Gra motywacji, czyli jak leczyć tych, którzy leczyć się nie chcą?
Aktualności
Niebieska Linia nr 6 / 2003
Z Wiktorem Osiatyńskim, autorem książki "O zbrodniach i karach", rozmawia Renata Durda.
Wksiążce "O zbrodniach i karach" zajmujesz się wnikliwie i z wielu perspektywzjawiskiem przemocy. Czy udało Ci się odkryć źródło przemocy?
Żadnezjawisko społeczne ani psychologiczne nie ma jednego źródła. Dlatego w takichprzypadkach mówi się o zależnościach statystycznych, a nie o absolutnym ibezwarunkowym wynikaniu. Myślę, że istnieje duża zależność między przemocą adwoma zjawiskami. Po pierwsze tym, że ktoś sam był ofiarą przemocy albojakiegoś nadużycia, które w znaczący sposób wpłynęło na poczucie jego godności,lub był świadkiem przemocy i widział, że może być ona środkiem do osiąganiacelu. Po drugie, że dana osoba nie zna innych niż przemoc, mechanizmówkomunikacji z ludźmi, żeby wyrazić swoje uczucia i potrzeby. Zdolnośćkomunikowania uczuć i myśli oraz poczucie własnej wartości są dwomaelementarnymi cechami, które chronią przed przemocą. Skuteczne programyoduczania przemocy uczą komunikacji, wyrażania potrzeb. Badania Jonathana Pinkusai Dorothy Lewis pokazują, że są trzy predykatory przemocy: pierwotna przemoc inadużycia, pogranicze patologii psychicznej oraz uszkodzenie płatów czołowychmózgu. Połączenie tych trzech elementów niemal w stu procentach prowadzi doprzemocy. Co ciekawe, ten pierwszy element bardzo często idzie w parze zostatnim, bo uszkodzenia płatów czołowych są o wiele częściej wynikiem bicianiż skutkiem wypadków! Na szczęście nie jest tak, że każdy człowiek, który byłofiarą przemocy, będzie stosował przemoc. Wręcz przeciwnie! Większość niestosuje. Ale znawcy zjawiska, np. James Gilligan, mówią, że jeszcze niespotkali sprawcy przemocy, który sam nie byłby ofiarą. Ta zależność jestwyraźna i jednoznaczna.
Populiścimówią, że źródłem przemocy jest bieda...
Nietylko populiści, także liberałowie i wielu światłych socjalistów mówi, żeźródłem przemocy jest bieda, dyskryminacja, nierówność, upodlenie i innezjawiska społeczne. Ta teza ma także poparcie statystyczne. Jeśli będziemy sięposługiwać twardą statystyką (czyli ilością zgłoszonych przestępstw), to widaćzależność między przestępczością w ogóle, w tym także z użyciem przemocy, astatusem społecznym i charakterem przemocy. Statystycznie tyle samo osób owysokim statusie materialnym co i niskim popełnia przestępstwa, aleprzestępstwa "białych kołnierzyków" albo polityków mają inny charakter: tozłodziejstwa, korupcja, przestępstwa gospodarcze. Nie można jednak mówić, że biedajest przyczyną przemocy, bo wtedy wszyscy ludzie biedni popełnialibyprzestępstwa, a tak nie jest. Oprócz biedy muszą być inne elementy. U podstawaktu przemocy zawsze leży indywidualna decyzja pojedynczego człowieka – decyzjao podjęciu czynu albo jego zaniechaniu. Nawet jeśli ktoś nie zdaje sobie sprawyz tego, bo działa w afekcie, wzburzeniu, to jest to decyzja. Taka sama jakwtedy, gdy działa się z premedytacją. Założenie, że to osobista decyzja,pozwala konstruować mądre programy resocjalizacji – człowieka można oduczyćpodejmowania złych decyzji, a nauczyć podejmowania innych, wzbudzić motywacjędo dobrych decyzji. Dopiero później przyjdzie pora, aby pomóc mu uporać się zsytuacjami, które mogą być trudne i sprzyjać przestępczości czy przemocy. Zmianasytuacji bez zmiany sposobu myślenia oraz reagowania jest nieskuteczna. Jeślirozpuszczonego bachora, który bierze wszystko siłą, przeniesiemy z sierocińcado elitarnego akademika, to nadal będzie brał wszystko siłą, i tylko zaburzy tęnową strukturę. Trzeba go po drodze zmienić, wymagając od niegoodpowiedzialności. Moja filozofia pozytywna jest filozofią bardzo surową, tzn.wymagającą odpowiedzialności, zwłaszcza za drobne przestępstwa na początkudrogi przestępczej. Za najbardziej szkodliwą społecznie i kryminogennąinstytucję uważam zasadę "znikomej szkodliwości społecznej czynu", którazwalnia sprawców od odpowiedzialności, i to najczęściej na początku drogiprzestępczej.
Comyślisz o związku alkoholu z przemocą?
Jestbardzo silny i wyraźny. Zwłaszcza w "kulturze wódek": Polska, Rosja, północnaEuropa. To widać i statystycznie, i gołym okiem. Nie ma takiego związku międzyprzemocą a narkotykami. Alkohol osłabia kontrolę centralnego układu nerwowego,którego używamy, aby poskromić zwierzę tkwiące w człowieku, i powodujeagresywne zachowania. Mniej jest przemocy w "kulturze piwa i wina". To prostazależność. Wino i piwo w tym samym tempie osłabiają układ motoryczny ipsychiczny. Człowiek staje się coraz bardziej ospały i przysypia. Wódka wolniejdziała na układ motoryczny, a szybciej na nerwowy – już mam małpi rozum, alemogę jeszcze wstać i przywalić. To ważna przyczyna, dla której w "kulturzewódki" ludzie tak często uzależniają się od alkoholu. Jednym z ważnychmechanizmów w tym procesie jest mechanizm zakłamania. Ktoś, kto narozrabiał popijaku, ma większą potrzebę zakłamania. Znam wielu alkoholików, a tylko kilku znich nie było sprawcami przemocy. Alkoholicy popełniają wiele wstydliwychczynów i w trakcie pracy nad 8 Krokiem programu Anonimowych Alkoholików będąmusieli temu zadośćuczynić. Na pewno nie można łączyć uzależnienia od alkoholui przemocy na etapie leczenia – najpierw alkoholizm, potem przemoc.
Procedurazobowiązania do podjęcia leczenia jest ostatnio przedmiotem szczególnej uwagize strony wymiaru sprawiedliwości i środowisk związanych z terapią uzależnień.Czy w dzisiejszych czasach ma ona nadal sens?
Dokładniewyjaśnia to Hamish Sinclair w mojej książce (obszerne fragmenty tej rozmowydrukujemy obok – przyp. red.). Polskie zobowiązanie do leczenia jestpomieszaniem rzeczy ważnych z kompletnymi absurdami w stosunku do istotyalkoholizmu jako choroby. Samo zobowiązanie do leczenia, czyli przymuszgłoszenia się na leczenie, moim zdaniem, ma sens. Nie znam żadnego alkoholika,który pewnego dnia wstał, ogolił się, włożył krawat i powiedział, że dziś idziesię leczyć... Każdy przyszedł na terapię z jakiegoś wewnętrznego lubzewnętrznego przymusu. Dobre leczenie polega na zmianie motywacji. Jeśliczłowiek przychodzi z motywacją wystarczającą zaledwie na to, żeby przyjść, alejuż nie na to, żeby potem wyjść i się nie napić, to szansa, że terapeuci wciągu 6 tygodni zmienią jego motywację, jest bliska zeru. Uwłaczające godnościludzkiej i sprzeczne z zasadą praw człowieka jest samo istnienie komisjibiegłych, bo nie jest ani prawdziwe, ani skuteczne, żeby ktoś mi powiedział, żejestem alkoholikiem. To po pierwsze. Po drugie, moje picie nie jest niczyjąsprawą i nikt nie powinien ingerować w samo picie jako takie. Mam prawo byćalkoholikiem. Ktoś, kto każe mi to zmienić, narusza moje prawa.Odpowiedzialność i możliwość wpływu na człowieka nie dotyczy samego picia czynawet choroby, ale konsekwencji picia. Nie mam prawa popełniać przestępstw iwykroczeń, które mogą mieć związek z tym, że jestem alkoholikiem i piję wsposób niekontrolowany. Człowiek, który popełnia przestępstwa, ma obowiązekodpowiadać za nie. I to jest kwestia sądu, a nie komisji czy biegłych. Sądpowinien powiedzieć: "Pan X idzie do więzienia za to, że dwa razy pobił żonę".Po wyroku pan X może dostać możliwość warunkowego zawieszenia kary, jeżeliprzejdzie terapię dla osób stosujących przemoc, ale zanim ją przejdzie,terapeuci przemocowi powiedzą mu, żeby przeszedł terapię odwykową, bo jeśli nieupora się ze swoim problemem alkoholowym, to nie ma szans niczego kontrolować.Nad realizacją tego planu czuwa kurator i jeśli podopieczny nie idzie naterapię, kurator natychmiast wysyła go do więzienia. Dobrze, żeby w więzieniubyła możliwość leczenia. Podobnie powinno się stać w sytuacji, kiedy człowiekzgłosi się na terapię, ale nic nie robi. Zmiana motywacji wymaga współpracypacjenta i terapeuty. Podjęcie leczenia i współpraca w jego trakcie to warunekzawieszenia kary.
Niemieckiebadania wśród skazanych nietrzeźwych kierowców pokazały, że większość z nich toosoby uzależnione od alkoholu i programy korekcyjne powinny być w gruncierzeczy programami terapii uzależnienia.
Osoba,która popełnia przestępstwo jazdy po pijanemu, powinna dostać wysoki wyrok:zakaz wykonywania zawodu, jeśli jego praca wiąże się z kierowaniem pojazdami, iponieść inne poważne konsekwencje. Po wyroku zjawia się kurator lub pracownikprogramu pomocy pracownikom (Employment Assistant Program –EAP), który ma wiedzę z zakresu problematyki alkoholowej, i mówi: "Wydaje misię, że masz problem z alkoholem, lepiej coś z tym zrób...". W takiej sytuacjileczenie staje się szansą. Szansą na to, by nie utracić wartości, na jakiejczłowiekowi najbardziej zależy – zdrowia, rodziny, wolności, pracy lubpieniędzy. Każdy coś takiego ma, na czym mu szczególnie zależy.
WPolsce od kilku lat aktywnie rozwija się instytucja mediacji (sprawiedliwościnaprawczej). Jak widzisz przyszłość tej metody?
Dlaprzestępców młodocianych to zasadnicza instytucja. Daje szansę na spotkaniesprawcy i ofiary, uznanie zaistniałego faktu, pokrzywdzenia ofiary i winysprawcy. W Nowej Zelandii wprowadzono zasadę mediacji jako regułę we wszystkichsprawach dotyczących młodocianych. Nie znaczy to, że sprawy młodocianych nigdynie trafiają do sądu. Sędzia ma po pierwsze zaakceptować wynik mediacji, podrugie czasem sprawca nie chce uznać swego sprawstwa. Uważam, że sprawiedliwośćnaprawcza to wielka szansa, przyszłość prawa karnego. Ale aparatsprawiedliwości będzie temu niechętny, ponieważ zmienia to jego charakter.Dopóki ludzie z tego aparatu: policja, prokuratorzy, sędziowie będą ekspertamiw dziedzinie "sprawiedliwości", o zmianę będzie trudno. Ale ogólne zmianyspołeczne sprzyjają filozofii sprawiedliwości naprawczej.
Czyinstytucja mediacji ma sens w sprawach związanych z przemocą w rodzinie?
Jeżelisprawca przemocy w rodzinie potrafiłby bez wyroku sądu uznać, że ma problem zprzemocą i chciałby dobrowolnie pójść na terapię to miałoby sens, bo istotatego, o co zabiegają kobiety, to nie zemsta, ale zaprzestanie bicia.Przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości (policjant, mediator) może postawićwarunek: pójdziesz siedzieć za to, co zrobiłeś, chyba, że chciałbyś przyznaćsię do tego, zadośćuczynić i przyjąć konsekwencje – w tym przypadku poddać sięleczeniu z przemocy. Jeśli nastąpi kolejny akt przemocy, wtedy sprawcabezwarunkowo idzie siedzieć. "Skryminalizowanie" przemocy domowej jako osobnegoprzestępstwa, tak jak to się stało w Kalifornii, a potem innych stanachamerykańskich, wprowadzenie aresztu albo odizolowanie od rodziny osobystosującej przemoc, otworzyło drogę do terapii odbywanej na wolności. Ale tylkojako szansa jednorazowa, przy pierwszym incydencie. Jeśli sprawca powtarzaczyn, idzie bezwzględnie do więzienia i sędzia nie może podjąć innej decyzji.Na szczęście w więzieniach także realizowane są programy z zakresu leczenia zprzemocy, np. w Kalifornii więzienne programy są jeszcze skuteczniejsze niżwolnościowe. W Polsce oburzający moralnie jest fakt, że to bita kobieta uciekaz domu! To zaniedbanie państwa najwyższej kategorii, powiedziałbym wręcz –współudział państwa w przestępstwie.
Jakw takim razie karać, aby dać szansę na zmianę?
Niema pytania, jak karać! Karać! Za każde przestępstwo. Natomiast po ukaraniuzaczyna się tysiąc spraw: kurator, probacja, warunkowe zawieszenie wykonaniakary (nie orzeczenia kary, ale jej wykonania), przedterminowe zwolnienie – całagra motywacji. Natomiast w więzieniu najważniejsze jest tworzenie motywacji. Natej filozofii opiera się program, który wspólnie z Ewą Woydyłło, Jamesem Gilliganemi oddanymi tej sprawie pracownikami więziennictwa wprowadzamy w więzieniu wRadomiu. Więźniowie, którzy sami wyleczyli się z przemocy, potrafią lepiejmotywować innych więźniów. W ogóle więzienie jest dobrym miejscem do wszystkichzamkniętych oddziaływań terapeutycznych. W polskich więzieniach mamy już 11oddziałów leczenia uzależnień "Atlantis", mamy programy dla sprawców przemocy wRadomiu, Olsztynie, Warszawie...
Gdybyśmógł zmienić jedną rzecz w polskim systemie sprawiedliwości...
Wszystkiepieniądze przeznaczyłbym na kuratelę. Przeszkolił tysiące kuratorów. Dobrzezorganizowany i dostępny system leczenia z przemocy i alkoholizmu oraz dobrzeprzygotowany kurator natychmiast by na siebie zarobili. Ludzie siedzieliby wwięzieniach krócej, nie byłoby tyle recydywy. Na kuratorów chętnieprzeszkoliłbym, przez rok lub dłużej, tysiące zwalnianych z wojska oficerów.Dobry kurator musi umieć wyrażać twardą miłość. Oficer w wojsku nauczył siętwardości, teraz trzeba nauczyć go troskliwości, no i oczywiście tego, copowinien robić jako kurator. To największe potencjalne źródło dobrej kurateli.Dobry kurator nie musi być prawnikiem, nie powinien być psychologiem.Oczywiście, trzeba jeszcze będzie przeszkolić sędziów, by potrafili dobrzewspółpracować z kuratorem.
Dziękujęza rozmowę.
Autor zachęca do dyskusji na tematy poruszane w rozmowie i książce,nadsyłania uwag i sugestii na adres internetowy:
mediarodzina@mediarodzina.com.pl
R.D.
Inne z kategorii
Przemoc instytucjonalna (2/109/2017)
14.03.2025
Mariusz Sobkowiak
Przemoc instytucjonalna to pojęcie, które od...
czytaj dalej
Terapia pary z doświadczeniem traumy (3/140/2022)
05.02.2025
Adam Chojnacki
Doświadczanie konsekwencji traumy przez jednego...
czytaj dalej