ZGWAŁCILI JĄ, BO SAMA TEGO CHCIAŁA?

Utworzono: 2010-02-19

Nie ma znaczenia, czy ofiara gwałtu zachowywała się prowokująco, miała duży biust, głęboki dekolt, krótką czy długą spódnicę. Nie ona ma udowadniać swoją niewinność. Uwaga powinna być skupiona na sprawcy zgwałcenia, a nie na poszkodowanej – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską prof. Monika Płatek, specjalista w zakresie prawa karnego z Uniwersytetu Warszawskiego. Dlaczego mamy tendencję do rozgrzeszania gwałcicieli i winienia ich ofiar?

Joanna Stanisławska: Czy wyrok dla głównych bohaterów seksafery to przełom? Stanisław Łyżwiński za zgwałcenie kobiety i wykorzystywanie seksualne działaczek Samoobrony został skazany na pięć lat więzienia, Andrzej Lepper za żądanie i przyjmowanie "korzyści o charakterze seksualnym" od działaczek partii, w tym Anety Krawczyk - na 2 lata i 3 miesiące. Czy to dużo?

Prof. Monika Płatek: - Zgadzam się, że ten wyrok jest przełomowy. Kara jest adekwatna do czynu. Uważam, że to dobry wyrok także ze względu na walory edukacyjne. Uczy społeczeństwo o ciężarze przestępstwa, jakim jest zgwałcenie. Pokazuje też, że odpowiada się za molestowanie seksualne. Mam nadzieję, że będzie przestrogą dla tych, którzy kiedyś będą chcieli wykorzystać swą pozycję do tego rodzaju czynów. Dla Łyżwińskiego i Leppera kara w takiej wysokości była całkowitym zaskoczeniem, dzięki czemu być może dotrze do nich waga przestępstwa, jakiego się dopuścili. Pytanie tylko, czy oni w ogóle trafią do więzienia.

Wyrok w seksaferze to sygnał dla polskich kobiet, że warto ujawnić fakt molestowania przez przełożonego - ocenił minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Czy rzeczywiście?

- Ten wyrok może być dobrym pretekstem do tego, by zapoczątkować inną niż do tej pory rozmowę na temat molestowania. Taką, która będzie wskazywała na to, że za zachowania seksualne odpowiada osoba je inicjująca. Przypadek z jakim mamy tutaj do czynienia to nadużycie stanowiska przez przełożonego. Kobieta dostała pracę dlatego, że wpadła w oko szefowi, który wykorzystywał ją seksualnie. Przy czym prawdopodobnie nie liczyły się natomiast jej kwalifikacje. To przykład potwornej dyskryminacji na rynku pracy.

Aneta Krawczyk po wyroku mówiła, że przeszła drogę przez mękę. I rzeczywiście, w czasie procesu podważano jej wiarygodność, pod jej adresem padały niewybredne określenia, była nazywana prostytutką, kobietą lekkich obyczajów, która spała z tyloma mężczyznami, że nie wie, kto jest ojcem jej dziecka. Skąd się biorą takie zachowania?

- To prywatna sprawa Anety Krawczyk z iloma mężczyznami sypia. W naszym społeczeństwie skupia się uwagę na poszkodowanej, a nie na sprawcy. Ofiara jest obrzucana błotem, obrażana. Tymczasem, kiedy mamy do czynienia z molestowaniem seksualnym, to, jak się zachowuje ofiara molestowania seksualnego, co mówi i jak wygląda, nie ma tak naprawdę znaczenia. Nic nie zwalnia bowiem sprawcy gwałtu z kierowania się określonymi zasadami, jak również z odpowiedzialności za naruszanie prawa. Nie powinniśmy zastanawiać się nad tym, czy osoba poszkodowana zachowywała się odpowiednio, ale - czy oskarżony dopuścił się zarzucanych mu czynów, czy nie.

Czy wyrok ws. seksafery będzie także sygnałem dla sędziów, jakie wyroki wymierzać, jak rozstrzygać podobne sprawy?

- Tak, to może być sygnał dla sądów, w jakim kierunku orzekać. Zwłaszcza, że to one w dużym stopniu odpowiadają za praktyczną politykę niedyskryminacji.
[...]

Cały artykuł na stronie: www.wp.pl