Nie będę ofiarą. Trening samoobrony w ośrodku kryzysowym "DOM"

Wojciech Kruczyński

Niebieska Linia nr 2 / 2003

W pomieszczeniu panuje półmrok. Światło wpada tylko przez otwarte drzwi. Nagle staje w nich dwumetrowa, masywna postać i zaczyna szybko zbliżać się do stojącej nieruchomo kobiety.

Gdy napastnik jest już blisko potencjalnej ofiary, ta zdecydowanie podnosi rękę w geście zatrzymania i krzyczy z całych sił: "Nie podchodź!". Agresor waha się przez chwilę, ale w końcu rusza w stronę kobiety, wyciągając ręce w kierunku jej szyi. W tym momencie dostaje mocne uderzenie w nos, a następnie potężnego kopniaka w krocze. Przechodzi mu ochota do walki, a niedoszła ofiara ucieka.

Aż trudno uwierzyć, że jeszcze dwa miesiące temu bała się uderzyć w ćwiczebną poduszkę - a tego, żeby mogła sprzeciwić się mężczyźnie, nawet nie była w stanie sobie wyobrazić. Agnieszka (32 lata) tak opowiada o swoich doświadczeniach ze szkolenia: "Na początku bałam się, że sobie nie poradzę. Nie wierzyłam, że mogę się obronić, czegoś nauczyć. Uważałam, że w ogóle nie ma takiej możliwości. Gdy trochę się oswoiłam, dołączyły nowe dziewczyny, które jeszcze nic nie umiały i wtedy znów zaczęłam wątpić w siebie. To było strasznie dołujące. Najbardziej nieprzyjemna była nauka obrony przed duszeniem od tyłu. Zawsze czuję przed tym strach, chociaż wiem, że instruktor nic mi nie zrobi. Walka z instruktorem w ochronnym stroju także była trudna, głównie dlatego, że bałam się, że będzie go bolało. A przecież to napastnik powinien się o to martwić. Po paru miesiącach szkolenia stałam się bardziej pewna siebie. Nie wiem, kiedy to się stało, pewnie małymi krokami. Pewności nabrałam w codziennym życiu. Inaczej chodzę wieczorem po ulicy - czuję gdzieś w środku, że wyglądam na osobę pewną siebie i obcy mężczyzna nie będzie miał ochoty, aby mnie zaczepić. Także w pracy jestem bardziej asertywna".

Początki

Kurs samoobrony w ośrodku kryzysowym był pomysłem Tadeusza Wieszczyka, dyrektora ośrodka "DOM" przy ulicy Walecznych w Warszawie. Uznał, że tego typu zajęcia pomogą jego podopiecznym w powrocie do normalnego życia. W tym celu skontaktował się z naszą Szkołą Samoobrony dla Kobiet. Jej program odpowiadał jego oczekiwaniom. "Trening samoobrony zwykle kojarzony jest głównie z nauką walki wręcz" - mówi dyrektor. "Jednak to, co zaprezentowali panowie ze Szkoły, zaprzecza tej opinii. Ten program przede wszystkim wzmacnia kobiety, stwarza możliwość odreagowania, dynamizuje ich dążenie do samodzielności, daje energetyczny zastrzyk. Uczy też konkretnych technik zachowania asertywnego, które można wykorzystać w licznych sytuacjach. Nawet te kobiety, które z różnych powodów (np. zbyt wysoki poziom lęku) nie biorą czynnego udziału w szkoleniu, a tylko obserwują, wiele korzystają w poznawczym sensie".

Szkołę Samoobrony dla Kobiet założyliśmy w sierpniu 2001 roku, wspólnie z Pawłem Droździakiem, doświadczonym instruktorem walki wręcz. Z własnych zajęć z kobietami wyniósł on spostrzeżenie, że często radzą sobie one dobrze na treningu, ale gdy znajdą się na ulicy, twarzą w twarz z prawdziwym napastnikiem, wiedza ze szkolenia wyparowuje - pozostaje tylko paraliżujący strach. Te uczucia są zbyt głębokie, aby można je było wyeliminować stosując konwencjonalne szkolenie. Trzeba było podejść do tego zagadnienia inaczej. Najważniejsze założenie było następujące: statystyczna kobieta ma w sobie zdolność do samoobrony, ale w kluczowym momencie nie potrafi podjąć decyzji. Składa się na to wiele przyczyn m.in. patriarchalne wychowanie, zgodnie z którym dziewczynka powinna być uprzejma dla otoczenia. Chłopiec w tym czasie uczy się, jak walczyć o swoje, jak używać siły - jak być zdobywcą. Gdy oboje dorosną i spotkają się ze sobą w sytuacji przemocy, wynik może być tylko jeden. Dlatego ograniczyliśmy w naszym programie ilość technik, a skoncentrowaliśmy się na zburzeniu blokady, która nie pozwala kobiecie użyć siły w obronie własnej. Znaczący dla nas był fakt, że gdy zostaje zaatakowane dziecko, którym kobieta się opiekuje, potrafi walczyć o nie, nawet z narażeniem własnego życia. Gdy przychodzi jej bronić samej siebie, nie jest aż tak zdecydowana. A przecież możliwości ma wciąż takie same.

Nie jestem już szarą myszką

Ewa (27 lat) miała męża narkomana. Gdy wracał do domu pod wpływem narkotyków, bił ją, dusił, przytapiał w wannie. Miał urojenia, zdarzało się, że całą noc nie spał, chodził po mieszkaniu, odsuwał szafy, regały, czegoś szukał. Kobieta bała się o życie swoje i córki, więc uciekły i schroniły się w Ośrodku. "Na pierwszych zajęciach byłam bardzo skrępowana. Pierwsze momenty były trudne. Musiałam się przełamać, żeby podnieść rękę i uderzyć. Gdy mąż mnie bił, nigdy nie protestowałam. Nie przychodziło mi to nawet na myśl. Teraz mam inne podejście. To wynik pracy z psychologiem, ale w dużej części także zajęcia z samoobrony. Dzięki nim przełamałam strach, odkryłam, że jest we mnie siła. Teraz już nie mam problemów, na zajęciach daję z siebie wszystko. Przestałam być szarą myszką. Z psychologicznej części pamiętam najbardziej, jak przyjmowałyśmy punkt widzenia przestępcy i planowałyśmy gwałt. Pozwoliło mi to zrozumieć, w jaki sposób napastnik wybiera swoją ofiarę - jaką powinnam mieć postawę ciała, jak rozmawiać z nieznajomym, aby miał świadomość, że nie jestem łatwym celem".

Wybór optymalnej techniki

Nasza metodyka opiera się głównie na doświadczeniu. Uczestniczki szkolenia biorą udział w zainscenizowanych scenach przemocy: od nagabywania kloszarda, przez molestowanie seksualne aż po próby gwałtu czy rabunku. Strategii samoobrony jest wiele: od bardziej miękkich, jak asertywność lub negocjacje, do całkiem twardych, jak walka wręcz. Pozorujący napastnika instruktor ubrany jest w specjalny pancerz, który chroni jego i kursantki przed skutkami uderzeń. Zwracamy oczywiście uwagę na to, jaka metoda jest optymalna w danej sytuacji lub z konkretnym typem agresora. Na przykład walka wręcz rzadko przydatna jest do radzenia sobie z domowym oprawcą. Przydaje się ona raczej w sytuacjach, w których istnieje możliwość ucieczki. W warunkach przemocy domowej sprawdzają się techniki obniżania agresji. Kursantki w trakcie szkolenia przechodzą proces "szczepienia stresem", który sprawia, że w realnej sytuacji ataku ich poziom pobudzenia jest względnie niski. W tych warunkach są w stanie zmienić swój sposób radzenia sobie z negatywnymi emocjami. Do tej pory zwykle koncentrowały się na usunięciu samych emocji - po treningu, mając w ręku rozmaite strategie obrony, zaczynają koncentrować się na rozwiązaniu problemu.

Kasia (16 lat) odeszła od rodziców, bo ojciec alkoholik bił ją. "Bardzo mi się ten kurs przydaje, chociaż byłam dopiero na trzech zajęciach. Ostatnio w szkole kolega złapał mnie od tyłu za szyję i bardzo był zdziwiony, gdy się uwolniłam. Kiedyś chłopak chciał mnie siłą zmusić do uprawiania seksu w jego samochodzie. Przypomniałam sobie to na zajęciach gdy uczyliśmy się, jak się w takich wypadkach zachowywać. Nie było przyjemnie przeżywać tę sytuację od nowa, ale teraz wiem, jak działa taki przestępca, jakich manipulacji używa i jak się przed nimi bronić".

Odrzucić rolę ofiary

Paraliżujący strach, który jest częstą reakcją na brutalność napastnika, oznacza, że ofiara kieruje swą złość przeciwko sobie. Bywa, że w salach sądowych fakt braku zachowań obronnych jest wykorzystywany przeciwko ofierze. Wynika z tego wiele wtórnych problemów psychologicznych (tzw. wtórna wiktymizacja - przyp. red.), które wzmacniają tendencję do obwiniania siebie, do jeszcze silniejszego wrastania w rolę ofiary. Techniki stawiania i kontrolowania własnych granic psychicznych i fizycznych powiązane z fizycznym wyrzuceniem z siebie nadmiaru nieakceptowanej agresji, wspomagają nasze kursantki w odzyskiwaniu wewnętrznej równowagi i w przenoszeniu źródła kontroli do wewnątrz.

Patrycja (30 lat): "Z początku trochę się obawiałam tych zajęć. Zawsze miałam się za osobę spokojną. Myśl, żeby kogoś uderzyć, była dla mnie straszna. Tutaj trzeba było używać siły, uderzać w tarcze, a potem bić się z instruktorem. Z pierwszych zajęć musiałam wyjść, bo ćwiczenia za bardzo przypominały mi to, co działo się u mnie w domu. Ale potem przeszłam przez to i dziś jestem bardziej pewna siebie. Agresja już nie wzbudza we mnie takiej paniki. Kiedy nie mogę być na zajęciach, zaczyna mi ich brakować. Teraz już nie mieszkam w Ośrodku, więc dojeżdżam co tydzień, żeby poćwiczyć. Myślę, że w niektórych sytuacjach, które stwarzał mój były mąż, mogłabym sobie dziś lepiej poradzić".

Umysł napastnika kontra umysł ofiary

Ideałem samoobrony w naszym rozumieniu jest taka sytuacja, gdy potencjalny agresor nawet nie pomyśli o tym, aby zaatakować. Kładziemy nacisk na to, że najgroźniejszym narzędziem napastnika jest umysł jego ofiary. Stąd wielki nacisk programu na zagadnienia związane z mową ciała i asertywnością. W specjalnie zaaranżowanych scenkach uczestniczki poznają swoje słabe punkty, które może wykorzystać napastnik, aby nimi manipulować. Staramy się odwrócić tę sytuację: to umysł napastnika ma być bronią kobiety. Wspólna analiza, która następuje po scenie odtwarzającej typowy przebieg gwałtu na randce, pozwala kobietom dostrzec różnice w sposobach komunikacji obu płci, które mogą prowadzić do poważnych nieporozumień i w konsekwencji do gwałtu. Zaczynają one rozumieć, że bycie ofiarą jest graniem pewnej roli, której grania można odmówić.

Zepsuj mu zabawę

"Mężczyzna, który napada na kobietę, nie szuka równej walki; partnera do sportowego pojedynku. Poszukuje osoby, która mu nie stawi oporu. Oczekuje, że będzie łatwo. Zachowując się więc inaczej, niż zachowuje się ofiara, przestajesz być dla niego odpowiednim celem. Psujesz mu zabawę. Nie grasz w jego grę. Atak to zaczepka, która stopniowo się rozwija. Zaczyna się od agresji słownej, od popchnięcia, szarpnięcia... Tak napastnik testuje swoją ofiarę. Jeśli zdecydowanie zareagujesz na tym pierwszym etapie, to nie zdarzą się następne. Nie atakuje się kobiet idących z podniesioną głową. Atakuje się te, które się boją. Bo, jak powiedzieliśmy wcześniej, nie chodzi o równą walkę. Ma być łatwo" - mówi Paweł Droździak.

Wyrzucić złe emocje

Barbara (43 lata): "Zawsze lubiłam walczyć. Uprawiałam różne sporty np. kulturystykę, biegi, skok w dal. Siła fizyczna przydała mi się w wielu sytuacjach. Mój mąż wiedział, że umiem się bić, więc któregoś razu zaatakował mnie znienacka od tyłu. Dlatego tutaj się znalazłam. Te zajęcia dużo mi dały, bo tu szkolenie jest trochę inne, trzeba walczyć z instruktorem, który jest ubrany w pancerz i udaje napastnika. Dowiedziałam się, jak można słowami spowodować, aby napastnik zrezygnował z ataku oraz kiedy jest odpowiedni moment, by użyć siły w samoobronie. Najbardziej jednak podobało mi się, że można się wyładować, wyrzucić z siebie złe emocje. Głównie dlatego uczestniczę w tych zajęciach. Wiele koleżanek z Ośrodka także to potwierdza".

W zajęciach uczestniczyła też Aneta Herder, pracownik socjalny Ośrodka "DOM". Jakie są wyniki jej obserwacji? "Zauważyłam wiele pozytywnych rzeczy na tym kursie. Kobiety przełamywały swoje opory fizyczne i psychiczne. Zaczęły pewniej chodzić, pewniej się poruszały. Lepiej czuły swoje ciało. Myślę, że w bezpiecznych warunkach mogły wyrzucić z siebie emocje, które w nich były. Dzięki temu nie wyładowywały się na współmieszkankach. Ten komfort psychiczny, który stwarzał instruktor, był dla nich bardzo ważny. Pomogło to im otworzyć się i mówić o swoich doświadczeniach z przemocą. Te zajęcia wpisują się w proces psychoterapeutyczny, który się odbywa w naszym Ośrodku. Wiadomo, że czasem bywa to bolesne. Wiele razy musiałam namawiać mieszkanki, aby poszły na zajęcia, bo trochę się ociągały, ale po ćwiczeniach komentarze były pozytywne: fajnie, podobało mi się, dobrze się czuję, przyjdę następnym razem. Po pierwszym, najtrudniejszym kroku, większość z nich chciała kontynuować szkolenie. Niektóre z nich wyraźnie przełamały barierę niechęci dotykania instruktora. Wiadomo, że łączy się to z ich wcześniejszymi doświadczeniami. Paweł Droździak, który pozorował napastnika, umiał stworzyć atmosferę bezpieczeństwa. Dotyk ograniczony był ściśle do celów szkoleniowych - to zwiększało zaufanie ćwiczących kobiet. Pomagało zlikwidować stare urazy, pokazywało, że nie każdy mężczyzna to agresor. Myślę, że takie zajęcia mogłyby wejść na stałe do naszego programu. Praca z ciałem to ważna część wychodzenia z kryzysu, a nie zawsze są ku temu warunki i możliwości".

Zwykle szkolimy kobiety, które przychodzą do nas same, mają pracę, rodzinę, wiarę w przyszłość, nie znają przemocy domowej.

W ośrodku "DOM" spotkaliśmy się z kobietami o traumatycznej przeszłości, borykającymi się z psychologicznymi i ekonomicznymi problemami. Mieliśmy duże obawy, czy poradzą sobie z trudnymi sytuacjami, przed którymi je postawiliśmy, ze stresem, z własnym lękiem. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to dodatkowe wyzwanie w ich i tak już trudnej sytuacji. Rezultaty szkolenia zadziwiły nas. Wierzymy, że mieszkanki "DOMU" dzięki temu szybciej znajdą się w takim punkcie swego życia, o którym wczoraj jeszcze nie śmiały marzyć.

www.samoobrona.kobiet.prv.pl

W.K.