Terapia par i rodzin w sytuacji przemocy (4/117/2018)

22.04.2025

 

Terapia rodzinna w sytuacji przemocy to interesujący, ale kontrowersyjny temat. Specjaliści różnych środowisk od dawna dyskutują czy taka forma pomocy się sprawdza, czy jest w ogóle możliwa i w jakich warunkach bezpieczna? Jakie pułapki czekają na terapeutów, którzy podejmują się tej trudnej pracy, jaka postawa pomaga ich uniknąć i stać się źródłem bezpiecznego wsparcia? Jak wspólnie z rodziną rozwijać świadomość, myślenie i komunikację, zamiast wrogich odreagowań? O tych dylematach z Aleksandrą Bachórz rozmawia Adam Chojnacki.

Adam Chojnacki: Wiele rodzin, w których istnieje zjawisko przemocy z różnych powodów podejmuje decyzję o pozostaniu razem i podejmuje próbę rozwiązania problemu. Pomijając etap wstępnych interwencji instytucjonalnych, które często są niezbędne, spróbujmy porozmawiać o możliwościach i ograniczeniach, które daje w tym procesie terapia par i rodzin. W związku z tym, że istnieje wiele wątpliwości i zagrożeń w prowadzeniu wspólnej terapii partnerów lub całej rodziny, gdy w systemie rodzinnym dochodzi do przemocy, zacznijmy od samego początku: jakie warunki muszą zostać spełnione, żeby taka terapia w ogóle była możliwa?

Aleksandra Bachórz: Rzeczywiście taki dylemat, czy pracować z rodziną, w której jest przemoc, staje przed terapeutą rodzinnym czy terapeutą par. Rozwiązanie go zależy moim zdaniem od wielu czynników, np. od tego, gdzie jest prowadzona terapia, jakie są doświadczenia terapeuty, jego przekonania, paradygmat terapeutyczny, w którym pracuje, jaka jest historia przemocy w rodzinie. Problemem jest samo definiowanie przemocy w sytuacji terapii. Bo co nią jest? Czy kłótnie? Czy przemoc fizyczna, czy karanie dzieci laniem? Czy wyzwiska? Zdaję sobie sprawę, że można łatwo na te pytania odpowiedzieć, gdy patrzy się na to z perspektywy prawa karnego, etyki czy moralności, ale już nie jest oczywistą odpowiedź w paradygmacie terapeutycznym. A szczególnie w paradygmacie terapii systemowej. Praktyka terapii odzinnej inspirowana jest różnymi podejściami teoretycznymi, jednak największy wpływ wywarła na nią teoria systemów. Nie mamy teraz miejsca, aby przedstawiać wszystkie założenia systemowego podejścia w terapii, ale konieczne jest wyjaśnienie, jak w tych podejściach rozumiana jest patologia. Żadna z osób, członków rodziny, nie jest traktowana jako nośnik patologii. Zaburzenie jednej z osób ma wpływ na cały system, który może podtrzymywać zaburzenie jednego ze swych członków. A więc najczęściej patologia przypisywana jest systemowi, jego strukturze i relacjom, w jakie wchodzą poszczególne osoby w rodzinie. 

Terapeuta rodzinny zastanawia się więc – mówiąc w dużym uproszczeniu – jakie znaczenie w procesie rodzinnym mają zachowania przemocowe? Mogą być aktami sadystycznej przemocy, ale też mogą być aktami lojalnościowymi, wtedy gdy ujawni się ich rolę, np. w wyrywaniu z depresji jednego z członków rodziny. Dlatego na samym początku dobrze byłoby, biorąc pod uwagę narzędzia pracy systemowej w procesie wstępnych konsultacji, spróbować rozpoznać funkcje objawu, jakim jest przemoc. Objawu, bo w paradygmacie systemowej pracy z rodziną przemoc, tak samo jak i alkoholizm, jak zaburzenia odżywiania występujące u nastolatka, traktowana jest jak objaw.

Następnie, moim zdaniem, tym najważniejszym, ramowym warunkiem pracy z rodziną, w której jest przemoc jest bezpieczeństwo rodziny. Problemem staje się to, kto o to bezpieczeństwo ma dbać, kto ma zajmować się kontrolą sytuacji w rodzinie pod kątem pojawiania się w niej przemocy. Inna jest sytuacja rodziny/pary i terapeuty z nią pracującego w systemie instytucji, inna w sytuacji pracy w gabinecie prywatnym. Różnica polega przede wszystkim na możliwości pracy w zespole. Część zespołu może np. zająć się kontrolą rodziny pod kątem występowania aktów przemocy. Terapeuta rodzinny zajmuje się wtedy pracą terapeutyczną, tzn. jak wcześniej wskazałam, znaczeniem przemocy w rodzinie, a nie kontrolowaniem sytuacji. Terapeuta rodzinny, pracujący w gabinecie prywatnym jest w znacznie trudniejszym położeniu, ponieważ nie może oprzeć się na pomocy zespołu. 

Ponadto, co jest oczywiste, warunkiem niezbędnym do rozpoczęcia terapii jest gotowość rodziny do pracy i uzgodnienie między terapeutą i rodziną obszarów współpracy. Jednak trudno jest te obszary wyznaczać bez uwzględnienia tego, że w rodzinie jest przemoc. Zdarza się, że rodzina chce pracować nad komunikacją, używa „zastępczego” języka na przedstawienie swojego problemu, np. zamiast opisywać zachowania, używa określenia „trudności komunikacyjne”.

Adam Chojnacki: No właśnie – przemoc bywa jednym z najbardziej ukrywanych, wstydliwych tematów, nawet po podjęciu decyzji o terapii, stąd ustalenie kontraktu, celów i trafna diagnoza w przypadku przemocy są bardzo ważne, by nie zajmować się tematami zastępczymi i podtrzymywać tajemnicy. To z kolei możliwe jest dopiero, gdy udaje się budować dobry sojusz terapeutyczny z całą rodziną, na co warto szczególnie zwrócić uwagę przy jego tworzeniu i rozwijaniu? 

Aleksandra Bachórz: Chciałabym zwrócić uwagę na bardzo ważny aspekt pracy z rodziną, w której występuje przemoc, dotyczący terapeuty, a właściwie jego postawy. Generalnie postawę terapeuty rodzinnego powinna charakteryzować neutralność, co bezpośrednio wynika z założeń teorii systemowych. Oznacza to, że terapeuta nie wypowiada ocen moralnych, nie staje po stronie jednego z członków rodziny. Za to wzbudza w sobie ciekawość „co miało wpływ na obecną sytuację w rodzinie, jak do tego doszło?”, co pozwala tę pozycję neutralności utrzymać. Ale w sytuacji przemocy nie jest możliwe zachowanie neutralności. Potrzebne jest zabezpieczanie, włączanie instytucji, nawet dzielenie rodziny. Wszystko po to, żeby zapewnić przestrzeń, w której mogą się pojawiać różne myśli. Warunkiem podstawowym dla powstania tej przestrzeni jest poczucie bezpieczeństwa, pewność, że nie zostanę ukarany za to, że ujawniłem przemoc. Minuchin, twórca teorii strukturalnych, powiedział: „jestem pragmatykiem w dostatecznym stopniu, aby wiedzieć, że czasem trzeba rozpocząć od dzielenia rodziny i usunięcia sprawcy z domu. Wiem jednak, że nie jest to terapia. Jest to tylko treść”. Znamy z praktyki sytuacje, w których rodziny zgłaszają się po pomoc terapeutyczną myśląc, że uchroni je to przed interwencją z zewnątrz. Jeśli terapeuta zgodzi się na pracę w takiej sytuacji, to staje się – i tu znów zacytuję Minuchina – „lokajem systemu penitencjarnego”. Terapeuta, aby nie zgubić procesu terapeutycznego, nie może zgodzić się na pracę pod warunkiem nieujawniana odpowiednim instytucjom przemocy. Powinien jasno określić, że nie pracuje w warunkach, które rodzina chce mu narzucić, np. że sprawa przemocy będzie tajemnicą dla świata. I powinien to jasno zakomunikować w czasie konsultacji, a także określić, w czym może im pomóc. W pierwszym etapie może jedynie umożliwić parze, która jest za przemoc w rodzinie odpowiedzialna, rozpoznawanie, kiedy w ich relacji pojawiają się zachowania przemocowe, jak mogą sygnalizować sobie jej nadejście i w końcu – jak odzyskiwać przez „sprawcę i ofiarę” kontroli. Dopiero wtedy – w moim przekonaniu – może pojawić się przestrzeń na pogłębioną pracę terapeutyczną. 

Adam Chojnacki: „Dzielić rodzinę” – czyli zapraszać na terapię tylko jej część?

Aleksandra Bachórz: Tak. Jestem głęboko przekonana, że to para małżeńska wraz z bagażem doświadczeń i emocji, które wnosi do swojego wspólnego życia, odpowiada za kształt relacji rodzinnych, w tym za przemoc. Dlatego opowiadam się za tym, żeby – póki jest w rodzinie przemoc – wyłączać dzieci z pracy rodzinnej. W moim przekonaniu takie działanie terapeuty jest mocną interwencją, która ma przede wszystkim ochraniać dzieci przed uwikłaniem w silny konflikt małżeński. To uwikłanie polega bowiem na tym, że dzieci mają być często sędziami, opowiadać się po którejś ze stron, bronić jednej ze stron, są zapraszane do wejścia w koalicję lub nawet w zastępstwie dorosłego – mają „wymierzać sprawiedliwość”.

Ten wstęp był niezbędny, abym odniosła się do twojego poprzedniego pytania. Sojusz terapeutyczny musi bowiem zawierać jasny przekaz ze strony terapeuty, w jakich warunkach pracuje i co może „obiecać” pacjentom. Następnie istotna jest zgoda na te warunki i deklaracja powstrzymania się przed przemocą fizyczną lub ujawnianie na sesjach różnego rodzaju aktów przemocy po to, aby stały się one materiałem do analizy i badania udziału pary w tworzeniu tej sytuacji. Jeśli para lub jeden z członków pary nie zgadza się na zawarcie takiej umowy, kontraktu, to nie zgadzam się na pracę z tą parą.

Adam Chojnacki: Czyli od samego początku stąpamy po kruchym lodzie. Jakie niebezpieczeństwa i pułapki czekają nas w takiej terapii na różnych jej etapach?

Aleksandra Bachórz: Pułapki mogą się pojawić na każdym etapie pracy, ale nie możemy zaczynać pracy bez tego podstawowego kontraktu. Brak zgody na powstrzymywanie się od przemocy i brak zgody na informowanie o niej wtedy, gdy ona jednak się pojawi wprowadza ogromny poziom nieufności między członkami pary i między terapeutą a parą. Nie wiadomo wtedy, z jaką rzeczywistością rodzinną mamy kontakt. Brak zgody na przyjęcie warunków pracy, które podał terapeuta może sugerować, że para (lub jedna osoba z tej pary) nie uznaje swojego problemu. I jeśli jest to osoba stosująca przemoc, to może to oznaczać, że chce zawładnąć terapeutą i procesem terapii, tak jak swoją/im partnerką/rem i rodziną. Mogłoby to doprowadzić w procesie terapii do rozegrania przemocy, bowiem ci pacjenci nie mają wewnętrznej przestrzeni na refleksję, u nich pierwszeństwo ma działanie. 

Adam Chojnacki: A co z motywacją do terapii i aktywnością pary, która jest w pewien sposób przyzwyczajona do funkcjonowania w trybie „jeden każe, drugi robi”? Na jakie niepokojące sygnały powinniśmy zwrócić szczególną uwagę?

Aleksandra Bachórz: W całym procesie terapii systemowej, tak jak w każdym procesie terapeutycznym, możemy mieć do czynienia z pozorną zgodą na zmianę. W pracy z rodzinami z przemocą może się to zdarzyć szczególnie wtedy, gdy rodziny zgłaszają się na terapię po interwencji służb lub na polecenie sądu. Oczywiście nie zawsze musi to oznaczać, że nie chcą zmiany, ale dla mnie jest to inna sytuacja niż wtedy, kiedy para sama zgłasza się na terapię z lękiem po tym, jak doszło między nimi do jakiejś formy przemocy. W tym pierwszym przypadku ważna jest analiza aktywności tej pary, tego jak i czy wnoszą problemy, czy czekają na aktywność terapeuty. Dla mnie ważnym źródłem informacji o moich pacjentach i rozumieniu ich zachowań jest analiza przeniesienia i przeciwprzeniesienia; jest to materiał do myślenia o rodzinie i do prób interpretacji. Wydaje mi się to szczególnie ważne, bo w tych rodzinach jest mało miejsca na myślenie, uczucia są przede wszystkim odreagowywane, zamieniane na działanie. Kłótnia często staje się też takim działaniem przez sposób, w jaki używane są słowa: nie stwarzają one możliwości zaistnienia żadnej refleksji. Uznaję, że moją rolą jest myślenie i opisywanie rodzinie tego, co się w niej, czy między członkami rodziny, dzieje.

Adam Chojnacki: Czy osoba stosująca przemoc może używać terapii przeciw swojej partnerce/partnerowi do manipulowania czy uzyskania wpływu na nią/niego? Wiemy przecież, że takie osoby używają różnych argumentów do tzw. prania mózgu, potrafią zniekształcać rzeczywistość, odwracać znaczenia różnych słów i zachowań, a także posiłkować się twierdzeniami różnych autorytetów wyrwanymi z kontekstu, by udowodnić drugiej osobie, że jest „chora psychicznie, głupia i nic nie rozumie”.

Aleksandra Bachórz: Oczywiście może. Znamy takie sytuacje także z indywidualnych procesów terapeutycznych, kiedy pacjent używa terapii nie do zmiany, lecz do utrzymywania swojego objawu. Rozumiem, że w przypadku pracy z przemocą rodzi to wiele moralnych dylematów, ale też omnipotentnych pragnień, że jako terapeuta „mogę wszystko”. Nie mogę i muszę znosić to, że nie zatrzymam przemocy, jeśli osoba ją stosująca nie będzie tego chciała. Myślę, że z tego powodu tak trudno jest pracować z rodzinami z przemocą.

Adam Chojnacki: Tym bardziej, że używanie terapii przeciwko drugiej osobie najczęściej dokonuje się już w domu, poza sesją. Mogą padać komentarze typu: „Widzisz, terapeutka też patrzyła na ciebie jak na świra, wcale nie powiedziała, że robię coś źle”. Tym samym jednak wracamy do wątku innego podmiotu monitorującego rzeczywistą sytuację w domu.

Aleksandra Bachórz: Używanie terapii w taki sposób jak mówisz jest możliwe głównie dlatego, że osoby, o których dzisiaj rozmawiamy, komunikują swoje stany psychiczne głównie przez działania. Często wypowiadane przez nich słowa są wynikiem niemożności utrzymania napięcia, jakie powstaje w parze, również w wyniku terapii. Źródłem tego napięcia jest lęk, np. przed tym, że za bardzo zbliżę się do partnera/partnerki w chwili szczerości czy w wyniku większej otwartości. To tylko jeden z przykładów źródeł napięcia, jakie doświadczają pary w przebiegu psychoterapii. 

Adam Chojnacki: Wróćmy może jeszcze na chwilę do dzieci. Powiedziałaś, że aby je ochronić, najlepiej jest wyłączyć je z terapii rodzinnej, kiedy problemem jest przemoc. Rozumiem, że warto robić to pewnie nawet wtedy, kiedy początkowo rodzina zgłasza się z dzieckiem jako tzw. zidentyfikowanym pacjentem i chce zajmować się jego trudnymi zachowaniami? 

Aleksandra Bachórz: Rodziny często zgłaszają się z dziećmi jako „zidentyfikowanymi pacjentami”, bo delegowanie dziecka to jeden ze sposobów radzenia sobie przez rodzinę z napięciem, które w niej istnieje. Nie zawsze jest to proces świadomy. Lepiej w takiej sytuacji pracę z rodziną doprowadzić do momentu, kiedy ten proces delegowania dziecka stanie się dla całej rodziny świadomy i dopiero wtedy wyłączyć dzieci z terapii i zaproponować jej kontynuację tylko parze. Jeśli od początku wiemy, że przemoc dotyka dzieci, to warto od razu wyłączyć je z procesu terapii. 

Adam Chojnacki: Myślę sobie w tym kontekście o jeszcze innej, często spotykanej w gabinetach sytuacji, że zgłasza się para pozostająca w dużym konflikcie, często przy okazji zbliżającego się rozstania, a konflikt ten już tak przybrał na sile, że dzieci, które go obserwują, są w nim „używane”, stają się ofiarami przemocy. Co byłoby istotne w pracy z parą, która na przykład walczy o dziecko (pobyt, opiekę itd.) tak, że paradoksalnie przestaje to dziecko widzieć?

Aleksandra Bachórz: To jest rzeczywiście poważny problem. Dzieci w rodzinie, w której jest przemoc, zawsze są jej ofiarą. Zawsze tam, gdzie zostaje w wyniku przemocy naruszona granica ciała powstaje zaburzenie i ciała, i umysłu drugiej osoby. Ofiara jest najbardziej dotknięta tym atakiem, ale w wyniku procesów projekcyjnych i introjekcyjnych dotknięty jest nim każdy, kto się o tym ataku dowiaduje lub jest jego świadkiem. A w sprawie par „walczących o dzieci” mogę tylko się z tobą zgodzić. Te pary tak naprawdę „nie widzą dziecka”. Widzą jedynie krzywdy, jakich doznali ze strony partnera. Albo walką leczą swoją trudność separacyjną. Kiedy walczą, nie czują tak dokuczliwie lęku przed samotnością ani porażki, jakiej doznali wskutek nieudanego związku. Można jedynie pomóc tym osobom zobaczyć co jest ich rzeczywistym problemem. Czasami to się udaje, a czasami niestety nie. 

Adam Chojnacki: Wcześniej wspomniałaś też o uważności wobec doświadczeń przeniesieniowo-przeciwprzeniesieniowych. Czy da się wyodrębnić jakieś uwikłania typowe dla terapii w sytuacji przemocy? Wyobrażam sobie przykładową sytuację, w której terapeuta z jakiegoś powodu staje bardziej po stronie osoby krzywdzonej i wikła się w pewnego rodzaju trójkąt dramatyczny, wspierając działania odwetowe. Na przykład wspiera silną stronę „ofiary”, ale jest ślepy na jej akty zemsty, które są destrukcyjną formą komunikowania bólu i prowadzą raczej do zamiany ról „sprawcy” i „ofiary”, niż dojrzałego porozumienia.

Aleksandra Bachórz: Przemoc skutkuje zakłóceniami w obszarze psychicznego i somatycznego stanu zarówno osoby jej doświadczającej, jak i jej świadka. Osobą tą jest partner, dziecko, ale też profesjonaliści zajmujący się rodzinami z przemocą, czyli też – my terapeuci. Wobec tego, że przemoc psychiczna, a tym bardziej fizyczna jest bardzo trudna do mentalizacji, a sprzyja odreagowywaniu, także terapeucie jest bardzo trudno utrzymywać własną refleksyjność, badać własne przeciwprzeniesienie i podtrzymywać swoją rolę, jaką jest nieustanne myślenie nad zachowaniami naszych pacjentów. To, o czym mówisz, czyli np. wspieranie tylko i wyłącznie ofiary, widziałabym jako odreagowywanie i najgroźniejsze uwikłanie dla terapeuty pracującego z przemocą. A przecież to, co jest deficytem naszych pacjentów, to niemożność wytrzymywania swoich stanów, co jest wynikiem wczesnodziecięcych doświadczeń, między innymi takich, jak odrzucenie w sensie emocjonalnym i fizycznym, czy brak lub niedostateczna obecność refleksyjnego umysłu rodzica. Wchodzimy tu w obszar procesów rozwojowych i nie jest to zapewne nic nowego, ale bez doświadczenia, że jestem kontenerowany, nie jest możliwy rozwój tej części osoby, która odpowiada za przetwarzanie doświadczeń i psychicznych stanów, własnych i innych. Jako terapeuci musimy więc nieustannie podejmować wysiłek i tworzyć w sobie miejsce na stany naszych pacjentów, poddawać je refleksji, a w pracy z parą głównie przyglądać się jak ta para wchodzi w relacje ze sobą. W ten sposób komunikujemy naszym klientom, że są rozumiani i wysłuchiwani z empatią. Wiem, że to bardzo trudne. Dlatego jestem zwolenniczką pracy w parze terapeutycznej i poddawania swojej pracy nieustającej superwizji. Pozwala to oprzeć się na dodatkowym umyśle, zapewniającym nam możliwość odbudowywania zdolności do refleksyjności, kontenerowania i empatii, które mogą zostać uszkodzone przez kontakt z przemocą.

Aleksandra Bachórz – psycholożka, psychoterapeutka psychoanalityczna dzieci, młodzieży i dorosłych. Od wielu lat pracuje również z parami i rodzinami, obecnie w ramach praktyki prywatnej, Gdańsk.

Adam Chojnacki – psycholog, certyfikowany specjalista w zakresie pomocy ofiarom przemocy w rodzinie. Pracuje w Punkcie Interwencji Kryzysowej w Sopocie, prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną i szkoleniową.

Artykuł pochodzi z czasopisma „Niebieska Linia" nr 4/117/2018




Inne z kategorii

Jak pytać o przemoc? (4/99/2015)

Jak pytać o przemoc? (4/99/2015)

31.10.2025

Sylwia Kluczyńska

O przemoc należy pytać wprost, z troską i empatią,...

czytaj dalej
Psychospołeczne aspekty komunikacji (4/105/2016)

Psychospołeczne aspekty komunikacji (4/105/2016)

19.12.2025

Ewa Mażul 

Tak naprawdę istnieją tylko dwa systemy komunikacji:...

czytaj dalej

Newsletter Niebieskiej Linii

Dołącz do biuletynu Niebieskiej Linii i otrzymuj wszystkie bieżące informacje o akcjach, szkoleniach, wydarzeniach oraz nowych artykułach.

Ostatnie czasopisma