Transfer przemocy. Powielanie przez DDA przemocowych wzorców z dzieciństwa (nr 5/118/2018)

28.04.2025

Honorata Skrętowska-Danielczenko

Celem artykułu jest przybliżenie, w jaki sposób zapisują się doświadczenia z dzieciństwa, tworząc z czasem schematyczne, utrwalone tendencje do reagowania w określony sposób, często szkodliwy i raniący dla naszych pacjentów lub ich bliskich.

Praktyka psychoterapii pokazuje, że wielu pacjentów wychowujących się w rodzinach uzależnionych w dorosłym życiu doświadcza lub jest sprawcą przemocy. W pierwszym odczuciu może się to wydawać niezrozumiałe – jak to możliwe, że ktoś, kto tak wiele wycierpiał z powodu przemocy (fizycznej, emocjonalnej, seksualnej) nie unika jej w dorosłości na wszelkie możliwe sposoby. Każdy z nas radzi sobie z własnymi doświadczeniami w indywidualny, niepowtarzalny sposób. Doświadczenie dorastania w rodzinie uzależnionej nie jest „wyrokiem” skazującym na wchodzenie w rolę ofiary lub sprawcy przemocy w dorosłym życiu. Ponieważ jednak dotyczy to istotnej części populacji DDA, uznałam, że warto przybliżyć mechanizmy, które są za to odpowiedzialne. 

Dlaczego dzieci z rodzin uzależnionych są szczególnie narażone na doświadczanie przemocy?

Po pierwsze, sam fakt uzależnienia może świadczyć o wcześniejszych deficytach. Każdy z nas boryka się z jakimiś problemami, napotyka trudności w pracy, w rodzinie. Zmagamy się z wieloma bolesnymi emocjami. Nie każdy jednak sięga po alkohol czy inne substancje psychoaktywne, żeby się „znieczulić” czy na chwilę „zapomnieć” o kłopotach. Wśród wielu czynników, które mogą sprzyjać uzależnieniu, można wymienić brak umiejętności konstruktywnego radzenia sobie z napięciem (na przykład aktywność fizyczna, relaksacja, samouspokajanie), trudności w radzeniu sobie z emocjami (jak choćby ich wyrażanie – w najprostszej wersji taką funkcję pełni rozmowa z bliską osobą). Nie są one oczywiście wystarczające – geneza uzależnień jest naturalnie znacznie bardziej złożona.

Stres i napięcie są nieodłączną częścią naszego życia. Ludzie mający konstruktywne wzorce reagowania radzą sobie z nim bez poważniejszych szkód w codziennym funkcjonowaniu. Osoba uzależniona w miarę rozwoju nałogu traci te umiejętności. Po pierwsze dlatego, że używając alkoholu do „radzenia sobie” z przeciwnościami losu i emocjami, zaczyna utrwalać tę strategię postępowania. W miarę upływu czasu strategia radzenia sobie za pomocą alkoholu utrwala się i staje się pierwszą ścieżką wyboru. Równocześnie osoby uzależnione przestają stopniowo korzystać z innych, bardziej konstruktywnych sposobów radzenia sobie z napięciem. Zaczynają się ograniczać do alkoholu jako swoistego remedium. Stopniowo rozwija się mechanizm nałogowego regulowania emocji. W jaki sposób sprzyja to nasilaniu agresji? 

O ile alkohol czy inne substancje potrafią przynosić przyjemne stany emocjonalne, to już odroczone konsekwencje są zwykle nieprzyjemne i dotkliwe. Tak zwany kac to przecież – poza złym samopoczuciem fizycznym – także pogorszenie nastroju, przygnębienie, czasem poczucie winy lub złość na siebie, niepokój, rozdrażnienie. Nie bez powodu u osób uzależnionych bardzo często diagnozuje się (jako konsekwencję nałogu zaburzenia lękowo-depresyjne). I tak – paradoksalnie – sposób na poprawę samopoczucia generuje jego zasadnicze pogorszenie. Dużo trudniej wówczas konstruktywnie radzić sobie ze złością. Każdy z nas pewnie pamięta, jak w momencie kiepskiego samopoczucia fizycznego i psychicznego, był nieprzyjemny dla bliskich bez żadnego wyraźnego powodu. U osób uzależnionych może to sprzyjać agresywnym wybuchom.

Po drugie – osoba uzależniona broni samej siebie. Odpowiada za to mechanizm iluzji i zaprzeczania. Polega on na tym, że osoby uzależnione naprzemiennie „włączają” świadomość, że są uzależnione lub obiecują sobie zmianę (to był ostatni raz, od jutra nie piję) i ją wyłączają (bez przesady, wcale nie piję tak dużo, wszyscy piją). Zazwyczaj świadomość problemu pojawia się, kiedy osoba uzależniona zderza się z konsekwencjami – złe samopoczucie, zgubiony portfel, kolejna absencja w pracy. Kiedy osoba zaczyna trzeźwieć, aby uniknąć nieprzyjemnych objawów odstawiennych, umysł podpowiada racjonalizacje, które mają uzasadnić kolejne próby sięgania po alkohol (to już będzie naprawdę ostatni raz, od jutra zmienię swoje życie). Na tym etapie rozwijania się uzależnienia zazwyczaj otoczenie społeczne dostrzega już problem. Rodzina, współpracownicy, znajomi zaczynają komunikować swoje obawy bądź wątpliwości co do sposobu używania alkoholu. Często uruchamia to złość (nie wtrącaj się, za swoje piję), której funkcją jest odrzucenie konieczności konfrontacji z faktami i uznania własnego problemu.

Wreszcie – pod wpływem oddziaływania alkoholu na mózg i centralny układ nerwowy mogą rozwijać się specyficzne zaburzenia spostrzegania, jak choćby tak zwany „Zespół Otella”, gdzie osoba uzależniona jest przekonana o niewierności swojego partnera. Na każdym kroku widzi dowody rzekomej wiarołomności. Zazwyczaj generuje to wściekłość i prowadzi do agresji.

Alkohol rozhamowuje – wcześniej wyznawane wartości, przekonania tracą ważność, gdyż najważniejszy staje się nałóg.

Podsumowując – nadużywanie substancji powoduje stopniowy zanik zdolności do konstruktywnego radzenia sobie z emocjami, utrwala uzależnienie, które jest źródłem intensyfikacji dotkliwych stanów emocjonalnych i ogranicza okazję do doświadczania pozytywnych, przyjemnych emocji, prowadzi do rozwijania się nałogowych mechanizmów poznawczych, emocjonalnych i w obrazie „Ja”. Jest także podstawą do rozwijania się innych zaburzeń emocjonalnych. 

Jak dzieci w rodzinach uzależnionych próbują sobie radzić z doświadczeniami przemocy?

Spełnianie oczekiwań i podporządkowanie

Tak w uzależnionych, jak i w zdrowych rodzinach zachowania, które budzą często niezadowolenie rodziców, zazwyczaj dotyczą niespełniania przez dziecko oczekiwań rodziców. Kiedy nie wypełnia ono obowiązków domowych, łamie zasady, ma gorsze stopnie. Tak dzieje się w bardzo wielu rodzinach i rodzice szukają różnych sposobów poradzenia sobie z podobnymi sytuacjami. Osoby uzależnione mają większą łatwość w reagowaniu złością i agresją, dlatego każda sytuacja niespełnienia oczekiwania rodzica wiąże się dla dziecka z ryzykiem ponownego doświadczenia przemocy z jego strony. Część dzieci szybko się uczy, że należy zrobić wszystko, żeby zaspokajać oczekiwania rodziców. Tworzy to tendencję do podporządkowywania się, rezygnowania z siebie, zaspokajania potrzeb bliskich. Dzieci radzą sobie w taki sposób także w rodzinach, w których nie ma przemocy. Zazwyczaj intencją podobnego reagowania jest próba uzyskania akceptacji, uznania, zdobycia uwagi rodzica, gdy ich brakuje. W rodzinach alkoholowych dziecko zabiega o uwagę niepijącego rodzica, zwykle jednak tego nie uzyskuje, ponieważ najczęściej drugi rodzic jest wpółuzależniony i skupiony na partnerze oraz jego nałogu. Niewiele zostaje miejsca na dostrzeżenie potrzeb dziecka.

Tłumienie emocji

To psychologiczny mechanizm obronny, który chroni dziecko przed przeżywaniem jeszcze większego cierpienia. Dziecko będące świadkiem przemocy wobec matki, staje w jej obronie. To doświadczenie jest tak mocne, że potrzebuje ono kompletnie stłumić emocje, aby jakkolwiek sobie poradzić. Jeśli wyobrazimy sobie, że pijany ojciec (z racji wieku większy, silniejszy i groźniejszy) bije matkę, to widzimy absolutne przerażenie dziecka. W zależności od jego wieku pojawiają się różne stany emocjonalne. Gdy dziecko jest małe, powiedzmy przed okresem adolescencji, w żaden sposób realnie nie ma szans na wygranie starcia ze sprawcą przemocy. Zazwyczaj jednak rodzic niepijący jest nieco lub znacząco „lepszym” opiekunem niż osoba uzależniona. Dlatego dziecko, pomimo że jest przerażone i bez szans na zwycięstwo, próbuje stanąć w obronie matki. Jeśli tego nie zrobi, to (w umyśle dziecka, ale nierzadko także faktycznie) ojciec skatuje lub zabije matkę i dziecko straci jedyny punkt oparcia. Stając w obronie matki, walczy więc o własne przeżycie. Wtedy tłumienie emocji (lęku) pomaga przetrwać i poradzić sobie z sytuacją. 

Dzieci z rodzin przemocowych uczą się tłumić wiele różnych emocji. Raczej nie mogą sobie pozwolić na wyrażanie złości. Zwiększałoby to ryzyko eskalacji przemocy ze strony rodzica, często potwierdzane przez drugiego rodzica (nie prowokuj ojca). Po drugie dzieci, nie mając konstruktywnego wzorca wyrażania złości, np. w formie asertywnego komunikatu nie podoba mi się sposób, w jaki się do mnie zwracasz, bardzo szybko zaczynają mylić złość z agresją. Złość to naturalna emocja, bardzo nam potrzebna w stawianiu granic innym ludziom. Informuje nas o tym, że dzieje się nam jakaś krzywda i dzięki energii złości łatwiej jest się obronić, nie zgodzić na jakiś rodzaj postępowania wobec nas. Doświadczenie przemocy uczy kojarzenia złości z agresją, która jest druzgocąca dla drugiego człowieka i generuje ogromne cierpienie. Dzieci z rodzin przemocowych obawiają się złości w przekonaniu, że jeśli ją wyrażą, to będzie równie niszczące jak przemoc, której doświadczają.

Poczucie winy i nadmiarowa odpowiedzialność

Dzieci doświadczające przemocy często nabierają przekonania, że same są za to odpowiedzialne. Po pierwsze dlatego, że tego rodzaju myślenie pozwala przynajmniej częściowo ochronić wizerunek rodziców. Łatwiej dziecku przetrwać, gdyż tworzy to iluzję, że jeśli będzie grzeczniejsze, bardziej ciche, będzie się bardziej starać, to może w przyszłości uda się uniknąć wybuchów złości i agresji ze strony rodzica. Chroni przed dotkliwym poczuciem bezradności oraz przerażającą świadomością, że jego najbliżsi są jego katami. Takiej świadomości dziecko (kompletnie zależne od rodziców i skazane na wiele jeszcze lat życia w przemocowym systemie) nie byłoby w stanie udźwignąć.

Również rodzice często aktywnie wspierają takie myślenie. Współuzależniony rodzic, który często sam boi się swojego partnera, potrafi dawać przekazy swojemu dziecku, które rozwijają i wspierają dysfunkcyjne przekonania jakoby dziecko było odpowiedzialne lub mogło zapobiec przemocy (nie denerwuj tatusia, zobacz, co się przez ciebie stało).

Dziecko uczy się myślenia, że to ono jest odpowiedzialne za nastroje bliskich osób i to do niego należy zadanie – sprawienie, żeby w domu było spokojnie.

Zaprzeczanie

Kolejną strategią radzenia sobie z przemocą (zarówno w sytuacji, gdy dziecko jest ofiarą, jak i świadkiem przemocy) jest zaprzeczanie jej, bagatelizowanie czy pomniejszanie skutków. Często rodzic współuzależniony daje swoim dzieciom przekazy, które je zatrzaskują w przemocy, nie pozwalając uzyskać pomocy, wsparcia na zewnątrz rodziny. Dotyczą one przekonań, że nie wolno na zewnątrz ujawniać informacji o tym, co się dzieje w rodzinie. Często wiąże się to ze wzbudzaniem wstydu lub lęku u dziecka (koledzy się od ciebie odsuną jak będziesz mówił, co się dzieje w domu; co sobie ludzie pomyślą; powiedz, że masz siniaki, bo upadłeś podczas zabawy, inaczej zabiorą cię do domu dziecka). 

Stopniowo dzieci przyswajają ten głos jako własny i same zaczynają zaprzeczać oczywistym faktom. Służy to przedstawianiu samemu sobie sytuacji jako mniej zagrażającej i dotkliwej niż jest w rzeczywistości. Pomaga to w łagodzeniu cierpienia psychicznego, ale także chroni przez kolejnymi frustracjami. Kiedy dziecko krzywdzone zwraca się o pomoc do drugiego rodzica, z reguły tego wsparcia nie dostaje. Osoba współuzależniona faktycznie nie chroni swoich dzieci przed przemocą czy byciem jej świadkiem i nie potrafi uznać emocji dziecka ani się nimi zaopiekować. Zazwyczaj więc bagatelizuje lub zaprzecza jego odczuciom. Kiedy dziecko skarży się, że jest mu smutno lub boi się ojca, często słyszy, żeby nie przesadzało, że w innych rodzinach jest jeszcze gorzej, że w ten sposób tylko „dokłada zmartwień”. W dziecku rodzi to kolejną frustrację i uczy, że nawet jeśli zwróci się po pomoc, to nie może na nią liczyć. Stopniowo wycofuje się z prób jej uzyskania i godzi z tym, że nic nie może zrobić. Przestaje również ufać swoim odczuciom, emocjom.

Konsekwencje w dorosłym życiu – schematy zachowań

Kiedy przez wiele lat żyjemy w określony sposób, trudno to zmienić, nawet jeśli zmieniają się okoliczności i warunki naszego życia. To prowadzi do utrwalenia się sztywnych schematów reagowania, które skłaniają nas do funkcjonowania pod ich wpływem niezależnie od tego, czy nadal są nam potrzebne do przetrwania, czy raczej ich obecność generuje straty, utrudnia korzystanie z życia czy zaspokajanie ważnych potrzeb.

W jaki sposób opisane powyżej strategie radzenia sobie oraz dysfunkcyjne przekonania mogą wpływać na powielanie przemocowych wzorców z dzieciństwa i zwiększają ryzyko ponownego wejścia w rolę ofiary lub w rolę kata w dorosłym życiu?

Najczęściej adaptujemy się do naszych „bazowych” doświadczeń albo poprzez odtwarzanie wzorca albo poprzez bunt przeciw niemu. Obydwie strategie generują problemy. Część DDA wchodzi w bliskie relacje na sposób, w jaki to miało miejsce w dzieciństwie – np. starając się spełniać oczekiwania partnera, podporządkowując się, rezygnuje z własnych potrzeb i pragnień. Jeśli osoba zbuntuje się wobec wzorca, wtedy staje się bezkompromisowa, próbuje dominować lub kontrolować partnera. W żadnej z tych pozycji nie jest możliwe stworzenie bliskiej, partnerskiej relacji opartej na wzajemnym szacunku, bliskości. 

Należy pamiętać, że niezależnie czy DDA odtwarza wzorzec z dzieciństwa, czy funkcjonuje w buncie przeciw niemu, w żadnej z tych strategii nie ma możliwości elastycznego wyboru reakcji, zachowań. Schematy funkcjonują jak „programy”, które sterują naszym odbiorem sytuacji, reakcją emocjonalną i wyborem postępowania.

Samo funkcjonowanie w bliskim związku z pozycji podporządkowania i zaspokajania potrzeb partnera nieuchronnie rodzi frustrację. Stoi za tym dziecięce (wówczas naturalne i adekwatne) oczekiwanie, że tylko inna osoba (dorosły) może zaspokoić nasze potrzeby. Jednak w dorosłym życiu to my mamy starać się dbać o siebie i realizować własne pragnienia, nikt inny za nas tego nie zrobi. Podporządkowanie, nastawienie na zaspokajanie potrzeb innych sprawia, że DDA może „przyciągać” osoby, które tego właśnie oczekują od relacji. Często mówi się o „dopasowaniu schematów”. Osoba z takim schematem raczej wejdzie w bliski związek z kimś, kto oczekuje, że jego potrzeby będą ważniejsze. 

Dziecięce strategie radzenia sobie w rodzinach przemocowych powodują, że trudno jest DDA zbudować bezpieczną, dobrą relację w dorosłym życiu.

Przemoc w bliskim związku zazwyczaj rozwija się i eskaluje stopniowo. Tłumienie emocji i zaprzeczanie bardzo sprzyja ignorowaniu pierwszych sygnałów mówiących o tym, że w relacji dzieje się coś złego. Zaniedbywanie czy złe traktowanie (choćby poprzez nieadekwatne krytykowanie) zazwyczaj bywa usprawiedliwiane lub bagatelizowane. Bardzo często pierwsze symptomy przemocy w relacji w dorosłym życiu zazwyczaj nijak się mają do tego, co DDA musieli przeżyć w dzieciństwie. Sprzyja to ich niedostrzeganiu. Bagaż nieadekwatnych, dysfunkcyjnych przekonań osobistych raczej skłania do brania odpowiedzialności na siebie i tylko wzmacnia wysiłki i starania, aby wreszcie „zasłużyć” na miłość. Gotowość do przeżywania poczucia winy ułatwia sprawcy przemocy przerzucanie odpowiedzialności na ofiarę. 

Stopniowo wszystkie te strategie radzenia sobie sprzyjają ponownemu wchodzeniu w rolę ofiary i tworzą warunki do dramatycznego powielenia doświadczeń z dzieciństwa.

Dziecko, doświadczając rozmaitych przeżyć, próbuje jakoś sobie z nimi poradzić, równocześnie jednak uczy się poprzez modelowanie. Obserwując przemoc, nieświadomie uwewnętrznia także ten wzór reagowania. To pierwszy argument tłumaczący gotowość DDA do wchodzenia w rolę przeciwstawną ofiary – w rolę sprawcy przemocy. Dzieci z rodzin uzależnionych wynoszą przekonanie, że to, jak wyglądało ich życie, to standard, jakiś rodzaj normy. Czy tego chcą, czy nie, gotowość do reagowania przemocą zapisuje się w nich zupełnie poza świadomością. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt tłumienia emocji, takie zachowanie staje się jeszcze bardziej zrozumiałe. Rozpoznajemy tu dwa mechanizmy – zamiany lęku na złość i tłumienie złości. 

Dziecko doświadczające przemocy musi jakoś poradzić sobie z przerażeniem, dlatego czasem tłumi lęk, jednak niektóre osoby zamieniają lęk na złość – daje to poczucie siły, iluzję, że nie jest się bezbronnym. W dorosłym życiu skutkuje to przeżywaniem nadmiarowej złości. Zawsze wtedy, gdy jakaś sytuacja wzbudza lęk, pacjent nie ma do tego dostępu, nie może więc się konstruktywnie uspokajać. Jest w kontakcie z „emocją finalną” – złością, która skłania do nieadekwatnego reagowania. Także tłumienie złości sprzyja agresji – kiedy nie wyrażamy złości na bieżąco w sytuacjach, które je wywołują, złość się kumuluje. Sprzyja to agresywnym wybuchom. Jeśli taka osoba jest w bliskim związku z kimś, kto nie wyraża sprzeciwu, usprawiedliwia krzywdzące zachowania, bierze na siebie winę, sprzyja to utrwalaniu zachowań przemocowych u kiedyś potencjalnego – a w efekcie końcowym – sprawcy przemocy.

Kończąc ten artykuł podkreślę, że w każdym związku obie strony mają wpływ na to, w jaki sposób budowane są relacje i jaką ten związek ma jakość. Oczywiście nic nie usprawiedliwia zachowań agresywnych, stosowanych przez sprawców przemocy, ale warto pamiętać, że w dorosłym życiu bliskie nam osoby mogą nas krzywdzić tylko na tyle, na ile im na to pozwolimy.

Honorata Skrętowska-Danielczenko – psychoterapeutka, superwizorka Polskiego Stowarzyszenia Psychoterapii Integracyjnej, Warszawa.

Artykuł pochodzi z czasopisma „Niebieska Linia" nr 5/118/2018

 

 

Inne z kategorii

Dorosłe dzieci Odwrócenie ról w rodzinie i jego konsekwencje dla funkcjonowania w dorosłości (5/112/2017)

Dorosłe dzieci Odwrócenie ról w rodzinie i jego konsekwencje dla funkcjonowania w dorosłości (5/112/2017)

17.03.2025

Katarzyna Schier

Odwrócenie ról w rodzinie, czyli parentyfikacja,...

czytaj dalej
Przemoc seksualna wobec kobiet (3/104/2016)

Przemoc seksualna wobec kobiet (3/104/2016)

12.05.2025

Renata Kałucka 

Bardzo trudno jest przyznać przed samym sobą i...

czytaj dalej

Newsletter Niebieskiej Linii

Dołącz do biuletynu Niebieskiej Linii i otrzymuj wszystkie bieżące informacje o akcjach, szkoleniach, wydarzeniach oraz nowych artykułach.

Ostatnie czasopisma