Trzeba wyważyć różne dobra

Anna Staszewska

Niebieska Linia nr 3 / 2002

Z Beatą Pawlak-Jordan - seksuologiem z Fundacji "Dzieci Niczyje" rozmawia Anna Staszewska

   - Jak często zdarzają się przypadki molestowania seksualnego dzieci?

   - Niestety, mamy tu do czynienia z ogromną ciemną liczbą. Przede wszystkim dlatego, że dzieci często nie mówią, iż są molestowane seksualnie. Tak się dzieje z wielu powodów - bo to był ktoś bliski i więzi emocjonalne z nim są zbyt silne, żeby ujawnić fakt molestowania, bo istnieje strach przed rozpadem rodziny. Dochodzi też obawa przed stygmatyzacją społeczną, obawa przed tym, jak zareaguje policjant, prokurator, sąsiadka, pani w szkole, inne dzieci itd. Obawa przed tym, że dziecko zostanie źle ocenione. A nawet jeśli dzieci już mówią, to dorośli z reguły nie bardzo wiedzą, co z tą wiedzą robić i sprawa się rozmywa. Zdarza się też, że nawet jeśli sprawa wychodzi na światło dzienne, to dorośli boją się uwikłać dziecko w procedurę prokuratorsko-sądową i w efekty traumy, której dziecko może doznać.

   - Jakie dzieci najczęściej padają ofiarą wykorzystywania seksualnego - czy można mówić, że są to dzieci w określonym wieku, chłopcy czy dziewczynki?

   - Nie da się na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie. Ale jeśli chodzi o wiek dziecka to rzeczywiście istnieje tu pewna korelacja, związana z fazą rozwoju psychoseksualnego dziecka. W przypadku dziewczynek jest to wiek przedszkolny, kiedy kształtuje się intensywnie ich rola płciowa i kiedy uczą się bycia dziewczynkami. W tym właśnie okresie są bardzo ufne, otwarte, szukają dobrego wzorca męskiego, odtwarzają role. Nie przypuszczają, że cokolwiek złego może je spotkać. Drugi okres w życiu dziewczynek, kiedy są bardziej narażone na przemoc seksualną, to okres dojrzewania. Tu działa inny czynnik, związany z atrakcyjnością seksualną - przemiana dziewczynki w kobietę. Od strony psychologicznej i prawnej to wciąż jest dziecko, ale jednocześnie to dziecko staje się atrakcyjne seksualnie.
   Chłopcy zaś w sposób szczególny narażeni są na molestowanie seksualne ze strony mężczyzn w fazie homofilnej, a więc w młodszym wieku szkolnym, kiedy silnie zaczynają utożsamiać się ze swoją płcią. Poszukują wtedy wzorców męskich, chcą się identyfikować z mężczyznami, chcą się z nimi "kolegować". Tacy chłopcy mogą stać się łatwym łupem.
   Statystycznie, najczęściej wykorzystywane są dziewczynki przez mężczyzn, a następnie chłopcy przez mężczyzn, potem dopiero chłopcy przez kobiety i dziewczynki przez kobiety.

   - A jeśli chodzi o sprawców - kim są?

   Na pewno znacznie częściej są to mężczyźni niż kobiety. Chociaż co do kobiet - sprawczyń przemocy seksualnej, to myślę, że mało wiemy o tym zjawisku. Ciemna liczba jest chyba jeszcze większa ze względu na stereotyp matki, kobiety i większe przyzwolenie społeczne na to, co kobieta może wobec dziecka. Poza tym jeśli to jest relacja matka - dziecko, to w tej relacji pozostaje mniej miejsca, w którym dziecko jest bez matki. Więc trudniej jest do niego dotrzeć. Kiedy pracowałam w Zakładzie Seksuologii, przychodzili do mnie dorośli mężczyźni z lękami homoseksualnymi, ale nie będący hemoseksualistami, którzy w dzieciństwie byli uwodzeni przez swoje matki.
   Dlaczego osoba dorosła dopuszcza się zachowań seksualnych wobec dziecka?
   Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zacząć od elementarnego podziału sprawców. Pierwsza grupa to osoby preferujące dziecko jako partnera seksualnego, czyli, u których występuje pedofilia. Druga grupa to osoby, które podejmują zachowania seksualne wobec dziecka zastępczo. Powody tego mogą być różne, często są to ludzie z zaburzeniami osobowości, głównie o osobowości dyssocjalnej, bądź o osobowości niedojrzałej, dla której dziecko jest adekwatnym psychologicznie partnerem. Są też takie, u których występuje frustracja potrzeby seksualnej, niskie poczucie własnej wartości, zła internalizacja norm dotyczących życia społecznego oraz funkcji i roli dziecka w społeczeństwie. Przy sprzyjających okolicznościach, często po alkoholu, te normy puszczają i następuje realizacja potrzeby seksualnej. Są też osoby, które mają negatywne doświadczenia z kobietami ważnymi w ich życiu, jak matka albo siostra, czy kobietami odrzucającymi ich jako partnerów seksualnych. Dziecko wydaje się tym osobom bezpiecznym partnerem seksualnym, który nie oceni, nie wyszydzi, nie wyśmieje. Czynnikiem ryzyka zarówno po stronie sprawcy, jak i ofiary, jest występowanie upośledzenia umysłowego. Osoba upośledzona umysłowo słabo odracza potrzebę seksualną i trudno jest jej znaleźć partnera. Dlatego często jej ofiarą pada dziecko.

   - Zwykle jest to osoba znana dziecku i wybierająca zawód, który zapewni jej dostęp do dzieci.

   - Tak, zdecydowanie częściej jest to ktoś z rodziny lub osoba znana dziecku. Mamy też do czynienia z tendencją do szukania zawodu bądź rodzajów aktywności, które dadzą takim osobom możliwość dostępu do dzieci - a więc harcmistrz, nauczyciel, instruktor tańca, pedagog czy na przykład ksiądz. Na taką prawidłowość wskazują moje doświadczenia z kilkuletniego opiniowania sądowo-seksuologicznego w sprawach sprawców molestowania seksualnego dzieci.

   - Oprócz izolacji osoba wykorzystująca seksualnie dzieci wymaga też terapii. Ale czy uzdrowienie jest w ogóle możliwe, skoro chodzi o wrodzone skłonności seksualne?

   - Nie ma sposobu, aby komuś zmienić preferencje seksualne. To oczywiste. Terapia służy więc temu, żeby dana osoba nauczyła się kontrolować swoje impulsy seksualne i zaspakajać je w inny, nie krzywdzący nikogo sposób. Często jest to terapia skojarzona, czyli psychoterapia połączona z farmakoterapią, która jest nastawiona na obniżenie poziomu popędu seksualnego poprzez podawanie antyandrogenów. Chodzi więc o obniżenie poziomu libido. W ramach terapii uczy się sprawcę odróżniać czynniki ryzyka, które sprawiają, że nie jest on w stanie powstrzymać impulsu seksualnego i podejmuje tego typu zachowania.
   Prawdę mówiąc, jeśli chodzi o terapię sprawców w Polsce, to powiedzmy szczerze po prostu jej nie ma. W wielu krajach istnieją zamknięte ośrodki, a sprawcy daje się możliwość wyboru pomiędzy pozbawieniem wolności a podjęciem terapii. U nas takiej możliwości nie ma.

   - U nas nie ma ani przymusu, ani możliwości.

   - I mimo, że ci ludzie bardzo potrzebują terapii, nie mają na nią szans. Po odbyciu kary wychodzą na wolność i po pewnym czasie wracają do tego, co robili. Recydywa, jeśli chodzi o pedofili preferencyjnych, jest bardzo wysoka. Terapia ambulatoryjna, którą gdzieniegdzie w Polsce się oferuje, jest daleko niewystarczająca. Kiedy pracowałam ze sprawcami przemocy seksualnej miałam poczucie ogromnej frustracji i tego, że moja praca jest nieefektywna. To powinien być - przynajmniej na początku - zamknięty ośrodek, w którym przez 24 godziny na dobę pacjent ma dostęp do swojego, czy też dyżurującego terapeuty. A jedna wizyta raz w tygodniu jest po prostu bez sensu.

   - Czy wielu sprawców poddaje się takiej terapii?

   - Różnie to bywa. Z moich doświadczeń wynika, że duża część sprawców zgłaszających się do terapeuty, to osoby, które właśnie coś przeskrobały i chcą dostać zaświadczenie, że podjęły leczenie. Jeżeli osoby te zauważają, że mogą mieć korzyść z samej terapii, to ją podejmują. Są też tacy sprawcy, którzy mają tak duże poczucie winy, że muszą o tym z kimś porozmawiać. Dlatego w wielkim przerażeniu przybiegają do poradni. Ale tych jest zdecydowanie mniej. Są też tacy, którzy już trafili do zakładu karnego i wiedzą, czym to się kończy i jak będą traktowani przez współwięźniów następnym razem. To działa jak tzw. terapia awersyjna i sprawia, że są oni zmotywowani, żeby coś ze sobą zrobić i już więcej nie trafić do więzienia. Są też sprawcy kierowani przez kuratorów czy sądy w ramach przedterminowego zwolnienia z zakładu karnego, ale oni są tylko tak długo w terapii, na ile to było konieczne, żeby uniknąć dalszych kłopotów. To dla nich nakaz, nie ma tu ich własnej, wewnętrznej motywacji do zmiany. Z reguły trudno więc ich "zakotwiczyć". Zresztą z tego typu pacjentami sprawa jest bardzo trudna, ponieważ uruchamiają oni - szczególnie na początku terapii - bardzo silne mechanizmy obronne i kiedy one opadają, to zostaje też sporo bólu i poczucia, że jestem nie w porządku. Ludziom bardzo trudno jest się z tym skonfrontować. To niezwykle bolesny i trudny proces. Dlatego stworzenie ośrodków leczenia dla sprawców przemocy seksualnej, które byłyby ośrodkami całodobowymi i świadczącymi realną pomoc, jest bardzo potrzebne. Ale na razie mimo, że wszyscy mówimy, iż istnieje taka potrzeba, nic się nie dzieje.

   - Czy w Polsce w ogóle nie ma takich miejsc?

   - Ja takich nie znam.

   - A inne, w których sprawca przemocy seksualnej mógłby uzyskać pomoc?

   - Są seksuolodzy, mający kwalifikację do pracy ze sprawcami przemocy seksualnej, ale jest ich w Polsce około stu. Realnie, ze sprawcami pracuje ich jeszcze mniej. Jest też trochę psychologów, którzy uczą się pracować z tymi osobami. Ale to ciągle bardzo mało. Nigdzie w Polsce nie powstały grupy dla sprawców przemocy seksualnej. A terapia grupowa jest bardzo ważna. My, jako Fundacja "Dzieci Niczyje", staramy się zapraszać specjalistów z zagranicy i psychologów z innych ośrodków.

   - Jeśli już dochodzi do terapii i sprawca jest odpowiednio zmotywowany, to jak długo ona trwa?

   - Długo. Wszyscy sprawcy, których prowadziłam, w sposób efektywny pozostawali w terapii przez kilka lat, a niektórzy powinni być w tej terapii do końca życia. Na początku terapia jest regularna i bardzo intensywna. Po jakimś czasie, kiedy człowiekowi dzieją się w życiu różne rzeczy, na przykład stracił pracę, ma różnego rodzaju kryzysy, rozszedł się z żoną i tak dalej, powinien mieć on możliwość kontaktu z terapeutą, w miejscu, o którym wie, że w każdej chwili zastanie tam chętna do pomocy osobę. Terapia jest długa i rozłożona w czasie - jeśli chodzi o sprawców preferencyjnych. Natomiast jeśli chodzi o osoby, które ujawniają zachowania seksualne wobec dzieci z powodów zastępczych, terapia jest skoncentrowana na problemie osiowym, z którego dane zachowanie wynika. Wtedy jest onakrótsza.

   - Można więc powiedzieć, że jeśli chodzi o pomaganie w przypadku sprawców przemocy seksualnej wobec dzieci, to jesteśmy jeszcze w trzecim świecie. W jakim kraju pomoc ta świadczona jest w stopniu wystarczającym?

   - Jeśli chodzi o pomoc dla dzieci ofiar przemocy, to myślę, że mamy coraz lepiej wykwalifikowaną kadrę, jest nas coraz więcej, coraz więcej jest też takich miejsc jak nasze. My się od siebie coraz więcej uczymy, dzielimy się doświadczeniami, jeździmy na szkolenia. Rozmawiając ze specjalistami z Francji, Danii, USA czy Belgii nie mam poczucia, żebyśmy byli w tyle, gdzieś w trzecim świecie. Myślę, że oferujemy dobrą, profesjonalną pomoc. Tyle, że tych ośrodków jest ciągle mało i system prawny nie do końca jest taki, jaki powinien być. Ale działamy też na rzecz tego, żeby go zmienić - uruchamiamy lobbing. Natomiast jeśli chodzi o sprawców przemocy seksualnej, to mam wrażenie, że jesteśmy jeszcze absolutnie w powijakach. Na pewno warto czerpać wzorce z z Oklahomy w USA, gdzie istnieją ośrodki zamknięte, i gdzie sprawca musi wybrać, czy decyduje się na więzienie czy na terapię.

   - W Oklahomie jest tak, iż mieszkańcy są informowani, że w pobliżu zamieszka osoba skazana za pedofilię. Przypominam sobie też wydarzenia z Wielkiej Brytanii i Włoch, kiedy to gazety zaczęły drukować listy osób skazanych za pedofilię. W przypadku jakiejś osoby doszło do błędnej identyfikacji, w innym do samobójstwa. Co Pani o tym sądzi?

   - To jest bardzo trudne. Nie można chyba mieć jednoznacznego zdania w tej sprawie. Z jednej strony dzieci mają prawo do ochrony, a z drugiej sprawca przemocy seksualnej po odbyciu kary ma prawo do normalnego życia.

   - U nas z kolei jest odwrotnie - wyrok skazujący ulega zatarciu i taka osoba może nawet wrócić do pracy z dziećmi.

   - Myślę, że operujemy na dwóch różnych skrajnościach. To, z czym my, pracownicy Fundacji "Dzieci Niczyje", często się stykamy i co jest dla nas dużym problemem, to wyważenie różnego rodzaju dóbr. Jeśli pedagog, który wykorzystywał seksualnie dzieci, do momentu skazania prawomocnym wyrokiem sądu w dalszym ciągu pracuje i uczy je to jest nie w porządku. Natomiast z drugiej strony pojawia się pytanie w jaki sposób chronić te dzieci i co robić, żeby były bezpieczne, ale żeby jednocześnie nie zostały naruszone prawa człowieka do obrony. Wyobraźmy sobie sytuację, że podejrzenie o wykorzystywaniu seksualnym było bezpodstawne, a człowiek stracił pracę, rzuciła go żona, zostawili przyjaciele... Ja sobie przypominam taką sytuację. To trudne. Nie umiem znaleźć odpowiedzi na to. Gdybym umiała, byłabym bardzo mądrym człowiekiem. Myślę, że powinniśmy przede wszystkim posługiwać się etyką i prawem chronienia każdej osoby, która jest w naszej orbicie zainteresowania. Każda z tych stron ma swoje prawa. My pomagamy dzieciom i powinniśmy je chronić. Z drugiej strony są inne organizacje, które pomagają osobom oskarżonym w procesie karnym.

A.S.