O stawaniu się swoim przyjacielem (1/120/2019)
Aktualności
Jerzy Mellibruda
Z perspektywy wielu lat uprawiania psychoterapii i szkolenia psychoterapeutów wywodzi się moja obserwacja, że wspólnym mianownikiem problemów zdecydowanej większości klientów/pacjentów jest obecność negatywnego nastawienia wobec siebie i deficyt zdolności do bycia przyjaznym wobec siebie. Wielu ludzi walczy ze sobą i przeszkadza sobie, a ich życie wewnętrzne pełne jest lęku, smutku i gniewu.
Zaspokajanie własnych potrzeb i dbanie o interes osobisty wydaje się być jedną z ważnych tendencji kierujących życiem ludzi. Jednak dobre traktowanie samego siebie nie jest na ogół przedmiotem zaleceń wychowawczych, obyczajowych czy moralnych. Ludzie są na ogół nakłaniani i motywowani do działania dla dobra innych oraz do rozwijania postaw prospołecznych i altruistycznych. Kierowanie się osobistym interesem i koncentracja na zaspokajaniu własnych potrzeb są określane mianem egoizmu i oceniane negatywnie.
Wydaje się, że u podstaw takiego kierunku kształtowania postaw znajduje się założenie, że natura człowieka jest właśnie egoistyczna, że ludzie ze swojej natury pragną dbać tylko o samych siebie – trzeba ich zawracać w drugą stronę. Dlatego wysiłki wychowawcze i socjalizacyjne są koncentrowane na kształtowaniu postaw promujących działanie dla dobra innych. Działanie dla dobra innych i działanie dla własnego dobra często są przedstawiane jako konkurencyjne. Jak wiadomo, faktyczne efekty tych oddziaływań nie są zachwycające.
Współcześnie obserwujemy interesujące przemiany w koncepcjach wychowania religijnego w tym zakresie. Przez wieki, od wczesnego dzieciństwa, w rodzinach chrześcijańskich, dzieciom przekazywano zalecenia wystrzegania się egoizmu oraz działanie, a nawet poświęcanie się dla dobra bliźnich. Nadal powszechnie propagowane jest przekonanie, że miłowanie siebie jest zakazaną formą egoizmu określanego negatywnie jako „miłość własna”. Możemy jednak obserwować, że ostatnio dochodzą do głosu nieco inne interpretacje tekstów biblijnych. Zalecenie „będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego” staje się wezwaniem do rozwijania pozytywnej postawy wobec samego siebie.
Gdy zmienimy rozważania moralno-religijne na analizę psychologiczną, to pożyteczna będzie refleksja, co to znaczy „być dobrym dla samego siebie”, ponieważ odpowiedź na to pytanie nie jest oczywista. Nie jest także oczywiste, co to znaczy „być dobrym dla kogoś”.
Życie każdego z nas przebiega w obrębie dwu różnych, choć wzajemnie powiązanych rodzajów relacji. Jeden z nich to relacje i kontakty ze światem zewnętrznym, a drugi to kontakty i relacje z samym sobą. Typowe formy kontaktów z innymi ludźmi określające treść i styl relacji interpersonalnych obejmują: poznawanie i rozumienie; działanie i wpływanie; ocenianie i ustosunkowanie; wzajemne komunikowanie; wspólną pracę i zabawę. Wydaje się pożyteczne, by do analizy relacji z samym sobą przyjąć podobny zestaw kategorii, wskazujących na podstawowe formy kontaktu ze sobą, a następnie podjąć próbę znalezienia odpowiedzi na pytanie: „Co to znaczy dobrze traktować siebie?”. Nie istnieje oczywiście uniwersalna i bezdyskusyjna definicja „bycia dobrym dla...” i w odniesieniu do relacji międzyludzkich znajdujemy kilka odmian „dobrych” nastawień i kontaktów.
Najczęściej tym, co wyznacza kryteria „dobrego” postępowania wobec innych, są takie postawy, jak: okazywanie zrozumienia, pomaganie, docenianie i akceptowanie, życzliwość i lojalność, współpraca. Wydaje się, że najwyższą rangę w sferze pozytywnych nastawień wobec drugiej osoby ma przyjaźń. Jeżeli postawę „bycie dobrym dla samego siebie” określać przez analogię do przyjaźni interpersonalnej, to pożądane byłoby sprawdzenie, co to znaczy „być przyjacielem dla samego siebie”.
Podążając w tym kierunku, możemy wskazać na następujące pozytywne postawy i formy kontaktu z samym sobą: rozumienie i akceptację siebie; wspieranie i lubienie siebie; pomaganie sobie; traktowanie siebie z szacunkiem i bycie ważnym dla siebie. Doświadczanie tak rozumianego przyjaznego stosunku do siebie wydaje się być podstawą zdrowia psychicznego i zdolności do satysfakcji z życia. Jednak bardzo wielu ludzi nie doświadcza tego rodzaju relacji z samym sobą. W przypadku części z nich stosownym określeniem ich relacji z samym sobą byłoby „jest niedobry dla siebie”, a czasem nawet „jest wrogi wobec siebie”. Z perspektywy wielu lat uprawiania psychoterapii i szkolenia psychoterapeutów wywodzi się moja obserwacja, że wspólnym mianownikiem problemów zdecydowanej większości klientów/pacjentów jest obecność negatywnego nastawienia wobec siebie i deficyt zdolności do bycia przyjaznym wobec siebie. Wielu ludzi walczy ze sobą i przeszkadza sobie, a ich życie wewnętrzne pełne jest lęku, smutku i gniewu.
Dlatego, moim zdaniem, podstawowym celem psychoterapii powinno być zwiększanie zdolności do stawania się przyjacielem samego siebie. Wydaje się, że większość problemów skłaniających ludzi do poszukiwania pomocy u psychoterapeutów jest związana z deficytem zdolności do przyjaznego pomagania samemu sobie oraz z tendencją do atakowania i deprecjonowania samego siebie. Praca psychoterapeuty dostarcza wielu obserwacji użytecznych do zrozumienia, w jaki sposób kształtuje się stosunek do samego siebie, jakie wydarzenia lub doświadczenia mogą wpływać na to, czy stajemy się własnym przyjacielem, czy wrogiem. Szczególne więc znaczenie ma pomaganie ludziom w uwalnianiu się od wpływów tych czynników, które kształtują negatywny stosunek do siebie i utrudniają, a nawet zatruwają życie oraz w rozwijaniu przyjaznego nastawienia do siebie.
Podstawowym procesem kształtującym stosunek do siebie jest „uwewnętrznianie” relacji z ważnymi osobami we wczesnych okresach życia. Polega ono na utrwalaniu się śladów doświadczeń związanych z postępowaniem opiekunów wobec dziecka, sposobów komunikowania się i wywierania wpływu, wymogów i oczekiwań, ekspresji uczuć, sposobów werbalnego określania dziecka oraz wzajemnych relacji, metod nagradzania oraz karania itd. W ten sposób każdy z nas uczy się podstaw traktowania samego siebie, w sposób podobny do tego, jak byliśmy traktowani przez ważne osoby. Rzeczywistość tego procesu jest jednak mocno skomplikowana. Warto więc zwrócić uwagę na co najmniej trzy sprawy.
Po pierwsze, dziecko kontaktuje się z kilkoma osobami sprawującymi wobec niego funkcje opiekuńczo-wychowawcze i często relacje z tymi osobami są zróżnicowane. Oznacza to, że uwewnętrzniane mogą być bardzo różne i czasem konfliktowe typy relacji, co może przekładać się na mało spójne lub konfliktowe ustosunkowanie do samego siebie. Po drugie, dziecko nie jest biernym odbiorcą tych różnorodnych wpływów i często w sposób aktywny uczestniczy w tych relacjach i także stara się na nie wpływać. W ten sposób dochodzi do zapisywania się i utrwalania śladów tych doświadczeń, które są związane z próbami interpretacji przyczyn zachowań i postaw własnych rodziców. Dziecko stara się wyobrazić sobie, jak powinno postępować i jakie powinno mieć właściwości, by uzyskać ich miłość i akceptację. Zdarza się, że dziecko związane z kochającą, ale bezradną matką bierze na siebie ciężar jej obrony przed przemocą ojca i angażuje się w zadanie naprawienia rozpadającego się związku rodziców – a ponieważ ponosi klęskę, więc obarcza się za nią winą i przez resztę życia się zadręcza.
Należy również zwrócić uwagę, że po wyjściu z lat dziecięcych człowiek uczestniczy w innych niż rodzinne, choć ważnych relacjach z ludźmi, które również mogą kształtować stosunek do samego siebie. Dotyczy to w szczególności doświadczeń uzyskiwanych w grupach rówieśniczych w okresie dojrzewania oraz w trwałych związkach miłosnych. Stosunek do samego siebie oraz formy kontaktu ze sobą są więc ukształtowane przez wzajemnie nakładające się wpływy śladów tych różnych doświadczeń. W trakcie psychoterapii możemy zaobserwować, że ślady te konstruują zarys dość trwałej formy organizacji różnych procesów psychicznych, która wywiera bardzo istotny wpływ na sposób doświadczania kontaktu ze sobą. Nazywam ją negatywnym lub autodestrukcyjnym schematem osobistym.
Rozpoznawanie treści i formy relacji z samym sobą nie jest łatwym zadaniem dla zewnętrznego obserwatora, ponieważ zachowanie ludzi bardzo często to skrywa, a czasem dezinformuje w tej sprawie. Na przykład ludzie, którzy nisko siebie cenią, często na zewnątrz demonstrują pewność siebie i zadufanie w sobie, i takie wrażenie wzbudzają u innych. W jakich więc formach może się przejawiać faktyczny stan stosunku do samego siebie?
Podstawowym wskaźnikiem jest treść doświadczania samego siebie. Osoby pozytywnie nastawione do siebie są bardziej zdolne doświadczać zadowolenia z siebie, zaufania do siebie, wewnętrznego spokoju i rozluźnienia. W trudnych sytuacjach potrafią się uspokajać i pocieszać lub spostrzegać trudności jako wyzwania podejmowane z nadzieją na sukces. Osoby, u których dominuje negatywny stosunek do siebie, żyją w ciągłym napięciu wytwarzanym przez zmaganie ze sobą, które pochłania ich energię i burzy spokój wewnętrzny. Trudno im doświadczać znaczących satysfakcji osobistych nawet w obliczu sukcesów życiowych. Żyją w obawie, że inni rozpoznają ich negatywne cechy oraz przewidują, że to, co dobre w ich życiu, skończy się źle.
dr hab. Jerzy Mellibruda – psycholog kliniczny, certyfikowany psychoterapeuta i superwizor psychoterapii, dyrektor Instytutu Psychologii Zdrowia PTP i Profesjonalnej Szkoły Psychoterapii, Warszawa.
__________
Artykuł jest fragmentem książki Jerzego Mellibrudy Praktyka psychoterapii opublikowanym za zgodą Wydawcy. Czytelników zainteresowanych tą oraz innymi publikacjami prof. Jerzego Mellibrudy zapraszamy na stronę internetową Wydawnictwa Zielone Drzewo: www.psychologia.edu.pl
Artykuł pochodzi z czasopisma „Niebieska Linia" nr 1/120/2019
Inne z kategorii
Warsztat Wystarczająco Dobry Rodzic 2026 - trwają zapisy
24.02.2026
Przypominamy, że już niedługo ruszają kolejne nasze warsztaty dla rodziców, podczas których dowiesz...
czytaj dalej
Interwencyjne zabezpieczenie dziecka – między ideą a praktyką (1/126/2020)
12.03.2025
Alina Prusinowska-Marek
Z danych statystycznych wynika,...
czytaj dalej