Metaumiejętności w pracy z przemocą

Adam Chojnacki

Metaumiejętności to więcej niż wiedza i narzędzia psychologiczne przydatne w pomaganiu. To nastawienie do pracy i drugiej osoby, styl pracy, wartości, którymi się kierujemy, w końcu sposób używania narzędzi, a nie one same w sobie. To te jakości kształtują naszą postawę, która ma decydujące znaczenie dla pomagania w obszarze przemocy. Przyjrzyjmy się więc pracy pomagacza z tej strony.

Unikalny styl stosowania młotka

Amy Mindell w swojej książce Metaumiejętności – o sztuce terapii (1996) opisuje tę koncepcję, definiując je jako nastawienie emocjonalne terapeuty do świata i ludzi, jego postawę wobec innych, wobec swojej pracy, zdolność do świadomego wykorzystywania swoich doznań emocjonalnych
w praktyce, dla dobra klienta, w relacji z nim. Są to umiejętności posługiwania się umiejętnościami (stąd przedrostek meta-). To sposób i styl, w jaki używamy technik terapeutycznych przynależnych do danej teorii czy modalności, w ramach której pracujemy, czy szerzej – styl, w którym pomagamy, niezależnie od roli zawodowej, w jakiej jesteśmy. Tego samego narzędzia wszyscy używają trochę inaczej, z innym nastawieniem, podejściem, atmosferą.

„[…] ‘metaumiejętności’ to nie tylko emocje i doznania, których doświadczamy jako terapeuci, ale przede wszystkim sposób wykorzystania naszych doznań w praktyce. Wymaga to od terapeuty poddania własnych przeżyć świadomemu oglądowi, aby dostrzec i spożytkować uczucia, które w nim powstają” (Mindell, 1996, s. 24).

Najważniejsze z metaumiejętności opisywanych przez Amy jako przydatne w praktyce terapeutycznej to: współczucie, umysł dziecka, mobilność uwagi i umiejętność swobodnego podążania za procesem, zaufanie do procesu, bycie twórczym, odwaga czy otwartość na nieznane. Takich metaumiejętności można by wymieniać bardzo wiele; niektóre są nam bliższe, naturalne, inne mniej. Część z nich jest na pewno bardzo istotna dla pracy z nadużyciami i przemocą.

Badanie własnych doświadczeń oraz wielokrotne towarzyszenie klientom w odzyskiwaniu kontaktu z własnym wewnętrznym obrońcą sprawia, że pewne z tych postaw stają się dla nas coraz bardziej oczywiste, zrozumiałe i bliskie emocjonalnie, z czasem stając się naszym naturalnym nastawieniem wobec klientów, wobec wszystkich ról i postaci, w jakich przejawia się ich doświadczenie, ale także wobec zjawiska przemocy samej w sobie. Kształtowanie i rozwijanie metaumiejętności wymaga praktyki zawodowej, możliwości korzystania ze swojego doświadczenia życiowego, ale też gotowości do głębokiego poznawania siebie i umożliwienia sobie bycia autentycznym na swój unikalny sposób. W przypadku wielu profesjonalistów (szczególnie terapeutów) wiąże się to także z przechodzeniem własnego procesu terapeutycznego oraz superwizyjnego. Amy Mindell we wspomnianej książce pisze, że „nad metaumiejętnościami można pracować i rozwijać je w podobny sposób, w jaki pracuje się nad sobą w każdej dziedzinie twórczości albo praktyki duchowej” (Mindell, 1996, s. 28). Inaczej można by powiedzieć, że to bardziej odkrywanie swojej najgłębszej natury i jej związku z otaczającą rzeczywistością niż usilne trenowanie – jak w przypadku konkretnych narzędzi, które stosujemy.

Kiedy myślałem o tym, jak najprościej i najtrafniej zdefiniować metaumiejętności na potrzeby artykułu, przypomniała mi się pewna wypowiedź klientki, która niedawno miała spotkanie z pracownikiem socjalnym zakładającym „Niebieską Kartę”. Podczas gdy wiele osób narzeka na
trudne doświadczenie w zderzeniu z funkcjonariuszami, urzędnikami, procedurami i formularzami, ta kobieta powiedziała, że w trakcie spotkania po raz pierwszy poczuła się uznana ze swoim cierpieniem, a kiedy wspólnie przechodziły przez kolejne strony NK, miała poczucie ciepłego i współczującego towarzyszenia jej przez pracownika. W tej atmosferze kolejne punkty bezdusznego formularza stawały się dla niej okazją do nazwania nienazwanych dotąd cierpień, do poczucia, że ktoś jest przy niej obecny i stoi po jej stronie nawet wtedy, gdy zajmuje się formalnościami. „Niebieska Karta” jest narzędziem i to bardzo konkretnym, niczym młotek. Znajomość procedury i jej stosowanie to umiejętność używania narzędzia, ale to, w jaki sposób pracownik socjalny się nim posłużył, tworząc atmosferę spotkania, nawiązując naturalnie relację, dając poczucie zrozumienia i uznania, jak wykorzystał rubryki w tabelce, by życzliwie nazywać doznawane cierpienia, to już jest metaumiejętność.

Poniżej wymieniam kilka możliwych do wyodrębnienia metaumiejętności czy aspektów postawy wobec osób uwikłanych w przemoc, które w tej pracy wydają się niezwykle pomocne. Ich granice i definicje są nieostre, podział umowny, związany raczej z wnioskami z praktyki niż z twardych badań empirycznych. Mam jednak nadzieję, że okażą się inspiracją do rozwijania świadomości swojej postawy i osobistego stylu pracy.

Jednoczesność siły i słabości

W kwestiach związanych z przemocą siła i słabość tworzą podstawową polaryzację, a istniejąca nierównowaga w tym zakresie daje potencjalną przestrzeń dla zaistnienia przemocy. Silniejszy (fizycznie, psychicznie, ekonomicznie czy mający wyższą pozycję strukturalnie) częściej jest mniej świadomy swojej przewagi i jej konsekwencji – przywilej umniejsza cierpienia, tym samym świadomości. Kiedy czuje się zraniony, zagrożony, w sposób automatyczny sięga po swoją przewagę, by walczyć (niezależnie czy niebezpieczeństwo jest realne, czy wynika tylko z wewnętrznych zniekształceń), a tym samym jest w stanie poważnie zranić swojego „wroga”. Niestety, czasami osoby mające przewagę, jednocześnie mogą odczuwać nierealistycznie poziom zagrożenia i w takiej sytuacji używają nieadekwatnych sił do walki z drugą osobą, nie bacząc na jej granice i dobro. Także osoby powołane do pomagania. Stąd też świadomość swoich zasobów, przewagi i ograniczeń jest kluczowa – z jednej strony jesteśmy narażeni na przekroczenie własnych granic, ale też istnieje duże ryzyko, że nieświadomi swojej przewagi i motywów, nadużyjemy jej, naruszając dobro klienta. Przy czym świadomość swojej siły i przewagi sama w sobie nie jest wystarczająca. Ważne jest także, by znać swoje intencje i motywacje (znów często nieświadome), bo nawet, gdy znam swoje obszary przewagi, nadal mogę, tym razem już bardziej celowo, wykorzystywać je, by wygrać, rozegrać sytuację wedle swoich potrzeb, zmanipulować drugą osobę.

Warto więc nieustannie pytać siebie, jakie są nasze mocne strony, gdzie tkwi nasza siła, odwaga, jaką w danym momencie mamy przewagę w relacji, z jakich narzędzi korzystamy i jaki wpływ na to ma druga osoba. Z drugiej strony – z czym związana jest nasza słabość, delikatność, wrażliwość – jakie są nasze lęki, ograniczenia, deficyty, z jakimi aspektami przemocy nam najtrudniej. Na przykład sami możemy mieć problemy ze stawianiem granic albo zwyczajnie bać się pewnego typu osób – i warto o tym wiedzieć, by nie podejmować się wyzwań grożących tym, że sami poczujemy się nadużyci.

Wiąże się to z zagadnieniem rang, czyli zestawów przywilejów i zasobów, które mamy w różnych obszarach, a które decydują o tym, jak wchodzimy w relacje z innymi. Warto przybliżyć najistotniejsze ich rodzaje – możemy mieć przewagę fizyczną (która wydaje się zwykle oczywista i widoczna), ale też psychologiczną (np. związaną z umiejętnościami komunikacyjnymi, zdolnością do regulacji emocji, rozumieniem innych i ich funkcjonowania, zdolnością do mentalizacji, poczuciem własnej wartości, pewności, asertywnością, umiejętnością bezpiecznego prowadzenia konfliktów itp.) czy rangę społeczną (m.in. pozycja zawodowa, pochodzenie, wiek, płeć, posiadana władza i uprawnienia, sieć znajomości). Przy czym dynamika rang zmienia się ciągle, inna jest w każdej relacji i w każdym momencie. Dziś ja mogę być silniejszy, jutro ty w podobnym obszarze. Często jest tak, że kiedy jedna strona jakiegoś konfliktu nadużywa swojej rangi w jednym obszarze, druga osoba kontratakuje, sięgając po swoją wyższą rangę z innego obszaru.

Na przykład ktoś korzysta ze swojej wyższej pozycji społecznej, by nas upokorzyć i wskazuje naszą „gorszość”, a my sięgamy po naszą przewagę w obszarze psychologicznym i „demaskujemy” jego kompleks, ośmieszając jego niedojrzałość. W tym przypadku obie strony, zwykle nieświadomie, nadużywają przewagi w jakichś obszarach, zwracając ją przeciwko relacji. Pamiętajmy jednak, że każdą przewagę możemy użyć dla relacji lub przeciwko relacji. Jeżeli na przykład spotykamy się z osobą stosującą przemoc, ona nas straszy i umniejsza kompetencjom, to możemy wykorzystać swoją siłę spokoju do tego, żeby przybrać zimną protekcjonalną postawę obronną i sprawiać, że klient będzie się czuł coraz bardziej zawstydzony albo możemy zachowywać spokój pełen życzliwości i cierpliwie zapraszać do wspólnej refleksji nad jego sytuacją.

Dla mnie najistotniejszą cechą tej metaumiejętności jest jednoczesność. To znaczy, że cały czas mamy pełen kontakt ze swoją siłą, ale też z wrażliwością. Szczególnie w kontakcie z osobami uwikłanymi w przemoc to bardzo istotne, ponieważ często w jednym momencie w jednej osobie mieszają się doświadczenia z roli ofiary i z roli sprawcy, a my potrzebujemy uważnie traktować te doświadczenia z jednej strony współczuciem, z drugiej stanowczością granic. Z tej jednoczesności rodzą się takie wrażenia i jakości w kontakcie jak np. „miękka siła”, „życzliwa konfrontacja” czy „wytrwała wrażliwość”.

Historia własnych doświadczeń

Niezwykle istotna jest również świadomość własnej historii nadużyć i obecnej perspektywy, która jest przez nie kształtowana. Nie ma właściwie możliwości, by nie mieć choćby kilku doświadczeń we wszystkich rolach z pola przemocy w swojej osobistej historii. Zastanawiajmy się więc, w jaki sposób sami w przeszłości byliśmy uwikłani w przemoc? Kiedy byliśmy ofiarą nadużycia, kiedy byliśmy jego sprawcą, kiedy milczącym świadkiem czy wchodziliśmy w inne role? Musimy sobie szczerze odpowiedzieć na pytanie, jak te doświadczenia wpływają na nas teraz, jakich nas ukształtowały, jakie w związku z tym reprezentujemy wartości i perspektywę na świat. Jak sobie z tym poradziliśmy? Czy w związku z tym bliżej nam do doświadczenia archetypowego Zranionego Uzdrowiciela czy raczej nieuspokojone reakcje popychają nas do nieświadomych odegrań? Czy zbudowało to w nas rozumiejącą wrażliwość, czy trwamy w lęku, poczuciu winy lub chęci zemsty? Jak te doświadczenia wpływają na naszą pracę, na wspomniane wyżej zasoby i ograniczenia? Jak czujemy się w polu przemocy? Czy możemy względnie spokojnie towarzyszyć naszym klientom, czy może ich opowieści wywołują w nas fale bolesnych, intruzywnych wspomnień?

Własne traumatyczne doświadczenia, kiedy są nieopracowanym psychologicznie bólem, niezagojoną raną, mogą nam przeszkadzać lub wręcz uniemożliwiać pracę w tym obszarze. Sprawiają, że wpadamy w wiele typowych dla pracy z przemocą pułapek. Gdy jednak rana jest zagojona, staje się blizną – pamięcią przechodzenia procesu zdrowienia, trudne doświadczenia stają się uspokojonym,
poddanym refleksji wspomnieniem, które daje wiedzę, a nie skłania już do szukania pocieszenia, schronienia, zemsty, triumfu, męczeństwa czy sądzenia. Staje się naszym przewodnikiem, przepełnia nadzieją i wiarą w możliwość leczenia, daje przede wszystkim wiedzę i wrażliwość dotyczącą tego, jak to jest być w samym środku cierpienia, staje się bazą dla szczerego zaangażowania i współodczuwania.

Zrozumienie i sprzeciw

Owo życzliwe współczucie dla wszystkich swoich doświadczeń przekłada się również na zrozumienie i współczucie dla wewnętrznych doświadczeń naszych klientów. By pomagać im w wychodzeniu z pętli przemocy, potrzebujemy rozumieć znaczenie każdej z ról, które przejawiają się w ich przeżyciu, także „sprawcy” czy „biernego świadka”. Reprezentują one doświadczenia, które potrzebują być zrozumiane, uznane, odkryte i przetransformowane w bardziej bezpieczne wzorce. Nie da się pracować nad zmianą wewnętrzną osoby stosującej przemoc bez uznania jej wciąż obecnego doświadczenia jako ofiary, którą prawie na pewno była w przeszłości, nie możemy też oburzać się i pozbawiać pomocy osoby doświadczającej przemocy, kiedy i ona czasem wybucha agresją czy nie chroni dzieci.

Temu współczuciu musi jednak towarzyszyć stanowcze NIE dla przemocy. Zrozumienie nie oznacza usprawiedliwienia i akceptacji stosowania przemocy. Ta postawa jest jak trzymanie kogoś za rękę w geście towarzyszenia i jednoczesne mocne przytrzymywanie na granicy, na przekroczenie której nie mamy przyzwolenia. To unikanie sztywnych postaw obronnych otwiera nam możliwość do pracy nad
budowaniem zarówno empatii, jak i uznania granic w naszych klientach.

Orientacja w przestrzeni nadużyć

Inna kwestia związana z rozpoznaniem w sobie i w kliencie różnych ról i aspektów doświadczenia przemocy wiąże się ze specyficzną świadomością tego, „z kim w naszym kliencie teraz rozmawiamy”. W jakim stanie obecnie znajduje się osoba, z którą rozmawiam? Czy wysyłane przez nią sygnały wskazują na to, że obecnie bliżej jej do „Ofiary” czy do „Sprawcy” czy może „Zbawiciela”, „Mściciela”? Osoby uwikłane w przemoc często wpadają na zmianę w skrajne doświadczenia. Z chwili na chwilę osoba może zachowywać się zupełnie inaczej, co często powoduje dezorientację u pomagaczy. Kiedy nasz klient przed chwilą płakał jak małe skrzywdzone dziecko, a teraz w zasadzie grozi nam, dewaluuje, to jak mamy się zachować? Na co i jak reagować?

Kiedy zdajemy sobie sprawę, że różne aspekty doświadczenia przemocy uwewnętrzniają się w naszych umysłach, często jako dość niepowiązane wzorce zachowania i odczuwania, które do tego mają właściwość do przełączania się poza naszą kontrolą, łatwiej nam mieć dobrą orientację w tej przestrzeni zranienia. Utrzymując gotowość do właściwych reakcji wobec każdej z ról, możemy adresować nasze emocje, wypowiedzi, gesty i postawę w sposób adekwatny, sprawiając, że nasz klient czuje się zauważony w każdym swoim aspekcie. Adekwatność reakcji jest tym łatwiejsza, im lepiej rozumiemy skąd się biorą te różne role, jak się poprzez nie doświadcza, czego się wtedy potrzebuje. Możemy uważniej słuchać klienta i reagować, wiedząc, że nie ma nic dziwnego w tym, że w jednej i tej samej chwili potrzebuje np. naszego wsparcia i opieki (z roli ofiary) oraz poczucia mocy i kontroli (z roli sprawcy). Takie zauważanie, rozumienie i podejmowanie dialogu z wieloma różnymi, pokawałkowanymi doświadczeniami naszych klientów ma wymiar głęboko terapeutyczny. Sprawia, że osoba może poczuć się bardziej całością, uwzględniona w swojej złożoności, często też w takich wymiarach, w jakich do tej pory była marginalizowana, odrzucana, karana.

To trochę tak, jakbyśmy wchodzili do wewnętrznego świata klienta, i niczym na deskach teatru, stajemy pośród wielu aktorów, których nosi w sobie druga osoba. Każdy z tych aktorów reprezentuje inne doświadczenia. Każdy mówi i zachowuje się wobec nas inaczej. Także my mamy każdemu co innego do zaoferowania. Świadome trwanie w swojej pozycji terapeutycznej i odpowiadanie wszystkim rolom adekwatnie do ich intencji jest podstawą dialogu uwzględniającego całość osoby klienta. Dobra orientacja w tej przestrzeni, często dość chaotycznej, przepełnionej ekstremalnymi emocjami i zniekształceniami, pozwala nie zgubić kontaktu z drugą osobą – co jest tym ważniejsze, że wiele osób uwikłanych w przemoc sama ten kontakt utraciła.

Uważność i delikatność

Kiedyś zapytałem osoby, z którą pracowałem, co jej się kojarzy z bezpieczeństwem. Jej odpowiedź zapadła mi w pamięć, bo opowiedziała o swojej pierwszej terapeutce, z którą pracowała, gdy wychodziła z toksycznego związku. Przychodziła do tej terapeutki do dość obskurnej i zimnej placówki publicznej, ale kiedy tylko siadali razem w pokoju, to czuła się nagle jak w ciepłej przestrzeni, wypełnionej puchowymi poduszkami. To było jej pierwsze w życiu doświadczenie poczucia bezpieczeństwa w relacji pełnej uważności i delikatności. Niezależnie od rozważań nt. dziecięcych pragnień, fantazji czy przeniesienia tej osoby, z punktu widzenia tematu artykułu ważne jest to wrażenie w kontakcie. Właśnie to uczucie ta osoba zapamiętała najbardziej i wspomina jako
najbardziej leczące dla siebie, niezależnie od tego, jakich narzędzi używała terapeutka. Ta atmosfera wynikała właśnie z jej autentycznej postawy, metaumiejętności.

Obszar nadużyć bywa jak pole minowe i bardzo łatwo kogoś zranić, a wtórna wiktymizacja jest częstym zjawiskiem w tej pracy. Trzeba uważać na wszystkie granice, nawet te ledwie wyczuwalne w kontakcie. Tym bardziej, że osoby uwikłane w przemocowe relacje, z doświadczeniem traum interpersonalnych w przeszłości, mają ogromne problemy z ich wyczuwaniem, określaniem, sygnalizowaniem i bronieniem. Każdy najmniejszy feedback klienta potrzebuje być wzięty pod uwagę i zasługuje na odpowiedź. Zjawisko granic pomiędzy ludźmi, tych fizycznych i tych psychologicznych jest zresztą niesłychanie złożone i ciekawe. Są zmienne, nieoczywiste, czasem tak subtelne i mało widoczne, że wyostrzanie wszystkich swoich zmysłów i wewnętrznych „czujników” wydaje się konieczne dla zachowania bezpieczeństwa. To właśnie na tych granicach odbywa się kontakt, wyczuwalna jest żywa obecność.

Podróżowanie między światami

Jeszcze jedna rzecz może mieć duży wpływ na kształtowanie naszej postawy i przytomnego bycia z klientem. Chodzi o pewną świadomość poziomów, na których widzimy naszego klienta i jego doświadczenie. Na każdym z nich zajmujemy się trochę czymś innym. Zależnie od różnych konceptualizacji można ich wymieniać różną liczbę. Odniosę się do tych, które w pracy z przemocą mogą mieć największe znaczenie: Świat wewnętrzny klienta – to najbardziej osobisty, podmiotowy wymiar naszej pracy. Poznajemy klienta jako osobę, jego myśli, uczucia, wspomnienia, subiektywne odbieranie rzeczywistości. To też wymiar najbardziej eksplorowany w różnych formach psychoterapii, natomiast zbyt często ignorowany przez różnego rodzaju służby, kiedy poprzez formalizację kontaktu zapominamy, że każdy inaczej doświadcza tych samych wydarzeń. Tutaj pracujemy z klientem nad zrozumieniem, uznaniem i ewentualną transformacją jego wewnętrznych doświadczeń. Przyjmujemy ten wewnętrzny świat takim, jakim jest – choć może być pełen zniekształceń wynikających z doświadczenia przemocy, zupełnie inny od naszego. Podejmujemy z nim dialog, który może zmniejszyć cierpienie.

Świat zewnętrzny, aktualna sytuacja klienta – ten poziom dotyczy bardziej rzeczywistości otaczającej naszego klienta, uwzględniającej jego otoczenie, poziom bezpieczeństwa, jego sieć społeczną, możliwości i ograniczenia itp. Będąc uważnym na tym poziomie, zastanawiamy się nad działaniami interwencyjnymi, koniecznością wdrożenia procedur, zaangażowania innych osób czy służb. Zapewniamy bezpieczeństwo klientowi, jego rodzinie. Kierujemy się regulacjami prawnymi. Ten kontekst, odwrotnie niż poprzedni, zbyt często nie jest brany pod uwagę przez terapeutów, szczególnie działających poza instytucjami, kiedy np. podejmują terapię zaburzeń lękowych lub depresji u osoby aktualnie doświadczającej przemocy, bez podejmowania interwencji na rzecz jej przerwania.

Kontekst lokalny – obejmuje myślenie systemowe w szerokiej perspektywie. To próba ciągłego badania wpływu innych osób, rodziny, znajomych czy środowiska lokalnego na doświadczenie i sytuację klienta. Czy rodzina i otoczenie wspierają osobę, czy podtrzymują przemoc? Czy lokalne otoczenie oferuje odpowiedni poziom pomocy? Czy lokalne zwyczaje i tradycje mają znaczenie dla występowania przemocy, czy ich wpływ jest wyczuwalny i obecny w naszej relacji z klientem? Jak brać je pod uwagę i uwzględniać jako istotne czynniki tworzące całą sytuację?

Procesy społeczne – najbardziej „niewidzialny” poziom naszego doświadczenia; jest jak powietrze, którym oddychamy, a o którym na co dzień w ogóle nie myślimy. To zwłaszcza kontekst kulturowy, polityczny, gospodarczy, rozwój cywilizacyjny, który realnie na nas wpływa cały czas, kształtuje przekonania na temat przemocy, kształtuje naszą pozycję, decyduje o tym, czy jesteśmy wykluczani, czy lepiej traktowani. Sytuacja polityczna może nasilać wrogość i poziom agresji w społeczeństwie, a ustanawiane przepisy są wyrazem aktualnej umowy, która decyduje o tym, co możemy sobie nawzajem robić, a czego nie. Które grupy społeczne mają teraz więcej przywilejów, a które mniej i są bardziej zagrożone przemocą…

Pracując z osobami uwikłanymi w przemoc, potrzebujemy uważności obejmującej wszystkie te poziomy, po których warto dość sprawnie się poruszać. To swoboda poruszania się po nich daje nam możliwość widzenia osoby od wewnątrz, ale też w szerokim systemowym kontekście oraz ułatwia plastyczność naszych interwencji adresowanych do tych wszystkich kontekstów.

Przejrzystość

W pewnym momencie naszego rozwoju zawodowego poszerzająca się świadomość złożoności sytuacji pomagania sprawia, że czujemy się w tym zagubieni, niekompetentni. Wielość czynników, które trzeba brać pod uwagę, procesów, których potrzebujemy być świadomi zaczyna nas zwyczajnie przytłaczać niczym starożytny labirynt. Na szczęście z czasem, kiedy powstaje wewnętrzna świadoma postawa wobec zjawiska przemocy, przestrzeń nadużycia, choć pełna cierpienia, staje się w pewien sposób przejrzysta. Wewnętrzna gotowość do adekwatnych reakcji pozwala swobodniej poruszać się wraz z klientem po różnych jego doświadczeniach, dbać o nie i wspierać wychodzenie z tej przestrzeni.

Wtedy też niezależnie czy przeprowadzamy interwencję, czy prowadzimy psychoterapię, czy razem z klientem przechodzimy przez prawne procedury i uczymy poruszania się po nich – łatwiej nam podejmować potrzebne do zdrowienia role i towarzyszyć wszystkim aspektom osoby klienta. To bardzo pomocne.

BIBLIOGRAFIA:
Mindell A. (1996). Metaumiejętności, Nuit Magique, Warszawa.

_____________________________________

Adam Chojnacki – psycholog, certyfikowany specjalista oraz superwizor w zakresie przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Pracuje w Punkcie Interwencji Kryzysowej w Sopocie i prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną i szkoleniową.