SEXTING, CZYLI NIEBEZPIECZNE ZABAWY

Utworzono: 2009-10-16

Robimy sobie albo innej osobie rozbierane zdjęcia i wysyłamy za pomocą telefonu komórkowego. Często z założeniem, że zobaczy to tylko ktoś najbliższy. A potem najczęściej kończy się załamaniem nerwowym, a nawet samobójstwem, bo trudno zapanować nad sytuacją, kiedy kompromitujące materiały zaczną krążyć między telefonami komórkowymi i przedostaną się do sieci.

W polskich i zagranicznych szkołach, to sexting jest coraz popularniejszy. Młode osoby nagrywają telefonami komórkowymi erotyczne scenki albo robią zdjęcia narządów płciowych i przekazują je dalej. Zjawisko starano się zbadać w Wielkiej Brytanii, gdzie przybrało niepokojące rozmiary, stało się modne wśród młodzieży i skąd dotarło również do Polski. Britain’s Child Exploitation and Online Protection Center (CEOP) przepytało 2000 uczniów w wieku od 11 do 18 lat.  Wyniki okazały się szokujące, bo aż 40% z nich brało udział w sextingu. A ok. 70% zna prywatnie nadawców erotycznych wiadomości.

Sexting nie tylko wśród nastolatków

Marta jest studentką, podobnie jak jej chłopak. Woli nie podawać miasta, ani nazwy uczelni. Zgadza się na rozmowę tylko dlatego, żeby przestrzec wszystkich przed z pozoru tylko niewinnymi zabawami w wysyłanie rozbieranych zdjęć. Sama je sobie zrobiła i sama je wysłała.  Lubi swoje ciało, jeździ konno i pływa. Z ówczesnym chłopakiem była od trzech lat. Kiedyś nakręcili film ze swoim udziałem - na pamiątkę, żeby zobaczyć jacy byli piękni, kiedy będą starzy. Nie pomyślała wtedy, że może nie będą starzeć się razem. Film jest na szczęście u Marty. Prawie rok temu wysłała chłopakowi swoje nagie zdjęcie, widać na nim tylko jej piersi i twarz. Podpisała: Na zawsze Twoje. I ten właśnie MMS trafił do wszystkich znajomych chłopaka Marty, w większości ich wspólnych znajomych.

- Mówił, że pochwalił się tylko przyjacielowi w Londynie, jaką ma ładną dziewczynę. Nie mogliśmy się poznać, więc postanowił wysłać mu moje zdjęcie. Wierzę mu, że nie chciał mnie skompromitować, że to kolega puścił go w obieg. Przepraszał, ale mleko się rozlało - mówi Marta. 

Błagał, żeby mu wybaczyła, żeby przez ten incydent nie niszczyła ich związku, że zrobi wszystko, żeby zdjęcie przestało krążyć po znajomych. Wysłał do wszystkich prośbę, żeby dalej nie przesyłali. Ale Marta nie potrafiła już z nim być.

- Nie mogłabym zapomnieć tego upokorzenia. Niby nic się działo, znajomi trochę sobie pożartowali, ale ja pamiętam te uśmiechy, kiedy wchodziłam do pubu, czy na prywatkę - mówi Marta.

W końcu nawet kiedy znajomi uśmiechali się do niej z życzliwością,  myślała, że szydzą sobie z niej, bo widzieli już jej nagie piersi. Przestała wychodzić z domu, na uczelni wzięła dziekankę, zanim wszyscy się dowiedzą. Po kilku miesiącach sprawa ucichła, ale strach Martę nie opuszcza, boi się, że  MMS trafi do jej rodziców, albo wykładowców, że pojawi się w sieci, że znowu wszystko zacznie się od początku.

- Przemoc w cyberprzestrzeni bywa bardziej dotkliwa, niż w tzw. „realu”, gdzie staje się ze sprawcą twarzą w twarz; ma swój początek i koniec; liczba świadków jest ograniczona. A ofiarom cyberprzemocy wydaje się, że ich koszmar nigdy się nie skończy, że nie można nic z tym zrobić. Wydaje im się, że wszyscy to zobaczą, że nie miejsca, gdzie można poczuć się bezpiecznie. W internecie może to zobaczyć wiele osób, nie wiadomo na czyj telefon albo monitor komputera trafi -  mówi Katarzyna Fenik.
[...]

Pełna treść artykułu na stronie www.onet.pl