Znaczenie sojuszu roboczego w pracy z osobami stosującymi przemoc

Chojnacki 2020 NL

Sojusz roboczy jest esencjonalnym wymiarem profesjonalnej relacji pomagania. Świadomość jego znaczenia i umiejętność tworzenia są jednym z ważniejszych czynników wpływających na efektywne i autentyczne pomaganie i wspieranie zmian rozwojowych. Przyjrzyjmy się jego znaczeniu w pracy z osobami stosującymi przemoc na różnych etapach – od interwencji i grup roboczych po pogłębioną psychoterapię.

Zdrowe porozumienie

Koncepcja sojuszu roboczego (wcześniej „przymierza terapeutycznego”) rozwijała się właściwie od początków psychoanalizy, przybierając różne nazwy i konceptualizacje. Długo była rozważana tylko w ramach metodologii psychoanalitycznej. Z czasem jednak okazało się, że ten wymiar relacji terapeutycznej jest kluczowym elementem powodzenia terapii w ogóle oraz, że koncepcja ta ma zastosowanie we wszystkich rodzajach terapii, pomocy czy interwencji, gdzie spotykają się ludzie. Wiele badań i metaanaliz potwierdza, że dobrze rozwinięty sojusz roboczy jest silnym predyktorem skuteczności terapii (Horvath, 2001; Martin i in., 2000; Horvath, Symonds, 1991). To on odpowiada
w dużej mierze za to, czy praca nad zmianą będzie owocna. Ale czym właściwie jest ten sojusz?

W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku Edward Bordin (Bordin, 1979) zaproponował nową definicję sojuszu roboczego oraz postawił tezę, że jest to podstawowy element terapii niezależnie od modalności, a wręcz podstawa skuteczności każdego procesu, w którym ludzie spotykają się i współpracują na rzecz wprowadzenia zmiany. W jego rozumieniu jest to specyficzne porozumienie pomiędzy terapeutą (pomagaczem), a jego klientem, dotyczące współpracy terapeutycznej, w którego skład wchodzą 3 ważne obszary:

Za definicją Gelso i Hayes (2005, s. 33) sojusz można opisać z innej strony: „Przymierze lub zdrowy rozsądek ego/self klienta z analizującym lub terapeutyzujący ego/self terapeuty w celu wspólnej pracy. […] Racjonalna i obserwująca część ego odgrywa ogromną rolę w sojuszu roboczym, pozwalając na utworzenie między klientem, a terapeutą związku, który jest w stanie przetrwać wiele
przeszkód (np. opór klienta, przeciwprzeniesienie terapeuty). Ten związek jest możliwy dzięki nadziei klienta na zmianę i rozwój oraz opartej na racjonalnej podstawie chęci współpracy z terapeutą. Sojusz jest również możliwy dzięki chęci pomocy terapeuty w osiąganiu przez klienta pożądanego celu”. Obie definicje, choć w nieco inny sposób, podkreślają wagę związku między osobami i pewnego kontraktu dotyczącego sposobu współpracy.

Sojusz roboczy zawiązuje się już od pierwszego spotkania i rozwija w toku terapii. W przypadku terapii długoterminowych z osobami, które są na nią zdecydowane, mamy dużo czasu i okazji, by sojusz rozwijać, przywracać i naprawiać, a w przypadku problemów – stopniowo budować świadomość tego porozumienia i jego reguły. W przypadku pracy z osobami stosującymi przemoc, często skierowanymi przymusowo przez instytucje, sytuacja może wyglądać inaczej. Często mamy niewiele czasu, być może nawet jedno spotkanie, by zbudować porozumienie i zmotywować do współpracy.

Klienci stosujący przemoc, którzy trafiają do programów korekcyjnych lub na terapię, zwykle są bardzo wzburzeni i zdezorganizowani, czasami współpracujący, a czasami otwarcie wrogo nastawieni i pełni oporu, wymagają stawiania jasnych granic i przytomnego kontaktu. Czasami cele, które sobie w takim stanie stawiają, mogą być nierealistyczne, nieosiągalne, niebezpieczne, pozostające poza możliwościami ich wpływu, nie są z nimi zidentyfikowani. Czasami są w bardzo regresywnym stanie, kierują się dziecięcymi potrzebami, ulegają impulsom lub są podatni na nawet zupełnie nieracjonalne sugestie z zewnątrz. Mogą mieć tendencje do obwiniania innych, w tym pomagaczy, krytykowania, karania i autodestrukcji. Należy zatem być bardzo uważnym, z jaką częścią osoby klienta nawiązujemy sojusz i na jakie cele się z nim umawiamy. Należy szukać w kliencie jak najbardziej dojrzałych obszarów, np. „pozycji Dorosłego” według koncepcji Berne’a (zob. Berne, 2008),chęci chronienia i troszczenia się o siebie i innych, możliwości racjonalnego myślenia, przekonań, które pozwalają wziąć odpowiedzialność za proces zmiany, poczucia sprawczości i wpływu na swoje zachowanie itp.

Kluczowy czynnik, który pomaga w budowaniu sojuszu to postawa pomagacza, umożliwiająca tworzenie znaczącej, bezpiecznej więzi z klientem, w ramach której możliwe jest stopniowe odsłanianie się i podejmowanie prób zmiany. „Terapeuta ma swój wkład w budowanie sojuszu dzięki manifestowaniu swojej postawy, która powinna się wyrażać między innymi: szacunkiem, empatią, pozytywnym nastawieniem, własną spójnością, stałym zainteresowaniem samopoczuciem klienta, szczerą chęcią niesienia mu pomocy i cierpliwością” (Gelso, Hayes, 2005, s. 41). Inni autorzy, kontynuując myśl Carla Rogersa (zob. Rogers, 1957) dotyczącą koniecznych i wystarczających czynników umożliwiających zmianę w psychoterapii, zwracają uwagę na kilka aspektów postawy terapeutycznej, które są kluczowe dla zbudowania dobrej więzi i tym samym są najbardziej znaczące dla powodzenia terapii: obecność, kongruencja, empatia i akceptacja (Greenberg, Watson, 2014).

Cele, zadania, metody

Choć wszyscy są zgodni co do podstawowego znaczenia więzi, to w tej trójcy pozostałe dwa aspekty sojuszu są również istotne i zakładają ustalenie pewnego rodzaju kontraktu, który tworzy ramy współpracy i klaruje, dokąd wspólnie zmierzamy, co chcemy osiągnąć i jakimi metodami to zrobimy,
co leży po stronie pomagacza, a jaka jest odpowiedzialność klienta, jakie cele są możliwe, jakie metody są dozwolone, a jakie nie. Te ustalenia są dla wielu profesjonalistów tak oczywiste, że niektórych kwestii nie omawiają wprost, co zresztą dla wielu klientów jest wystarczająco zrozumiałe, jednak w szczególności w pracy ze stosującymi przemoc jasne ustalenie tych aspektów i uzyskanie co do nich konsensusu jest bardzo istotne. Świat wewnętrzny i zewnętrzny tych osób pełen jest niejasnych i zniszczonych granic, braku zaufania, szacunku, narzucania, braku partnerskich ustaleń, nadużywania przewagi i wielkiej niejasności co jest w porządku, a co nie. W związku z tym, że ich umysł pozostaje często w permanentnym stanie poczucia opresji, trudno im mentalizować, planować i myśleć w kategoriach współpracy dla wspólnego dobra (zob. Twemlow i in., 2005). Wczesne klarowanie zasad współpracy jest zatem samo w sobie bardzo terapeutyczne.

Używając metaforyki koncepcji przywiązania, dobry sojusz roboczy jest jak bezpieczna baza, która umożliwia rozwój, mierzenie się ze swoimi trudnościami i eksplorację nowego. Sonkin i Dutton (2003) eksplorują temat relacji pomiędzy teorią przywiązania a terapią sprawców przemocy w rodzinie, ukazując, że ta teoria jest dobrym kontekstem dla rozumienia przemocy w bliskich relacjach. Autorzy rozwijają temat praktycznego jej zastosowania w zakresie terapii i przekonują, że interwencje terapeutyczne oparte na teorii przywiązania mogą być bardzo skuteczne, ponieważ pozwalają dopasować styl interwencji do stylu przywiązania prezentowanego przez danego klienta. Kierując się pracami Bowlbiego, mówią o pięciu zadaniach, które ma do spełnienia praca z osobą stosującą przemoc:

To tylko niektóre przykłady obszarów pracy terapeutycznej, które można również omówić w trakcie pierwszych konsultacji, by przygotować klienta na to, czego po podjęciu ewentualnej terapii może się spodziewać. Wiele z tych osób początkowo jest zaskoczona zadawanymi pytaniami i nie widzi związku pomiędzy swoimi wczesnymi doświadczeniami w relacjach a obecną sytuacją, zachowaniem czy problemami z regulacją emocji.

Sojusz ze zdrową częścią, a nie sprawcą

Zbudowanie współpracującej relacji z osobami stosującymi przemoc, wściekłymi, sfrustrowanymi, głęboko zawstydzonymi, agresywnymi, przejawiającymi małą wewnętrzną motywację, skierowanymi przez instytucje to duże wyzwanie. Praktyka i badania pokazują, że wielu z nich (aż 15- 58%) szybko rezygnuje z udziału w terapii i programach korekcyjno-edukacyjnych z różnych powodów, a co gorsza, przerwanie udziału w programie związane jest z większym ryzykiem powrotu do zachowań agresywnych (Jewell, Wormith, 2010). Stąd też wiele osób, zastanawiając się, jak zwiększyć skuteczność terapii czy oddziaływań korekcyjnych, podkreśla zdolności terapeuty do budowania relacji, a w tym sojuszu roboczego. Biorąc pod uwagę badania i doświadczenia praktyczne, skupmy się na budowaniu empatycznej, rozumiejącej relacji, a tym samym skutecznego
sojuszu. A właśnie o tę najistotniejszą empatię często najtrudniej. Naturalne odruchy emocjonalne w kontakcie z kimś, kto krzywdzi bliskich, to złość, strach, zniechęcenie, potępienie, odraza. Wiele osób z tego powodu nie decyduje się na pracę z osobami stosującymi przemoc. Żeby złapać nieco kontaktu ze swoją empatią wobec tych klientów, proponuję czasem następujące ćwiczenie:

1. Pomyśl o najgorszym agresorze, którego spotkałaś/eś w pracy i z którym było/jest ci ciężko pracować (ale nie osoba, która stosowała wobec ciebie przemoc).
2. Pomyśl o nim jak o dziecku – jaki mógł być jako malec? Wyobraź go sobie, jak wyglądał, gdy się rodził… gdy miał kilka lat… czego pragnął, o czym marzył. Pomyśl o jego dziecięcych potrzebach bezpieczeństwa, bliskości, zabawy. O jego kruchości i bezbronności…
3. Wyobraź sobie, jaka musiała być jego historia, która doprowadziła do tej sytuacji. Co musiało się wydarzyć, co musiało go spotkać, jakie traumy, krzywdy, opuszczenia… Ile bolesnych doświadczeń musiało złożyć się na to, że stał się takim, jakim jest obecnie, że tak próbuje się bronić, przetrwać, realizować, uspokajać…
4. Jaki jest jego świat? Spróbuj spojrzeć na rzeczywistość jego/jej oczami, oczami, które mają za sobą całą tę historię...
5. Pomyśl co on/ona tak naprawdę chce osiągnąć? Czy potrafisz dostrzec jakieś jego pozytywne intencje, pragnienia? Czy jakieś jego cele i dążenia chcesz wesprzeć? Czy widzisz w nim kogoś, komu chcesz pomóc z tego wyjść?

O ile uda się wzbudzić w sobie bardziej empatyczną postawę, o tyle dalej sprawa się komplikuje, ponieważ osoba stosująca przemoc składa się z wielu „podosobowości”, które wchodzą z nami w interakcję. Czasami może zregresować się do roli dziecka, czasami ukazuje się nam jako ofiara (którą prawie na pewno była w przeszłości), czasami ukrywa się za murem milczenia i zaprzeczeń itp. Problem w tym, że taka osoba często wysyła komunikaty i sygnały z wielu z tych ról naprzemiennie, w krótkich odstępach czasu. Jako pomagacze, aby uniknąć własnego wewnętrznego
pomieszania, często redukujemy tę osobę do jednej roli, np. właśnie „sprawcy” i z nim próbujemy rozmawiać – mówić o konsekwencjach, czasem straszyć, nakazywać, zakazywać, moralizować, pouczać itp. Niestety w takim wypadku osoba ta sprowadzona do jednej z niekonstruktywnych albo niedojrzałych ról, utknie w niej na dłużej i usztywni się w kontakcie z nami. Koncepcja sojuszu roboczego zakłada, że nawiązujemy go z najdojrzalszą i najzdrowszą częścią psychiki naszego klienta, aby pracować nad zmianą w funkcjonowaniu niektórych innych ról, zwłaszcza tych gotowych do nadużyć. Ażeby przedstawić to trochę bardziej z praktycznej strony, zaproponuję jeszcze jedno z ćwiczeń, które być może odrobinę pomoże wyobrazić sobie, jak może to wyglądać w kontakcie z konkretną osobą. Takie ćwiczenie można użyć w formie wewnętrznej superwizji (zachęcam wtedy do spisywania treści kolejnych spostrzeżeń) lub w ramach superwizji koleżeńskiej w rozmowie z drugą osobą przed spotkaniem z danym klientem, co być może pozwoli wyjść poza jakiś schemat i wzmocnić jakość sojuszu.

1. Wyobraź sobie klienta (OSP), z którym masz kontakt i być może występują jakieś trudności we współpracy.
2. Przez chwilę przypomnij go sobie z największą dokładnością i opisz, zwracając uwagę bardziej na jego zachowanie, stan, postawę, stosunek do ciebie, wysyłane sygnały niż na złożone sprawy, treści i problemy, które opowiada.
3. Spróbuj/cie zidentyfikować i ponazywać (nazwami, które spontanicznie przychodzą do głowy) różne ujawniające się aspekty klienta – role, w które wchodzi, postawy w relacji, które przejawia, stany ego itd. (np. dziecko szukające mamy, terrorysta, pouczający rodzic, uwodziciel, podporządkowany uczeń, siłacz, tyran, zaradny ojciec itp.). Potraktuj te części chwilowo, jakby były „postaciami” żyjącymi w osobie klienta.
4. Skrótowo spróbuj/cie określić, jakie cele i potrzeby mają poszczególne „postaci” w kliencie (np. dziecko szukające mamy – za wszelką cenę chce poczucia uwagi i troski, chce prowadzenia za rękę, prosi o gotowe rozwiązania, chce bardzo częstego kontaktu, niezależnie od naszej umowy; uwodziciel – chce mnie zauroczyć, żebym był/a po jego stronie, pragnie dostrzeżenia jego atutów itp.)
5. Pomyśl/cie, z którą z tych postaci najbezpieczniej byłoby nawiązać sojusz? Z którą z nich można by współpracować na rzecz wszystkich pozostałych części? Która postawa czy rola wydaje się najbardziej przytomna, dorosła, racjonalna i dążąca do przezwyciężenia kryzysu oraz gotowa do współpracy?
6. Wyobraź sobie teraz, że ten klient na jakiś czas cały jest tą dojrzałą postacią i chce z tobą współpracować dla dobra swojego i swoich bliskich. Jak byś z nim wtedy rozmawiał/a? Jak byś się przy nim czuł/a? Jak mogłaby wyglądać wasza współpraca? Dokładnie zapamiętaj tę jakość kontaktu i to, w jaki sposób z tym kimś rozmawiasz i jesteś, jak go traktujesz. I taki/ka właśnie dla niego bądź, kiedy się spotkacie w rzeczywistości.
7. Pomyśl, jak zwracać się do tej dojrzałej roli, jak ją „przywoływać do obecności”, kiedy kontrolę nad zachowaniem przejmuje inna „postać”?

To jeden ze sposobów nawiązywania kontaktu z tą częścią osoby stosującej przemoc, która z największym prawdopodobieństwem wejdzie z nami we współpracę nad zmianą swojego niebezpiecznego zachowania. Budowanie sojuszu, empatia, życzliwość i chęć wspierania rozwoju, o ile autentyczne, są dużo bardziej wspierające i efektywne niż podejście konfrontujące. Wnioski niektórych badaczy (Murphy, Baxter, 1997; Taft, Murphy, 2007) wskazują na nieskuteczność, a czasami wręcz szkodliwość technik konfrontacyjnych (co czasami zarzuca się sposobom pracy, takim jak pierwotny kształt modelu z Duluth). Inne badania (Santirso i in., 2020) wspierają te tezy pokazując, że bardziej skuteczne są działania motywujące do zmiany, oparte na zindywidualizozindywidualizowanym planie, dostosowanym m.in. do typu osobowości czy etapu gotowości do zmiany (np. według transteoretycznego modelu zmiany) oraz pozwalający brać odpowiedzialność za proces terapeutyczny (w szczególności, gdy wielu sprawców krzywdzenia na terapię kierowana jest przymusowo). Stąd też coraz częściej rezygnuje się przykładowo w programach korekcyjno-edukacyjnych z początkowej deklaracji o braniu odpowiedzialności za stosowaną przemoc. Czasami jest tak, że wewnętrzny sprawca przez długi czas nie chce mierzyć się z odpowiedzialnością, poczuciem winy i wstydem, wynikającymi z jego postępowania. Jeżeli jednak sojusz zostanie nawiązany ze zdrowszą częścią osobowości, jest duża szansa na to, że to z nią opracowany zostanie plan zmiany zachowań wewnętrznego sprawcy, a trudne uczucia, które temu towarzyszą, będą łatwiejsze do zniesienia i przepracowania w atmosferze akceptacji i zrozumienia.

Autorem tekstu jest Adam Chojnacki*. Materiał pochodzi z numeru 6/131/2020 dwumiesięcznika "Niebieska Linia". 

____________________

* Adam Chojnacki – psycholog, certyfikowany specjalista oraz superwizor w zakresie przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Pracuje w Punkcie Interwencji Kryzysowej w Sopocie i prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną i szkoleniową.