Rezyliencja – jak wyjść z kryzysu? (5/124/2019)

09.06.2025

Joanna Bogudał-Borkowska

W niniejszym artykule przedstawiam przypadek kontaktu z pacjentką cierpiącą z powodu zaburzenia stresowego pourazowego (PTSD) w wyniku doświadczonej przemocy oraz zasobów, które zostały uruchomione i wzmacniane podczas spotkań z psychologiem, w radzeniu sobie z cierpieniem, na podstawie koncepcji potraumatycznego wzrostu (rozwoju). 

Wstęp

Rezyliencja (ang. resilience) ma różne wyjaśnienia pojęciowe w języku polskim, a także bywa rozmaicie tłumaczona. Można ją zdefiniować jako: „zespół umiejętności skutecznego radzenia sobie ze stresem o dużym nasileniu, polegającym na giętkim (elastycznym), twórczym radzeniu sobie z przeciwnościami; główną rolę odgrywa tu zdolność do oderwania się (bounce-back) od negatywnych doświadczeń i zdolność do wzbudzania pozytywnych emocji. Jest to także umiejętność tworzenia i utrzymywania satysfakcjonujących więzi społecznych. (…) Niektóre badania eksperymentalne dokumentują, że pozytywne emocje pośredniczą w tym procesie przezwyciężania negatywnych doświadczeń. Na skutek działania tych emocji osoby ciężko doświadczone wydarzeniami życiowymi znajdują inny sposób patrzenia na doświadczenie, nowe rozwiązania, a to zwiększa nadzieję i pozytywną spiralę procesów korzystnych dla zdrowia” (Heszen, Sęk, 2012, s. 172).

Inni autorzy podają, iż resilience to „umiejętność radzenia sobie z przeciwnościami i stawiania czoła wyzwaniom na drodze do wykorzystania pojawiających się możliwości. (…) Pomaga nam uporać się ze stratą i traumą – prawdziwa rezyliencja sprzyja dobrostanowi, to jest podstawowemu poczuciu szczęścia, miłości i spokoju” (za: Hanson, Hanson, 2019, s. 10).

Koncepcja teoretyczna potraumatycznego wzrostu (rozwoju) dotycząca radzenia sobie

Potraumatyczny wzrost – przebieg 

Jedną z koncepcji teoretycznych, dotyczących radzenia sobie z sytuacją ekstremalnie trudną, jest teoria stworzona przez Tedeschi i Calhoun, którzy wprowadzili termin potraumatycznego rozwoju (wzrostu) określającego pozytywne zmiany, takie jak wyższe poczucie dobrostanu, większa świadomość, które pojawiają się, gdy ofiara traumatycznego zdarzenia podejmuje próby radzenia sobie z następstwami traumy. Nawiązuje to do koncepcji O`Leary`ego i współpracowników, którzy wyróżnili trzy możliwe rozwiązania przeżycia traumatycznego: przetrwanie (survival) – faza, podczas której poziom funkcjonowania się obniża, powrót do stanu równowagi (recovery) oraz wzrost i rozwój (thriving, growth) (Ogińska-Bulik, 2010, s. 193). Koncepcja pozytywnego przepracowania nawiązuje do Frankla oraz Popielskiego – ujęcia konsekwencji zdarzeń traumatycznych w kontekście procesu rozwojowego.

Aby taki rozwój rzeczywiście nastąpił, osoba musi doświadczyć poważnego kryzysu, z którym mogą być związane poważne zmiany w życiu. Taki wzrost jest wynikiem radzenia sobie i oznacza całkowite przeformułowanie podstaw własnej egzystencji. Pozytywne zmiany zachodzą w postrzeganiu samego siebie jako osoby silnej, lepszej, bardziej skutecznej, bardziej ufającej sobie oraz przyszłym zdarzeniom i dostrzeganiu nowych celów, i możliwości. Zmiany zachodzą w relacjach z innymi ludźmi i oznaczają wyższy poziom współczucia dla innych, wrażliwości, przekonaniu się, kto jest ich prawdziwym przyjacielem, większej otwartości. Osoby takie potrafią także zdystansować się w stosunku do siebie, własnego życia i wprowadzać pozytywne zmiany. Codzienne, drobne wydarzenia, więzi z ludźmi, a także przekonania i refleksje egzystencjalne lub religijne mogą stać się ważniejsze niż to, co do tej pory było najbardziej istotne, np. kariera (Ogińska-Bulik, 2010, s. 194, 195).

Osoby po doświadczeniu traumatycznym i jego pozytywnym przepracowaniu wykazywały również niższy poziom depresji i lepsze samopoczucie, choć istnieją wątpliwości, czy są to rzeczywiście pozytywne zmiany, czy też adaptacja do stresora (Ogińska-Bulik, 2010, s. 195).

Proces potraumatycznego rozwoju zaczyna się od zburzenia obrazu świata osoby doświadczającej tragicznego wydarzenia. Odbudowanie spojrzenia na otaczającą rzeczywistość to próba dopasowania wydarzenia do własnych schematów poznawczych, która prowadzi do uświadomienia sobie, że trzeba zrezygnować z pewnych przekonań i celów, a stworzyć nowe. Gdy ofiara traumatycznej sytuacji wciąż ją przetwarza, próbuje dopasować się do starych schematów poznawczych, pojawiają się natrętne myśli i obrazy. W miarę formowania się nowego spojrzenia na rzeczywistość, objawy te powoli ustępują. Osoba może podjąć próbę zrozumienia przyczyn tego, co się stało, co może prowadzić do nadania głębszego sensu traumatycznej sytuacji. Następny etap to otworzenie się na innych ludzi i próba dzielenia się swoim doświadczeniem. Przy tym bardzo ważne jest, by otoczenie pozytywnie przyjęło jej przeżycia, a nie próbowało ją zniechęcać, oceniać czy karać za wyrażane uczucia i myśli. 

Podczas potraumatycznego rozwoju pacjent może doświadczać obniżonego nastroju, poczucia dyskomfortu, a także takich objawów PTSD, jak intruzja i unikanie.

Podtrzymywanie wzrostu polega natomiast na cyklicznym rachunku strat i zysków, wynikających z konsekwencji traumy. Według badań Mamcarz i Popielskiego (Ogińska-Bulik, 2010, s. 197) rozwój potraumatyczny występuje u 50-60% osób badanych.

Zasoby osobiste jako czynniki wystąpienia potraumatycznego wzrostu

Rozmiar i intensywność traumy mogą mieć wpływ na wystąpienie wzrostu w stosunku prostoliniowym (Park i wsp., 1996), ale według innych badań słabe nasilenie traumy oznacza słabszy wzrost, silne – większy, jednak zbyt intensywne oznacza niewielkie przystosowanie lub jego brak (Ogińska-Bulik, 2010, s. 197).

Na wystąpienie potraumatycznego wzrostu mają wpływ: odporność psychiczna, zintegrowana osobowość, zaangażowanie poznawcze w przetwarzanie traumy, chęć ujawnienia jej innym, a także próba odnalezienia sensu traumatycznej sytuacji (tamże, s. 198).

Innymi czynnikami są: optymizm, religijność (Helgeson i wsp., 2006), rozumiana jako rozwój duchowy jednostki, poczucie koherencji oraz otwartości na doświadczenia, ekstrawersji, ugodowości i sumienności. W niniejszym artykule pojęcie „duchowość” ma charakter konstruktu psychologicznego, pozwalającego na wykroczenie poza „ja realne” i umożliwiającego wzrost, rozwój. Transcendencja ta może zaistnieć jako rozwój wewnętrzny osoby, np. samorealizacja, jak również poza osobą – w kierunku istoty wyższej, wszechświata (Heszen, Sęk, 2012, s. 72). Osoby wykorzystujące radzenie sobie poprzez religijność, duchowość zyskują oparcie poprzez „wykorzystywanie otrzymywanych od Boga zasobów, delegowania nań odpowiedzialności za rozwiązanie problemów, czy współpracę z Bogiem” (tamże, s. 153).

Cierpienie jest sytuacją bolesną i przykrą, której może towarzyszyć bezsilność. Owo poczucie braku wpływu na rzeczywistość może niejako człowieka „unieruchomić” w poczuciu bólu, depresji lub też stać się „kołem napędowym” do rozpoczęcia poszukiwania innego rozwiązania powstałego dysonansu. W ten sposób cierpienie może stać się przyczyną do wewnętrznego wzrostu i rozwoju człowieka, który kierowany odpowiednią motywacją, odkryje i przyjmie „pozytywny sens” cierpienia, dzięki czemu może ono zostać wewnętrznie przyjęte i zaakceptowane (Popielski, 2009, s. 194, 202). Dotyczy to szczególnie cierpienia, którego nie można usunąć. 

Bardzo ważne w radzeniu sobie ze stresem są również nadzieja i zadowolenie oraz ogólny dobrostan jednostki. Według Popielskiego, nadzieja jest najważniejszą siłą podtrzymującą chęć do życia w sytuacji trudnej (tamże, s. 198). Także prężność, a szczególnie wytrwałość i determinacja w działaniu oraz tolerancja na niepowodzenia i traktowanie życia jako wyzwania przyczyniały się do wystąpienia potraumatycznego rozwoju (Ogińska-Bulik, 2010, s. 199).

Ponadto unikowe strategie radzenia sobie są pomocne bezpośrednio po zdarzeniu traumatycznym, natomiast strategie oparte na działaniu są pomocne w dalszych fazach przepracowywania traumy (tamże, s. 199). 

Opis pracy z pacjentką

Objawy

Pani Maria1, prawie 90-letnia emerytowana pedagog, zgłosiła się do psychologa w związku z objawami zaburzenia stresowego pourazowego (F 43.1).

Została napadnięta i brutalnie pobita przez znaną sobie osobę, młodego mężczyznę, prawdopodobnie będącego pod wpływem narkotyków. Podczas rozmowy w gabinecie u pacjentki wielokrotnie pojawiały się reminiscencje przeżytego urazu. Ponadto, gdy ktoś zapukał do gabinetu albo na korytarzu rozległ się hałas, wpadała w panikę i trudno było ją uspokoić i przywołać do rzeczywistości.

Ponadto relacjonowała bezradność, wstyd, że zgłasza się do psychologa, że „nie radzi sobie sama”, poczucie, że „wariuje, traci rozum”. Przeżywała ogromy lęk związany z wciąż powtarzającymi się wspomnieniami przemocy, a także obawę, że napastnik wróci, aby  pozbawić ją życia. Pacjentka zaczęła również unikać spotkań z sąsiadami, którzy znali napastnika, bojąc się, że przekażą jakąś informację na jej temat, co ułatwi mu powrót. Utrzymywała relacje jedynie z dwojgiem najbliższych sąsiadów, dalszymi znajomymi i mieszkającą w innym mieście rodziną. Będąc w domu, miała napady paniki, gdy słyszała ruch na klatce schodowej, przestała otwierać drzwi dzwoniącym do niej ludziom, o ile nie przedstawili się wcześniej lub nie zobaczyła ich przez wizjer, gdy na zewnątrz było włączone światło. Również przypomnienie sobie przeżytego urazu wywoływało ataki paniki, niezależnie od pory dnia czy nocy. Pacjentka zaczęła cierpieć na bezsenność. Ponadto w wyniku przeżytego pobicia pojawiły się u niej silne bóle głowy, na które nie działały leki przeciwbólowe.

Pani Maria stale była w stanie czuwania, niepokoju; pojawiła się u niej depresja. Nie mogła pogodzić się z tym, co ją spotkało. Wielokrotne powracanie do zdarzenia miało na celu nie tylko przetworzenie poznawcze przeżytego urazu, ale również odnalezienie jego sensu i znalezienia odpowiedzi na pytanie: „dlaczego mnie to spotkało”. To stało się centralnym punktem naszych rozmów. 

Wsparcie psychologiczne

Pacjentka niewątpliwie potrzebowała pomocy psychologa. Jednakże trudnością w planowaniu pomocy były u niej obecność towarzyszących zaburzeń poznawczych na poziomie otępienia lekkiego stopnia. Na pierwszy plan wysuwały się trudności z pamięcią słowną oraz uczeniem się, które mogły utrudniać wypracowanie sposobów radzenia sobie z objawami. Po konsultacji z traumatolog oraz psychoterapeutką CBT pracującym w tym samym zespole i omówieniu możliwości Pacjentki do terapii w tym nurcie, zadecydowałam, że podejmę się wsparcia psychologicznego pani Marii dostosowanego do jej możliwości poznawczych oraz zasobów. 

Zasoby pacjentki

Osobowość. Pani Maria nie korzystała wcześniej ze wsparcia psychologa i nie była poddana diagnostyce funkcjonowania osobowościowego. Rozmowy ze znajomą Pacjentki oraz nią samą, ujawniały cechy anankastyczne i narcystyczne pani Marii. W swoich wypowiedziach była skupiona na perfekcjonistycznym wykonywaniu aktualnych obowiązków (np. obsesja dotycząca porządków w domu – mimo znacznych ograniczeń zdrowotnych!). Ponadto wspomnienia doświadczenia zawodowego koncentrowały się na „idealnym” w jej percepcji skupieniu się na pracy, w której spędzała po kilkanaście godzin dziennie. Nie założyła rodziny i praktycznie nie miała życia prywatnego przez cały okres pracy zawodowej. Na emeryturę przeszła dopiero po 70. roku życia. Rodzaj wykonywanych obowiązków miał dla pani Marii charakter misji – pracowała z młodzieżą „trudną”, z którą rodzice sobie nie radzili. Cieszyło ją, gdy udawało się w efekcie wielokrotnych rozmów oraz innych działań wychowawczych ograniczyć albo wyeliminować negatywne zachowania oraz zaszczepić chęć nauki, zdobycia zawodu, a także założenia rodziny. Wydaje się, że sukcesy w pracy mogły być także źródłem omnipotentego myślenia o własnych możliwościach, byciu lepszą i bardziej skuteczną od rodziców swoich wychowanków. W naszych rozmowach wielokrotnie podkreślała, że opiekunowie młodzieży prosili ją o interwencję i pomoc, gdyż nie dawali sobie rady.

Aktualny moment życia pacjentki był związany z przewartościowywaniem oraz odnajdywaniem sensu życia i poczucia samorealizacji, które zostało zachwiane w wyniku zdarzenia traumatycznego. Pani Maria przeżywała poczucie winy oraz wstyd, że ją to spotkało. Rozmowy na ten temat wydawały się kluczowe w jej aktualnej sytuacji życiowej.

Sieć wsparcia. W wyniku przeżywanego silnego lęku, pacjentka w znacznej mierze ograniczyła swoje kontakty społeczne, co prawdopodobnie zmniejszyło zakres dostępnego wsparcia. Utrzymywała natomiast bliskie kontakty z wybranymi sąsiadami, a także przyjmowała odwiedziny dawnych wychowanków, którzy dbali nie tylko o jej potrzeby emocjonalne (rozmowa), ale również materialne (robienie i dostarczanie zakupów, przygotowywanie niektórych posiłków, umawianie wizyt lekarskich oraz towarzyszenie jej podczas załatwiania spraw urzędowych). Rodzina pani Marii mieszkała w innym mieście. Pacjentka kontaktowała się z nimi rzadziej, natomiast co kilka miesięcy jeździła do nich w odwiedziny, skąd wracała „odmieniona”. Relacjonowała, że podczas wizyt rzadziej myślała o napaści, czuła się tam bezpiecznie. Odnajdyała spokój nie tylko w kontaktach z bliskimi, ale również na łonie przyrody – spędzała czas na wsi, co przypominało jej dzieciństwo.

Do sieci wsparcia pacjentka włączyła także lekarzy, którzy robili jej obdukcję po pobiciu oraz psychologa. Wydaje się, że umiejscowiła w nich potrzebę „omnipotentnego obiektu” – gotowego zaspokoić wszystkie jej potrzeby w sposób „idealny”; nota bene – obiektu, jakim się czuła, pomagając trudnej młodzieży, a który mogła utracić w wyniku brutalnego pobicia, rozumianego jako konsekwencje tego, że w czymś zawiodła. Odzyskiwanie „omnipotentnego obiektu” w sobie pani Maria czyniła także przez kontakt z dawnymi wychowankami, którzy potwierdzali jej skuteczność w pracy i byli wdzięczni za otrzymaną pomoc. 

Odwracanie i przekierowywanie uwagi. Jedną z technik, którą pacjentka sama chętnie stosowała było odwracanie i przekierowywanie uwagi z traumatycznych reminiscencji oraz lęku. Niezależnie od pory dnia, włączała telewizję albo brała się za porządki. Szczególne miejsce zajmowało u niej pranie ręczne. Pani Maria nie posiadała pralki i chociaż pomoc w tej czynności oferowały jej sąsiadki, ważne dla pacjentki było to, że może pranie wykonywać samodzielnie, bez niczyjej pomocy. Brak wpływu na bycie ofiarą podczas pobicia zastępowała zatem wpływem, jaki mogła mieć na czystość ubrań czy mieszkania.

Trudności w zasypianiu wynikające z pojawiania się przed oczami sytuacji pobicia, gdy tylko zamknęła oczy oraz lęku przed wystąpieniem koszmarów sennych pani Maria starała się „zwalczać” pozostawianiem włączonej telewizji, gdy zasypiała. Pomagało jej to w powrocie do rzeczywistości, gdy słyszała realne dźwięki z nadawanych programów. 

Relaksacja. Podczas spotkań z pacjentką proponowałam jej korzystanie z relaksujących wizualizacji, np. wyobrażanie sobie bezpiecznego, szczęśliwego miejsca przed snem, aby wyciszyć myśli, kontemplację kolorów tęczy i inne tego typu zabiegi. Pani Maria jednakże niechętnie korzystała z tych propozycji; nie potrafiła także wyjaśnić dlaczego. Nie jest to dla mnie do końca jasne, być może istniał pewien wątek rywalizacyjny między pacjentką a mną: czy ona sama poradzi sobie z doświadczonym cierpieniem, czy będzie musiała skorzystać z pomocy z zewnątrz – ode mnie. Mimo deklaratywnie wyrażanej wdzięczności, miałam niejasne wrażenie, że pani Maria wyraża ją, bo tego wymaga dobre wychowanie, a nie dlatego, że jest w stanie poczuć się „zależna” od terapeutki, co mogło być wynikiem rysu narcystycznego osobowości, ale także lęku przed zaufaniem wzmacnianego dodatkowo doświadczoną przemocą.

Najbliższe otoczenie. W mojej ocenie najbliższe otoczenie, czyli miejsce przebywania pacjentki jako zasobu nie było do końca wykorzystane. Przebywanie w mieszkaniu, w którym doszło do brutalnego pobicia i być może doszłoby do morderstwa, gdyby sprawca nie został spłoszony, wpływało na pacjentkę bardzo niekorzystnie. Pani Maria codziennie mierzyła się z napadami paniki, ciągłym niepokojem, smutkiem, poczuciem bezsensu, nawracającymi obrazami doświadczonej przemocy, lękiem, że sprawca wciąż czai się za drzwiami. Przebywanie u rodziny w innym mieście powodowało odmianę; pani Maria wracała pogodniejsza i bardziej uspokojona. Rozmawiałam z pacjentką na temat możliwości wyjazdu do bliskich na dłuższy czas. Wydawało się, że ma na to ochotę, a jednocześnie zmaga się z trudnością, aby przyjąć dłuższe wsparcie od rodziny i „coś zawdzięczać”. W kontaktach z krewnymi starała się prezentować jako osoba, która nic od nich nie potrzebuje.

Odnajdywanie sensu, duchowość. Pani Maria określała siebie jako osobę wierzącą i bardzo chętnie poruszała ten temat podczas spotkań z psychologiem. Z jednej strony relacjonowała potrzebę odnalezienia sensu przemocy, jakiej doświadczyła i odpowiadała na to poczuciem winy i „zapłaty” za popełnione błędy – szczególnie w pracy. Fakt, iż człowiek, który ją pobił, był młodym mężczyzną, uzależnionym od substancji psychoaktywnych i niekontrolującym agresji, a także pochodzącym z rozbitego domu, poniżanym, bitym i używanym jako dziecko w rozgrywkach między rodzicami, a zatem wychowanym bez autorytetu, na którym mógłby się oprzeć – to wszystko pani Maria wiedziała. Uważała ponadto, że jako osoba z najbliższego otoczenia oraz specjalista powinna była mu pomóc, a tego nie zrobiła i że spotkała ją za to „kara”. Wydaje się, że takie masochistyczne rozumienie doświadczonej przemocy było z jednej strony okrutne w stosunku do pacjentki, jednocześnie pozwalało jej odzyskać wiarę w sprawiedliwy świat, w którym dobrzy są nagradzani, a źli karani. Przynosiło to pacjentce chwilowe uspokojenie. 

W trakcie przeżywanych reminiscencji zdarzenia podczas wizyty u psychologa, pojawiały się ponadto myśli, a nawet coś w rodzaju przeświadczenia, że pacjentka została cudownie uratowana, gdyż nosiła na szyi święty medalik. Przekonanie bycia uratowaną przez Siłę Wyższą pozwalało pacjentce odzyskiwać poczucie bezpieczeństwa wynikającego z przekonania, że „dobro zwycięża”, że to dobro jest omnipotentne, a pacjentka przez swoją wiarę może być częścią tego dobra. W trakcie rozmowy na ten temat pani Maria była bardzo wzruszona i uspokojona wychodziła z gabinetu.

Podsumowanie pracy z pacjentką

Pacjentka w dużej mierze koncentrowała się na poczuciu własnej wartości, umiejętnościach, które pozwalały jej mieć dobrą opinię w dawnym miejscu pracy: wśród wychowanków, rodziców dzieci, a także w stosunku do ówczesnej władzy, choć pani Maria nie angażowała się w politykę. Zdarzenie traumatyczne zachwiało jej samooceną i spowodowało szukanie jego znaczenia: od wrażenia, że może być ono karą za popełnione błędy do przekonania, że doświadczyła cudownego wybawienia od śmierci. 

Pani Maria zdawała się potrzebować rozliczyć sama ze sobą, światem, Bogiem. Praca nad poszukiwaniem sensu, znaczenia sytuacji traumatycznej stanowiła ważną część naszych rozmów. Wydaje się, że było to dla pacjentki ważne nie tylko dlatego, że znajdowała się w okresie życia mogącym sprzyjać tego typu rozmyślaniom, ale również dlatego, że ważne dla niej były wartości religijne, duchowe. Istotne było dla niej poczucie doświadczanego wsparcia ze strony Istoty Wyższej, na którą mogła przelać swoje problemy.

Unikanie wspomnień zdarzenia traumatycznego jedynie zwiększa ich nasilenie, jednakże w tym wypadku, biorąc pod uwagę możliwości poznawcze pacjentki, w szczególności problemy z pamięcią i uczeniem się, znaczną trudnością wydawała się być praca nad poznawczym przepracowaniem doświadczenia, a odwracanie uwagi czy przekierowywanie jej pomagało poczuć wpływ na rzeczywistość oraz doznać ulgi.

Ważną rolę odgrywała sieć wsparcia: znajomi i rodzina, którym pacjentka ufała i dla których była ważna, jak również personel medyczny, udzielający jej pomocy po zdarzeniu. Z jednej strony pomagało to odzyskać poczucie „wspaniałości” i kontroli nad sytuacją, jak również mieć poczucie, że nie jest sama. Był to ważny zasób, który przetrwał, mimo iż pacjentka zerwała relację z najbliższymi sąsiadami.

Wydaje się, że ważny dla pacjentki był powrót mentalny i fizyczny do miejsca, gdzie spędziła dzieciństwo i do rodziny. Jednak taką możliwość sama sobie ograniczała, wychodząc z założenia, że nie chce nikogo sobą obciążać i mieć u kogoś dług wdzięczności. 

Zakończenie

Opisany w niniejszym artykule przykład pracy z osobą, która doświadczyła ekstremalnej przemocy i w wyniku tego cierpiała z powodu objawów zaburzenia po stresie urazowym dotyka problemu bezradności psychoterapeuty. Nie zawsze wiedza i doświadczenie pracy klinicznej pozwalają na pomoc w uwolnieniu się pacjenta od objawów, które w tym artykule nazywam także cierpieniem. Podobnie jak pacjenta, zasoby klinicysty są ograniczone. Trudno pracować z osobą, która niewiele zapamiętuje z przebytych sesji i nie ma się do końca pewności, czy się pomaga, czy nie. Możliwe, że opisana tu pacjentka nie była w stanie doświadczyć potraumatycznego wzrostu, a jedynie może niewielkiej jego części. Wydaje się zatem, iż zasób, którym jest nadzieja, może być adekwatnym źródłem wsparcia i ważną wartością i dla chorego, i dla psychologa. 

Ponadto praca z każdym pacjentem, ale także tym doświadczającym ekstremalnej przemocy, zmienia terapeutę. Pacjent nieświadomie pomieszcza w nas swoje doświadczenie, które może wywoływać lęk, uczucie depresji, z których trzeba się wydobyć, aby być „dla pacjenta”. Tak więc oboje: i pacjent, i terapeuta przechodzą przemianę, która nasuwa mi myśl o pradawnej, japońskiej sztuce naprawiania potłuczonej ceramiki – kintsukuroi. Metoda ta bywa w różnych artykułach porównywana ze „sklejaniem” psychiki, która pod wpływem trudnych doświadczeń niejako „rozpadła się”. Jak naczynie, które zostało sklejone z użyciem drobinek złota i dzięki temu zyskuje nową jakość i wartość, podobnie osoba doświadczająca potraumatycznego wzrostu, a myślę, że i towarzyszący jej terapeuta, zyskują poprzez rozwój nowe wewnętrzne piękno.

 

BIBLIOGRAFIA:

Hanson R., Hanson F. (2019), Rezyliencja. Jak ukształtować fundament spokoju, siły i szczęścia, Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne. 

Helgeson V., Reynolds K., Tomich P. (2006). A meta-analytic review of benefit finding and growth. Journal of Consulting and Clinical Psychology, 74 (5), 797-816.

Heszen, I. (2010). Duchowość i jej rola w radzeniu sobie ze stresem. W: Suchocka L., Sztembis (red.), W: L. Suchocka, Sztebis (red.), Człowiek i dzieło (s. 215-222). Lublin: Wydawnictwo KUL.

Heszen I., Sęk H. (2012). Psychologia zdrowia. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN. 

Ogińska-Bulik, N. (2010). Pozytywne zmiany w następstwie doświadczonej traumy – zjawisko potraumatycznego rozwoju. W: L. Suchocka, Sztembis (red.), Człowiek i dzieło (s. 193-203). Lublin: Wydawnictwo KUL.

Popielski, K. (2009). Psychologia egzystencji. Wartości w życiu. Lublin: Wydawnictwo KUL.

_________________

1.  Dane osobowe zostały zmienione.

Joanna Bogudał-Borkowska – psycholożka, psychoterapeutka, w trakcie specjalizacji z psychologii klinicznej. Pracuje w szpitalu oraz prywatnym gabinecie w Warszawie.

Artykuł pochodzi z czasopisma „Niebieska Linia" nr 5/124/2019

 

Inne z kategorii

Wirus samotności (5/106/2016)

Wirus samotności (5/106/2016)

01.11.2025

Wojciech Kruczyński

Jakie są związki poczucia samotności z przemocą...

czytaj dalej
Błędne koło uzależnienia w bliskich relacjach przemocy (5/118/2018)

Błędne koło uzależnienia w bliskich relacjach przemocy (5/118/2018)

24.07.2025

Danuta Rode

Mechanizm uzależnienia w przemocowej relacji sprawca–ofiara...

czytaj dalej

Newsletter Niebieskiej Linii

Dołącz do biuletynu Niebieskiej Linii i otrzymuj wszystkie bieżące informacje o akcjach, szkoleniach, wydarzeniach oraz nowych artykułach.

Ostatnie czasopisma