ROZWÓD Z MAJĄTKIEM
Aktualności
Na sto nowo zawartych związków małżeńskich aż 33 kończy się rozwodem - wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości. Tylko w ub.r. rozstało się aż 35 tys. par. 45 tys. pozostawało w separacji. Wśród nich najwięcej jest ludzi młodych, którzy w związku są zaledwie od dwóch lat.
- Nie ma co się temu dziwić, bo coraz częściej ludzie chcą korzystać z życia, a małżeństwo ich w pewnym sensie ogranicza - twierdzi dr Grzegorz Południewski, seksuolog.
O trwałość rodziny postanowili zadbać senatorowie PiS. Jak? Teraz złożenie do sądu pozwu kosztuje ok. 600 zł. Zdaniem senatora Antoniego Szymańskiego z PiS to za zbyt mało. - To przecież tyle, ile kosztuje dobra para butów - twierdzi dodając równoczesnie, że rozwody są zbyt łatwo dostępne.
- Jeśli ktoś chce podzielić majątek i zastanawia się, czy pójść do notariusza, to po namyśle stwierdza, że łatwiej jest wziąć rozwód i w jego ramach podzielić majątek. Na pewno jest to nieporównanie tańsza operacja - przekonywał Szymański na niedawnym posiedzeniu komisji rodziny i praw kobiet.
Wtóruje mu jego partyjna koleżanka Ewa Tomaszewska: - Te pieniądze są niewspółmierne do pracy włożone przez sędziów. Rozwody w praktyce finansuje budżet państwa. Nie dziwi mnie więc, że chętnych jest tak dużo.
Żeby więc ograniczyć falę rozwodów, senatorowie chcą po prostu zwiększyć za nie opłaty. Projekt parlamentarzystów lada dzień trafi na biurko ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, któremu podlegają zajmujące się rozwodami sądy. Według propozycji senatorów cena rozstania zależałaby od wartości majątku rozwodników. Składający pozew płaciłby procent od jego wartości. Jak duży? O tym zdecyduje sąd. Parlamentarzyści rozmarzyli się, że bogatsi płaciliby najwięcej - nawet do kilkudziesięciu tysięcy złotych, a najbiedniejsi - poniżej 300 zł.
Mariusz Wiater z Białegostoku właśnie jest przed rozwodem. Ma dom, samochód i oszczędności na koncie. Propozycją polityków jest przerażony.
- Z żoną chcemy się rozstać po przyjacielsku". Stawianie nam takich barier jest bezsensowne, bo i tak się rozwiedziemy. Tylko że będzie to drożej kosztowało - mówi.
Na szczęście - dla rozwodników - pomysł popierają tylko senatorowie PiS. Krytykują go nawet niechętni rozwodom koalicjanci.
- Administracyjnie nie da się zmniejszyć liczby rozwodów - mówi poseł Andrzej Mańka z LPR. - Może powstać sytuacja odwrotna. Ludzie będą bali się wziąć ślubu.
Dr Krzysztof Łęcki, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego, również obawia się, że rozwodów od tego pomysłu zapewne nie ubędzie.
- Na pomyśle tym zyska tylko budżet państwa, dzięki większym wpływom. Jeśli dorośli ludzie chcą się rozwieść, to i tak zrobią, bez względu na koszty - zauważa socjolog.
Rozpadające się związki w mniej spektakularny sposób mają ratować poradnie małżeńskie, których dziś jest jak na lekarstwo. Za ich utrzymanie płaciłyby samorządy. Jeśli to nie wystarczy, to małżeństwa chcące się rozstać, będą wcześniej odbywać obowiązkową mediację. Ten ostatni przepis znajdzie się w kodeksie cywilnym.
Katarzyna Bratkowska, Porozumienie Kobiet 8 Marca: - To nie jest dobry pomysł, bo będzie mało skuteczny. Dojdzie do tego, że faktycznie zmniejszy się liczba rozwodów, ale w sensie prawnym. W praktycznym mąż i żona będą mieszkać oddzielnie, ale będzie im szkoda wydawać majątek na rozwód. Państwo w ten sposób może zafundować niektórym rodzinom małe wewnętrzne piekiełko.
Ojciec Tomasz Aleksiewicz, dominikanin:- Liczba rozwodów jest duża, ale walka z nimi powinna zaczynać się już od podstaw. Kościół nawołuje, aby do ślubu nie iść z marszu. Przygotowania do zawarcia sakramentu małżeństwa muszą być znacznie dłuższe niż teraz. Jeśli jednak ludzie chcą się rozwieść, nie możemy im w tym przeszkadzać. Jestem jednak za tym, żeby im wcześniej pomagać. Zwiększenie opłat w niczym nie pomoże, ale obowiązkowe mediacje i ośrodki z poradami małżeńskimi to dobry pomysł.
Inne z kategorii
„Hola Hola” – nowy teledysk DAGADANA we współpracy z Niebieską Linią IPZ
28.03.2025
„Hola hola” – to opowieść o rozmowie matki z córką...
czytaj dalej