Błędne przekonania co do przepisów prawa

Agnieszka Ziółkowska

Niebieska Linia nr 6/2014

Celem niniejszego artykułu jest zweryfikowanie błędnych przekonań prawnych prezentowanych przez osoby korzystające z pomocy w ramach systemu przeciwdziałania przemocy. Autorka oparła się na własnych doświadczeniach zawodowych w zakresie interwencji kryzysowej, w głównej mierze związanych ze świadczoną pomocą i edukacją prawną. Wszystkie przypadki, w których zaistniały przesłanki wszczęcia procedury „Niebieskie Karty" dotyczyły kobiet.

Czynniki sprzyjające występowaniu przemocy

Przemoc w rodzinie nazywana też, nie bez powodu przemocą domową, stanowi poważny problem społeczny – tym groźniejszy, że wciąż nagminnie lekceważony. Przejawy przemocy manifestowanej w inny sposób niż fizyczna są bagatelizowane, często spotykają się ze społecznym przyzwoleniem lub, co gorsza, stają się powodem ośmieszania doświadczających jej osób. Wśród nich najliczniejszą grupę stanowią kobiety – jak wynika z raportu KGP liczba kobiet doświadczających przemocy w Polsce jest niemal sześciokrotnie wyższa niż liczba znajdujących się w analogicznej sytuacji mężczyzn i w roku 2013 przekraczała 58 tys. Według zatrważającego raportu WHO około 35% – a zatem ponad 1/3 wszystkich kobiet na świecie – pada ofiarą przemocy, z reguły stosowanej przez bliskie im osoby – najczęściej partnerów. Z pewnością jest to związane z niekwestionowaną co do zasady przewagą fizyczną mężczyzn, jednak nierównowaga sił fizycznych nie jest sama w sobie czynnikiem indukującym przemoc. O słabszej pozycji kobiet w społeczeństwie w dalszym ciągu stanowią także czynniki kulturowe i społeczne. Podłożem sprzyjającym występowaniu zachowań przemocowych wobec kobiet są funkcjonujące stereotypy, takie jak obowiązek posłuszeństwa żony wobec męża, zwierzchnictwo ojca nad rodziną czy słabsze możliwości intelektualne, a w konsekwencji i zawodowe kobiet, ustalające wzajemne stosunki pomiędzy mężczyznami i kobietami na zasadach dominacji i podporządkowania. Zatem nie tylko przewaga, i nie tylko fizyczna, stanowi o występowaniu zjawiska przemocy w rodzinie, ale przede wszystkim wykorzystywanie jej pod egidą pełnienia uwarunkowanych kulturowo ról społecznych, czy też ustanawiania tradycyjnej hierarchii, w której kobieta sytuowana jest jako słabsza, niezdolna do samodzielnego zarządzania własnym życiem, wymagająca opieki i nadzoru ze strony mężczyzny.

Mity dotyczące przemocy

Nic dziwnego, że na takim gruncie łatwo o szereg mitów i stereotypów funkcjonujących w przestrzeni społecznej, a dotyczących przemocy. Należą do nich m.in.: „Nikt nie powinien wtrącać się w prywatne sprawy rodziny", „Jeżeli ktoś jest bity, to znaczy, że na to zasługuje", „Przemoc jest wtedy, gdy widoczne są ślady pobicia" i tym podobne. Z analogicznymi przekonaniami dotykającymi materii prawnej, spotykam się w swojej pracy zawodowej. Pytanie, na ile one są powiązane z występującym u osób doświadczających przemocy zjawiskiem wtórnej wiktymizacji i powszechnym przekonaniem, iż „nic nie da się zrobić", na ile zaś stanowią efekt ogólnie niskiej świadomości prawnej wśród osób zgłaszających się po pomoc nie jest zagadnienieniem tego artykułu, jednak wobec jego treści pozostaje otwarte.

Najczęstszym stereotypem powtarzanym w niemal każdym przypadku jest przekonanie: „nie stać mnie na prawnika". Znamienne, że wypowiadane przez osoby, które właśnie przekraczają próg gabinetu prawnika świadczącego na ich rzecz nieodpłatne porady, w ramach gminnego systemu przeciwdziałania przemocy. Przekonanie o niedostępności tego typu usług wydaje się powszechne, w szczególności wśród osób najbardziej potrzebujących pomocy. Tymczasem ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie nakłada na gminy obowiązek pomocy i edukacji prawnej dla osób doświadczających przemocy, do realizacji którego zatrudniane są każdorazowo osoby świadczące usługi w ramach działania Powiatowych Centrów Pomocy Rodzinie, Ośrodków Pomocy Społecznej, czy innych jednostek samorządu gminnego. W każdej gminie istnieją punkty bezpłatnej informacji prawnej.

Równie powszechna, zapewne z powodu wspólnego mianownika w postaci trudnej sytuacji materialnej, jest obawa i przekonanie o konieczności spłacania długów powstałych w wyniku marnotrawienia pieniędzy przez współmałżonka. Często długi spłacane są aż do zupełnego wyczerpania środków finansowych kosztem zaspokajania podstawowych potrzeb rodziny. Stosunkowo niewiele kobiet zgłasza, że zobowiązania zostały zaciągnięte za ich wiedzą i zgodą, np. na zawarcie umowy kredytowej; jeszcze mniej jest w sytuacji współkredytobiorcy. Najczęściej długi są zaciągane samodzielnie w bankach i parabankach, a także u osób prywatnych i marnotrawione na potrzeby nałogu, najczęściej alkoholowego, współmałżonka. W takim przypadku za zadłużenie odpowiada majątkiem osobistym wyłącznie małżonek zaciągający zobowiązanie. Wierzyciel nie ma możliwości sięgania ani do majątku wspólnego, ani tym bardziej osobistego współmałżonka. Każdorazowo w takich sytacjach możliwe jest zaprowadzenie ustroju rozdzielności majątkowej małżeńskiej, które w przypadku braku zgody współmałżonka można uzyskać także w drodze orzeczenia sądu rodzinnego. W wyjątkowych przypadkach sąd może nawet ustalić powstanie rozdzielności majątkowej ze wsteczną datą. To wyłącza istnienie majątku wspólnego, w stosunku do którego mogłyby być podejmowane próby egzekucji, zaś każdy z małżonków odpowiada wyłącznie za własne zobowiązania.

Osobną kwestię stanowi brak jakichkolwiek podstaw prawnych do żądania spłaty zobowiązań od dzieci, rodziców, rodzeństwa czy nawet dalszych krewnych przez wierzycieli, co niestety, zdarza się w praktyce. Wierzyciele zwykle korzystają z nadmiernego poczucia odpowiedzialności współuzależnionych osób oraz braku adekwatnej informacji prawnej. Zdarzają się próby wysuwania roszczeń finansowych opartych jedynie na fakcie zameldowania dłużnika, np. u matki.

Konsekwencją pozostawania w relacjach rodzinnych czy małżeńskich z osobą zadłużającą się w sposób nieodpowiedzialny są problemy na gruncie prawa spadkowego. Lęk przed koniecznością zapłaty długów spadkowych pozostałych po uzależnionych, rozrzutnych czy nieodpowiedzialnych współmałżonkach lub krewnych jest zwykle czynnikiem motywującym do poszukiwania informacji prawnej. Jeśli działania zostaną podjęte wystarczająco szybko, zwykle pozwalają uniknąć odpowiedzialności za długi poprzez złożenie oświadczenia o odrzuceniu spadku. Natomiast bardzo szkodliwe jest przekonanie o braku masy spadkowej, w sytuacji gdy składają się na nią w przeważającej mierze lub wyłącznie długi. Pojawia się wówczas pytanie – dlaczego mam płacić, skoro mąż (rodzic, dziecko) nie pozostawił żadnego majątku? Niestety, długi także stanowią spadek, który podlega dziedziczeniu. Osobną kwestię stanowi fakt, iż moim zdaniem, prawo polskie nadmiernie chroni wierzycieli kosztem spadkobierców. Z mocy ustawy, w przypadku niepodjęcia przewidzianych prawem działań, ciąży bowiem na nich odpowiedzialność za długi także wtedy, gdy w składzie spadku nie było żadnych aktywów. Nawet nie troszcząc się o uprzednie należyte zabezpieczenie swojej należności, wierzyciel może łatwo sięgnąć do majątku spadkobierców, w szczególności, gdy są nimi osoby o niskiej świadomości prawnej, do których często zaliczają się osoby doświadczające przemocy w rodzinie.

Pozostając w kręgu spraw finansowych, nie sposób nie wspomnieć o nagminnym i mocno wspieranym przez osoby stosujące przemoc przekonaniu, że skoro tylko mąż pracuje zarobkowo, cały zgromadzony majątek należy do niego. Pogląd ten jest ściśle związany z obiegową opinią, iż kobieta zajmująca się dziećmi i prowadzeniem gospodarstwa domowego „nic nie robi". Te dwa przekonania łącznie stanowią skuteczny instrument przemocy ekonomicznej służący zastraszaniu i niszczeniu poczucia własnej wartości kobiet. Tymczasem, w myśl przepisów Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, jeżeli małżonków łączy ustrój ustawowej wspólności majątkowej, co dotyczy przeważającej liczby polskich małżeństw, cały zgromadzony majątek stanowi wspólną własność obojga małżonków. Nie ma przy tym znaczenia przyjęty podział obowiązków, a z treści przepisów Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wynika wprost, iż zaspokajanie potrzeb rodziny może polegać nawet w całości na osobistych staraniach o wychowanie dzieci i pracy we wspólnym gospodarstwie domowym. Pomijając przypadki, gdzie co do zasady niepodejmowanie przez żonę pracy zawodowej wynika ze stosowania przemocy ekonomicznej i jest narzędziem kontroli ze strony męża, często istnieje potrzeba przejęcia przez jednego z małżonów odpowiedzialności i troski o sprawne funkcjonowanie rodziny. Pozostawia to większą swobodę działania i możliwości zarobkowe drugiemu i taki podział obowiązków przekłada się realnie na lepszą kondycję finansową rodziny. W sytuacji przeciwnej, gdy wyłącznie jedno z małżonków utrzymuje rodzinę i samodzielnie przyczynia się do gromadzenia majątku, wobec nałogu, najczęściej alkoholowego, drugiej strony, która pasożytuje bądź trwoni pieniądze i w żaden sposób nie troszczy się o dobro rodziny, istnieje możliwość ustalenia nierównych udziałów w majątku wspólnym na drodze sądowej.

Źródłem uzyskania środków na rzecz utrzymania rodziny w czasie trwania małżeństwa od współmałżonka, który ich odmawia, może być wytoczenie przed sądem rodzinnym powództwa o przyczynianie do zaspokajania potrzeb rodziny. Zasądzone kwoty można wyegzekwować m.in. poprzez przedłożenie u pracodawcy orzeczenia sądu rodzinnego nakazującego wypłatę części lub całości wynagrodzenia do rąk współmałżonka. Po ustaniu małżeństwa, jak i w trakcie jego trwania, można żądać alimentów na rzecz dzieci, natomiast orzeczona sądownie separacja lub rozwód uprawnia do żądania alimentów także na własną rzecz, przez małżonka nieuznanego w wyroku za wyłącznie winnego rozkładu pożycia. To znaczy, że nawet jeśli rozwód nastąpił za porozumieniem stron czy z obopólnej winy, osoba, której sytuacja materialna uległa pogorszeniu, może wystąpić o alimenty.

Zdarza się, że powodem odstępowania od dochodzenia roszczeń alimentacyjnych nawet w imieniu dzieci jest przekonanie, iż sąd ich nie przyzna, gdyż ojciec dzieci nie pracuje zarobkowo bądź też zatrudniony jest nielegalnie albo umowa opiewa na kwotę znacznie niższą niż w rzeczywistości. W myśl przepisów Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego zakres świadczeń alimentacyjnych zależy od usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego oraz od zarobkowych i majątkowych możliwości zobowiązanego, przy czym „możliwości zarobkowe" oznaczają możliwość podjęcia zatrudnienia odpowiedniego do posiadanych kwalifikacji i stanu zdrowia. Nic nie zwalnia zatem rodzica od podejmowania wysiłków w celu zapewnienia środków utrzymania dla dzieci. Z drugiej strony warto pamiętać, iż możliwości „zarobkowe i majątkowe" mogą być dość duże i wówczas dziecko ma także prawo do odpowiednio wiekszych środków, a nie tylko takich, które zaspokają jego potrzeby w minimalnym stopniu. Jeżeli mimo wyroku sądowego zobowiązany nie płaci alimentów, sprawę należy skierować do komornika, a następnie w wypadku, gdy i to okaże się nieskuteczne, złożyć wniosek o wypłatę ze środków funduszu alimentacyjnego. W dłuższym okresie umożliwia to ostatecznie uzyskanie pieniędzy, co bez podjęcia wskazanych działań mogłoby faktycznie okazać się niemożliwe.

Kobiety doświadczające przemocy w rodzinie często wyrażają obawę, iż interwencja w tej sprawie pozbawi je i dzieci dachu nad głową, gdyż mieszkają w domu/ mieszkaniu, należącym do sprawcy. Podobnie kształtują się przekonania w przypadku mieszkania stanowiącego składnik majątku wspólnego, w szczególności, gdy kobieta doświadcza równocześnie przemocy ekonomicznej. Na gruncie ostatniej nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie wprowadzono przepis umożliwiający uzyskanie w trybie postępowania przed sądem cywilnym nakazu opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania przez osobę stosującą przemoc. Rozprawa powinna odbyć się w ciągu 30 dni od daty złożenia wniosku. Dodatkowo osobie, w stosunku do której wydano nakaz, nie przysługuje prawo do lokalu zastępczego, nie mają też zastosowania przepisy o okresach ochronnych (od 1 listopada do 31 marca). Uzyskanie nakazu nie jest w żaden sposób związane z prawem do lokalu, może on nawet stanowić wyłączną własność sprawcy. Ponadto, nakaz o identycznym skutku można uzyskać również na wszystkich etapach postępowania karnego w przypadku wystąpienia ustawowych przesłanek, po zgłoszeniu przestępstwa związanego ze stosowaniem przemocy w rodzinie. W wyroku rozwodowym sąd może nakazać eksmisję małżonkowi, który rażąco nagannym zachowaniem uniemożliwia wspólne zamieszkiwanie, o ile prawo do lokalu nie stanowi jego majątku odrębnego. Zawsze należy rozważyć, czy w przypadku dużego zagrożenia ze strony sprawcy lepszym rozwiązaniem nie byłoby jednak opuszczenie lokalu przez osoby doświadczające przemocy i podjęcie dalszych kroków z miejsca, w którym będą bezpieczne.

Efektem jednego z fałszywych przekonań co do skutków faktycznych i prawnych zamierzonych działań jest pomysł na ubezwłasnowolnienie alkoholika. Pojawia się często w sytuacjach, gdy pomimo podejmowanych przez otoczenie (rodziców, rodzeństwo, dzieci czy współmałżonka) wysiłków, osoba uzależniona nie zamierza podjąć leczenia odwykowego lub też zastosowane na podstawie orzeczenia sądu leczenie przymusowe nie przynosi poprawy. Pozornie może się wydawać, iż jest to dobre rozwiązanie, gdy osoba wnosząca o ubezwłasnowolnienie liczy, że przeniesie w ten sposób ciężar decyzji o zachowaniu ubezwłasnowolnionego na ręce opiekuna prawnego. W istocie jednak, opiekując się osobą ubezwłasnowolnioną, nie decydujemy o tym, jak ona się zachowa, gdyż nie mamy na to wpływu. Jedyne, o czym możemy decydować, to sposób postępowania z tą osobą. Zostając opiekunem ubezwłasnowolnionej osoby uzależnionej od alkoholu ponosimy odpowiedzialność za skutki jej zachowań wobec innych ludzi, mienia i jej samej.

Zarówno w sprawach o alimenty, separację, w postępowaniu rozwodowym, jak i karnym czasami niezbędni są świadkowie. Bardzo często osoby doświadczające przemocy w rodzinie przekonane są, iż nikt nie zechce być świadkiem. Zdarza się, że pytają o to wprost osób, w obecności których dochodziło do aktów przemocy, a te odmawiają, tłumacząc się niechęcią i stresem związanym ze stawieniem się w sądzie, także obawą przed zemstą ze strony osoby, dla której zeznania mogłyby być niekorzystne. Stąd niechęć do wskazywania osób mogących stanowić źródło dowodowe w sprawie. Przekonanie to może być usprawiedliwione w tym zakresie, iż rzeczywiście nie warto powoływać jako świadków ludzi, co do których wiadomo, że są niechętnie, a nawet wrogo nastawione, gdyż istnieje duże prawdopodobieństwo, że ich zeznania będą nieprzydatne. Co do zasady jednak, osoba wezwana przez sąd jako świadek, poza ściśle wskazanymi w ustawie wyjątkami, nie ma prawa odmówić składania zeznań. Musi także, pod groźbą odpowiedzialności karnej, zeznawać zgodnie z prawdą. Zatem to, czy ktoś jest świadkiem nie wynika w żaden sposób z jego woli, czy też jej braku, a jedynie z obiektywnego faktu, czy istnieją przesłanki, aby przypuszczać, że posiada wiedzę na dany temat oraz czy sąd zadecydował o dopuszczeniu dowodu z zeznań tej osoby. Prawidłowo wezwany świadek ma obowiązek stawić się w sądzie.

Pomimo licznych kampanii informacyjnych, powszechnie spotykam się z przeświadczeniem, najczęściej usprawiedliwiającym osoby stosujące przemoc, iż dziecku wolno dać klapsa. Nie wdając się w polemikę na tematy wychowawcze czy światopoglądowe należy wskazać, że prawo polskie definitywnie zabrania bicia dzieci. Zgodnie z brzmieniem art. 96[1] Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego osobom wykonującym władzę rodzicielską oraz sprawującym opiekę lub pieczę nad małoletnim zakazuje się stosowania kar cielesnych. Zatem nie chodzi tylko o klapsy, ale także wszelkiego rodzaju szarpanie, popychanie czy podobne zachowania. Przekroczenie granic rodzicielskiego prawa karcenia może nawet stanowić znęcanie się, jeśli polega na długotrwałym, ewentualnie powtarzającym się zadawaniu bólu fizycznego lub cierpienia psychicznego. Przede wszystkim nieletnie dzieci znajdują się w stosunku zależności od swych rodziców, stanowiącej podstawowy warunek tego przestępstwa.

W przypadku kobiet, które doświadczają przemocy, od dłuższego czasu pojawia się wątpliwość, czy mogą złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, skoro nie zrobiły tego dotychczas. Upływ czasu w przypadku popełnienia przestępstwa ma znaczenie jedynie w kwestii przedawnienia karalności, a nie w przypadku przestępczego charakteru czynu. Najkrótszy okres przedawnienia zgodnie z Kodeksem karnym wynosi 5 lat od popełnienia czynu, maksymalny – w przypadku zabójstwa – 30. W kontekście trwającej przez wiele lat przemocy nie można mówić o przedawnieniu karalności, a dodatkowa długotrwałość zdarzeń powoduje, że spełnione są przesłanki przestępstwa znęcania poprzez zachowania powtarzające się w czasie, co nadaje mu charakter czynu ciągłego. W takim wypadku bieg przedawnienia rozpoczyna się od momentu ostatniego zachowania sprawcy.

Dotychczas tylko raz w swojej pracy spotkałam się z obawą ofiary przestępstwa znęcania, iż poniesie ona odpowiedzialność za złamanie przez sprawcę orzeczonego sądownie zakazu zbliżania. Domniemana „wina" miałaby polegać na tym, iż ulegając prośbom, wpuściła sprawcę do domu. Zdarzenie jest istotne, gdyż jaskrawie wskazuje jak dalece starannie należy wyjaśniać przepisy prawa, aby uniknąć tego rodzaju nieporozumień. Widać jak osoby doświadczające przemocy mają tendencję do obwiniania się za zachowania sprawcy. Zgodnie z obowiązującym prawem naruszenie sądowego zakazu zbliżania zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat trzech. Jedyną osobą mogącą dokonać naruszenia zakazu jest ta, wobec której go orzeczono – a zatem wyłącznie sprawca.

Źródła wsparcia

Bezdyskusyjnie, niska świadomość własnych praw u osób doświadczających przemocy w rodzinie jest jedną z przyczyn sprzyjających powstawaniu i trwaniu przemocy. Natomiast informowanie i edukacja w tym zakresie mogą stanowić znaczącą pomoc i źródło wsparcia we wprowadzaniu pozytywnych zmian w sytuacji i postawach życiowych ofiar przemocy. Znalazło to swój wyraz w przepisach ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, która wśród zadań realizowanych w ramach przeciwdziałania i interwencji słusznie wymiena także pomoc i edukację prawną. Warto zwrócić uwagę, iż wymieniona ustawa zakresem wprowadzonej definicji przemocy w rodzinie obejmuje nie tylko sytuacje, w których dochodzi do realizacji znamion przestępstwa w rozumieniu przepisów Kodeksu karnego. Przedmiotem ochrony stały się także prawa i wolności wynikające z Konstytucji RP, znajdujące odbicie w normach Kodeksu cywilnego, których ochrony nie gwarantowały dotychczas przepisy karne, ze względu na szczególny, dyskretny i trudny do udowodnienia charakter naruszeń. Przestępczy charakter przemocy psychicznej, seksualnej czy ekonomicznej może być bardzo trudny, a nawet niemożliwy do udowodnienia. Ilustracją niech będzie cytat, iż „(...) dany czyn jest traktowany jak przestępstwo, jeśli przekracza poziom przymusu akceptowany przez mężczyzn – a poziom ten okazuje się niezwykle wysoki. Według opinii znawczyni praw Catherine MacKinnon „z punktu widzenia kobiety gwałt nie jest zakazany, lecz jedynie objęty regulacją prawną". Według tradycyjnych standardów gwałt ma miejsce tylko wtedy, gdy napastnik użył skrajnej przemocy (dużo większej niż na ogół potrzeba, by sterroryzować kobietę)"[1].

Ponadto, przemoc dokonywana przez zaniechanie, zaniedbanie czy porzucenie, w tym emocjonalne, prawdopodobnie w większości przypadków nigdy nie doczeka się konsekwencji prawnych. Dlatego funkcjonowanie powołanego ustawą systemu przeciwdziałania przemocy w rodzinie: instytucji wspierających, oferty nieodpłatnej terapii i edukacji są istotnym elementem pomocy dla osób doświadczających przemocy.

Rozważając charakter i przyczyny funkcjonowania wśród osób doświadczających przemocy w rodzinie przedstawionych błędnych przekonań co do prawa nasuwa się refleksja, że niezwykle potrzebna jest nie tylko edukacja – ale i informowanie o możliwości edukacji, nie tylko pomoc – ale i wiedza o możliwości pomocy. Nawet jeżeli ograniczenia w zakresie ich oddziaływania wynikają ze sposobu funkcjonowania osób doświadczających przemocy, nie zwalnia nas to z podejmowania wysiłków.

Agnieszka Ziółkowska – prawniczka, członkini Zespołu Interdyscyplinarnego w Wieliczce, udziela porad prawnych osobom uwikłanym w przemoc w rodzinie.

BIBLIOGRAFIA

Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie z dnia 29 lipca 2005 r. (Dz.U. z 2010 r. poz. 842).

Kodeks karny z dnia 6 czerwca 1997 r. (Dz.U. z 2013 r. poz 849).

Kodeks cywilny z dnia 23 kwietnia 1964 r. (Dz.U. z 2014 r. poz. 121).

Kodeks rodzinny i opiekuńczy z dnia 25 lutego 1964 r. (Dz.U. z 2014 r. poz 1188).

_____________

[1] Judith Lewis Herman (2002), Przemoc, uraz psychiczny i powrót do równowagi", s. 77.