Adopcja i Przemoc, czyli co trzeba wiedzieć, aby stworzyć szczęśliwą rodzinę adopcyjną.

Małgorzata Stańczak-Kuraś, Iwona Rychter

Niebieska Linia nr 5 / 2002

Swoimi refleksjami na ten temat dzielą się psychologowie z Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego TPD w Łodzi.

   Małgorzata Stańczak-Kuraś:
   Adopcja to proces, który wzbudza ogromne zainteresowanie i wywołuje mnóstwo emocji. W okresie ostatnich 2, 3 lat pojawiło się dużo artykułów w prasie i programów telewizyjnych dotyczących tego problemu. Z adopcją wiąże się wiele obiegowych opinii i stereotypów na temat rodziców biologicznych, samych dzieci, jak i kandydatów na rodziców adopcyjnych.
   Najczęściej spotykanym stereotypem dotyczącym rodziców jest przekonanie, że nie chcą mieć oni własnych dzieci, a częstokroć powątpiewa się w ich normalność. W przypadku dzieci oczekuje się, że ich największym pragnieniem jest znaleźć nową dobrą rodzinę i dzięki niej zapomnieć o złej przeszłości. Uważa się też, iż sam fakt, że ktoś chce przysposobić dziecko - w szczególności, gdy jest to osoba dotknięta nieszczęściem braku własnego potomstwa - powinien być wystarczającym argumentem, aby takiej osobie je powierzyć. Istnieje głęboka wiara, że jest to jedyny sposób, w jaki można uszczęśliwić osierocone dziecko i bezdzietnych rodziców.
   Jak w większości stereotypów, również i w tych mieści się określona doza prawdy. Rzeczywiście, bywają rodzice, którzy nie chcą swojego dziecka i bez śladu wzruszenia podejmują decyzję o oddaniu go do adopcji. Częściej jednak decyzja ta wiąże się z poczuciem winy, żalu i straty, a wynika z obiektywnie, czy też z subiektywnie uzasadnionych przyczyn. Proces ten, zwany potocznie "zrzeczeniem", dotyczyć może dzieci, które - zgodnie z prawem - ukończyły 6 tydzień życia. W praktyce oznacza on zgodę na anonimowe przysposobienie dziecka, która jest wyrazem świadomej decyzji rodziców będących w pełni władzy rodzicielskiej. Rodzice ci nierzadko działają w przekonaniu, że dzięki tej decyzji zapewnią dzieciom lepszy los.
   Znacznie częściej niż rodzice o sytuacji dzieci decyduje jednak sąd. Sprawy dotyczące władzy rodzicielskiej zwykle ciągną się latami, rodzice bowiem nie chcą, aby odebrano im dzieci i walczą o swoje prawa, nawet jeśli według kryteriów społecznych sposób sprawowania przez nich opieki urąga wszelkim normom. Rodzice ci mają poczucie niezbywalnej własności dzieci i prawa do traktowania ich według własnych zasad. Co gorsza, społeczeństwo częstokroć zamyka oczy na najgorsze krzywdy doznawane przez dzieci - nadużycia seksualne, maltretowanie czy przemoc psychiczną - z braku odwagi czy siły, aby skonfrontować się z najczarniejszą stroną ludzkiej natury. Tematy te stanowią też często przemilczaną część problemu adopcji.
   Może się zdarzyć i tak, że dwuletnie dziecko z wyciągniętymi rączkami wybiegnie ku nowym rodzicom i od pierwszego powstanie momentu głęboka więź, a potem szczęśliwa rodzina adopcyjna. Częściej jednak zdarza się tak, że dziecko, które doznało w swoim życiu licznych urazów i strat, zaskakuje nowych rodziców swoją reakcją, jest wycofane i niechętne, a nawet płacze i spina się podczas próby kontaktu. Sami kandydaci bywają też niejednokrotnie zaszokowani własnymi odczuciami, gdy nagle wypełnia ich pustka uczuciowa, a czasami nawet niechęć do dziecka.
   W rzeczywistości bowiem adopcja to skomplikowany proces tworzenia zastępczego środowiska rodzinnego, wymagający uwzględnienia bardzo wielu procesów psychologicznych, w tym problemu radzenia sobie ze stratą, budowania więzi i zjawiska przemocy. Odwołajmy się do przykładu. Jest to opowieść o losach znanego nam dziecka, którą czasem wykorzystujemy podczas pracy z kandydatami na rodziców adopcyjnych.

   Iwona Rychter:
   Na początku nic nie wskazywało, że udziałem Marzenki stanie się ból, strach, nienawiść. Była oczekiwanym dzieckiem. Młoda mama odczuwała radość i dumę, kiedy patrzyła na spokojnie śpiącą córeczkę. Chmury na horyzoncie ich wspólnego życia zaczęły pojawiać się bardzo wcześnie. Najpierw odszedł ojciec Marzenki. Nie umiał sprostać obowiązkom opiekuna. Zostały same, ponieważ mama Marzenki już od dawna była sierotą. I choć pomoc udzielana przez instytucje pozwalała bardzo skromnie żyć, nie wytrzymała tego psychika młodej kobiety. Coraz częściej topiła swoje troski w alkoholu, pozostawiając dziecko pod opieką przypadkowo poznanych osób. Jeszcze wtedy dbała o to, żeby córeczka miała co jeść, chodziła z nią na badania kontrolne. Kiedy były razem, przytulała swoją Marzenkę, obiecując jej bogate życie. Ale znów przychodził kryzys. Dziecko płaczem domagało się swoich praw. To bezsilność sprawiła, że w najdalszych zakamarkach umysłu matki pojawiła się złość. Krzyczała i szarpała swoją córeczkę. Przynosiło to chwilową ulgę, ale pojawiły się wyrzuty sumienia. Te zagłuszał coraz częściej pity alkohol. Straciły mieszkanie. Musiały tłuc się po zimnych, zapleśniałych piwnicach albo letnich altankach, spać w barłogach pomiędzy pijanymi mężczyznami. Marzenka często słyszała jęki swojej mamy. Przeszywał ją wtedy strach, że mama umrze, a ona już na zawsze pozostanie sama w ciemności. Czasami również ona czuła na swoim kilkuletnim ciałku natarczywe usta i ręce obcych. Wiedziała jedno - że już nikt jej nie obroni.
   I przyszedł ten ponury ranek, kiedy została zabrana do domu, gdzie było mnóstwo dzieci. Dorośli byli zdenerwowani, czasami podnosili głos. Nigdzie nie było mamy. Marzenka bardzo się bała, poczuła, że robi jej się w majteczkach mokro. I choć duży dom, do którego przyjechała, był ciepły i czysty, dawano tam dużo i dobrze jeść, to jej łóżeczko jeszcze wiele razy robiło się mokre. Tylko "ciocia" Małgosia nie krzyczała i nie szarpała Marzenki, kiedy dziewczynka budziła się w mokrej pościeli. Nie pozwalała też, aby starsze dzieci "pilnowały" maluchów, bo potem bolały pociągane uszy i miejsca po wyrwanych włosach...
   Kiedy po długich miesiącach dziewczynka znalazła miejsce w nowej rodzinie, wszyscy mieli nadzieję , że zły czas już się skończył. Ale "tato" uległ wypadkowi, a "mama" straciła pracę. Do domu zawitał najpierw smutek, a później żal i złość. Marzenka jeszcze długo próbowała pocieszać rodziców, śmiejąc się i żartując. Któregoś dnia podczas kąpieli zapytała tatę, czy będzie jej robił to, co panowie na działkach. Nie rozumiała, dlaczego została odepchnięta. Dzień, w którym nowy tata uderzył córeczkę, mógł stać się początkiem kolejnego koszmaru. Praca wielu doświadczonych i mądrych ludzi sprawiła, że dziewczynka ma znów spokojny dostatni dom, a obraz przemocy może pojawiać się tylko coraz rzadziej w koszmarnych snach.
   Wszyscy, którzy choć raz zetkną się z życiem dzieci opuszczonych, wiedzą, że opisane wydarzenia nie należą do rzadkości. Przez długie lata próbowano forsować pogląd, że opieka i wychowanie dzieci w wieku niemowlęcym i wczesnym poniemowlęcym nie niesie za sobą dla rodzin adopcyjnych żadnych dodatkowych wyzwań, jedynie takie, które wiążą się z rozwojem każdego malucha. Dzięki wiedzy i doświadczeniu zbieranym przez pracowników szpitali, placówek opiekuńczo-wychowawczych, sądów, ośrodków adopcyjno-opiekuńczych i terapeutów wiadome się staje, że nawet zupełnie małe dzieci mogą być ofiarami przemocy, a zmiany, jakie wywarła ona w ich rozwoju, wymagają specjalnych umiejętności, aby je rozpoznać i uzdrowić.
   Już sam fakt braku akceptacji ciąży jest formą odrzucenia, która znajduje wyraz w dyskomforcie życia płodowego. Brak opieki matki bezpośrednio po urodzeniu jest dla dziecka rodzajem gwałtu, pozbawieniem go możliwości zaspokojenia podstawowych potrzeb miłości i bezpieczeństwa. Zdarzają się też czasem bezpośrednie akty przemocy fizycznej i seksualnej, jakich doznają nawet najmniejsze dzieci. Im większe dziecko, tym więcej złych doświadczeń, z którymi musimy mu pomóc sobie poradzić. Małgorzata Stańczak-Kuraś:
   Dzieci wychowywane w rodzinach patologicznych doznają rozlicznych krzywd o różnym nasileniu. Na początku tej listy możemy umieścić zaniedbanie, będące często efektem ubóstwa, bezrobocia czy bezdomności. Na jej końcu znajdują się takie zachowania, jak nadużycia seksualne, znęcanie fizyczne i psychiczne, które wywołują szczególnie głębokie spustoszenia w psychice dziecka. Dla osób przygotowujących się do adopcji bardzo trudny do zrozumienia jest fakt, że pomimo tak licznych traum dzieci te czują niezwykle silną więź ze swoimi rodzicami. Zrozumienie istoty doznanych krzywd, jak również charakteru więzi między rodzicami naturalnymi a ich dziećmi, więzi, którą z pewnością w rozlicznych przypadkach możemy nazwać więzią patologiczną, jest podstawowym warunkiem udanej adopcji. Nawet rodzice przysposabiający maleńkie dzieci muszą zaakceptować ich prawo do "własnych korzeni" (co znajduje swój wyraz w odpowiednich przepisach prawa polskiego). Muszą także mieć w świadomości fakt, że dziecko w swym wyposażeniu biologicznym, a także w najwcześniejszych doświadczeniach społecznych zostało ukształtowane przez swoich rodziców biologicznych.

   Iwona Rychter:
   Moment umieszczenia dziecka w placówce opiekuńczo-wychowawczej powinien oznaczać dla niego koniec udręki. Niestety, placówki nie są wolne od przemocy. Co jakiś czas opinia publiczna bulwersowana jest informacjami o wyjątkowo brutalnych wychowankach czy opiekunach. Przemoc w placówkach miewa podwójne oblicze - można być zarazem ofiarą, jak i sprawcą przemocy. Liczna rzesza pracowników domów dziecka robi jednak wszystko, aby przeciwdziałać tej sytuacji.
   Z punktu widzenia adopcji ważne jest, że do tej pory dzieci kierowane do adopcji przedstawiane były jako spokojne i łagodne, a ich doświadczenia w placówce - jako przyjemne i bezpieczne. Wynikało to skądinąd ze słusznej obawy, że kandydaci na rodziców mogą przestraszyć się brutalnych faktów i zrezygnować z adopcji. Miejmy jednak nadzieję, że lata, w których przedstawiano dzieci w fałszywym, wyidealizowanym świetle, aby pozyskać mu rodzinę, mamy już za sobą. Zbyt często kończyło się to niepowodzeniem. Najważniejsze staje się dziś poznanie rzeczywistych potrzeb i zachowań dziecka i dobranie dla niego jak najlepszej rodziny, która zaakceptuje je pomimo możliwych trudności. Dzieci i przyjmujący je nowi rodzice często potrzebują pomocy w tworzeniu nowej rodziny. Pomocy potrzebuje zarówno ofiara, jak i sprawca, szczególnie gdy są to dzieci 7-, 11-letnie, a terenem ich penetracji jest ludzkie ciało. Pomocy potrzebują nowi rodzice, aby udźwignąć ciężar tak wielkiego dramatu. Na szczęście w coraz większym stopniu coraz lepiej rozumiemy problemy przemocy i towarzyszące im procesy psychologiczne, jak choćby ten o patologicznej więzi między "katem" i "ofiarą". Gdy umiemy sobie radzić z przemocą, możemy też ją dostrzec.

   Małgorzata Stańczak-Kuraś:
   Jednym z zadań pracowników ośrodków adopcyjnych jest dokonanie oceny, czy osoby zgłaszające gotowość przysposobienia dziecka sprostają temu zadaniu. Taka ocena może się często wydawać krzywdząca dla osób, które nie mają własnego potomstwa i które adoptowane dziecko pragną "wychowywać i kochać jak własne". Rodzicielstwo adopcyjne nie jest jednak tożsame z naturalnym. Dzieci adoptowane mają innych rodziców i nic tego faktu nie zmieni. A ponieważ najczęściej są one poważnie skrzywdzone przez los, należy uczynić wszystko, aby krzywda nowych rodziców nie miała negatywnego wpływu na ich los i nowo utworzonej rodziny. Tymczasem brak własnego potomstwa bywa czasami tylko jedną z wielu życiowych strat kandydatów, a bywa nawet, że sami w dzieciństwie byli ofiarami przemocy albo wychowywali się w rodzinach patologicznych. Każdy taki przypadek rozpatrywany jest indywidualnie. Doświadczenia terapeutów przestrzegają przed powtarzającymi się patologicznymi syndromami w rodzinie, przenoszącymi się z pokolenia na pokolenie. Połączenie dziecka, które doznało przemocy, z nowymi rodzicami, którym nieobce jest to doświadczenie, mogłoby wywołać prawdziwą "bombę" psychologiczną. Nie jest to jedyny rodzaj zagrożenia - pozostaje jeszcze bezradność wychowawcza, która również może stać się źródłem poważnego kryzysu. Chodzi więc o uniknięcie sytuacji, która unieszczęśliwiłaby tak dziecko, jak i nowych rodziców. Niestety, pomimo wysiłków nie zawsze się to udaje.

   Iwona Rychter:
   Przemoc w rodzinach adopcyjnych i zastępczych jest zjawiskiem bardzo bolesnym. Choć ofiarą jest najczęściej dziecko, to również jego opiekunowie doświadczają wielu trudnych emocji. Próbują oni zaprzeczać bądź usprawiedliwiać swoje postępowanie złym zachowaniem dziecka. To wtedy najczęściej przypominają sobie o jego przeszłości, twierdząc np., że do bicia było przyzwyczajone i tylko laniem można go czegoś nauczyć. Często towarzyszą temu wspomnienia z własnego dzieciństwa: "Mnie bito i proszę, wyrosłem na porządnego człowieka".
   Innym rodzajem przemocy są też nadużycia seksualne. Gdy chwieje się związek małżeński, jeden z rodziców może skierować się ku dziecku. Wtedy często usprawiedliwieniem staje się stwierdzenie: "Ty nie jesteś tak naprawdę moim dzieckiem, mam do tego prawo". Często obwinia się tu dziecko, że "kusiło, bo wyszły z niego geny".
   Tylko uczciwe nazwanie zjawiska, z którym mamy do czynienia, pozwoli pomóc dziecku i rodzinie. Im wcześniej problem zostanie dostrzeżony i prawidłowo zdiagnozowany, tym większa szansa na jego rozwiązanie. Rodzina adopcyjna czy zastępcza, zwłaszcza ta wychowująca starsze dziecko, to rodzina podwyższonego ryzyka, szczególnie jeżeli połączą się ze sobą takie fakty, jak niepowodzenia w sferze płodności, traumatyczne doświadczenia dziecka, zmieniające się warunki bytowe oraz niepewność jutra.
   Tak jak nie udaje się przewidzieć i uniknąć wielu trudności, tak również nie wyeliminujemy zjawiska przemocy, które czasem im towarzyszy. Możemy jednak dostarczać rodzinom wiedzy na ten temat. Od kilku lat w ramach przygotowywania małżonków do pełnienia roli rodziców adopcyjnych i zastępczych prowadzone są szkolenia według programów zatwierdzonych przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Pierwszy z nich to amerykański program "PRIDE", sprowadzony do Polski i licencjonowany przez warszawskie Towarzystwo "Nasz Dom". Drugi, pod nazwą "Rodzina", został zaadaptowany w kraju przez Towarzystwo Rozwijania Aktywności Dzieci "Szansa" na bazie socjalnych programów brytyjskich. W obu programach dużo miejsca przeznaczono na omówienie zjawiska przemocy w rodzinie, jej przyczyn, charakterystycznych zachowań i sposobów radzenia sobie z nimi. Rodziny uczą się, jak dostrzec w dziecku ofiarę przemocy, uważnie analizując jego zachowania i uczucia, ujawniane bądź nie. A najważniejsze, przekonujemy i uczymy, jak można pomóc i ofiarom, i sprawcom przemocy. Lęk przed nieznanym, przed własną bezradnością rodzi niechęć, a często złość. Marzeniem każdego pracownika ośrodka adopcyjnego jest, aby kandydaci na rodziców adopcyjnych nie doświadczali tych negatywnych uczuć. Aby mogli powiedzieć: damy sobie radę, a jeśli pojawi się problem, poszukamy tych, którzy pomogą nam go rozwiązać.

M.S-K., I.R.