Ewa Foks, psycholożka "Niebieskiej Linii" IPZ, dla tygodnika "Przegląd" o przemocy w czasie pandemii

logo Niebieska Linia

 

"Sama epidemia nie powoduje, że przemoc nagle pojawia się w rodzinach, które do tej pory zdrowo funkcjonowały, szanowały się i kochały. W okresie epidemii przemoc eskaluje w tych rodzinach, w których była już wcześniej" - mówi w tygodniku "Przegląd" Ewa Foks, psycholożka "Niebieskiej Linii" Instytutu Psychologii Zdrowia. 

Co roku w Polsce przemocy domowej doświadcza ok. 90 tys. osób. Głównie kobiet i dzieci. W czasach izolacji, kiedy kontakt z psychologiem czy asystentem rodziny jest tylko zdalny, ojcowie, matki, mężowie, w ciałach których ukryli się oprawcy, dręczą swoje ofiary. Wiedząc, że przemoc karmi się milczeniem.

"Od prawie dwóch miesięcy słyszymy: „Zostań w domu”. Dla osób stosujących przemoc taki nakaz to instrument usidlenia ofiary. A dla wielu kobiet dom stał się twierdzą. Ale nie taką, w której czują się wolne i bezpieczne. Teraz dom stał się twierdzą, bo panuje w nim jeden władca, który nieustannie kontroluje i narzuca swoją wolę pozostałym domownikom" - mówi Ewa Foks, psycholożka i psychoterapeutka z "Niebieskiej Linii" Instytutu Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

Pełna wersja artykułu dostępna pod adresem: https://www.tygodnikprzeglad.pl/epidemia-przemocy/