Równi inaczej

Anna Staszewska

Niebieska Linia nr 6 / 2003

Skargi osób należących do mniejszości seksualnych, które wpływają do Trybunału Praw Człowieka, dotyczą najczęściej nieegzekwowania ich prawa do prywatności i życia rodzinnego oraz penalizowania dobrowolnych stosunków homoseksualnych.

Prawo do samookreślenia jest jednym z podstawowych praw człowieka. Jego przejawem jest m.in. prawo do swobody zachowań seksualnych, swobody nawiązywania i utrzymywania stosunków uczuciowych z innymi ludźmi bez względu na to, czy światu się to podoba, czy nie. Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wielokrotnie wyraził opinię, że prywatne uprawianie praktyk homoseksualnych przez dorosłe osoby, które tego pragną, nie może być karane ani piętnowane. I choć w ostatnich latach wiele zmieniło się w podejściu do osób należących do mniejszości seksualnych, to jednak przejawy dyskryminacji i nietolerancji wciąż są obecne. Również tej instytucjonalnej, wynikającej z przepisów prawa.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) dopiero w 1991 roku usunęła homoseksualizm z listy chorób w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Zaburzeń. Jeszcze kilka lat temu w niektórych państwach homoseksualistów leczono za pomocą elektrowstrząsów lub leków psychotropowych, w innych zaś istniał całkowity zakaz stosunków homoseksualnych, karanych nawet dożywociem. Trzeba jednak zauważyć, że w ostatnich latach coraz więcej państw europejskich wprowadza różnego rodzaju zasady antydyskryminacyjne dotyczące homoseksualistów czy transseksualistów, a normy prawne, które stały w sprzeczności z koncepcją praw i wolności człowieka, są uchylane. Na tworzenie tego prawa duży wpływ ma orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Na mocy Układu z Maastricht (art. F2) orzecznictwo to wiąże wszystkie państwa Unii Europejskiej. Wiele osób zajmujących się problemem mniejszości seksualnych czy - ogólnie - prawami człowieka, wyraża jednak pogląd, że orzecznictwo Trybunału w tym zakresie nie jest wystarczająco postępowe. Warto się temu przyjrzeć.

Prawo do prywatności

Dudgeon przeciwko Wielkiej Brytanii

W latach 80. prawo karne w Irlandii Północnej traktowało męskie stosunki homoseksualne jako przestępstwo i poważną obrazę moralności. Nie miało znaczenia, czy odbywały się one publicznie, czy prywatnie. Praktyki homoseksualne karano więzieniem do dożywocia włącznie. Co ciekawe, dobrowolne stosunki między kobietami nie były wówczas traktowane jako przestępstwo.

Jeffrey Dudgeon z Belfastu był homoseksualistą, pewnego dnia do jego domu przyszła policja i w trakcie poszukiwania rzekomo posiadanych przez Jeffreya narkotyków, znalazła u niego korespondencję z innym homoseksualistą. Przez wiele godzin Dudgeona przesłuchiwano w komisariacie. Akta sprawy dotyczące obrazy moralności przekazano prokuratorowi, który jednak odmówił wszczęcia postępowania.

W skardze do Komisji Praw Człowieka Dudgeon podnosił, że zakaz dobrowolnych praktyk homoseksualnych między dorosłymi mężczyznami stanowi poważną ingerencję ze strony Wielkiej Brytanii w jego prawo do poszanowania życia prywatnego. Zarówno Komisja, jak i Trybunał Praw Człowieka (a więc obydwie instancje) w orzeczeniu z 1981 roku przyznały mu rację, twierdząc, że utrzymywanie w mocy przepisów penalizujących stosunki homoseksualne osób dorosłych jest niedopuszczalne. Dochodzenie prowadzone przez policję w sprawie Dudgeona było wystarczającym dowodem, że zagrożenie sankcją karną jest realne. Trybunał nie zgodził się z opinią władz brytyjskich, że przepisy obowiązujące w Irlandii mają służyć ochronie moralności społeczeństwa. Podkreślił jednocześnie, że istotnie - konieczne jest prawne regulowanie wszystkich zachowań seksualnych, zarówno hetero-, jak i homoseksualnych i stosowanie sankcji karnych wszędzie tam, gdzie w grę wchodzi wykorzystanie i deprawacja innych osób, zwłaszcza w młodym wieku. Jednak nie może to dotyczyć dobrowolnych praktyk homoseksualnych dwojga dorosłych ludzi.

Trybunał zasądził na rzecz skarżącego 3 315 tys. funtów sterlingów jako zwrot kosztów. Na skutek tego orzeczenia, w 1982 roku w Irlandii Północnej weszła w życie ustawa, na podstawie której dobrowolne praktyki seksualne przestały być przestępstwem. Wyjątki dotyczyły osób chorych psychicznie, żołnierzy i marynarzy.

Z niemal identyczną sprawą do Strasburga zwrócił się pewien cypryjski homoseksualista o nazwisku Modinos. Argumentacja władz też była podobna. I tu Trybunał orzekł na korzyść skarżącego, a przeciwko takiemu werdyktowi był tylko jeden sędzia - cypryjski.

Norris przeciwko Irlandii

Pomyślny finał miała również sprawa homoseksualisty Davida Norrisa nauczyciela języka angielskiego z Trinity College w Dublinie. Mimo iż nie doświadczył on osobiście prześladowań ze strony władz Irlandii, w skardze do Komisji Praw Człowieka utrzymywał, że istnienie przepisów zakazujących stosunków homoseksualnych jest wystarczającą i niezwykle uciążliwą ingerencją w jego życie prywatne, uniemożliwiającą mu swobodne wyrażanie swojej osobowości. Mimo że dotychczas nie zastosowano wobec niego żadnej sankcji, to jednak ryzyko takie przecież istnieje. Trybunału nie przekonało tłumaczenie władz Irlandii, że dyskryminujące przepisy, o których mówi Norris, już od jakiegoś czasu właściwie nie są stosowane, a wyjątki stanowią jedynie akty homoseksualne z udziałem nieletnich, praktyki publiczne i niedobrowolne. Sędziowie uważali, że skoro przepisy pozostają w mocy, to wciąż zagrażają osobom w sytuacji podobnej do Norrisa. Sprawa przeciwko nim mogła być wszczęta w każdej chwili. W uzasadnieniu orzeczenia Trybunału z 1988 roku napisano: Osoby uważające homoseksualistów za niemoralnych, mogą być zszokowane, obrażone lub zaniepokojone z powodu uprawiania przez nich prywatnie aktów homoseksualnych, nie może to jednak oznaczać przyzwolenia na sankcje karne. Sprawa dotyczy najbardziej intymnego aspektu życia prywatnego. Tak więc muszą istnieć szczególnie ważne powody, aby ingerencję władz publicznych można było uznać za uprawnioną.

Irlandia musiała zapłacić Norrisowi jako zwrot kosztów 14 962 tys. irlandzkich funtów. Trybunał nie zasądził zadośćuczynienia, uznając, że samo stwierdzenie naruszenia Konwencji powinno być wystarczającą satysfakcją. Trybunał nakazał jednocześnie Irlandii zniesienie zaskarżonych przepisów. Mimo wielokrotnych ponagleń, parlament irlandzki podporządkował się temu dopiero w 1993 roku.

Rees przeciwko Wielkiej Brytanii

W rejestrze urodzeń Rees zapisano jako dziewczynkę - wskazywały na to zewnętrzne cechy płciowe. Jednak już od wczesnego dzieciństwa dziecko zachowywało się w sposób charakterystyczny dla chłopców. Mając 28 lat, Rees zrozumiała, że jest transeksualistką. Kuracja hormonalna zapoczątkowała rozwój drugorzędnych męskich cech płciowych, żeńskie cechy płciowe zlikwidowano chirurgicznie. Koszty operacji pokryto z funduszy publicznych. Rees zaczął wówczas żyć jak mężczyzna. Odmówiono mu jednak zmiany zapisu płci w rejestrze urodzeń.

Przez wiele lat Rees próbował skłonić decydentów, aby drogą inicjatywy ustawodawczej rozwiązali ten problem. Jego prawnik wystąpił z formalnym wnioskiem o poprawienie błędnego zapisu w rejestrze urodzeń. Do wniosku załączył opinię lekarską, w której ekspert dowodził, że istnieją cztery kryteria płci - płeć chromosomowa, gonadalna, widoczna (genitalia zewnętrzne i budowa ciała) oraz psychologiczna. Ta ostatnia - dowodził - jest najważniejsza, gdyż decyduje o aktywności społecznej jednostki i jej roli w dorosłym życiu. Rees psychologicznie identyfikuje się z płcią męską, żyje jak mężczyzna i w związku z tym oficjalnie również powinien być uznany za mężczyznę.

Starania Rees i jego adwokata nie powiodły się. Stwierdzono, iż opinia na temat psychologicznego kryterium płci nie jest przekonująca i dlatego trudno uznać, że rejestr urodzeń błędnie podaje, jakoby urodziła się dziewczynka, podczas gdy - tak naprawdę - urodził się chłopiec.

W tej sytuacji Rees zdecydował się na skargę do Europejskiej Komisji Praw Człowieka w Strasburgu. Podstawowy jego zarzut dotyczył naruszenia przez Wielką Brytanię artykułu 8 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Twierdził, że odmowa przyznania mu statusu cywilnego odpowiadającego rzeczywistości oznacza, iż władze łamią jego prawo do życia prywatnego. Różnica między płcią uznaną prawnie a rzeczywistą sprawia mu wiele kłopotów i naraża na poniżenie. Komisja Praw Człowieka dopatrzyła się naruszenia artykułu 8 Konwencji. Trybunał Praw Człowieka, podważył jednak tę opinię, dowodząc, że choć prawo człowieka do zachowania prywatności wymaga niekiedy, aby państwo podjęło pewne kroki gwarantujące pełną realizację owego prawa, to jednak musi tu być zachowana równowaga pomiędzy interesem jednostki a interesem społecznym. Transseksualizm nie jest zjawiskiem nowym - dowodzili sędziowie Trybunału - ale jego cechy zidentyfikowano i zbadano niedawno. Wiele państw przyznało transseksualistom możliwość zmiany stanu cywilnego i uzgodnienia go z tożsamością płciową. Są wszak państwa, w których nie jest to możliwe. Należy więc uznać, że nie ma tu pełnej zgody między państwami, które ratyfikowały Konwencję, i mogą one korzystać z pewnego marginesu swobody.

W sentencji orzeczenia w sprawie Rees przeciwko Wielkiej Brytanii z 1986 roku, Trybunał zwrócił uwagę - zostawiając sobie furtkę do zmiany linii orzecznictwa w późniejszym czasie - że konkretne sprawy muszą być interpretowane z uwzględnieniem bieżących okoliczności, postępu naukowego oraz zmian w świadomości społecznej.

B. przeciwko Francji

Dla tych, którzy śledzili orzecznictwo Trybunału w Strasburgu pewnym zaskoczeniem był dopiero werdykt w sprawie B. przeciwko Francji z 1992 roku. Sprawa bowiem wydawała się podobna do poprzednich.

B. urodziła się w Algierii jako dziecko płci męskiej. Do Francji wyemigrowała po odbyciu służby wojskowej. Dopiero tam zdecydowała się na zmianę płci i od tego czasu prowadziła życie kobiety. Ponieważ chciała wyjść za mąż, zwróciła się do sądu o wydanie nakazu sprostowania aktu urodzenia oraz zmianę imienia i nazwiska na żeńskie. Sąd w dwóch instancjach oddalił wniosek, dlatego B. zwróciła się ze skargą do Europejskiej Komisji Praw Człowieka. Zarzuciła, że władze Francji odmawiają uznania jej rzeczywistej tożsamości płciowej i w ten sposób zagwarantowane w Konwencji prawo do prywatności jest w jej przypadku łamane. B. argumentowała, że przez odmowę zmiany zapisów w aktach, władze zmuszają ją do ujawniania na co dzień informacji mających charakter osobisty i jest to dla niej poniżające.

Komisja (stosunkiem głosów siedemnaście do jednego!) stwierdziła naruszenie artykułu 8. Tym razem również Trybunał orzekł na korzyść skarżącej. Jednocześnie wyjaśnił dlaczego - w tak podobnych przecież sprawach przeciwko Wielkiej Brytanii - orzecznictwo odbiegało od obecnego. Chodziło mianowicie o to, że między Francją a Wielką Brytanią istnieją duże różnice w sferze prawa. W Wielkiej Brytanii treść świadectwa urodzenia nie jest wykładnikiem aktualnej sytuacji, a jedynie historycznym zapisem. W życiu codziennym nie ma konieczności posługiwania się tym dokumentem. We Francji zaś taka konieczność zdarza się często. Ponadto francuskie prawo dopuszcza uaktualnianie świadectw urodzenia. Trybunał uznał więc, że w przypadku B. odmowa zmiany świadectwa urodzenia była nieuzasadniona i zasądził na rzecz skarżącej 100 tys. franków jako zadośćuczynienie za krzywdę moralną. Orzekł również, że Francja musi zapłacić 35 tys. franków tytułem zwrotu kosztów.

Sprawa B. przeciwko Francji nie zmieniła w sposób zasadniczy linii orzecznictwa Trybunału Praw Człowieka, co pokazują późniejsze orzeczenia. Jednak w kolejnych sprawach widoczny był już rozłam w Trybunale.

Prawo do prowadzenia życia rodzinnego i sprawowania opieki nad dziećmi

X., Y. i Z. przeciwko Wielkiej Brytanii

W skargach do Trybunału co jakiś czas pojawia się problem dotyczący możliwości zawierania małżeństw przez homoseksualistów i transseksualistów oraz zagadnienie dotyczące sprawowania opieki nad dziećmi. W orzecznictwie, nie ma zgody co do tego, że nawet trwały tego typu związek można traktować jako związek rodzinny. Zdaniem Trybunału związki te mieszczą się raczej w pojęciu życia prywatnego, nie rodzinnego.

X. był nauczycielem, transseksualistą. Od lat żył w trwałym związku z Y., która w wyniku sztucznego zapłodnienia (X. był przy tym obecny) urodziła dziecko. Zgodę na zapłodnienie in vitro uzyskali od władz brytyjskich. Jednak po urodzeniu Z., władze nie zgodziły się, aby w rejestrze urodzeń X. figurował jako jego ojciec. Wyjaśniono, że tylko biologiczny ojciec może być uznany za ojca dziecka dla celów rejestracji. Dziecko może jednak nosić jego nazwisko, a X. może korzystać ze zwolnień podatkowych, jeśli wykaże, że łoży na utrzymanie dziecka.

Komisja Praw Człowieka dopatrzyła się naruszenia artykułu 8 Konwencji. Państwo X. i Y. od lat żyli jak tradycyjna rodzina i byli ze sobą silnie związani - argumentowali sędziowie. Nie ma więc powodu do odmowy prawnego uznania takiego związku. Sytuacja skarżących nie różni się od sytuacji wynikającej z tradycyjnego pojęcia życia rodzinnego. Z takim stanowiskiem nie zgodziły się władze brytyjskie, twierdząc, że zgodnie z krajowym prawem X. i Y. traktowani są w dalszym ciągu jak para dwóch kobiet, nie mogą więc prowadzić życia rodzinnego. X. nie może być uznany za ojca Z., bowiem z jego matką nie łączy go małżeństwo, nie jest związany z dzieckiem więzami krwi i nie adoptował go. Trybunał przyznał, że pojęcie życia rodzinnego nie ogranicza się wyłącznie do rodzin opartych na małżeństwie, ale może też obejmować inne związki. Bierze się wtedy pod uwagę, czy para mieszka razem, jak długo trwa związek itd. W tej konkretnej sprawie Trybunał przyznał, iż mamy do czynienia z faktycznym związkiem, jednak wśród państw - stron Konwencji, nie ma jednego standardu dotyczącego przyznawania praw rodzicielskich transseksualistom. Państwa korzystają tu z pewnej swobody, Trybunał nie może więc przyjąć lub narzucić jedynie słusznego poglądu.

W zdaniu odrębnym, kilku sędziów Trybunału (w tym prof. Jerzy Makarczyk) argumentowało, że jeśli państwo zezwoliło (a nawet wyłożyło pieniądze) X. na przeprowadzenie operacji zmiany płci, a następnie wyraziło zgodę na sztuczne zapłodnienie, w wyniku czego urodził się Z., to powinno również zaakceptować płynące z tego konsekwencje i umożliwić skarżącym prowadzenie normalnego życia, bez dyskryminacji, z nową tożsamością i poszanowaniem życia prywatnego i rodzinnego.

W pewnych wypadkach Europejska Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności okazywała się w orzecznictwie Komisji Praw Człowieka w Strasburgu niezwykle skuteczna i miała wpływ na późniejszą zmianę regulacji prawnych w poszczególnych państwach. W innych jednak odmawiała takich samych praw, jakimi cieszą się związki heteroseksualne związkom homoseksualnym. O ile związki heteroseksualne, nie poparte nawet zawarciem małżeństwa, traktowane są jak rodzina, o tyle związki homoseksualne, nawet wówczas gdy zawarte zostało małżeństwo, nie wszędzie są prawnie uznane i Trybunał pozostawia państwom w tej kwestii sporą swobodę. A prawne uznanie takich związków ma przecież duże znaczenie nie tylko z punktu widzenia satysfakcji moralnej czy poczucia bezpieczeństwa, przekłada się to również na sprawy związane z dziedziczeniem czy opieką nad dziećmi. Dziwi też stanowisko Trybunału dotyczące transseksualistów i brak zgodności co do tego, czy sprawy partnerskie ich dotyczące mieszczą się w pojęciu życia rodzinnego, czy tylko prywatnego. Bez znaczenia wydaje się również fakt, że operacje zmiany płci finansowane są z funduszy publicznych.

Mając jednak na uwadze to, że z biegiem lat stanowisko Trybunału w kolejnych sprawach było coraz bardziej podzielone, należy sądzić, że jesteśmy tylko o krok od zmiany linii orzecznictwa i ustalenia wspólnych europejskich standardów w sprawach związanych z orientacją seksualną.

A.S.