Zbrodnie z bezradności

Małgorzata Pomarańska

Niebieska Linia nr 2 / 2004

Są kraje, w których problem dzieciobójstwa nie istnieje, a edukacja seksualna, świadomość kobiet i tolerancja społeczna są na tak wysokim poziomie, że nie notuje się w ogóle takich przypadków. W Polsce dokonał się ogromny postęp w porównaniu z okresem międzywojennym. Ale problem wciąż istnieje.

Potocznie słowo dzieciobójstwo rozumiane jest jako uśmiercenie dziecka poniżej 18. roku życia. Dla potrzeb artykułu ograniczę to pojęcie tylko do uśmiercania noworodków. Takie zawężenie wynika z naszych regulacji prawnych, w myśl których zabicie starszego dziecka traktowane jest jak zabójstwo.

Trochę historii

Zabijanie nowo narodzonych dzieci towarzyszyło ludzkości od najdawniejszych czasów, różny był natomiast stosunek prawa i etyki do tego zjawiska. W niektórych epokach traktowano je zupełnie neutralnie i nie przewidywano żadnych kar za taki czyn, czasami było ono wręcz pożądane. Niektóre kultury dzieciobójstwo bardzo piętnowały.

Robin Baker w książce "Wojna plemników" wysunął dość atawistyczną teorię, wskazując jako przyczynę tego zjawiska naturalny sposób planowania rodziny. Jego zdaniem, jeśli w okresie ostatnich trzech miesięcy ciąży w znaczny sposób pogorszyła się sytuacja w najbliższym otoczeniu kobiety, mogło to doprowadzić do zabicia nowo narodzonego dziecka1). Jeśli kobieta w danej chwili nie czuła się bezpiecznie i chciała odsunąć decyzję o wychowaniu dziecka na później, uśmiercała je. Zdaniem autora, również w sytuacjach trudnych, kiedy kobieta nie mogła wyżywić swojego potomstwa, zabijała młodsze dzieci, aby móc wychować starsze. Praktyki takie zaobserwowano wśród ludzi prowadzących koczowniczy tryb życia, np. u Eskimosów, którzy są bardzo mocno związani z naturą i ich życie zależy od jej kaprysów.

W niektórych społecznościach względy zdrowotne czy estetyczne decydowały o tym, że dzieci były uśmiercane. W Sparcie powszechną praktyką było zabijanie czy porzucanie dzieci słabych, chorych i kalekich. Było to społeczeństwo zmilitaryzowane, gdzie panował kult siły i zdrowia. Osoby, które nie pasowały do tego modelu, uważane były za zbędne obciążenie dla systemu, dlatego odmawiano im prawa do życia2).

W starożytności dzieci stanowiły własność rodziców, dlatego mogli oni sprzedać je czy zabić. Dopiero wpływ chrześcijaństwa ukształto-wał pogląd, że dzieciobójstwo jest zbrodnią. W chrześcijaństwie karano zwłaszcza za zabicie dopiero co narodzonego i nieochrzczonego dziecka. Uzasadnienie tego stanowiska wzięło się z przekonania, że nieochrzczone dziecko nie mogło, z woli sprawcy, oglądać królestwa niebieskiego. Wymierzano więc bardzo surowe kary - nawet spalenie czy pogrzebanie żywcem. Z drugiej jednak strony, obyczajowość chrześcijańska potępiała też współżycie pozamałżeńskie, a tym samym i jego skutki w postaci nieślubnych dzieci. Piętnowana była zarówno matka, jak i samo dziecko, które nie mogło nigdy mieć takich samych praw jak jego rodzeństwo "z prawego łoża"3). Doprowadziło to do sytuacji, w której dzieci nie-ślubne były mordowane z obawy przed ostracyzmem społecznym. W Oświeceniu wielu wybitnych myślicieli i prawników zaczęło uznawać tę sytuację za niesprawiedliwą, domagając się złagodzenia sankcji za dzieciobójstwo. Wskazywano na fakt, iż zbrodnia ta popełniana jest najczęściej w obronie honoru, co powinno ją nieznacznie usprawiedliwiać. W rezultacie tych nacisków od XIX wieku wszystkie niemal ustawodawstwa traktowały dzieciobójstwo jako uprzywilejowany typ zabójstwa.

W XX w. do zabijania nowo narodzonych dzieci popychały również względy polityczne, czego przykładem były nazistowskie Niemcy czy komunistyczne Chiny. W najludniejszym kraju świata względy ekonomiczne i demograficzne doprowadziły do wprowadzenia zakazu posiadania więcej niż jednego dziecka (na urodzenie dziecka kobieta musi otrzymać pozwolenie). W tej kulturze posiadanie syna jest dużo bardziej pożądane, ze względu na fakt, iż to na nim ciąży obowiązek zapewnienia rodzicom bezpiecznej starości; nowo narodzone dziewczynki bywają porzucane lub uśmiercane.

Sytuacja w Polsce

W Polsce w czasach rozbiorów przewidziana była łagodniejsza sankcja za zabicie dziecka zaraz po porodzie, było to jednak przestępstwo uprzywilejowane ze względu na fakt, iż nieślubna ciąża przynosiła dyshonor matce i całej jej rodzinie. Tak więc nie tylko matka mogła skorzystać z łagodniejszego wymiaru kary, ale również inni członkowie rodziny. Poza tym sytuacja ta mogła zaistnieć tylko w przypadku ciąży nieślubnej. Nie brano też pod uwagę przeżyć psychicznych rodzącej kobiety.

W okresie międzywojennym stworzono nowoczesny kodeks karny. Nie mógł on tolerować łagodniejszej odpowiedzialności karnej za zabójstwo tylko dlatego, że ciąża była nieślubna. Z punktu widzenia zasad prawa karnego było to nie do zaakceptowania. Faktycznie jednak czasy, w których powstawał nowy kodeks, były bardzo trudne dla Polski. Panował kryzys gospodarczy, brak było za-plecza socjalnego, oświata stała na niskim poziomie, brak było uświadomienia seksualnego. W czasach tych nie można było legalnie usunąć ciąży. Poza tym nieślubna ciąża była bardzo silnie potępiana przez społeczeństwo. Wszystkie te czynniki prowadziły do wysokiego wskaźnika dzieciobójstwa. H. Makarewicz podaje, że w 1924 roku policja wykryła aż 1117 zabójstw noworodków4). Dla porównania w obecnych czasach popełnianych jest około 30 dzieciobójstw rocznie. Na owe czasy był to więc poważny problem społeczny, wobec którego ustawodawca nie mógł pozostawać obojętny. Dlatego też postanowiono złagodzić odpowiedzialność karną, powołując się na aspekty medyczne, na istnienie tak zwanego szoku poporodowego. W uchwalonym w 1932 roku kodeksie karnym znalazł się artykuł 226, który brzmiał: Matka, która zabija dziecko w okresie porodu pod wpływem jego przebiegu, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5. (Obecnie najniższa kara wynosi 3 miesiące).

Ustawodawca wprowadził więc swoistego rodzaju fikcję prawną, utrzymując, że matka znajdująca się w anormalnej sytuacji podczas porodu, powinna odpowiadać łagodniej. Z dobrodziejstwa tego przepisu korzystały jednak wszystkie kobiety, które zabiły dzieci podczas porodu, a sądy nie dociekały prawdziwych przyczyn takiego czynu. Po II wojnie światowej wraz ze wzrostem stopy życiowej oraz postępującą społeczną liberalizacją, liczba dzieciobójstw systematycznie ma-lała. Nieślubna ciąża straciła swój pejoratywny wydźwięk, a samotne matki uzyskały pomoc państwa. W 1956 roku stworzono inną możliwość rozwiązania problemu niechcianej ciąży, legalizując aborcję z przyczyn społecznych. Nie wpłynęło to jednak w sposób znaczący na zmniejszenie się liczby popełnianych dzieciobójstw.

Dopiero w 1997 roku przeredagowano artykuł penalizujący dzieciobójstwo, uwzględniając społeczne przyczyny tego zjawiska. Było to być może podyktowane faktem, że już w tym czasie obowiązywał zakaz aborcji, co budziło obawy, iż problem dzieciobójstwa powróci. Ustawodawca chciał więc rozszerzyć możliwości zastosowania tego przepisu. Nowy przepis łagodził odpowiedzialność karną matki, jeżeli zabiła ona dziecko nie tylko pod wpływem "silnych przeżyć związanych z przebiegiem porodu", ale również jeżeli działała pod wpływem znacznego zniekształcenia dziecka albo w wyniku szczególnie trudnej sytuacji osobistej, w jakiej się znalazła. Takie sformułowanie oczywiście spotkało się z ogromną krytyką społeczeństwa, które nie mogło zaakceptować tak bezpośrednio wypowiedzianej akceptacji dla łagodniejszego karania dzieciobójczyń. Pod wpływem nacisków już dwa lata później, znowelizowano kodeks karny i powrócono do uregulowania z 1932 roku.

Nie sprawdziły się również złowieszcze proroctwa niektórych środowisk, że zdelegalizowanie aborcji z przyczyn społecznych w 1993 roku, spowoduje drastyczny wzrost dzieciobójstwa. W latach 90. i obecnie liczba dzieciobójstw utrzymuje się w granicach od 20 do 40 rocznie.

Dlaczego zabijają?

Jakie są powody, dla których niektóre kobiety decydują się na tak desperacki czyn? Na to pytanie próbował odpowiedzieć m.in. Maciej Tarnawski (1982) Motywacja dzieciobójczyń Zeszyt Naukowy IBPS). Przeanalizował on 62 przypadki dzieciobójczyń, z czego 44 popełniło przestępstwo pod wpływem czynników "socjalno-środowiskowych". Badane kobiety zabijały z różnych powodów, m.in. ze wstydu lub strachu przed reakcją otoczenia, pod wpływem niechęci ojca dziecka, który nierzadko namawiał do usunięcia ciąży, czasami nieślubne dziecko było przeszkodą zawarcia związku małżeńskiego.

Również T. Kolarczyk w książce "Przestępczość kobiet" wskazuje na motywacje, jakimi kierują się niektóre dzieciobójczynie. Po przebadaniu 50 spraw doszedł do wniosku, że w 40 przypadkach kobietami kierowała obawa przed reakcją rodziny, zwłaszcza przed wyrzuceniem z domu, albo strach przed utratą perspektywy życiowej, zwłaszcza możliwości zawarcia w przyszłości związku małżeńskiego. W nielicznych przypadkach kobiety kierowały się obawą przed pogorszeniem się ich sytuacji materialnej5).

Kim są dzieciobójczynie?

Badania6) potwierdzają jedną prawidłowość: dzieciobójczynie to najczęściej kobiety bardzo słabo wykształcone, zazwyczaj z wykształceniem niepełnym podstawowym czy zawodowym. Kolejnym wspólnym elementem jest fakt, że znajdowały się, ich zdaniem, w bardzo trudnej sytuacji materialnej. Często dochód w rodzinach, z których pochodziły, wynosił poniżej 300 zł na osobę. Żadna z badanych przeze mnie kobiet nie miała też stałej pracy ani innych własnych źródeł utrzymania. Wszystkie były utrzymywane przez rodzinę lub partnera, co powodowało ich uzależnienie od tych osób. Większość dzieciobójczyń, z którymi przeprowadzałam wywiad pochodziło z tzw. trudnych domów, w których było sporo problemów z alkoholem i biedą. W każdej z tych rodzin stosowana była przemoc wobec kobiet, zarówno psychiczna, jak i fizyczna.

Charakterystyczny i dość zaskakujący był też fakt, iż większość tych kobiet nie zabijało swojego pierwszego dziecka. Zazwyczaj dzieciobójczynie to kobiety, które mają już dzieci i stałych partnerów lub mężów. Być może właśnie dlatego, świadome odpowiedzialności i problemów, jakie niesie za sobą macierzyństwo, w obawie o pogorszenie się ich sytuacji życiowej - zabijają kolejne dzieci. Burzy to mit, że motywem jest wstyd przed niechcianą ciążą. W przypadku tych kobiet kolejna ciąża na pewno nie zepsułaby ich reputacji, zazwyczaj też kobiety te opowiadały, że na pierwszą ciążę reagowały dość entuzjastycznie, dopiero problemy z dzieckiem i partnerem, bieda i panująca w domu przemoc, wywołała u nich tak silny strach przed kolejną ciążą.

Na pytanie, dlaczego nie usunęły ciąży, często wskazywały na brak pieniędzy oraz na to, że podczas ciąży nie myślały o przyszłości. Zazwyczaj ukrywały fakt ciąży, czekając, aż problem jakoś się rozwiąże. Dopiero moment porodu był chwilą, w której musiały skonfrontować ten fakt z rzeczywistością. Wtedy podejmowały dramatyczne decyzje. Jedna z kobiet zamknęła się w łazience i rodziła w wannie w obawie, aby mąż oglądający w sąsiednim pokoju telewizję, nie usłyszał; inna urodziła dziecko w nocy, a potem udusiła je nogą, starając się przy okazji nie obudzić starszego syna śpiącego z nią w jednym łóżku. Zachowania te były spontaniczne i nieprzemyślane, ale podyktowane strachem przed problemami i reakcją otoczenia.

Na rodzące kobiety mogą też wpływać warunki, w jakich dochodzi do porodu. Ponieważ większość dzieciobójczyń ukrywała fakt ciąży, poród zaskakiwał je w najróżniejszych sytuacjach. Nigdy nie rodziły w szpitalu, najczęściej do porodu dochodziło w domu, w tajemnicy przed otoczeniem, ukrywając się w łazience, w komórce czy gdzieś na dworze. Do trudnych warunków lokalowych dochodził jeszcze paniczny strach, że ktoś usłyszy płacz dziecka. Wszystko to potęgowało irracjonalne zachowanie kobiety.

Ważnym czynnikiem wpływającym na decyzję kobiety była presja osób najbliższych. Naciski rodziny wynikały zarówno ze złej sytuacji materialnej, jak i strachu przed opinią środowiska. Czasami też partnerzy grozili, że jeśli kobieta urodzi dziecko, porzucą ją.

Pani Agnieszka

Wpływ innych osób na zaistnienie przestępstwa dobrze ilustruje przypadek Agnieszki. Pani Agnieszka została skazana za zabójstwo, nie za dzieciobójstwo, ale sąd wymierzył najniższą możliwą karę. Kobieta została skazana na 8 lat pozbawienia wolności za współudział w zabójstwie swojego nowo narodzonego dziecka. Ma 24 lata, jest bezdzietną panną, nie karana, wcześniej nie miała żadnych kłopotów z policją. Ma wykształcenie zawodowe, mieszkała na wsi, miała bardzo trudną sytuację materialną, nie pracowała.

Matka, prowadząca dość barwne życie towarzyskie, mało się nią zajmowała. Ojca nie znała. Z jej relacji wynika, że do 9. roku życia wychowywana była przez babcię, a po jej śmierci trafiła do domu dziecka. Dopiero jako czternastolatka wróciła do domu, gdy jej matka, spodziewając się kolejnego dziecka, wyszła za mąż. Jak wynika z relacji pani Agnieszki, w wieku siedemnastu lat została zgwałcona przez ojczyma, nigdy jednak nie zgłosiła tego zdarzenia.

Dziecko matki jednak zmarło. Gdy matka zauważyła, jakie są relacje między córką a ojczymem, miała o to pretensje do córki. Kiedy pani Agnieszka zorientowała się, że jest w ciąży, była w szoku. Bardzo bała się reakcji matki i ojczyma. Pani Agnieszka zdecydowała się jednak poinformować o tym fakcie rodzinę. Ojczym pobił kilkakrotnie dziewczynę - miał nadzieję, że poroni. Matka natomiast była zła na nich oboje, bała się reakcji środowiska. Zabroniła córce wychodzić z domu i komukolwiek mówić o ciąży. Wiedzili o niej tylko ojczym, matka i najbliżsi sąsiedzi. Dziewczyna próbowała zataić ten fakt przed innymi; nosiła luźne ubrania, ciąża jednak była bardzo widoczna i pomimo tego, że dziewczyna nigdzie nie wychodziła, ludzie domyślili się, że jest w ciąży.

Poród odbył się przed terminem. Agnieszka twierdzi, że rodziła w domu w asyście matki. Ojczym w tym czasie wyszedł. Dziewczyna mówiła, że nie wiedziała, co planuje matka. Zaraz po porodzie matka wzięła dziecko i wyszła z nim, powiedziała, że chce je umyć. Utopiła dziecko w dole kloacznym. Potem wszyscy zachowywali się, jakby nic się nie stało. Dopiero po tygodniu sąsiedzi zobaczyli, że dziewczyna już urodziła i zapytali o dziecko. Gdy usłyszeli, że dziecka nie ma, zawiadomili policję. Miejsce, gdzie były zwłoki, wskazał ojczym. Sam twierdził, że o niczym nie wiedział, żeto zrobiły matka z córką. Matka też się wyparła, zrzucając odpowiedzialność na córkę.

Tylko Agnieszka zmieniała zeznania - raz, broniąc matkę i ojczyma, twierdziła, że zrobiła to sama, innym razem zapierała się wszystkiego. Ojczym został skazany na 2 lata, matka na 13, a córka na 8 lat.

Pani Agnieszka została skazana za zabójstwo, nie za dzieciobójstwo, ale sąd wymierzył najniższą możliwą karę (za zabójstwo grozi od 8 lat do dożywocia). Nie można było zastosować łagodniejszego przepisu o dzieciobójstwie, gdyż tak naprawdę nawet przy dużym uporze sędziów, ciężko doszukać się w tym czynie wpływu porodu na zachowanie sprawczyń. Oczywiście surowszą karę wymierzono matce, która potrafiła idealnie manipulować naiwną i podatną na wpływy córką. Zastanawiające jest natomiast wyjątkowo łagodne potraktowanie ojczyma dziewczyny, który dostał zaledwie 2 lata pozbawienia wolności, mimo że był tak naprawdę sprawcą całej tragedii.

Kara

W polskich sądach dzieciobójczynie traktowane są dość łagodnie. Jeżeli tylko istnieje możliwość zastosowania artykułu o dzieciobójstwie, sąd zazwyczaj wymierza nie więcej niż 2 lata pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary, natomiast kiedy sprawa jest oczywistym zabójstwem, gdzie poród nie odegrał żadnej roli, a czyn był już dużo wcześniej planowany, sąd i tak wymierza karę w dolnych granicach sankcji, około 8 lat pozbawienia wolności.

Przeprowadzone badania utwierdzają mnie w przekonaniu, że artykuł 149 k.k., penalizujący dzieciobójstwo pod wpływem porodu, oparty jest na fikcyjnych założeniach, że nie sam przebieg porodu jest przyczyną, dla której kobieta decyduje się zabić dziecko. Wielu psychologów nie zgodziłoby się z taką tezą, twierdząc, że wytłumaczeniem jest szok poporodowy. W opisanych badaniach to, co nazywamy szokiem poporodowym, to nagły szok wywołany konfrontacją matki z rzeczywistością, której ta nie jest gotowa stawić czoło.

Większość badaczy ma świadomość, że przepisy pozwalające wymierzyć im łagodniejszą karę, są fikcyjne, ale co zrobić z problemem społecznym, jakim jest trudna sytuacja tych kobiet. Wydaje się często, że karanie ich na normalnych zasadach, tak jak innych zabójców, jest niesprawiedliwe. Przecież nie jest winą kobiety, że została porzucona, nie ma środków na utrzymanie dziecka, a ludzie wytykają ją palcami. Zazwyczaj zostaje sama, z ogromnym poczuciem odpowiedzialności za dziecko. Często kobiety te - niewykształcone i przede wszystkim bezradne - nie są w stanie udźwignąć tej odpowiedzialności.

Gdzie leży odpowiedzialność?

Moim zdaniem, kobiety te powinny odpowiadać karnie. Nie można zupełnie rozmyć odpowiedzialności i wskazać, że wina leży po stronie niewydolnego państwa, czyli tak naprawdę po niczyjej stronie. W wielu przypadkach do odpowiedzialności powinny być pociągane również inne osoby. W społeczeństwie wciąż istnieje przeświadczenie, że to właśnie matka jest przede wszystkim odpowiedzialna za dziecko. Z opisanym zjawiskiem można byłoby walczyć, po pierwsze, skazując również inne osoby, które doprowadziły do popełnienia przestępstwa. Często trudno jest udowodnić podżegaczowi istnienie zamiaru przez cały czas, od momentu kiedy zaczyna nakłaniać aż do zdarzenia. W wielu jednak przypadkach wydaje się, że sędzia nawet nie szuka innych winnych. Praktyka pociągania do odpowiedzialności podżegaczy i "pomagaczy" może zmieniłaby nastawienie społeczeństwa, inni ludzie też poczuliby się odpowiedzialni za mające urodzić się dziecko.

Drugi sposób prewencji dzieciobójstwa to rozwiązywanie takich problemów społecznych, jak bieda czy brak edukacji seksualnej. Takie działania ze strony państwa doprowadziłyby do zmniejszenia liczby niechcianych ciąż, do większego tolerowania nieślubnych dzieci. Edukacja powinna sprawiać, żeby kobiety nie bały się przyznać, że nie czują się na siłach wychować dziecko i nie bały się zostawić niemowlę w szpitalu, najlepiej wraz ze zrzeczeniem się praw rodzicielskich, co daje możliwość adopcji dziecka.


1) Baker R., "Wojna plemników - niewierność, konflikt płci oraz inne batalie łóżkowe", Rebis, Poznań 2000.

2) Letourneau K., "Rozwój moralności", Drukarnia K. Kowalskiego, Warszawa 1891.

3) Jeszcze na początku XX wieku istniało rozróżnienie w traktowaniu przez prawo cywilne praw majątkowych dzieci pozamałżeńskich. W Belgii w latach 70. istniało jeszcze prawo dyskryminujące dzieci pozamałżeńskie.

4) Makarewicz H., "Przestępstwo dzieciobójstwa z art. 149 k. k. w świetle badań statystycznych", Palestra, 1975 nr 12.

5) Kolarczyk T., "Przestępczość kobiet: aspekty kryminologiczne i penitencjarne", Wydawnictwo Prawnicze, Warszawa 1984.

6) Badania przeprowadzone w latach 2001-2002 w Zakładzie Karnym w Grudziądzu oraz badania akt w Sądzie Okręgowym, Wydział Karny w Warszawie.

M.P.