obowiązków, z których przestaje się wywiązywać, bo ma ich za dużo. Zaczyna tracić panowanie nad sobą i pokrzykiwać na dziecko. Za powyższe zostaje krytykowana i karana, skąd już bardzo blisko do przemocy finansowej lub fizycznej. Tragizmu tej samotności dodaje fakt, że tego typu osoby nie poskarżą się nikomu, zwłaszcza rodzicom, ponieważ same traktowałyby to jako dowód swojej winy i braku umiejętności.

Mężczyzna jako ofiara przemocy
W swojej praktyce zawodowej spotykam się także z sytuacjami, kiedy to mężczyzna doświadcza przemocy, chociaż oczywiste jest, że w patriarchalnej kulturze będą to rzadsze przypadki. Tutaj zwykle dużą rolę odgrywa samotność związana z opuszczeniem przez ojca – może to być fizyczna nieobecność, zaniedbanie obowiązków albo ucieczka ojca w pracę. Swoją samotność dziecko próbuje sobie wtedy zrekompensować zbliżeniem do matki. Jeśli matka dodatkowo w wyniku złości wdrukuje w głowę chłopca obraz mężczyzn jako trutni, którzy tylko zawodzą innych i wszystko psują, to łatwo będzie mu się z takim obrazem mężczyzny zidentyfikować. Potem, w wieku dorosłym, trudno mu będzie stworzyć udany związek partnerski, raczej znajdzie kobietę, która nim pokieruje i przy której będzie mógł płacić za grzechy ojca i wszystkich mężczyzn. Proces destrukcji w tym przypadku polega na tym, że mężczyzna nie jest akceptowany i w końcu zaczyna być karany za swoją bierność, w wyniku czego przypisuje sobie jeszcze więcej winy i staje się jeszcze bardziej bierny i posłuszny, co z kolei wzmaga złość partnerki. W tego typu związkach w konsekwencji może pojawić się psychiczna i fizyczna przemoc, doprowadzając do sytuacji, gdzie w jednym domu mieszkają sfrustrowani, całkowicie sobie obcy, samotni ludzie.

Jak samotność prowadzi do przemocy?
Warto także powiedzieć, w jaki sposób samotność może prowadzić do stosowania przemocy. W tym przypadku przyczyną przemocy może być surowe wychowanie przy pomocy dużej ilości kar i nagród, z deficytem bezwarunkowej, ciepłej miłości ze strony matki. Chłopiec tak traktowany z jednej strony zachowuje się (albo stara się zachowywać) jak bezbłędna maszyna, z drugiej zaś nie umie poradzić sobie z wieloma niezrozumiałymi dla niego uczuciami, które prowadzą do impulsywnych zachowań. Może to być hazard, nałóg albo przemoc. W wyniku niewykształcenia w sobie zdolności samokojenia, nagromadzone emocje muszą znaleźć ujście na zewnątrz. Nie chodzi oczywiście o usprawiedliwianie agresji trudnym dzieciństwem – takie są po prostu konsekwencje bezdusznego „zimnego wychowania". Przemoc rodzi przemoc. Poziom izolacji, wewnętrznego napięcia i poczucia bezwartościowości jest u takich mężczyzn ekstremalnie wysoki. Jeśli zwiąże się on z kobietą nadodpowiedzialną, ze skłonnością do matkowania, to efekt może być tylko jeden – całe to napięcie będzie skierowane w jej stronę, w agresywny i destrukcyjny sposób. W związkach opartych na wzajemnym szacunku zwierzamy się ze swoich kłopotów i napięć czy nawet rozładowujemy je w akceptowalny dla obu stron sposób, natomiast w przytaczanym przeze mnie przypadku napięcie jest tak duże, że może tylko ten związek wewnętrznie zniszczyć. W takich sytuacjach może dojść do tragedii, np. morderstwa popełnionego z zazdrości.

Izolacja od otoczenia
Przykłady, które przedstawiłem, łączy wspólna cecha: na początku mają rekompensować ból związany z wcześniejszym doświadczeniem samotności, ale później zaczynają tę samotność konserwować i umacniać. We wszystkich związkach przemocowych mamy do czynienia z pogłębiającą się izolacją od otoczenia. Oczywiście rodzaje izolacji mogą być różne: od wspólnego udawania przed światem, że wszystko jest cudownie, przez kontrolowanie z kim druga osoba można się spotykać, a z kim nie, aż do całkowitego odcięcia pary (albo rodziny) od otoczenia. Najgroźniejsze są te przypadki, kiedy obie osoby w tym współpracują. Kobieta może wstydzić się za swojego partnera i bronić go przed wszystkimi wokół, nawet przed swoim terapeutą. Może też mieć wyrzuty sumienia, że to z jej winy partner tak się zachowuje i ukrywać to przed bliskimi jako dowód własnych błędów. Może w końcu zwyczajnie bać się srogiej kary z jego strony. Mężczyzna natomiast może intuicyjnie czuć, że wyładowywanie się na własnej żonie jest dowodem na jego męską słabość – wtedy będzie zachowywał się szarmancko wobec niej w towarzystwie. Powodem takiego zachowania może być też oczywiście chęć wywarcia dobrego wrażenia albo strach przed konsekwencjami karnymi.

Wszystkie te zachowania, izolując parę, pozbawiają ją możliwości poznania innych, lepszych pomysłów na wspólne życie i bardziej konstruktywnych sposobów rozwiązywania problemów. Wirus się uaktywnia, tak długo odpychana samotność wraca ze zdwojoną siłą i atakuje na różne sposoby. Jeden z nich to wspomniana izolacja od otoczenia: nawet najlepszy partner czy partnerka nie są w stanie zaspokoić nam wszystkich społecznych potrzeb. O czym innym rozmawia się z koleżanką, o czym innym z matką, a o czym innym z mężem. Potrzebujemy otoczenia chociażby do tego, aby spostrzegać i oceniać własny związek na jego tle – a w konsekwencji mieć możliwość wzbogacania tworzonej z partnerem czy partnerką relacji. Jednym z najważniejszych elementów terapeutycznej pracy z osobami doznającymi przemocy (i stosującymi przemoc) jest odbudowywanie towarzyskich, koleżeńskich i przyjacielskich relacji. Koncentrowanie się wyłącznie na „tej najważniejszej osobie w moim życiu" to gwarantowany przepis na katastrofę.
Inną konsekwencją izolacji jest to, że wewnętrzna przestrzeń przemocowego związku staje się coraz bardziej patologiczna poprzez stosowanie destrukcyjnych mechanizmów obronnych przez obie strony. Kobieta może myśleć: może to moja wina, postaram się bardziej – ale wtedy on, we własnym świecie myśli: skoro się tak stara, to pewnie miałem rację. I błędne koło się zamyka. Im bardziej nie ma wyboru, tym bardziej wszelkie potrzeby czy frustracje kierowane są do jednej osoby: „straciłem pracę przez ciebie", „zmarnowałeś mi życie" – ale też: „wczoraj mnie pobił, ale dziś może mnie przytuli", „wczoraj mnie zwyzywała, ale przecież mam swoje potrzeby". W ten sposób proces destrukcji się pogłębia, tworzą się dwa odizolowane światy, pełne bólu i upokorzeń. Dwie obce, samotne jednostki, których wiąże ze sobą siła przyzwyczajenia i wzajemnych pretensji i żalu, a czasem możliwość obarczenia kogoś odpowiedzialnością za swoje zmarnowane życie. Jeśli weźmiemy pod uwagę siłę rażenia zewnętrznej izolacji i pustkę wewnętrznego wyobcowania w związku, dopiero wówczas zrozumiemy słowa Ericha Marii Remarque'a: „Samotność, prawdziwa samotność bez złudzeń, to stan poprzedzający obłęd lub samobójstwo".

Wojciech Kruczyński – psycholog i psychoterapeuta, Ośrodek Terapii i Edukacji Psychologicznej OTEP, Warszawa.

Materiał Niebieskiej Akademii Warszawskiej, projekt finansuje Miasto Stołeczne Warszawa. 
LOGO biale finansowanie