Dlaczego trudno jest pomagać rodzinie z problemem przemocy?

Bożena Gwizdek

Niebieska Linia 4/2010

Niniejszy tekst jest próbą odpowiedzi na pytanie praktyków dlaczego, mimo coraz sprawniej działających lokalnych systemów pomocy rodzinie w sytuacji kryzysowej, nadal trudno jest pracować z rodzinami, których dotyczy problem przemocy. Gdzie jeszcze można szukać możliwości bardziej efektywnej pracy, jakie czynniki mają wpływ na skuteczność pomocy, co jeszcze można zrobić w tym obszarze i kto powinien się tym zająć?

O przemocy w rodzinie mówimy już stosunkowo dużo i otwarcie. Nadal jednak jest nam trudno efektywnie pomagać rodzinom, które tej przemocy doświadczyły. Analizując aspekty natury prawnej, socjologicznej, psychologicznej, historycznej, wreszcie moralnej, napotkałam na przeróżne czynniki mające znaczący wpływ na jakość i efektywność pracy zarówno z ofiarami, jak i ze sprawcami przemocy domowej. Nazwałam je kolejnymi trudnościami.

Trudność nr 1:

Historia i jej przekazy

James Gilligan, psychiatra, autor książki Wstyd i przemoc. Refleksje nad śmiertelną epidemią (1996, wyd. poi. 2001), pisze: „Przemoc w ciągu ostatnich 3-4 tysięcy lat jedynie się nasilała, osiągając swój najwyższy poziom w wieku XX". Historia ludzkości pokazuje wielu zwolenników stosowania kary cielesnej czerpiących argumenty m.in. z Pisma Świętego. Kara fizyczna przez wieki była traktowana jako element wychowania dzieci. Była częścią procesu wychowawczego i nadawano jej znaczący walor pedagogiczny.

O wyborze kary dla dziecka, w tym kary fizycznej, decydował wyłącznie rodzic, potem także nauczyciel czy wychowawca. Dziecko było traktowane przedmiotowo i było własnością rodzica. Kary cielesne, fizyczne są w przekazach historycznych przywoływane i szeroko stosowane w obronie słusznych wartości, takich jak: uczciwość, wierność, miłość, zbawienie, moralność. Historia akceptuje akty zabijania dzieci/osób niepełnosprawnych (jako narzędzi szatana) czy przytacza przykłady wykorzystywania dzieci do zabaw dorosłych i seksu.

Przełomowy raport Johna Caffey'a z 1946 roku o zespole dziecka bitego rozpoczął zmianę w myśleniu o karach fizycznych i ich szkodliwości, bicie dzieci przez rodziców i opiekunów nazwał wprost - krzywdzeniem. Zmianę, która miała wykorzenić schematy myślowe ludzkości tworzone i stosowane przez tysiąclecia.

Wielka Brytania w 1987 roku wprowadziła zakaz stosowania kar cielesnych w szkołach publicznych. Kolejne kraje stopniowo zaczęły zmieniać procedury, prawodawstwo, uwzględniając podmiotowość dziecka, dając mu pierwsze prawa. Dopiero znacznie później zaczęto zwracać uwagę na krzywdzenie osób starszych, niepełnosprawnych, chorych. Do tej pory te grupy były niejako poza kategorią ludzi, którym przyznawano jakiekolwiek prawa do istnienia i godnego życia. Ale trzeba zauważyć, że nadal są kraje, miejsca i obszary geograficzne na świecie, gdzie zwolennicy stosowania kar fizycznych mają silne lobby i kary fizyczne mają zastosowanie usankcjonowane miejscowym prawem i zwyczajami.

Polacy i polskie przekazy także wpisują się w historię z jej przyzwoleniem na stosowanie kar. Polskie przekazy kojarzą się z silą, przemocą i karaniem. Przytoczmy tylko: „porachuję ci kości", powszechne „bo zaraz ojciec zdejmie pasa", „nie żałować ręki", wreszcie „wybić z głowy pomysły", czy do dziś funkcjonujące „do wesela się zagoi". W polskich porzekadłach inne prawa mają dorośli, a inne dzieci: „co wolno wojewodzie...", „dzieci i ryby głosu nie mają" itp. Dopracowaliśmy się też całej sekwencji przekazów odnoszących się bezpośrednio do przemocy domowej, a szczególnie pozycji ofiary przemocy w rodzinie; „trzeba nieść swój krzyż", „tyłek nie szklanka", „brudy pierze się we własnym domu", „niechby pił i bił, byle był", „lepszy zły ojciec niż żaden" itd. Pomimo Polskiej Deklaracji ds. Przemocy w Rodzinie z 1995 roku, procedury „Niebieskiej Karty" - nadal część tego dziedzictwa historycznego funkcjonuje w naszych domach. Łatwiej zmienić procedury, prawo, najtrudniej przełamać funkcjonujące przez wieki schematy myślowe i normy obyczajowe danej społeczności.

Trudność nr 2:

Definicja i kategorie przemocy

Mamy zdefiniowane kategorie przemocy. Ale sami umniejszamy znaczenie pewnych czynów tak wobec dzieci, jak i wobec dorosłych. Mówimy: „tylko straszył", „groził, ale w końcu nie zrobił jej nic złego", „po co się tak odzywał do ojca, przecież wie, jaki on jest", „nic wielkiego się nie stało". Decydują nasze własne doświadczenia życiowe i osobiste rozumienie poszczególnych kategorii przemocy. Nasze schematy myślowe, stereotypy, które często uruchomią się w takiej sytuacji. Zwłaszcza rozumienie samej definicji i jej poszczególnych elementów: „przemoc jest intencjonalna" (często słyszę: „on tego nie chciał, tylko za dużo wypił"), „narusza prawa i dobra osobiste" (to zależy jak rozumiemy prawa poszczególnych członków rodziny, jakie sami im dajemy prawa), „siły są nierównomierne" itd.

Dużą trudność sprawia pomagaczom symptomatologia, bo w przypadku przemocy domowej najpierw pojawiają się objawy niespecyficzne: zaburzenia snu, lęki, zaburzenia w zachowaniu, a dopiero potem te typowe, po których rozpoznajemy przemoc i przypisujemy kategorię: czyli złamania, sińce, zranienia, ciąża. I zaraz pojawia się następna trudność: definicja to jedno , a rzeczywistość - drugie: do jakiego paragrafu przypisać to, czego doświadczyła rodzina, jak zmierzyć ciężar gatunkowy popełnianych czynów. Kiedy mamy do czynienia z kradzieżą wiadomo, kto ukradł, kto jest poszkodowany, jaką wartość ma ukradziona rzecz. A jak „wycenić" ciężar np. zaniedbywania dzieci w rodzinie, jak zmierzyć odpowiedzialność rodziców? W przemocy domowej kategoria nie jest równoznaczna z paragrafem, ktoś musi zdecydować i wziąć odpowiedzialność za zgłoszenie czy interwencję.

Trudność nr 3:

Obraz ofiary przemocy domowej

Kolejną trudność upatruję w naszym postrzeganiu obrazu ofiary przemocy domowej. Mimo że mamy wiedzę na temat mechanizmów obronnych, ról, oczekujemy, że po pomoc przyjdzie osoba chcąca podjąć współpracę i rozumiejąca nasze dobre intencje. I że nie wycofa się ze współpracy, bo właśnie zrobiła pierwszy krok. Tymczasem spotykamy się z brakiem zaufania, najczęściej z biernością, czasem z agresją, brakiem aktywności w kierunku zmiany dotychczasowej sytuacji życiowej. Obraz realny ofiary przemocy jest oczywiście wynikiem jej doświadczeń życiowych, ale dla pomagaczy jest czasem trudny do zaakceptowania. Pracujemy z osobami funkcjonującymi w określonych rolach; z rodzinami, w których są silne zawiązane koalicje i przymierza - podsystemy spełniające (paradoksalnie) jednocześnie patologiczny i obronny charakter. W przemocy domowej członkowie rodziny funkcjonują w sytuacjach kryzysowych, często przedłużających się, powodujących PTSD. Poszczególni członkowie rodziny często przeżywają chaos myśli, uczuć wiążący się z narzuconymi im rolami, zmieniającymi się rolami w zależności od przebiegu cyklu przemocy lub z niemożnością ich pogodzenia. Nadmiernie obciążający poziom stresu i brak umiejętności radzenia sobie z nim tak przez ofiarę, jak i przez sprawcę, wzmacnia mechanizmy obronne rodziny i utrwala modele pułapek: psychicznej, sytuacyjnej, lęku, wreszcie kreuje model wyuczonej bezradności. W końcu rodzina sama nie wie, który świat jest realny. Funkcjonując w cyklu przemocy, przeżywa dwoistość uczuć i obrazów. Paradoksalnie zmienia się postrzeganie mitów i stereotypów w poszczególnych fazach cyklu, inaczej myślą i czują zarówno sprawca, ofiara, jak i świadkowie oraz otoczenie w fazie narastania napięcia, inaczej w fazie miodowego miesiąca.

Trudność nr 4:

Mity i stereotypy

O mitach i stereotypach wiemy najwięcej. Ale warto w tym miejscu przypomnieć, że stereotypy w podejściu do sprawcy i ofiary mają znaczący wpływ na jakość oferowanej pomocy. I przypomnieć kilka z nich nadal funkcjonujące.

Mity i stereotypy w podejściu do ofiary przemocy domowej:

- potępienie ofiary: „sama sobie winna" (zamyka sprawę);

- „nie ma śladów pobicia, nie było przemocy" - problem w rozumieniu kategorii przemocy;

- „tu nie da się wiele zdziałać" (zamyka sprawę);

- „jak ona nie chce, to nie będziemy nic robić na silę" (brak rozumienia mechanizmów);

- „to prywatne sprawy rodziny, nie wolno się wtrącać" (o zgrozo, nadal funkcjonuje).

Mity i stereotypy w podejściu do sprawcy przemocy domowej:

- potępienie sprawcy: „to bandyta", „psychopata", „socjopata" (zamyka sprawę, bo wierzymy, że nic nie da się zrobić);

- trzeba ukarać sprawcę, najlepiej osadzić w ZK (karzemy, nie zmieniamy mechanizmów funkcjonowania rodziny);

- „będzie zawsze bil" (czyli praca korekcyjna nie ma sensu z założenia). Profesjonaliści także nie uniknęli

wytworzenia pewnych stereotypów w swoim podejściu do pracy z rodziną doświadczającą przemocy. Z niektórymi spotykamy się na szczęście coraz rzadziej, ale niektóre nadal funkcjonują.

Mity i stereotypy dotyczące pomagaczy, profesjonalistów i sposobu ich pomagania w sytuacji przemocy domowej:

- przerzucanie odpowiedzialności: „to zadanie dla policji", „to nie moja działka", „niech wpłynie na piśmie";

- „wiem, co trzeba tej rodzinie" -błąd pomocowy;

- osobiste stereotypy i schematy myślowe związane z przemocą, np. chłopaka można czasem zbić, klaps pomaga w wychowaniu itp.;

- „musi się wreszcie zmienić prawo, tu nic nie da się więcej zrobić", „w tym systemie tyle możemy pomóc".

Co może nam pomóc?

Pracując z rodzinami doświadczającymi przemocy domowej uzbrójmy się w cierpliwość. Od pomagacza wymagana jest kompetencja, ciągła edukacja, rozwój osobisty, dbanie o samego siebie. Ale nie mniej ważna jest zwykła, ludzka życzliwość, chęć niesienia pomocy i koniecznie chęć przełamywania mitów i stereotypów. Trzeba mieć świadomość, że skierowane do rodziny działania powinny łączyć długofalowość, interdyscyplinarność, kompleksowość i pamiętanie o „wszystkich osobach dramatu". Procedury, prawo mają nam pomagać, czasem wskazują ramy pomocy, ale i tak najwięcej zależy od ludzi i ich rozumienia swojego miejsca w systemie pomocy rodzinie.

B.G.

BIBLIOGRAFIA

Gilligan J. (2001), Wstyd i przemoc. Refleksje nad śmiertelną epidemią. Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań.