Interwencja w psychoterapii a obowiązek prawny psychoterapeuty (1/120/2019)

17.06.2025

Joanna Bogudał-Borkowska

Do napisania artykułu skłoniła mnie dyskusja w gronie zaprzyjaźnionych psychoterapeutów, dotycząca zastosowania ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie oraz nowych przepisów Kodeksu karnego, a w szczególności – jakie okoliczności miałyby stwarzać obowiązek zgłoszenia podejrzenia o występowaniu przemocy w rodzinie w kontekście mechanizmów zachodzących w procesie psychoterapii.

Wstęp teoretyczny

Według nowych przepisów prawa, obowiązujących od lipca 2017 roku: „osoba, która posiada wiarygodną informację o usiłowaniu lub popełnieniu ciężkiego przestępstwa na szkodę dziecka, ma nie tylko społeczny, ale też prawny obowiązek zawiadomienia organów ścigania. Niepodjęcie interwencji i zaniechanie powiadomienia policji lub prokuratury jest zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 3” (podstawa prawna: art. 240 i 304 kk, za www.fdds.pl).

Zdarza się, że przejawy obecności przemocy są bardzo wyraźne, ale niekiedy nie są one tak oczywiste. Ponadto istnieje możliwość, że pacjent, relacjonując okoliczności wywołujące podejrzenie istnienia przemocy, chce coś rozegrać w ramach zachowań acting out. Sytuacja taka zachodzi na przykład wtedy, gdy pacjent złości się na terapeutę, ale pod wpływem mechanizmu obronnego zaprzeczenia, nie uświadamia sobie tej złości, a zamiast tego podejmuje działanie w postaci zerwania relacji terapeutycznej, a nawet samookaleczenia lub próby samobójczej. Dzieje się tak również wtedy, gdy pacjent nieświadomie prowokuje terapeutę do „odrzucenia”, naruszając ustalone zasady kontraktu po to, by to terapeuta „zakończył” terapię; a tym samym powtarza sytuację z przeszłości, gdy był odrzucany przez opiekunów za przejawy gniewu, niezadowolenia, buntu.

Istnieją oczywiście sytuacje, gdy jesteśmy obowiązani – myślę, że nie tylko prawnie, ale i moralnie – do zgłoszenia podejrzenia przemocy ze wszystkimi tego konsekwencjami – zmianą w relacji terapeutycznej, porzuceniem przez nas neutralności technicznej (patrz str. 22), wejściem w środowisko pacjenta, przywołaniem zasad obowiązujących pacjenta podczas terapii, a tym samym wzmacnianie w nim słabego superego – „sumienia” po to, by mógł uwewnętrznić poczucie tego, co dobre, a co złe. Dyskusja na ten temat wiąże się również z obowiązkiem zachowania tajemnicy zawodowej oraz okolicznościami, w jakich psychoterapeuta jest z tej odpowiedzialności zwolniony.

Tajemnica zawodowa może zostać uchylona w następujących sytuacjach:

  • „ gdy przemawia za tym dobro wyższe, np. pacjent zagraża życiu lub zdrowiu własnemu lub innych, pacjent jest niepełnosprawny w stopniu ograniczającym poczytalność, istnieje przypuszczenie o wyrządzonych nadużyciach w stosunku do dzieci albo osób w podeszłym wieku,
  • sam pacjent lub jego przedstawiciel ustawowy albo opiekun faktyczny wyraził zgodę na ujawnienie informacji (…), –  gdy w uzasadnionych okolicznościach i za zgodą pacjenta terapeuta może wymienić informacje z innymi specjalistami dla dobra procesu terapeutycznego pacjenta,
  • w sytuacji skierowania pacjenta do innego terapeuty oraz dla potrzeb superwizji, po uprzednim poinformowaniu pacjenta (…),
  • w sytuacji, gdy informacji żąda określony organ, np. sąd, prokuratura, na podstawie norm ustawowych i zgodnie z nimi” (Fiutak, 2016, s. 143-144).

Ponadto „zgodnie z art. 180 § 1 Kodeksu postępowania karnego osoby obowiązane do zachowania tajemnicy zawodowej związanej z wykonywaniem zawodu mogą odmówić zeznań co do okoliczności, na które rozciąga się ten obowiązek, chyba że sąd lub prokurator zwolnią te osoby od obowiązku zachowania tajemnicy” (za: www.ptp.org.pl).

Powyższe przepisy mogą budzić w psychoterapeutach wątpliwości co do tego, jak zachować się w określonych sytuacjach podczas prowadzenia długoterminowej psychoterapii psychodynamicznej, która po zastosowaniu interwencji, może zmienić się w inny rodzaj oddziaływań. Dana okoliczność stwarzająca obowiązek prawny zgłoszenia podejrzenia przemocy będzie oznaczać nie tylko powstanie określonych konsekwencji prawnych, ale również konsekwencji dla procesu psychoterapii.

Z drugiej strony warto przyjrzeć się temu, co literatura mówi na temat interwencji w relacji terapeutycznej, a także neutralności technicznej jako warunku prowadzenia psychoterapii psychodynamicznej.

Określeniesojusz terapeutyczny” zostało po raz pierwszy użyte w 1956 roku i bywa definiowane jako „racjonalny aspekt relacji między terapeutą a pacjentem, skoncentrowany na zdolnościach i chęci pacjenta do pracy w relacji terapeutycznej. U podłoża tego sojuszu leży motywacja pacjenta, by przezwyciężyć cierpienie, pokonać poczucie bezradności, a także jego świadoma i racjonalna wola współpracy oraz zdolność do podążania za sugestiami psychoterapeuty i regułami terapii” (Greenson, 1967, za: Leźnicka-Łoś, 2012, s. 90). Kiedy w trakcie terapii pacjent zaczyna przeżywać bardzo silne uczucia wynikające z przeniesienia, ustalona wcześniej przez niego chęć pracy nad trudnymi obszarami pomaga kontynuować terapię.

Relacja terapeutyczna powstaje dzięki gotowości terapeuty do stworzenia w swoim umyśle przestrzeni dla pacjenta, a także „gotowości pacjenta do uznania analityka za obiekt przekształceniowy” (Bollas, 1979, za: De Masi, 2017, s. 73). Psychoterapeuta zatem może stać się dla pacjenta obiektem, dzięki któremu ten ma możliwość zmienić pierwotne, niedojrzałe mechanizmy obronne na bardziej dojrzałe, przekształcić wewnętrzną reprezentację siebie i obiektów – doświadczanie siebie i innych będące składową jego osobowości, na bliższą rzeczywistości. Przeniesienie, przeciwprzeniesienie i relacja terapeutyczna „współistnieją i oddziałują na siebie nawzajem”.

Przeniesienie to rzutowane przez pacjenta na terapeutę nieświadome fantazje, uczucia, myśli, dzięki czemu zaczyna on przeżywać terapeutę jak np. swoją matkę, ojca lub inną ważną osobę z przeszłości – oczywiście chodzi tu o reprezentację psychiczną tej ważnej osoby w umyśle pacjenta, a nie „realną osobę” – dzięki czemu nieświadome, intrapsychiczne konflikty mogą zostać wydobyte, nazwane, uświadomione i przepracowane. 

Przeciwprzeniesienie to sposób, w jaki terapeuta „odpowiada” na przeniesienie pacjenta. Zawiera ono emocje, zachowania terapeuty w stosunku do pacjenta, które wynikają z nierozwiązanych konfliktów terapeuty, ale również z „utożsamiania się” z jedną ze stron intrapsychicznego konfliktu pacjenta. Na przykład pacjent może przeżywać psychoterapeutę jako surowego rodzica i odczuwać lęk przed oceną, przejawiać ten lęk w zachowaniu w stosunku do terapeuty, a ten w odpowiedzi zaczyna odczuwać złość i chęć ukarania pacjenta. Może zatem zachodzić niebezpieczeństwo, że oddziaływania psychoterapeuty będą przejawem nie techniki prowadzenia psychoterapii czy realnej potrzeby interwencji, ale jego przeciwprzeniesienia.

Techniczna neutralność z kolei oznacza utrzymanie się na pozycji niesprzymierzonej „z żadną z sił zaangażowanych w wewnętrzny konflikt psychologiczny; z popędami pacjenta, które mogłyby być w konflikcie; z zakazami dla popędów; lub też z ograniczeniami zewnętrznej rzeczywistości” (Yeomans, Clarkin, Kernberg, 2015, s. 196).

Terapeuta może podjąć decyzję odejścia od neutralności technicznej w sytuacji, gdy jej zachowanie mogłoby być niebezpieczne dla pacjenta, dla innych osób czy zaburzać proces leczenia. Tym, co powinno nastąpić po odejściu od neutralności technicznej, jest jej odbudowanie poprzez interpretację, dzięki której pacjent ma możliwość oddzielenia tego, co wynika z jego przeniesieniowych obron, a co z wymogów rzeczywistości. Jeśli na przykład terapeuta nie uświadomi sobie, że w odpowiedzi na lęk pacjenta przed oceniającym rodzicem wypowiada „karzące” pacjenta komentarze, wikła się w diadę sadomasochistyczną, której rezultatem może być porzucenie przez pacjenta terapii lub chęć terapeuty, aby „porzucić” pacjenta. Aby tego uniknąć, konieczne wydaje się nie tylko uświadamianie sobie przeciwprzeniesienia, ale także interpretowanie przeniesienia oraz przywołanie zasad kontraktu w celu kontrolowania zachowań acting out (Yeomans, Clarkin, Kernberg, 2015, s. 201). Należy pamiętać, że modyfikowanie techniki leczenia za pomocą stawiania pacjentowi wyraźnych granic, ale również porady oraz zakazy, które mają chronić proces leczenia czy też zdrowie i życie pacjenta i innych ludzi, niekiedy są konieczne (Kernberg i in., 2007, s. 40). Zdarza się również, że psychoterapeuta podejmuje interwencje środowiskowe, włączając w takie działania terapeutę pomocniczego czy pracownika socjalnego, gdy pacjent ma trudności w radzeniu sobie z rzeczywistością. 

W artykule tym przedstawiam sytuację, w której pacjentka w ramach zachowania acting out zaangażowała pytanie o odpowiedzialność prawną terapeutki. W rezultacie tego powstała refleksja na temat rozróżniania zachowań będących wyrazem prymitywnych, pierwotnych obron pacjenta i praca nad ich uświadamianiem a rzeczywistością wymagającą od terapeuty interwencji w realne życie pacjenta i związaną z odpowiedzialnością wobec prawa.

Opis przypadku

(Pacjentka: Pani G., czas trwania psychoterapii 1 rok i 4 miesiące)1

Kontekst zgłoszenia

Pani G. miała 27 lat w momencie zgłoszenia się na psychoterapię. Od 6 lat jest mężatką, ma 6-letniego syna. Ojciec Pacjentki nie żyje; z matką utrzymuje ona powierzchowne kontakty. Ma 20-letniego brata.

W przeszłości Pacjentka brała udział w psychoterapii w nurcie poznawczo-behawioralnym z powodu napadów lęku panicznego, które ustąpiły. Po około dwóch latach ponownie zaczęła doświadczać tychże objawów i interpretować je jako pochodne trudnych relacji z ważnymi osobami z przeszłości, dlatego zdecydowała się na terapię psychodynamiczną.

Ogólne wrażenie

Pacjentka w pierwszym kontakcie zrobiła wrażenie osoby bardzo zdeterminowanej, jeśli chodzi o przyjęcie na terapię, wykazywała dużą motywację do pracy. Jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, Pacjentka jest osobą bardzo zadbaną, ubraną elegancko, stwarza wrażenie wręcz „perfekcyjnej”.

Problemy, na jakie skarży się Pacjentka

Pani G. doświadczała napadów panicznego lęku, podczas przemieszczania się z domu do pracy, sklepu, czy w inne miejsca. Starała się w takich chwilach dzwonić do kogoś bliskiego, jednak objawy w dużej mierze utrudniały jej codzienne funkcjonowanie. Nie wiązała ich z żadnym wydarzeniem w życiu osobistym w ostatnim czasie. Relacjonowała, że stale odczuwa wolno napływający lęk, który w ostatnim czasie nasilał się aż do pojawienia się napadów paniki. Pacjentka uważała, że potrzebuje terapii pogłębionej, a doświadczane objawy wiązała z trudnymi doświadczeniami z przeszłości.

Konsultowana przez psychiatrę, otrzymała rozpoznanie F41.0 zaburzenie lękowe z napadami lęku oraz zalecenie stosowania doraźnie Hydroxyzyny oraz uczestnictwa w psychoterapii.

Dane biograficzne

Pacjentka ma młodszego o 7 lat brata. Rodzice Pacjentki nadużywali alkoholu, a w domu były częste awantury. Dojmującym doświadczeniem, jakie Pani G. wyniosła z domu rodzinnego były niepewność, lęk oraz poczucie nadmiernej odpowiedzialności.

Pacjentka miała w szkole koleżanki, ale nie zwierzała się im z problemów w domu. W początkowej fazie terapii opisywała te relacje jako powierzchowne. Chociaż w domu rodzinnym było wiele trudnych emocjonalnie zdarzeń, Pani G. podkreśla, że szczególne znaczenie miała dla niej sytuacja, której doświadczyła, mając 15 lat. Była noc, rodzice pod wpływem alkoholu, kłócili się, doszło między nimi do szarpaniny, bicia. Pacjentka wybiegła z mieszkania i zaczęła walić pięściami do drzwi sąsiadki. Ta zadzwoniła po Policję, a z racji tego, że nie była to pierwsza taka sytuacja, w konsekwencji rodzeństwo zostało umieszczone w domu dziecka. Pacjentka wspomina, że była zszokowana tym obrotem sprawy, czuła się winna, że „przez nią” ona i brat trafili do instytucji opiekuńczej. Pani G. zaczęła wtedy unikać kontaktów z dotychczasowymi koleżankami, jednocześnie miała do nich pretensje, że się nią nie interesują. Pacjentka opisuje to tak, jakby po umieszczeniu w domu dziecka zostawiła swoje „stare życie” za sobą i rozpoczęła zupełnie „nowe”, niemalże jako inna osoba.

W wieku 21 lat wyszła za mąż. Ma 6-letniego syna. Mąż pracuje jako spawacz. Pacjentka skarży się, że narobił on sobie długów, które Pani G. spłaca. Mąż Pacjentki często wraca do domu późno, a ona przypuszcza, że przegrywa pieniądze w grach hazardowych.

Pani G. pracuje w firmie ubezpieczeniowej. Lubi swoją pracę, jednak ma skłonność do zamartwiania się sytuacją firmy na rynku, zdarza się jej również wykonywać obowiązki innych osób i przyjmować na siebie nadmierną odpowiedzialność. Opisuje siebie jako osobę, do której współpracownicy zwracają się, gdy mają jakiś problem.

Diagnoza wstępna i kontrakt

Pacjentka jest osobą inteligentną, z dużą motywacją do psychoterapii. Prezentuje strukturę osobowości borderline z wyższego poziomu, z cechami narcystycznymi, z krótkotrwałymi, okresowymi utratami testowania rzeczywistości. Pacjentka została przeze mnie zakwalifikowana do psychoterapii psychodynamicznej skoncentrowanej na przeniesieniu (TFP) z elementami wsparciowymi. W jej funkcjonowaniu przeważają mechanizmy obronne wyższego poziomu, bazujące na rozszczepieniu i wyparciu. Leczenie ma za zadanie spowodować integrację rozszczepionych, a także zdysocjowanych, idealizowanych i zdewaluowanych wewnętrznych relacji z obiektami (obrazów ważnych dla Pacjentki osób z przeszłości i teraźniejszości). Celem terapii jest ponadto ukształtowanie bardziej spójnego, stabilnego, lepiej zróżnicowanego i całościowego sposobu doświadczania siebie i innych. Całościowe postrzeganie obiektu ma również na celu pomoc w zmniejszaniu poczucia bezradności i krzywdy wobec „złego obiektu”, który nic dobrego już jej dać nie może.

Ponadto deficyty w zakresie posiadania opiekuńczego obrazu obiektu nasuwają myśl o włączeniu elementów terapii wspierającej w celu wyrównania braków wynikających z wczesnodziecięcych doświadczeń niedostatecznej opieki i ochrony, co umożliwiłoby później aktywowanie doświadczenia bezpieczeństwa (dziecięce, małe self w kontakcie z opiekuńczą postacią, obiektem kojarzonym z uczuciami bezpieczeństwa i zaspokojenia).

Pacjentka korzysta z psychoterapii raz w tygodniu.

Pierwsza faza terapii (od 1 do 7 miesiąca)

Początkowo myślałam o problemie pacjentki jako o lęku przed utratą obiektu; rozumiałam jej objawy jako lęk separacyjny przejawiający się w konieczności upewnienia się, czy bliscy są dostępni w sytuacji, gdyby potrzebowała pomocy. Jednakże z czasem zaczęłam rozumieć, że na przykład zwyczaj gromadzenia jedzenia „na zapas”, ciągła obawa o pieniądze mogły być przejawem pierwotnej chciwości, potrzeb oralnych, lęku przed utratą „bezpiecznej piersi” i zawiści w kierunku „złej piersi”, zatrzymującej dobro dla siebie2. W tej fazie terapii pacjentka mówiła dużo o gromadzeniu, pilnowaniu, by nie stracić, kontrolowaniu. W pracy wykazywała się nadmierną odpowiedzialnością za obowiązki, które do niej nie należały. Zgłaszała lęk, który odczuwała szczególnie w porannej drodze do firmy, że „jej miejsce pracy przestanie istnieć”. Jednocześnie moje komentarze dotyczące możliwego przeżywania złości na miejsce pracy lub kolegów były odrzucane. Pacjentka idealizowała zarówno firmę, jak i ludzi tam pracujących, jako tych, którym mogła się zwierzyć i którzy „naprawdę ją rozumieli”. Z kolei w relacji z mężem pacjentka przeżywała złość z powodu jego późnych powrotów do domu, długów, a jednocześnie była zdecydowana pozostać w związku z osobą, która w jej odczuciu nie odpowiadała na jej potrzeby. Odnosiłam wrażenie, że moje komentarze nie pomagają, gdyż pani G. je odrzucała albo ignorowała, przerywała moje wypowiedzi. Z jednej strony prezentowała „zachłanność” w stosunku do terapii, z drugiej – miała trudność, by z niej korzystać z powodu zawiści.

Druga faza terapii (od 8 miesiąca do chwili obecnej)

W artykule tym pragnę zwrócić uwagę na moment terapii, który miał miejsce przed moją planowaną nieobecnością, o której pacjentka została wcześniej poinformowana. Jakieś dwie czy trzy sesje przed tym Pani G. zaczęła nagle dużo mówić na temat męża i jego domniemanego problemu z hazardem, kłótni, jakie wybuchają z powodu jego długów, późnych powrotów. Mówiąc o tym, pacjentka patrzyła na mnie wyczekująco, aż w końcu zapytała, czy to, o czym opowiada, to wystarczający powód, bym powiadomiła odpowiednie służby pracujące na rzecz przeciwdziałania przemocy w rodzinie i czy w efekcie zabiorą jej synka. Odpowiedziałam, że warto zastanowić się, dlaczego o to pyta i czy nie wiąże się to z próbą poradzenia sobie z nadchodzącą separacją poprzez zdewaluowanie mnie i odrzucenie jako osoby, która brutalnie interweniuje w jej rodzinie. Pacjentka nadal uporczywie pytała, co zrobię. Odrzekłam, że gdybym uznała, że w jej rodzinie istnieje problem przemocy i że należy powiadomić odpowiednie instytucje, na pewno wcześniej bym o tym z nią porozmawiała. Pani G. zareagowała na te słowa przestrachem i złością. Był to już koniec sesji, a ona uporczywie dopytywała, czy teraz przyjadę do jej domu i czy zabiorą jej dziecko. Nie reagowała na żadne racjonalne odpowiedzi.

Na kolejną sesję przyszła w całkowitym zaprzeczeniu problemom w jej małżeństwie. Twierdziła, że przemyślała sprawę i doszła do wniosku, że to ona jest problemem, bo wywołuje awantury, nie umie sobie poradzić ze złością na rodziców i tę złość przenosi teraz na męża, a przecież on nie robi nic złego. Pacjentka deklarowała całkowitą odmianę siebie. Uznała, że jej życie nie jest idealne, ale ona chce się z niego cieszyć. Jednocześnie w stosunku do mnie była bardzo zdystansowana, zaprzeczała naszej relacji, mówiła, że zawsze sama musiała sobie radzić, to i teraz da sobie radę bez terapii, gdy będę nieobecna. Zaprzeczenia pacjentki widziałam jako wzrost obron narcystycznych przed ujawnieniem tego, co odczuwała jako zranienie w relacji terapeutycznej – porzucenie przeze mnie.

Po moim powrocie z urlopu usłyszałam od pacjentki, że odwiedziła miejsce, gdzie mieszkała jako dziecko. Była zaskoczona, że jej dawna szkoła i dom nadal istnieją. Zinterpretowałam to jako lęk pacjentki, że jej złość na dawne życie, które zostało przez nią niejako „odcięte”, spowoduje, że ten dawny świat realnie przestanie istnieć, że jej złość go zniszczy. Refleksja nad tym spowodowała, że pacjentka zaczęła powoli integrować tę zdysocjowaną część swojej psychiki – część związaną z przeżywaniem siebie jako bezradnej, zranionej przez osoby, od których była wcześniej zależna. W naszej relacji z jednej strony „odegrałam” rolę złego obiektu, który chce pozbawić jej syna domu i rodziny, a dziecko miało być odbiciem zranionego, słabego self pacjentki. Z drugiej strony pani G. w przeniesieniu przeżywała zawiść i złość, chęć zniszczenia dobrej, opiekuńczej części własnego self, którą wyprojektowała we mnie, a która sprawiła, że w konsekwencji ona z bratem znaleźli się w domu dziecka. Poprzez tę zawiść i złość pacjentka obronnie identyfikowała się z obiektem częściowym – złym rodzicem, który nie potrafił zaspokoić jej potrzeb. W opisanym tu obrazie obiektu pani G. widać wyraźnie rozszczepienie. 

Wydaje się również, że pani G. niejako „potrzebowała” odreagować traumę, wyprojektować we mnie swoją zawiść, dzięki czemu stałam się obiektem prześladowczym, a nasza relacja „zepsuta”. W celu integracji rozszczepionych części obiektu, interpretowałam pacjentce jej potrzebę „tylko dobrego” obiektu, a zarazem przeżywaną złość, zawiść i lęk, że te uczucia zniszczą obiekt. Pani G. potrzebowała doświadczyć odszczepionej złości, aby zyskać nad nią pozorną kontrolę i przekonać się, że tym razem nic złego się w jej życiu nie wydarzy: że może coś zmienić w swojej rodzinie, ale może również zerwać terapię. Aby mi pokazać, że sama da sobie radę i mnie nie potrzebuje, że mnie odrzuca. Dopiero potem była w stanie zacząć odczuwać zależność w relacji terapeutycznej, tęsknić za sesjami oraz ujawniać uczucia przywiązania. W związku z tym zaczęła również przeżywać uczucia depresyjne, smutek, żal za przeszłością, ale bez zabarwienia „zawiścią”, która wcześniej niszczyła przeszłość. Ta faza terapii trwa do teraz. Na ten moment pani G. nie doświadcza napadów panicznego lęku.

Dylematy

W artykule tym opisałam przykład nieświadomego „użycia” przez pacjentkę nałożonego na psychoterapeutę obowiązku prawnego w celu odreagowania dawnej traumy. 

Pacjenci głębiej zaburzeni osobowościowo i posługujący się identyfikacją projekcyjną wywołują w terapeutach wiele sprzecznych emocji i nieświadomych motywacji, które mogą zostać wydobyte i nazwane poprzez superwizję. Świadomość tego, co pacjent w nas pomieszcza, pomaga w podejmowaniu interwencji terapeutycznych, które są dla niego leczące, a nie są przejawem zidentyfikowania się z którąś ze stron jego wewnętrznego, nieświadomego konfliktu.

Dylematy etyczne, jak zareagować, gdy w tle pracy z pacjentem pojawia się obowiązek prawny, łatwiej jest rozwiązać, konsultując się z innymi terapeutami i korzystając z ich doświadczenia. Towarzyszy mi przy tym refleksja, że cenne jest, gdy w pracy – oprócz czasu przeznaczanego na sesje z pacjentami – jest również przestrzeń w zespole na omówienie pracy psychoterapeutycznej, zarówno jej wymiaru przeniesieniowo-przeciwprzeniesieniowego, jak i realnego.

BIBLIOGRAFIA:

Caligor E., Kernberg O.F., Clarkin J.F. (2017). Podręcznik psychoterapii psychodynamicznej w patologii osobowości z wyższego poziomu, Polskie Towarzystwo Psychoterapii Psychodynamicznej, Kraków.

Clarkin J.F., Fonagy P., Gabbard G.O. (2013). Psychoterapia psychodynamiczna zaburzeń osobowości, podręcznik kliniczny, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków.

De Masi F. (2017). Praca z trudnymi pacjentami. Od nerwicy do psychozy, Oficyna Ingenium, Warszawa.

Fiutak A (2016). Pomoc psychologiczna. Prawo i etyka w zawodach terapeuty i psychiatry, Wydawnictwo Difin, Warszawa.

Gelso C.J., Hayes J.A. (2005). Relacja terapeutyczna, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk.

Kottler J.A. (2007). Opór w psychoterapii. Jak pracować z trudnym klientem?, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk.

Leźnicka-Łoś A. (2012). Podstawy terapii psychoanalitycznej. Teoria i praktyka, Wydawnictwo Imago, Gdańsk.

Walewska K. (2011). Progi narodzin. Rola teorii w pracy psychoanalitycznej. Doświadczenia własne, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków.

Yeomans F.E., M.D., Ph.D., Clarkin J.F., Ph.D., Kernberg O.F., M.D. (2015). Psychoterapia skoncentrowana na przeniesieniu w leczeniu zaburzeń osobowości borderline. Podręcznik kliniczny, Polskie Towarzystwo Psychoterapii Psychodynamicznej, Kraków. 

www.fdds.pl www.ptp.org.pl

_____________

1. Niektóre dane osobowe zostały zmienione.

2. Teoria Melanie Klein, psychoanaliza brytyjska.

Joanna Bogudał-Borkowska – psycholożka w trakcie specjalizacji klinicznej, psychoterapeutka psychodynamiczna, pracuje w Poradni Zdrowia Psychicznego oraz w prywatnym gabinecie w Warszawie.

Artykuł pochodzi z czasopisma „Niebieska Linia" nr 1/120/2019

 

Inne z kategorii

Wysoka cena za godne życie. Opis przypadku i procesu pomagania osobie doznającej przemocy w rodzinie (1/138/2022)

Wysoka cena za godne życie. Opis przypadku i procesu pomagania osobie doznającej przemocy w rodzinie (1/138/2022)

18.11.2025

Hanna Węgrzynowicz

Proces wychodzenia z przemocowego związku wymaga...

czytaj dalej
Trauma z empatii. O wtórnym zespole stresu pourazowego (2/73/2011)

Trauma z empatii. O wtórnym zespole stresu pourazowego (2/73/2011)

19.06.2025

Magdalena Goetz

Literatura dotycząca traumy i stresu pourazowego...

czytaj dalej

Newsletter Niebieskiej Linii

Dołącz do biuletynu Niebieskiej Linii i otrzymuj wszystkie bieżące informacje o akcjach, szkoleniach, wydarzeniach oraz nowych artykułach.

Ostatnie czasopisma