Patriarchat jako źródło przemocy

Wojciech Kruczyński

Niebieska Linia nr 1 / 2004

Postaci rycerskiego obrońcy, domowego tyrana i gwałciciela na pierwszy rzut oka mogą wyglądać na całkowicie różne, są jednak elementami tego samego pojęciowego porządku.

Podczas grupowych zajęć dla kobiet z ośrodka kryzysowego zaproponowałem temat do rozważań: "Jak na początku znajomości zorientować się, czy mężczyzna będzie bił?". Widząc lekką konsternację, zapytałem o powód. "Przecież wszyscy faceci biją" - brzmiała zgodna odpowiedź.

Ta reakcja postawiła sens dalszego prowadzenia zajęć pod znakiem zapytania. Aby się upewnić, że dobrze słyszę, zapytałem: "Czy ja też biję swoją partnerkę?", na co usłyszałem: "Tak, ty też". Spróbowałem na chwilę postawić się w ich sytuacji. Oto przychodzi na zajęcia mężczyzna, który bije kobiety i tłumaczy im, co zrobić, aby nie zostać pobitym. Trzeba więc wysłuchać, co ma do powiedzenia i przejść nad tym do porządku dziennego. Nie ma sensu protestować, bo reakcją mężczyzny na sprzeciw jest kara.

Na pytanie, skąd wynika ich przeświadczenie, większość kobiet od-powiedziała, że nie spotkały się z mężczyznami, którzy nie biją. Bił dziadek, bił ojciec lub brat. Niekoniecznie to one były bite, ale wyrastały w atmosferze przemocy. Oczywiście, ich przekonanie było też mechanizmem obronnym - bo skoro wszyscy biją, to nie jest moją winą, że trafiłam na takiego faceta. Inne kobiety nie mają wcale lepiej niż ja. Niezależnie jednak od tego, skąd brała się ich postawa, jedno jest pewne: uniemożliwia ona związanie się z normalnym mężczyzną i uporządkowanie swojego życia po wyjściu z ośrodka. Biorąc pod uwagę częstą pasywność tych kobiet i kompletną nieznajomość sygnałów ostrzegawczych u nowo poznanego mężczyzny, można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że znów wejdą w związek przemocowy i ich historia zatoczy tragiczne koło.

Pan i władca

Podporządkowywanie kobiet mężczyznom jest w naszym społeczeństwie czymś tak powszechnym, że je trudno zauważyć - jak powietrze. Tym, którzy je zauważają, wydaje się często zjawiskiem naturalnym i wrodzonym. W rzeczy samej, wiele teorii "naukowych" powstało, by tę zależność udowodnić. Niższa inteligencja, brak zdolności abstrakcyjnego myślenia czy zgoła nieobecność niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania części mózgu kobiet były udowadniane z takim nakładem sił i środków, że przypominało to gorączkowe zacieranie śladów na miejscu przestępstwa. Obraz kobiety jako istoty uległej, słabej i nieracjonalnej tworzony był w trakcie budowania społeczeństwa obywatelskiego i tym sposobem stał się, przyjmowanym za oczywistość, jednym z jego fundamentów. W tworzeniu takiego wizerunku najważniejszą rolę odgrywała rodzina, wyznaczając kobiecie już od najmłodszych lat miejsce podległe w stosunku do mężczyzn.

Rodzina patriarchalna to miejsce, gdzie uświęconym obyczajem mężczyzna kontroluje życie żony i dzieci. Domaga się obsługiwania go, określa sposoby, w jakie domownicy mają spędzać swój czas oraz wymierza kary, często fizyczne, za niestosowanie się do jego zasad. Na tym gruncie następuje bardzo wczesne zróżnicowanie ról, jakie w patriarchalnej rodzinie przypadają synom i córkom. Chłopcy nagradzani są za pewność siebie, nieokazywanie emocji i chęć do rywalizacji. Nagradzani są też za okazywaną agresję. Władczy ojciec, mimo że oficjalnie może wyrażać dezaprobatę dla agresywnych zachowań syna, w rzeczywistości jest z nich zadowolony, co dziecko niezawodnie wyczuwa. Za okazywanie słabości chłopiec jest karany i, co ważne z naszego punktu widzenia, używane są wtedy wobec niego określenia takie jak "baba". To, co w nim najgorsze, czego u siebie nie lubi, jest kojarzone z cechami kobiecymi. Tak uczy się chłopca niechęci do cech żeńskich, a w konsekwencji pełnego wyższości stosunku do kobiet.

Patriarchalna tresura sprawia, że w wieku dojrzałym mężczyna reaguje agresją na sytuacje konfliktowe i z góry zakłada, że kobieta powinna tej agresji ulegać. W większości wypadków ta władcza postawa jest jedynie pozorem - w rzeczywistości jest warunkiem własnego poczucia wartości, zaszczepionym przez ojca. Każdy więc ruch, wymierzony w istniejący, patriarchalny porządek, odczuwa on jako atak na siebie samego i zgodnie z wymogami tego porządku musi zareagować agresywnie. Natomiast wobec silniejszych od siebie mężczyzn będzie reagował strachem i posłuszeństwem - a wstyd wywołany tym sposobem, będzie rekompensował sobie przemocą wobec słabszych i podległych jego woli.

Mężczyzna, bijąc swą żonę i dzieci, powtarza schemat zaszczepiony przez ojca, usprawiedliwiając swą agresję faktem, że skoro on pod takimi rządami "wyszedł na ludzi", to jego bliscy także innej drogi nie mają. Jednym słowem, w maltretowaniu rodziny wyraża się brak pewności siebie u mężczyzny-chłopca, który nie zna innego sposobu potwierdzenia własnej wartości. Oczywiście, własne porażki wychowawcze tłumaczone są przez niego zgubnym wpływem matki, za co jest także konsekwentnie karana.

Tak oto przeprowadziliśmy nitkę od patriarchalnego wychowania chłopca do sytuacji, w której przemoc jest akceptowanym środkiem przymusu wobec najbliższych. Jak w takim razie owo wychowanie wpływa na rozwijającą się kobietę?

Kuchta lub księżniczka

W przeciwieństwie do chłopca, dziewczynka ma być uległa, wrażliwa i piękna. W patriarchalnej rodzinie najczęściej przeznaczane są jej dwie role: pomocy domowej, w której naśladuje ona matkę i uczy się, że odpowiednim dla niej zajęciem jest usługiwanie głowie rodziny oraz królewny, w której ojciec upatruje wszelkich cech, których nie posiada już żona. Drugi przypadek jest o tyle niebezpieczny, że w sytuacji eskalacji agresji może prowadzić do seksualnego molestowania dziecka. Jeśli granice dziecka nie są respektowane, to w życiu dorosłym ich odczuwanie może być mocno zaburzone. W efekcie taka osoba może mieć spore trudności z odróżnianiem, kiedy jej prawa już zostały naruszone i może wplątywać się w sytuacje łatwo rozwijające się w kierunku przemocy.

Brak krańcowych doświadczeń w rodzaju molestowania nie oznacza jeszcze, że dziewczynka nie odczuje negatywnych skutków patriarchalnego wychowania. Jej rolą jest bycie grzeczną i miłą dla otoczenia. Agresywne reakcje spotykają się z potępieniem. Zabawy chłopców, w których można ćwiczyć sprawność, ocenę sytuacji czy umiejętność walki, są dla niej niedostępne. Mile widziane są natomiast zabawy, które przygotowują ją do bycia żoną i matką - czyli zabawy w dom, rodzinę, gotowanie posiłków i upominanie dzieci, żeby były cicho, kiedy tata czyta gazetę. Już tylko z tego przykładu widać, że umiejętność obrony własnych praw zostaje na tym etapie znacznie upośledzona.

Entuzjaści kobiecej bezradności potrafią stosować imponujące myślowe ekwilibrystyki, żeby tę bezradność przedstawić jako wartość pozytywną. Czy nie spotkałaś się z jakąś wersją poglądu, że kobieca uległość i męska agresywność to jakieś elementy porządku natury? Bezradność to twoja kobieca powinność. Chcesz być wyniesiona ponad innych? Udaj, że w kącie pokoju zobaczyłaś mysz i wskocz na stół z piskiem. Chcesz, by twoje granice były respektowane? Otocz się silnym męskim ramieniem. Ten sposób myślenia sprawia, że w pojęciu wielu mężczyzn granice kobiety mieszczą się wewnątrz granic jej partnera. Postaci rycerskiego obrońcy, domowego tyrana i gwałciciela na pierwszy rzut oka mogą wyglądać na całkowicie różne, są jednak elementami tego samego pojęciowego porządku.

Dyskryminacja

Patriarchalna rodzina jest częścią większego systemu. Opiewana, zarówno przez poprzedni, jak i obecny system, stała się wartością samą w sobie. W wyniku tego problem bitych żon i dzieci odszedł w cień. Ukuty przez teoretyków termin "przemoc domowa" pomógł skutecznie w zaciemnianiu sprawy, odwracając uwagę od sprawcy. Dla wielu autorytetów społeczeństwa ważne jest, żeby przetrwała rodzina - osobiste koszty jej członków nie są już takie ważne. Dlatego nawet te kobiety, które wychowywały się w rodzinach partnerskich, nie są wolne od wpływów patriarchatu. Jest on obecny w szkołach, kulturze, mediach i w obowiązującej religii.

Szkoła, mimo że w większości sfeminizowana, gorliwie wdraża stereotypowe role, stosownie do nich różnicując stawiane przed dziećmi zadania i ferowane według tych zadań oceny. W bajkach dla najmłodszych dzieci daje się już zauważyć wyraźny podział na dzielnych śmiałków i czekające na nich z utęsknieniem nagrody w postaci żon, bojących się ciemności i myszy. Klasyczna bajka o Kopciuszku, na której wychowały się miliony dzieci, prezentuje wizerunek kobiety, która czeka, szorując gary, aż przyjdzie jakiś mężczyzna i "coś z nią zrobi". Największy melodramat wszechczasów "Przeminęło z wiatrem" pokazuje, że kobietę zdobywa się siłą - jeśli nawet protestuje, to tylko po to, by pokazać, że nie jest pierwszą lepszą. Skutecznie potwierdza to przekonanie mężczyzny, że wybrana kobieta staje się jego własnością i może on używać wszelkich środków, aby to udowodnić.

Osobnym zjawiskiem jest reklama, która z konieczności bazując na gustach jak najszerszej publiczności, tym samym precyzyjnie je odzwierciedla. Kobiety przedstawiane są najczęściej jako osoby, które zajęte są głównie makijażem, czesaniem się i myciem, albo jako gospodynie, dla których szczytem szczęścia jest poprawne upranie koszuli dla męża. Intelekt kobiet jest zwykle w reklamach pomijany, za wyjątkiem przypadków, gdy trzeba pokazać jak wielkimi są idiotkami. To służy, rzecz jasna, znękanym mężom, którzy dzięki temu mogą wyrwać się niezauważeni na piwo. Ten wzorzec relacji małżeńskiej gładko przyswajany jest przez dzieci, które są najmniej krytycznymi, a jednocześnie bardzo licznymi odbiorcami reklam i błędne koło zaczyna się coraz szybciej obracać. Tu jest miejsce na wyrażenie zdumienia działalnością psychologów, których obecność w świecie reklamy stała się niezbędna, a którzy z zadziwiającą łatwością umywają ręce od konsekwencji własnych psychomanipulacji.

Podobne skutki może wywoływać obowiązujący system religijny, którego oczkiem w głowie jest rodzina z tradycyjnym podziałem ról. Pamiętam, jak dawno temu, na lekcji religii, zapytałem księdza, dlaczego kobiety nie mogą być kapłanami. Katecheta wyjaśnił, że w ten sposób zagrożona zostałaby tajemnica spowiedzi, bo kobieta, ze swą wrodzoną skłonnością do plotkowania, natychmiast podzieliłaby się z koleżankami tym, co usłyszała w konfesjonale. Tego błyskotliwego wywodu słuchało kilkanaście dziewcząt jako prawdy objawionej. Jakie zadania mogły potem sobie wyznaczyć w życiu religijnym, skoro nie były zdolne do zrozumienia sensu sakramentu? Kobiecie w katolickiej religii pozostaje rola służebnicy, która ofiarnie miłuje nawet swojego wroga, albo rola kusicielki. Adam miał wygodnie i ciepło w raju, dopóki nie pojawiła się Ewa i nie namówiła go do grzechu. To już wyraźna wskazówka, jak powinno się rozłożyć odpowiedzialność za cielesne występki mężczyzny.

Smutne konsekwencje

Nic dziwnego, że w takim klimacie w najlepsze funkcjonują rozmaite mity, które narażają kobiety na dyskryminację i przemoc. Dyskryminowane grupy społeczne z reguły wchodzą w swą podległą rolę, przekonywane o jej sensowności. Dziewczynka, wychowana w relacji zależności, może nigdy nie uzyskać świadomości, że jej prawa są łamane - a to oznacza, że jako dorosła kobieta będzie miała trudności z dostrzeżeniem niebezpieczeństwa. Kobiety z ośrodka kryzysowego, pytane o to, w jakich sytuacjach były bite, mówią zwykle: "Wtedy, gdy go zdenerwowałam, gdy nie wykonałam polecenia itd.". Czyli ogólnie: wtedy, gdy zasłużyłam. Oto patriarchalna sprawiedliwość.

Kobiety wychowane w rodzinie patriarchalnej najczęściej więc potulnie wykonują polecenia mężczyzny. Zbyt często były karane za śmiałość, asertywność, agresję, aby teraz nagle zmienić wyuczone zachowanie. Boją się gniewu, boją się krzyku i podświadomie pamiętają, że uległość równa się nagrodzie. A uległość jest właśnie tym, na co liczy napastnik. To druga strona patriarchalnego równania. Z dużym prawdopodobieństwem wychował się on w podobnej rodzinie i wszystkie metody przymusu ma w małym palcu. Bezbłędnie rozpoznaje osoby, które będą z nim grały w jego ulubioną grę: zaspokajanie własnych żądz bez względu na koszty. Oczywiście, bez względu na koszty ofiary.

Na zajęciach z kobietami zagrożonymi przemocą proponuję kwestionariusz Gavina deBeckera do wykrywania wczesnych zagrożeń, opublikowany w jego książce "Dar strachu". Zawiera on listę 30 zachowań, które charakteryzują mężczyzn skłonnych do agresji w przyszłości. Służy do testowania niedawno poznanych partnerów. Kobiety bez doświadczeń przemocy czasem podkreślają w nim jedno, dwa zachowania. Traktują to jako sygnał, że decyzję o pozostawaniu w związku z takim mężczyzną trzeba ponownie przemyśleć. Kobiety, które mają za sobą lub pozostają w związku z bijącymje partnerem, podkreślają prawie wszystkie zachowania, traktując większość z nich jako zachowania zupełnie niewinne! Oznacza to z jednej strony zaburzoną zdolność do odczuwania własnych granic, a z drugiej wielką i niezaspokojoną potrzebę opieki, miłości i akceptacji ze strony mężczyzny. Największe zdumienie kobiet nieodmiennie budzą te punkty testu, które wskazują na wysoką potrzebę kontroli u mężczyzny, np. "Czy na początku znajomości mężczyzna starał się przyspieszyć naturalny bieg wydarzeń, proponując przedwcześnie bliższy związek, zamieszkanie razem lub ślub? Czy oczekuje, że związek będzie trwał wiecznie, używa określeń: do grobowej deski, na zawsze, bez względu na wszystko?". Odbierane jest to przez kobiety jako dowód zainteresowania i gorących uczuć, co dowodzi, że patriarchalny porządek zrównuje opiekę z kontrolą. Niezwykle trudno jest im odróżnić jedno od drugiego - to jedna z głównych przyczyn nieświadomego wchodzenia w nowe związki przemocowe albo niewchodzenia w związki w ogóle.

Jak widać, ze spotkania dwojga ludzi, wychowanych na patriarchalnych wzorcach, kobieta zwykle wychodzi poszkodowana. Mimo że oboje są w pewnym sensie ofiarami systemu, pozostaje goły fakt brutalnego skrzywdzenia jednej osoby przez drugą, do którego to punktu nieuchronnie sprowadził obie strony ten sam patriarchalny porządek. Uświadomienie i przezwyciężenie tego wpływu powinno być jednym z pierwszych zadań, jakie stoją przed ośrodkami kryzysowymi.

Po trzecich z kolei zajęciach na temat patriarchalnych wzorców i ich wpływu na zawierane w dorosłym życiu związki, ponownie spytałem grupę kobiet: "Czy wszyscy mężczyźni biją kobiety?". Odpowiedź była trochę inna niż poprzednio: "No, może nie wszyscy. Ale większość". Czy mogę to uznać za sukces? Sam nie wiem.

W.K.