Media-pomagacze, media-przeszkadzacze

Jakub Śpiewak

Niebieska Linia nr 3 / 2007

Telewizja, radio, prasa oraz media internetowe niemal na okrągło informują opinię publiczną o kolejnych, często drastycznych, przypadkach przemocy. Z jednej strony środki masowego przekazu wywierają pozytywny wpływ, uświadamiając ludziom, że problem przemocy istnieje, jest ważny, wymaga zajęcia się nim, uwrażliwiają na tego typu przypadki; z drugiej zaś niejednokrotnie wyrządzają ogromną krzywdę ofiarom – bohaterom swoich publikacji.

Muszę zaznaczyć, że w odróżnieniu od większości artykułów publikowanych na łamach „Niebieskiej Linii”, ten zdecydowanie nie ma charakteru naukowego. Jest to raczej próba podzielenia się własnymi refleksjami. Sam mam za sobą doświadczenie dziennikarskie, które zdobywałem najpierw jako reporter goniący za „newsem”, a potem jako redaktor. Dziś zajmuję się pomaganiem ofiarom. Patrzę więc na rolę mediów w prezentowaniu ofiar przemocy z dwóch przeciwstawnych stron. Często mam wrażenie, że te dwie grupy – dziennikarze i pomagacze, nie rozumieją się.

News, mięcho, człowiek

Podstawową rolą dziennikarza jest znalezienie interesującego dla odbiorców tematu, zebranie rzetelnych informacji i przedstawienie całości w sposób zrozumiały i interesujący dla czytelnika, widza czy słuchacza. Powiedzmy to jasno: dziennikarz jest od informowania. Miło, jeśli przy tej okazji może osiągnąć inne pozytywne efekty: edukować czy wpływać na zmiany społeczne itd., w końcu dziennikarz też człowiek i lubi czasem zrobić coś pożytecznego. Miejmy jednak na uwadze, że nie to jest jego zasadniczym zadaniem. Dziennikarz nie ma wcale zbawiać świata, ma informować.

Znalezienie dobrego tematu nie jest łatwe. Gdy mówimy o sprawach związanych z szeroko rozumianą przemocą, dziennikarz może uzyskać pierwszy sygnał o sprawie od ofiary (jeśli sama szuka pomocy na przykład właśnie w mediach), od osób bliskich ofierze lub świadków przemocy (sąsiadów, rodziny itp.), organów ścigania (prokuratura, policja, sąd) bądź innych instytucji (pomoc społeczna, szkoła, lekarz). Warto pamiętać, że motywy przekazania mediom informacji bywają bardzo różne i nie zawsze dobro ofiary jest dla informatora najważniejsze.

Zbieranie informacji w przypadkach związanych z przemocą nie należy do łatwych. Policjanci i prokuratorzy na ogół nie przepadają za dziennikarzami, poza tym często po prostu informacji udzielić nie mogą, gdyż nie pozwala im na to prawo lub dobro postępowania karnego. Z kolei pomagacze czasem traktują dziennikarza na wszelki wypadek jak wroga i przeszkodę w realizacji procesu pomocowego. Zaś ofiara i świadkowie nierzadko nie chcą w ogóle z dziennikarzem rozmawiać albo to, co mówią, bywa po prostu niespójne i nie nadaje się do wykorzystania w publikacji.

Jeśli już uda się zebrać informacje, trzeba z tego zrobić dobry materiał. A cóż to jest dobry materiał? Przede wszystkim musi być aktualny. News odgrzewany nie jest newsem. Jeśli nie uda się szybko zebrać materiałów, temat często „spada”. Coś, co jest newsem dzisiaj, jutro już raczej nim nie będzie. Wymóg aktualności jest różnie rozumiany, w zależności od medium, inaczej będzie w miesięczniku, tygodniku czy dzienniku. W dziennikarstwie radiowym temat staje się nieaktualny czasem nawet przy godzinnym opóźnieniu w jego oddaniu.

Często słyszymy twierdzenie, że dobry news to zły news. Mamy o to na ogół pretensje do dziennikarzy. Dziennikarz tworzy jednak materiał, który ma zaciekawić czytelników, widzów lub słuchaczy. Adresatem pretensji powinni być więc oni (a więc poniekąd my sami). To dla odbiorców ciekawy jest tekst, który ma „mięcho”, czyli element sensacyjny. Dobry materiał musi zawierać historię konkretnego człowieka. Nikt nie będzie oglądał, słuchał ani czytał naukowych wywodów. Czytelnik, widz, czy słuchacz chce zobaczyć kogoś sławnego albo kogoś podobnego do siebie. Bez człowieka nie ma materiału. Nawet szerszy raport, prezentujący jakiś problem, musi odwoływać się do historii konkretnych ludzi. Media bardzo niechętnie ukrywają i zmieniają tożsamość bohaterów (choć bywa, że są do tego zmuszone), gdyż obniża to w oczach odbiorców wiarygodność informacji. Jeśli nie ma elementu aktualności, nie ma „mięcha” i nie ma „elementu ludzkiego”, to nie ma tematu.

Kiedyś od swojego nauczyciela dziennikarskiego rzemiosła usłyszałem, że dziennikarz to poniekąd tłumacz z języka fachowców na język zwykłych ludzi. Zebrane informacje musi on przekazać swoim odbiorcom w formie prostej i zrozumiałej. Z konieczności eliminuje więc niektóre niuanse, stosuje uproszczenia. Materiał ma być zrozumiany przez czytelnika, widza lub słuchacza, a nie przez autora, redaktora czy fachowców. Na ogół tworzony jest w dodatku w ściśle wydzielonych ramach (liczba znaków, czas nagrania). Dlatego nie ma miejsca ani czasu na to, by wgłębiać się w szczegóły historii.
Oprócz informacji odbiorca chce dostać też dawkę emocji. Dlatego dziennikarz stara się go wzruszyć lub wzburzyć. Nie bez powodu tak radośnie reporterzy telewizyjni witają łzy rozmówcy. Widz zobaczy prawdziwe emocje – „tu i teraz”.

Ofiarę trzeba chronić

Punkt widzenia pomagacza jest zupełnie inny, bo i całkowicie inna jest jego rola. My nie mamy dostarczać odbiorcom mediów informacji, emocji, czy rozrywki. My mamy pomagać ofiarom przemocy. Dobro ofiary jest kluczowym punktem odniesienia dla wszystkich podejmowanych przez nas działań.
Wiemy, że ofiara często nie jest gotowa na opowiadanie do kamery o swoich przeżyciach i emocjach; że może to mieć dla niej bardzo złe skutki psychologiczne; że ujawnienie jej tożsamości może narazić ją na niebezpieczeństwo odwetu ze strony sprawców lub osób stojących po jego stronie albo na napiętnowanie i negatywne reakcje otoczenia.

Przede wszystkim jednak co innego jest naszym priorytetem. Naszym celem jest doraźna i długofalowa (w zależności od tego, jaki rodzaj pomocy świadczy nasza placówka) pomoc ofierze, a nie informowanie społeczeństwa. Ewentualne zaangażowanie mediów może być dla nas co najwyżej narzędziem wspierającym rozwiązanie jakichś problemów ofiary.

Na dwoje babka wróżyła

Często słyszę od pomagaczy, że nigdy nie ujawniają ofiar mediom, mogą opowiedzieć o problemie, ale nigdy o konkretnych przypadkach. W moim przekonaniu podejście takie jest błędne, jak większość skrajnych rozwiązań. Osoby te albo nie wiedzą, o czym mówią, albo nie potrafią sensownie pomagać. W dobie mediokracji odmowa współpracy z mediami jest po prostu niemądra. Jest to o tyle nieroztropne, że jeśli dziennikarz zainteresuje się tematem i nie uzyska u nas żadnych informacji, to poszuka ich samodzielnie gdzie indziej. Stracimy wówczas jakikolwiek wpływ na kształt publikacji. Dużo rozsądniej
jest współpracować z dziennikarzem. Z doświadczenia wiem, że na ogół można też przekonać go, iż publikacja pewnych wiadomości byłaby szkodliwa dla ofiary i namówić do odstąpienia od tego, zwłaszcza jeśli damy mu w zamian jakieś inne informacje.

Wielokrotnie zdarzyło mi się prosić dziennikarzy o pomoc w sprawach ofiar. Czasem wystarczyło, że w ramach przysługi dziennikarz zadzwonił do urzędu lub prokuratury i zapytał o sprawę danej osoby. Świadomość, że sprawą interesują się media, wpływa na ogół niezwykle mobilizująco na urzędników. Bywa też, że upublicznienie historii pomaga w jej pozytywnym zakończeniu. Bardzo często dopiero po interwencji mediów urzędnicy zaczynają wykazywać zainteresowanie problemem ofiary, oferować jej pomoc. Nie oznacza to jednak wcale, że publikacje medialne zawsze przynoszą skutki pozytywne. Bardzo często dziennikarze, szukając sensacyjnego materiału, naruszają prywatność ofiary, natarczywością lub manipulacją wymuszają na niej wypowiedzi, których konsekwencją jest – trywialnie określając – rozsypanie się psychiczne. Często pokazanie miejsca zamieszkania i twarzy ofiary skutkuje negatywną reakcją otoczenia, swoistym jej napiętnowaniem.

Warto też pamiętać o innym aspekcie. Szeroko prezentowana niedawno w mediach historia 14-letniej Ani z Trójmiasta, która w wyniku rówieśniczej przemocy popełniła samobójstwo, miała swoje dodatkowe (poza polityczną wrzawą urządzoną przez urzędującego ministra edukacji oraz wszczętym postępowaniem sądowym) skutki. Po pierwsze, przez Polskę przetoczyła się fala samobójstw i prób samobójczych nastolatków. Po drugie, wielu młodych ludzi uznało zachowanie dręczycieli Ani za zabawne i warte naśladowania. Administratorzy serwisów internetowych umożliwiających wgrywanie krótkich plików wideo sygnalizowali prowadzonemu przez Fundację Kidprotect.pl hotline’owi wiele prób publikacji amatorskich filmów prezentujących przemoc rówieśniczą w szkole.
Uproszczone, często eksponujące element sensacyjny, a do tego nieprzemyślane w warstwie językowej publikacje potrafią zranić ofiarę, na przykład podważając wiarygodność jej świadectwa oraz – co równie istotne – utrwalają stereotypy dotyczące przemocy, na przykład dotyczące płci, pozycji społecznej ofiar i sprawców lub związków przemocy z alkoholem.

Uczyć się siebie

Wzajemna nieufność, pretensje, brak zrozumienia, częste poczucie wyższości (np. wyrażające się określaniem dziennikarzy przez pomagaczy mianem hien) sprawiają, że wielokrotnie nie udaje się osiągnąć tylu pozytywnych efektów, ilu można by się spodziewać. Warto uczyć się siebie nawzajem, poznawać, oswajać ze sobą, uznając przy tym, że nasze, pomagaczy i dziennikarzy, role oraz priorytety są różne. Tak naprawdę bowiem potrzebujemy siebie nawzajem.
Swego czasu Pogotowie „Niebieska Linia” zorganizowało interesujące spotkanie przedstawicieli organizacji pomocowych z dziennikarzami, w czasie którego obie strony mogły otwarcie porozmawiać o swoich potrzebach, zastrzeżeniach, pretensjach. Przyznam, że w moim odczuciu dziennikarze jako grupa prezentowali dużo większą otwartość niż pomagacze. Dla mnie osobiście było to niezwykłe doświadczenie.

Moją szczególną uwagę w czasie spotkania w „Niebieskiej Linii” zwrócił Marcin Wrona, prowadzący wówczas program „Pod napięciem” w stacji TVN. Wrona powiedział wówczas otwarcie, iż dziś, właśnie dzięki współpracy z pomagaczami, już wie, że wielu rozmów w swoim życiu zawodowym nie powinien był przeprowadzać. Niezależnie od czysto ludzkiej oceny, taka wypowiedź wymaga w końcu przemyślenia swojej pracy, dojrzałości i odwagi cywilnej, dowodzi ona również tego, że takie kontakty są potrzebne. Istnieje potrzeba przełamywania wzajemnych uprzedzeń, nieufności, wyjaśniania pretensji.

Warto szkolić osoby pracujące w organizacjach pomocowych w kontaktach z dziennikarzami, warto by poznawały one specyfikę pracy mediów, uczyły się tego, co określane jest mianem media relations. Umiejętność budowania i utrzymywania dobrych relacji z mediami potrzebna jest każdej organizacji, tak non profit, jak i biznesowej. Trudno w dzisiejszych czasach realizować zadania społeczne bez mediów, a już szczególnie – wbrew nim. Z drugiej strony warto, by dziennikarze dowiedzieli się więcej o problemie przemocy, o specyfice pracy z ofiarami, o konsekwencjach różnych traumatycznych zdarzeń. Warto uwrażliwiać dziennikarzy nie tyle nawet na krzywdę, bo na nią na ogół są wrażliwi, ile na zjawisko wtórnej wiktymizacji, do występowania której niechcący sami nieraz się przyczyniają, oraz na konsekwencje doświadczeń przemocowych.

W moim odczuciu ideałem byłyby cykliczne spotkania o charakterze warsztatowo-integracyjnym dla pomagaczy i dziennikarzy. Pozwoliłyby na poznanie się obu środowisk i nawiązanie dobrych relacji, a jednocześnie obie grupy mogłyby nawzajem się uczyć. Pomagacze przekazywaliby dziennikarzom wiedzę na temat specyfiki kontaktów z ofiarami, zaś dziennikarze mogliby uczyć pomagaczy dobrej współpracy z mediami. Ideałem byłoby, gdyby obu grupom zawodowym udało się wypracować zasady dotyczące prezentowania ofiar w mediach i potem promować je w swoich środowiskach. Mam nadzieję, że do zorganizowania takich warsztatów uda się doprowadzić.

J.Ś.