Lęk – brat miłości

Joanna Bogudał-Borkowska

Osoby po doświadczeniu przemocy fizycznej, dostrzegając swój lęk, uczą się empatii dla siebie. Stają się silne, aby wyjść z sytuacji przemocy i zawalczyć o siebie. Dostrzeżenie lęku staje się mechanizmem adaptacyjnym, który motywuje do zmiany.

 

Żeby coś zrozumieć, trzeba to zgłębić, dotrzeć do tego, co pod spodem, spróbować znaleźć początek lub źródło. Strach, że coś skrzywdzi lub odbierze nam to, co kochamy – jest bliźniaczym bratem miłości.
Sy Montgomery

W artykule zostały zaprezentowane różne spojrzenia na lęk przeżywany przez pacjentów. Narzędziem, jakie proponuję do pracy terapeutycznej jest baśń pochodząca z książki mego autorstwa: „Opowieści o Czujątkach. Ćwiczenia z empatii dla dzieci… i dorosłych”. W przeżyciach bohaterów baśni „Viola, szczur Ryś i Lęk” pacjenci mogą znaleźć analogię do własnych stanów emocjonalnych; tekst może być wykorzystany do pracy indywidualnej, a także podczas grupowych warsztatów zarówno dla dzieci, jak i dorosłych doświadczających lęku. Przeżycia i zachowania bohaterów baśni mogą pomóc pacjentom w budowaniu empatii wobec swoich i cudzych stanów emocjonalnych. Dzięki temu lęk, który jest niechciany, ma szansę stać się uczuciem konstruktywnym, adaptacyjnym.

Po co ten lęk?

Przygotowując się do napisania tego artykułu, uświadomiłam sobie po raz kolejny, jak bardzo „niechcianym” uczuciem jest lęk. Znalazłam wiele pozycji, które mówiły o tym, jak sobie radzić z lękiem?; jak go okiełznać?; jak się go pozbyć? Emocja ta nie kojarzy się przyjemnie, a w dodatku,
kiedy mamy uczucie, że nas „zalewa”, staje się wrogiem samym w sobie. Zatem, „aż strach się bać”, a niektórym osobom od dzieciństwa wmawia się również, że „to wstyd się bać”. A przecież lęk bywa też odczuciem zdrowym, pełniącym rolę ochrony czy ostrzeżenia przed niebezpieczeństwem. Ponadto, lęk przed odrzuceniem przez otoczenie może powstrzymywać przed czynami, które by nas wykluczyły ze wspólnoty ludzkiej. Jak pisze Katarzyna Miller: Bez tego lęku jest psychopatia. Według tejże autorki nie bać się to znaczy móc przeżyć lęk i nie stać się jego ofiarą (Miller, 2010, s. 13). O takim lęku przeżytym, zauważonym i wykorzystanym do zaspokajania naszych potrzeb jest ten artykuł.

Jeśli wtłoczono nam do głowy wstyd przed lękiem, musimy mu zaprzeczyć w sobie, ale istnieje również niebezpieczeństwo, że nie nauczymy się go dostrzegać w innych. Zatem nasza zdolność do empatyzowania ze stanami emocjonalnymi innych ludzi zostaje uszkodzona. W kontekście
przemocy, krzywdzenia jest to o tyle istotne, że zarówno osoba stosująca przemoc, jak i jej doświadczająca mogą mieć problem z przeżywaniem i akceptowaniem lęku w sobie. U sprawcy przemocy może się to przejawiać na przykład agresywną walką o swoje, aby tylko nie poczuć się słabszym, zranionym i zalęknionym. Z kolei u osoby doświadczającej przemocy brak zdolności mentalizowania własnego lęku może powodować na przykład trwanie w sytuacji przemocy z powodu „zalania lękiem”, poczucia „zamrożenia”, braku odczuwania czegokolwiek, dewaluowania
tego uczucia.

Lęk, choć nieprzyjemny, jest bardzo potrzebny. Mówi nam, że znaleźliśmy się w sytuacji, kiedy realizacja naszych potrzeb jest zagrożona. Jeśli nasi opiekunowie, gdy byliśmy dziećmi, nie posiadali zdolności empatyzowania z naszymi stanami emocjonalnymi, to my – w efekcie – nie otrzymaliśmy daru zauważania naszych uczuć, także lęku oraz reagowania nań w sposób zaspokajający nasze potrzeby. Może to powodować poczucie bycia nieszczęśliwym, braku sensu życia. Z takimi problemami wiele osób przychodzi na psychoterapię. Jeżeli dziecko zbyt często przeżywa przykre emocje związane z niezaspokajaniem jego potrzeb, staje się podatne na stres. Może szybko wpadać w złość i agresywnie reagować nawet na niezbyt wielką frustrację swoich
potrzeb. Z kolei, gdy opiekunowie dziecka są wystarczająco responsywni w stosunku do jego uczuć i potrzeb, uczy się ono, że można ufać otaczającej go rzeczywistości, ludziom oraz własnym odczuciom. Nie doświadcza swoich emocji jako negatywnych, budzących lęk, złych, ponieważ wyrażanie ich prowokuje opiekunów do zaspokajania jego potrzeb (Vopel, za: Bogudał-Borkowska, 2017, s. 14).

Ja się boję, ty się boisz

Viola – mała wiolonczela i bohaterka baśni o lęku, poświęcająca większość czasu na przygotowania do koncertów, jakie dawała razem z rodzicami – instrumentami wydaje się być przypadkiem dziecka idealnego, które nie sprawia problemów, buduje poczucie własnej wartości
na zaspokajaniu potrzeb innych oraz jest zupełnie nieświadome siebie, własnych emocji i potrzeb. Viola z pozoru jest szczęśliwa i radosna, przeżywa jednak zazdrość w stosunku do swoich rówieśników, którzy po prostu się bawią, podczas gdy ona ćwiczy. Marnotrawią czas, kiedy ona pracuje tak ciężko, że nie starcza jej już sił na inne aktywności. Z drugiej strony, Viola zapatrzona jest w ojca i ślepo mu ufa. Wierzy, że za ten ogromy wysiłek spotka ją nagroda w postaci wspaniałej przyszłości. Nie potrafi sobie tej przyszłości wyobrazić, ale wierzy, że tato wie, co jest dla niej dobre (Bogudał-Borkowska, 2017, s. 44).

Czy bohaterka baśni jest dzieckiem krzywdzonym? Nie doświadcza przemocy fizycznej, jest ulubienicą rodziców, jedynaczką, oklaskiwaną przez widownię. Wychowuje się w bezpiecznym otoczeniu. Z drugiej strony wydaje się, że dom rodzinny jest dla niej złotą klatką, a Viola jest w nim uwięziona przez własną konstrukcję psychiczną, która utrudnia jej separację. Potrzeba bycia ważną dla rodziców oraz innych osób, które ją podziwiają jest naturalnym pragnieniem każdej osoby. Ta potrzeba zapewnia fizyczne bezpieczeństwo, ale może się także stać więzieniem, utrudniać budowanie własnej autonomii z obawy przed krytyką i odrzuceniem. Ojciec Violi jest perfekcjonistą, oczekującym od niej sprostania jego wymaganiom, w niewielkim stopniu interesują go prawdziwe odczucia i potrzeby córki. Jest wybuchowy, jednocześnie szybko zapomina o swoich emocjach, skupia się na zaspokajaniu własnych potrzeb. Jego żona wie, jak bardzo egocentryczny jest mąż i razem z córką śmieją się z tego, tworzą swoistą koalicję przeciwko głowie rodziny, ale pod tym śmiechem kryje się bezradność i smutek. Matka Violi także wydaje się związana, zależna od męża, stara się łagodzić jego wybuchy, może z obawy przed konfliktem, złością oraz własnym osamotnieniem w tej relacji. Viola nie ma zatem łatwo. Perfekcjonizm potrafi krzywdzić, brak zainteresowania uczuciami dziecka także. W momencie, gdy bohaterka baśni ucieka z domu, zaczyna przeżywać bardzo silny lęk. W sytuacji separacji uczucie to jest całkiem adekwatne do rzeczywistości. Viola ma prawo bać się nieznanego. Jednocześnie normalne jest, że boi się, przebywając po raz pierwszy z dala od rodziny. Wydaje się jednak, że ten lęk jest także związany z faktem (choć ona o tym nie wie), że budowanie własnego świata jest w jej rodzinie niedopuszczalne i Viola może się bać jakiejś wyimaginowanej kary nie tyle ze strony rodziców, gdy powróci do domu, ale także ze strony własnego superego (wydaje się, że największą karą dla bohaterki jest poczucie winy, że zawiodła ojca). Z pozoru jest beztroską dziewczyną, jednak pod tym uczuciem kryje się nienawiść do samej siebie.

Zatem Viola się boi, ale nie jest tego świadoma, bo nikt jej tego uczucia wcześniej nie nazwał. Doświadcza za to wegetatywnych objawów lęku: zaciska jej się żołądek, czuje gulę w gardle. Jest jej nieprzyjemnie. Zaczyna uciekać. Własne uczucia są jednak dla niej nieważne – gdy spotyka szczura Rysia, natychmiast wchodzi w rolę grzecznej dziewczynki. Nie potrafi rozpoznać, co kryje się za nieprzyjemnym, dziwnym stanem, w jakim jeszcze niedawno się znajdowała. Nie umie „zaopiekować się” sobą, więc odpędza szybko „to coś”, co ją straszy, aby znów zachowywać się zgodnie z zasadami savoir vivre’u.

Ucieczka z domu jest dla Violi szansą na poszukiwanie samej siebie, gdyż ona właśnie tęskni za samą sobą. Ale to szukanie siebie jest związane z lękiem, a bać się nie wypada. Viola jest niewolnicą dobrego wychowania. Tym, co jej pomaga nie zawrócić z obranej drogi, jest silnie rozwinięta ciekawość. Ponadto, widząc lęk nowego przyjaciela, opiekując się nim, Viola stosuje pewien rodzaj autoterapii, przekonuje sama siebie, że lęk jest w porządku i że nie można można zostawiać samej osoby, która się boi, tylko ją wesprzeć w nowej sytuacji. Viola nie wie, kim jest, co czuje i jakie ma potrzeby. Alice Miller pisała o tym w książce „Dramat udanego dziecka. W poszukiwaniu siebie”: Przystosowanie się do potrzeb rodziców prowadzi często do osobowości ’jak gdyby’ (as if personality) lub tego, co określane jest jako fałszywe Ja. Człowiek wykształca w sobie postawę, dzięki której na zewnątrz pokazuje jedynie to, czego się od niego oczekuje, i w końcu, całkowicie się z tym stapia. Jego prawdziwe Ja nie może się rozwinąć i różnicować, gdyż nie ma prawa zaistnieć (…) tacy pacjenci skarżą się na uczucie pustki, bezsensu, braku miejsca (Miller, 2007, s. 18).

Heinz Kohut z kolei pisze o normatywności narcyzmu, gdy wielkościowość we właściwej formie jest konieczna dla zdrowego samorozwoju. Empatia psychoterapeuty jest narzędziem pozyskiwania informacji, ale także dostarcza bezwarunkowej afirmacji oraz odzwierciedlenia. Oczywiście żaden terapeuta ani opiekun nie jest w stanie przez cały czas być idealnie dostrojonym, jednak istotne dla rozwoju jest to, by empatyczne dostrojenie przeważało nad porażkami w tej dziedzinie i aby w ten sposób wytworzyła się optymalna frustracja, którą rozwijające się self, czyli centralny organ tożsamości i indywidualności, jest w stanie „wytrzymać”, a osoba zatroszczyć się o siebie (Bienenfeld).

Nieznajomość siebie może przybierać różne formy. Osoby wychowane w rodzinach, w których dochodziło do przemocy, mogą wejść w dorosłe życie z ogromnym pragnieniem zaznania idealnej miłości, nieskażonej przykrymi dla nich uczuciami, takimi jak lęk czy złość. Starają się być zawsze mili, nikomu nie robić przykrości, kłopotu, bo złość kojarzy im się z przemocą. Nie akceptują tego uczucia w sobie i innych, boją się go albo dewaluują. W konsekwencji nie zaspokajają swoich potrzeb ukrytych pod tymi emocjami i nie akceptują siebie. Ciekawe, że już samo rozpoznanie i wyrażenie uczuć może być czynnikiem leczącym nie tylko pod względem psychicznym, ale również somatycznym – wzmacniać odporność organizmu. Interesujące odkrycie poczyniła Lidia Temoshok, która zauważyła, że im w większym stopniu pacjent chory na raka potrafił wyrazić gniew i negatywne reakcje, tym wyższy w miejscu guza był jego poziom limfocytów, które go zwalczały (Gerhardt, 2010, s. 75).

Pamiętam pacjentkę, która od początku naszej relacji dużo mówiła o ojcu, który zmarł kilka lat temu. Było to dla niej przełomowe wydarzenie, z którym nie mogła sobie poradzić mimo upływu czasu. Początkowo mówiła o ojcu tylko pozytywnie, był dla niej wzorem, opiekunem, dającym poczucie bezpieczeństwa; wydawało się, że po jego odejściu pacjentka jakby przestała istnieć. Badałyśmy tę relację i stopniowo okazywało się, że ten ukochany ojciec bardzo uzależnił córkę
od siebie. Jego opinie były dla niej niepodważalne, również, niestety, opinie na jej temat. Z czasem zaczęła przypominać sobie, jak ją porównywał z innymi, mówił, że jest mało zdolna, że niczego w życiu nie osiągnie, że nic nie potrafi i że bez niego sobie nie poradzi. Od początku naszych spotkań słyszałam pacjentka próbowała mnie przekonywać, że nic sobą nie reprezentuje i że jest „beznadziejnym” przypadkiem. Złościła się, gdy jej nie przytakiwałam. Trudno było jej zmierzyć się z gniewem w stosunku do nieżyjącego ojca i zbuntować się wobec jego dewaluujących komentarzy na swój temat.

Niełatwe było także skonfrontowanie się z głęboko ukrytym niskim poczuciem własnej wartości. Werbalne umniejszanie swego znaczenia okazało się wyrazem fałszywego self, które jak mur odgradzało ją od innych ludzi, nie pozwalało z nikim się zaprzyjaźnić ani wejść w związek.

Lęk przeniesiony na innych

Bohater baśni, Ryś jest zdziwiony, że Viola nie wie, co to znaczy się bać. Dla niego lęk jest chlebem powszednim. Doświadcza on silnie wegetatywnych objawów lęku, ale również wie o tym, że się boi. To uczucie jest tak silne, że szczur nie opuszcza swojej piwnicy. Radzi sobie z nim, strasząc innych. Gdy widzi, że inni odczuwają lęk, on boi się mniej. Budzi to skojarzenie z małym dzieckiem, które potrzebuje widzieć, że rodzic jest w stanie odczuć, pomieścić jego lęk i dzięki temu uczucie to staje się mniej „straszne” i łatwiejsze do zniesienia.

Ryś wiele razy powtarza ten schemat, bo być może jego opiekunowie nie potrafili empatyzować z jego lękiem i odpowiedzieć na jego potrzeby. W dorosłym życiu próbuje zatem przenieść swoje stany emocjonalne na innych, by się mniej bać. Spotkanie z Violą ukazuje mu nagle to, o czym tak naprawdę marzy, a co boi się zrealizować, ponieważ nie jest gotów na podjęcie ryzyka wyjścia ze swojej sytuacji. Ryś nagle widzi całe swoje życie, swoją biedę, smutek i samotność, i wzrusza się. Wydaje się, że u niego lęk pełni nie tylko funkcję nadmiarowego widzenia niebezpieczeństw, ale jest również przykrywką dla uczuć samotności i tęsknoty, z którymi szczur nie był dotychczas w stanie się zmierzyć. Dzięki temu, że bał się innych i postrzegał ich jako osoby, które chcą go skrzywdzić, a także chętnie mówił o tym lęku wszystkim napotkanym postaciom, odwracał uwagę od swego smutku i niskiego poczucia własnej wartości. Możliwe, że tym, co Rysia krzywdziło, był głęboki wstyd samego siebie, ukryty pod lękiem społecznym.

Przychodzi mi tu na myśl pacjentka, która zgłosiła się na terapię z problemem napadów gniewu, który wyładowywała na członkach rodziny. Sama zauważała, że nie potrafi powstrzymać się przed wynajdowaniem wad u innych i głośnym krytykowaniu. W moim przeciwprzeniesieniu pojawił się lęk, czy zdołam jej pomóc, czy stanę się dla niej „bezwartościowa” tak jak jej bliscy i osoby z jej otoczenia. Pacjentka ta miała głęboko ukrytą niską samoocenę, wynikającą z bardzo surowego wychowania. Tak, jak ją traktowano w przeszłości, tak ona teraz odnosiła się do innych. Jej potrzeby bliskości i zależności pozostawały głęboko ukryte. Wszelkie ich przejawy u innych osób były obiektem agresywnych ataków tej pacjentki. Wielokrotnie podkreślała także, że nie odczuwa lęku w sytuacjach społecznych, że lubi występować publicznie. Nie bała się, gdyż nie interesowało ją to, co inni o niej pomyślą. Podczas terapii miałam często poczucie, że zdejmujemy kolejne warstwy obron, jakie chroniły ją przed doświadczeniem siebie jako osoby bezbronnej, zależnej i potrzebującej miłości.

Lęk przed autoprezentacją może być rozsądną reakcją na wiele społecznych sytuacji, ponieważ to, w jaki sposób inni nas postrzegają, wpływa na to, jak będą nas traktować. Niektórzy autorzy twierdzą, że ludzie odczuwający silny lęk przed sytuacjami społecznymi, jednocześnie przejawiają takie cechy, jak: skromność, opanowanie, takt i rzadko wdają się w konflikty. Mogą być postrzegani jako sympatyczni i czerpać z tego korzyści (Leary, Kowalski, 2001). W tym sensie ich lęk i zachowania z nim związane wydają się adaptacyjne, gdyż zapewniają zaspokojenie potrzeb akceptacji, bezpieczeństwa. Z drugiej strony w tym samym czasie inne potrzeby tych osób mogą pozostawać niezaspokojone, na przykład potrzeba autonomii, określenia swoich granic. Wydaje się, że istotne jest, które potrzeby w danym momencie są ważniejsze i jako pierwsze domagają się zaspokojenia.

Baśń o lęku ma pozytywne zakończenie. Co spowodowało zmianę w bohaterach? Zarówno Viola, jak i Ryś, zaczęli odczuwać wzruszenie. To wzruszenie pojawiło się w odpowiedzi na dostrzeżenie swoich prawdziwych, głęboko ukrytych odczuć i wyzwoliło w nich radość życia. To taki rodzaj wzruszenia, jaki często odczuwają pacjenci, gdy podczas terapii zidentyfikują wreszcie swój lęk i kryjące się pod nim potrzeby – miłości, bezpieczeństwa, bliskości. Stają się wtedy gotowi, aby wyjść na zewnątrz – poza swoje więzienie (Bogudał-Borkowska, 2017, s. 49). Osoby, które doświadczają przemocy fizycznej, dostrzegając w końcu swój lęk i ucząc się empatii dla siebie, stają się silne, aby wyjść z sytuacji przemocy, zawalczyć o siebie. Dostrzeżenie lęku staje się mechanizmem adaptacyjnym, który motywuje do zmiany, ale zawsze musi się zacząć od powiedzenia sobie, że „mam prawo się bać”. To tak, jakbym stawał się dorosłym towarzyszącym zalęknionemu dziecku. Dorosłym, który traktuje ten strach poważnie i mówi: „widzę, że się
boisz, zrobię wszystko, by ci pomóc”.

Zakończenie

Kończąc swoje rozważania na temat lęku, chciałabym przywołać postać, która pokazuje, że gdy człowiek dociera do swojej wewnętrznej siły, niejednokrotnie kryjącej się pod lękiem, może dokonać niezwykłych rzeczy. William Kamkawamba wychował się w trudnych warunkach afrykańskiej, biednej wsi. Wydawałoby się, że znalazł się w sytuacji bez perspektyw. Choć bardzo chciał chodzić do szkoły, rodzina nie miała pieniędzy na to, by mógł się dalej kształcić. Miał jednak wsparcie mądrego, kochającego i silnego ojca. Kamkawamba miał marzenie, które chciał zrealizować – dostarczyć prąd dla mieszkańców wioski i zbudować wiatrak.

Ilustracje z książki bibliotecznej podsunęły mi pomysł, głód i ciemność stały się źródłem inspiracji i tak wyruszyłem w tę niezwykłą, długą podróż. Jednego się nauczyłem i będę się tym kierował: Jeśli chcesz dojść do czegoś, wystarczy spróbować (Kamkawamba, Mealer, 2010).

W kontekście poruszanego w tym artykule zagadnienia: jeśli pozwolimy zaistnieć przykrym odczuciom, takim jak lęk, kolejnym krokiem będzie odkrycie potrzeb, jakie są pod nimi ukryte i w ten sposób pojawi się możliwość ich zaspokojenia. To z kolei sprawi, że nasze zaufanie do samych
siebie oraz samoocena zaczną wzrastać. Warunkiem jest empatia do własnych odczuć oraz empatia i zrozumienie drugiej osoby (Bogudał-Borkowska, 2017, s. 15).

Joanna Bogudał-Borkowska – psycholożka i psychoterapeutka psychodynamiczna, pracuje w szpitalu oraz prywatnym gabinecie w Warszawie.