Jak zakładnicy

Anna Staszewska

Niebieska Linia nr 4 / 2003

Rozmowa z Piotrem Pawłowskim, prezesem zarządu Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji

Jakie są główne obszary naruszeń praw osób niepełnosprawnych?

Gdyby ktoś mnie zapytał, czy w naszym kraju przepisy dotyczące praw osób niepełnosprawnych są dobrze skonstruowane, odpowiedziałbym "tak". Mamy całkiem dobre przepisy dotyczące osób niepełnosprawnych. Nie funkcjonują one jednak w jednej ustawie, tak, jak jest to np. w Stanach Zjednoczonych; u nas są one rozproszone w różnych aktach prawnych. Najważniejszą jest dla nas ustawa o zatrudnieniu i rehabilitacji społecznej osób niepełnosprawnych. Mamy tylko jeden problem - brakuje egzekucji prawa. Przepisy są często łamane i nie grożą z tego powodu żadne sankcje. Weźmy dla przykładu prawo budowlane, które dotyczy przede wszystkim osób mających problemy z poruszaniem się. Okazuje się, że prawo to w wielu przypadkach jest łamane, omijane i w rezultacie budynki nie są przystosowane do osób niepełnosprawnych.

Czy chodzi o koszty budowy?

Jeśli weźmiemy pod uwagę koszty budowy nowego budynku, to koszty adaptacji, dostosowania do potrzeb osób niepełnosprawnych są minimalne, rzędu jednego procenta całej inwestycji. A jeśli coś już jest wybudowane lub wyremontowane, to poprawianie tego tak, aby mogło służyć również osobom niepełnosprawnym, pociąga za sobą duże nakłady finansowe, na które nikogo nie stać.

Może chodzi więc o brak świadomości?

Można zrzucić to na karb niewiedzy: albo architekci są tak słabo wyedukowani, albo inwestorzy nie przestrzegają tego, jak powinny być budowane obiekty. Z drugiej strony pokazuje to też słabość środowiska osób niepełnosprawnych, które jest kiepsko zorganizowane, rozproszone i nie dba o swoje interesy.

Wiem, że był Pan orędownikiem wprowadzenia w naszym kraju ustawy o niepełnosprawnych.

Przez długi czas myślałem, że wprowadzenie takiej ustawy będzie antidotum na segregację osób niepełnosprawnych, zapobiegnie dalszej dyskryminacji i tworzeniu swoistego getta. Ale jeśli tych przepisów nie da się wyegzekwować... Przede wszystkim trzeba zmienić świadomość społeczną, świadomość naszych parlamentarzystów, którzy w dużej mierze decydują o sytuacji osób niepełnosprawnych. Oni muszą zdawać sobie sprawę, że w naszym kraju żyją osoby niepełnosprawne i z jakimi problemami się borykają. Dotyczy to również władz samorządowych, urzędników itd. W Polsce przybywa osób niepełnosprawnych i nie da się ich zatrzymać w domu. One zaczną wychodzić, będą chciały normalnie funkcjonować i trzeba będzie im stworzyć do tego warunki.

Miarą dojrzałości demokracji jest sposób, w jaki traktowane są osoby należące do mniejszości i grup dyskryminowanych. Nam jeszcze daleko do takiej demokracji, raczej raczkujemy.

Z powszechnego spisu ludności przeprowadzonego w 2002 roku wynika, że w Polsce mieszka blisko 5,5 mln osób niepełnosprawnych. Ponad 4 mln to osoby uznane prawnie za osoby niepełnosprawne, posiadające stosowne orzeczenie. Reszta nigdy o takie orzeczenie się nie starała. Pięć i pół miliona to ogromna rzesza ludzi, którzy chcą za wszelką cenę jakoś w tym kraju funkcjonować. I nie mówię tu tylko o osobach z uszkodzeniami narządów ruchu, ale też o osobach niewidomych, niesłyszących itd. Nikt nie zdaje sobie sprawy, jakie problemy mają na przykład osoby o niskim wzroście, dla których problemem jest nawet sięgnięcie do telefonu. Mam przyjaciół, którzy opowiadają, że dla nich dostęp do świata osoby wysokiej jest prawie niemożliwy. Dla nich nawet wsiadanie do autobusu to prawdziwy dramat. Ja mieszkam na parterze w domu, który mógłby być dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych, ale tak nie jest, bo prawo budowlane mówi, że jeśli na wyższych piętrach nie mieszkają osoby niepełnosprawne, to nie trzeba montować windy. I nie mogę odwiedzić przyjaciół mieszkających na drugim piętrze, bo nie wjadę tam wózkiem. Innych moich przyjaciół, którzy dostali mieszkanie w nowym bloku, też nie mogę odwiedzić, bo aby dostać się do windy, najpierw musiałbym pokonać dziesięć schodków. Nie myśli się o tym, żeby osoba niepełnosprawna mogła uczestniczyć w życiu społeczeństwa. Sądzę, że gdyby ustawa o niepełnosprawnych miała wejść w życie, to powinna zakładać nie tylko edukację społeczną, obalanie mitów i stereotypów, ale przewidywać też sankcje, które z całą surowością byłyby stosowane, gdyby ktoś postępował niezgodnie z przepisami. W Stanach Zjednoczonych nikt nieuprawniony nie zaparkuje samochodu w miejscu przeznaczonym dla niepełnosprawnego kierowcy. Nie dlatego, że Amerykanie są tak bardzo wyedukowani, ale dlatego, że za to dostaje się jeden z najwyższych mandatów. Być może u nas powinno być podobnie, może powinniśmy wychowywać poprzez karanie? Do "Integracji" przychodzi mnóstwo listów od osób niepełnosprawnych (w ubiegłym roku było ich 7 tysięcy), w których skarżą się m.in., że ich miejsca parkingowe są stale zajęte przez samochody sprawnych kierowców. I co można zrobić? Można wezwać straż miejską czy policję, ale dla osoby niepełnosprawnej jest to trudne. Nie chodzi wcale o przywileje, ale o wyrównanie szans.

W terminologii praw człowieka funkcjonuje określenie pozytywnej dyskryminacji, które oznacza, że w różnych dziedzinach życia osoby należące do mniejszości czy z jakiegoś powodu upośledzone mogą liczyć na pewne preferencje mające na celu wyrównywanie ich szans w społeczeństwie. Taka praktyka jest dobrze znana Stanom Zjednoczonym.

W Stanach Zjednoczonych słowo integracja było początkowo zarezerwowane dla integracji czarnych z białymi. Oni mają dobrą tradycję w tym zakresie. Integracja społeczna to właśnie to, co powinno się u nas dokonać. Z tego też powodu nasze Stowarzyszenie nosi nazwę Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji, wydajemy pismo "Integracja", mamy też swój program telewizyjny o tej samej nazwie. Nasze działania służą integracji osób niepełnosprawnych z osobami sprawnymi. Z jednej strony chcemy edukować osoby sprawne, z drugiej zaś dostarczać wiedzy osobom niepełnosprawnym o tym, jak mogą lepiej funkcjonować w życiu. Sam spotykając się z ludźmi, często widzę, jak czują się zażenowani i nie wiedzą, jak się zachować wobec człowieka na wózku. W naszym społeczeństwie w ogóle funkcjonuje swoisty lęk przed niepełnosprawnością, który nasze Stowarzyszenie stara się przełamywać.

Bycie osobą niepełnosprawną musi budzić frustrację, czasem nawet agresję w stosunku do otaczającego świata i ludzi. Czy mamy w tej sytuacji do czynienia z jakimiś specyficznymi problemami?

Na problem przemocy w środowisku osób niepełnosprawnych trzeba spojrzeć wieloaspektowo. Po pierwsze, jako na przemoc rodziny wobec osoby niepełnosprawnej, ale i odwrotnie. Osoba niepełnosprawna może tak "urozmaicić" życie rodzinie, że wszyscy jej członkowie będą mieć powyżej uszu tej niepełnosprawności. Z drugiej strony rodzina, często nieświadomie, może uczynić z osoby niepełnosprawnej zakładnika. Wchodzimy tu w problem nadopiekuńczości, ludzie - niejednokrotnie w dobrej wierze - starają się pomagać np. niepełnosprawnemu dziecku i ich nadopiekuńczość staje się wręcz elementem przemocy. Przemocy, która nie pozwala tej osobie funkcjonować normalnie w społeczeństwie, realizować swoich pasji, zainteresowań itd. Często także sami niepełnosprawni wykorzystują swoją niepełnosprawność i wtedy cały świat staje się ich zakładnikiem; są tak kłopotliwi, roszczeniowi, że trudno z nimi wytrzymać. Z drugiej strony zdarza się, że osoba niepełnosprawna jest dosłownie więziona w czterech ścianach. Spotyka się to zwłaszcza na wsiach, gdzie wszelką inność traktuje się, jak coś wstydliwego, jak karę bożą. Osoba niepełnosprawna ma wprawdzie zapewnione warunki bytowe, ale jedyne czym może się zajmować - to obsługiwanie pilota od telewizora. Zdarza się, że przemoc wobec osób niepełnosprawnych wynika z braku wiedzy. Znam chłopaka, który cierpi na porażenie mózgowe, jego wygląd i sposób zachowania odbiegają od tzw. normy. Pewnego razu trafił do izby wytrzeźwień, ponieważ jego zachowanie sugerowało, że jest pijany. A on po prostu tak wyglądał i tak się poruszał. Czasami ta przemoc jest niezamierzona, a czasami świadoma, niezwykle wyrachowana, uniemożliwiająca normalne funkcjonowanie.

Ofiarom przemocy często trudno bronić się przed agresorem, nie potrafią egzekwować swoich praw, przebrnąć przez procedury policyjne i sądowe. W przypadku osób niepełnosprawnych to musi być jeszcze trudniejsze.

Problem przemocy dotyczy w równej mierze i osób sprawnych, i niepełnosprawnych. Kiedy robiłem program telewizyjny o więzieniach dla osób niepełnosprawnych, ktoś się zdziwił, że niepełnosprawni popełniają przestępstwa, że trafiają do zakładów karnych. Jest spora grupa osób niepełnosprawnych osadzonych w zakładach karnych i jest kilka więzień do tego przystosowanych. Niepełnosprawni to normalni ludzie. Mogą być wspaniałymi przyjaciółmi, ojcami, matkami, ale mogą też być przestępcami i sprawcami przemocy. Oni niczym szczególnym, poza swoją niepełnosprawnością, nie wyróżniają się.

W archiwum "Gazety Wyborczej" znalazłam pokaźną liczbę artykułów o stosowaniu przemocy wobec dzieci w placówkach dla osób niepełnosprawnych. Dotyczyło to przemocy fizycznej, psychicznej i molestowania seksualnego stosowanych przez wychowawców, lekarzy albo przez współmieszkańców, ale za aprobatą personelu domów.

To duży problem, bo dzieci niepełnosprawne, osoby chore psychicznie czy upośledzone umysłowo są zupełnie bezbronne wobec takiego zachowania. Ich niepełnosprawność wręcz sprzyja wykorzystywaniu i krzywdzeniu. Najgorsze jest to, że w takich domach pracują zdrowe, dorosłe osoby, które wykorzystują bezradność niepełnosprawnych dzieci. Z drugiej strony przykre jest, że dzieci niepełnosprawne w ogóle trafiają do takich miejsc. Pokazuje nam to pewien obraz naszego społeczeństwa - w dobrych warunkach materialnych, wśród rodziny, osoba niepełnosprawna jakoś funkcjonuje, ale gdy trafi do ośrodka, czuje się jak w przechowalni, bo - oprócz opieki, placówki te nie mają im nic do zaoferowania. Życie w takim miejscu ewidentnie spycha je na margines. Gdybym nie miał mądrych rodziców, pewnie też bym trafił do takiego ośrodka i moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej.

Przerażające jest również to, że stosowanie przemocy wobec osób niepełnosprawnych, szczególnie chorych psychicznie czy upośledzonych, gwarantuje dużą bezkarność.

W dodatku te sprawy, które do nas docierają, to prawdopodobnie niewielki odsetek, bo takie osoby nie pójdą do sądu, szczególnie, że wiele spośród nich z uwagi na rodzaj niepełnosprawności pozbawionych jest takich praw, są ubezwłasnowolnione. W ich otoczeniu musiałby się znaleźć ktoś, kto taką sprawę poprowadzi, a to nie jest proste, ponieważ wchodząc w otwarty konflikt z kimś z personelu domu, nadal muszą w nim mieszkać. Są tam jak zakładnicy.

Dziękuję za rozmowę.

Z Piotrem Pawłowskim, prezesem zarządu Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji INTEGRACJA i redaktorem naczelnym pisma "Integracja", rozmawiała Anna Staszewska